MAŁE FORMY LITERACKIE. RÓŻNE BARWY SZCZĘŚCIA

Na trzecim roku studiów, w ramach specjalności dziennikarskiej, napisałam tekst, który chcę Wam zaprezentować właśnie teraz. Dwa światy, diametralnie różne i wspólna płaszczyzna porozumienia. Niedużą formę literacką z elementami synkretycznymi publikuję w pierwotnej wersji.

Nazwał ją Nuka, a niedźwiadka Baba. Przystanął, zastanawiał się ile razy spotkał niedźwiedzicę z małym. Od pewnego czasu łapał się na tym, że ich wypatruje, czuje niepokój, kiedy nie przechodzą obok szałasu, chociaż raz dziennie. Wydawało mu się, że ta niezwykła para odwiedza to miejsce dla niego. Przyroda, cisza i on. Niewzruszona, surowa Alaska stała się jego domem od kiedy opuścił miasto. Wyjazd na bezludzie miał mu pomóc zapomnieć i rozstać się z dotychczasowym życiem. Chciał poczuć się wolny od złych wspomnień. Dotąd przeszłość i przeżyta trauma, pojawiały się prawie w każdym jego; działaniu, ruchu, geście, rozmowie, śnie. Szukał potwierdzenia przynależności do świata, jakiejkolwiek jego cząstki. Od wypadku i śmierci najbliższych zawisł w próżni. Wybrał samotność z dala od ludzi; szczęśliwych, drapieżnych i zaborczych, dążących za wszelką cenę do osiągnięcia sukcesu. To życie nie było już jego życiem, a przecież tak niedawno kręcił się w jego trybach. Poszukiwanie spokoju i ukojenie bólu, od dwóch lat, wypełniało wszystkie działania Thomasa. 21 maja wszystko runęło, jego życie było domkiem z kart, który pijany kierowca przewrócił jednym nieostrożnym ruchem. Miał wtedy dopiero 25 lat. Nie mógł dalej mieszkać w domu, który wiązał mu się z radością, szczebiotem dziecka i obecnością Margarett, w mieście – grobie, miejscu śmierci osób najbardziej ukochanych. Świadomość, że to on ich zabił nie opuszczała go nigdy, chociaż sąd bezspornie z winy go oczyścił. Całe zdarzenie analizował setki razy i szukał możliwości ich uratowania. To, że on żyje, a żona i dziecko spłonęli w samochodzie, wystarczyło, żeby czuł się winny i bez przerwy maniakalnie się oskarżał.

Piękne futro było powodem, dla którego tropili ją łowcy. Każdy kto zwierzę raz spotkał myślał o zabiciu, dlatego potężna niedźwiedzica od dłuższego czasu nie mogła spokojnie żyć. Odkąd pojawili się traperzy żadne zwierzę nie było bezpieczne. Ona musiała troszczyć się o siebie i malca, który bez niej zginie. Coraz trudniej było jej znaleźć bezpieczne schronienie. Mogłaby uciekać szybciej w głąb lasu, ale niedźwiadek nie był jeszcze na tyle silny, by mógł za nią nadążyć. Człowiek wiązał się jej z niebezpieczeństwem, od kiedy tamtej zimy straciła dwójkę maleństw umieszczonych przez traperów w klatkach i wywiezionych w nieznane. Nie zbliżała się nigdy do ludzi, do momentu spotkania z tym, którego wybrała na swego przyjaciela. Czuła, że nie może zrobić im nic złego. Dlatego co dzień odważniej podchodziła do jego „domu”, a czując się osaczona, tu szukała pomocy i azylu, przede wszystkim dla niedźwiadka. 

Czasem tracił rozsądek, miał wrażenie, że potężna grizzly chce mu coś powiedzieć. Szedł wtedy wysoko w góry i odrywał się od rzeczywistości. Wydawało mu się, że jest bliżej Nieba, a tam…

- Nie, nie mogę tak dłużej myśleć, to nie ma sensu. Jestem sam i to daleko od ludzi, a jedynymi istotami żywymi są dzikie zwierzęta, z którymi staram się żyć w zgodzie, omijam je, a one mam nadzieję nie będą chciały mnie zabić. 

Polował tylko wtedy, kiedy potrzebował mięsa, ale robił to niechętnie. Czuł bowiem, że śmierć każdej żywej istoty jest pogwałceniem zamysłu Boga, jest niezgodna z piątym przykazaniem boskim: „Nie zabijaj”. Na ścieżce obok szałasu pojawiła się znajoma niedźwiedzica. Jakby bardziej zmęczona i słabsza. Jej ruchy były ciężkie. Miał wrażenie, że każdy krok sprawia jej ból. Zastanawiał się, czy wcześniej nie zauważył tego, czy coś złego stało się w ostatnich dniach. Nie odchodziła, ale też nie zbliżała się. Wyczuwał wahanie z jej strony, jakby nie wierzyła, że może jej pomóc. Jest przecież człowiekiem, sprawcą cierpienia zwierząt mieszkających na Alasce, miejsca, które kiedyś należało tylko do zwierząt. Tu żyły bezpiecznie, to ludzie rządni coraz więcej i więcej spychają je stopniowo na trudne tereny i zabijają dla skóry, resztę pozostawiając na białym śniegu jako ślad swojego morderczego procederu.

- Przyszła do mnie, szuka pomocy dla siebie i malca. Dzikie zwierzęta omijają miejsca, gdzie przebywają ludzie, a ona z jakiegoś powodu tu jest.

Poczuł nagle nieopisany strach, nie o siebie, a o matkę z dzieckiem. Wiedział, że stało się coś złego, bo nie odchodziła jak zawsze. Położyła się na trawie. Odłożył wszystko co miał w rękach i zbliżał się ostrożnie, krok po kroku, w jej kierunku. Głodny malec piszczał i niecierpliwie szukał mleka. Thomas na łapie grizzly dostrzegł krew. Z szałasu przyniósł opatrunki, był nerwowy i niespokojny. Myśli szybko przebiegały mu po głowie; ona nie może umrzeć, mały nie przeżyje. Postępował tak, jakby ratował ludzi; matkę z dzieckiem. Troszczył się o nich, rozpalił ognisko i spał blisko. Wierzył, że kiedy będzie z nimi, niedźwiedzica przeżyje. Nie okazywała wrogości, pomimo bólu, jaki jej sprawiał. Tak, jakby czuła, że dzięki niemu będzie dalej ze swoim dzieckiem. Drogi człowieka i zwierzęcia przecięły się w momencie, kiedy byli sobie potrzebni. Los ich połączył. Strach, cierpienie i niepewność życia. On odarty brutalnie ze szczęścia, ona zagrożona przez traperów, postrzelona i chora. Pomogli sobie nawzajem. Grizzly wyzwoliła go z koszmarów przeszłości, a on stał się opiekunem jej i dziecka podczas choroby, a potem wiernym przyjacielem. Człowieka i zwierzę połączyła niespotykana więź. Miał wrażenie, że niedźwiedzica z niedźwiadkiem są namiastką tego co utracił. Był szczęśliwy i przypuszczał, że zwierzęta na swój sposób też.

Zmęczony usiadł na trawie obok swoich nowych przyjaciół.