UWIERZYCIE? SAMEJ TRUDNO MI TO ZROZUMIEĆ

Mam prawie 64 lata, a przeżywam najlepszy okres mojego życia. Kocham (od niemal 42 lat) tego samego człowieka. Co więcej? Prawie nic nie muszę.

Zapraszam do dyskusji wokół postawionej tezy. Swoją myśl rozwinę w odpowiedziach do zamieszczonych komentarzy. Nie chcę nic sugerować ani narzucać. Proszę wypowiedzcie się w oparciu o własne doświadczenia.

WIADOMOŚĆ SPÓŹNIONA, ALE BARDZO MIŁA DLA KAŻDEGO

Wczoraj, podczas rozmowy z córkami, za pomocą Hangouta, w późnych godzinach wieczornych (około 21.30  czasu polskiego), dowiedziałam się, że 20 marca, to Międzynarodowy Dzień Szczęścia. W czasie obiadu uważnie oglądałam serwisy informacyjne, czytałam newsy na paskach. Było wszystko, w szczególności dramaty ludzkie z całego świata: rozbity samolot, wypadek autokaru, wybuchające bomby razem z samobójcami, imigranci, polskie wojny polityczne, TK, marsze w obronie KOD i inne. Nikt, na żadnej stacji, nawet nie wspomniał o tak pięknym święcie. Prawda, że ma dopiero 5 lat, ale żeby na żadnym kanale o nim nie pamiętano? Pierwszy dzień astronomicznej wiosny i dzień szczęścia. W telewizji, radio i gazetach powinno  kipieć od pozytywnych emocji, wesołych piosenek, okolicznościowych wierszy, przedstawień i przerywników. A tu nic, smutno, ponuro i nijak, zgodnie z codziennym schematem. Więc moi Drodzy Goście, choć z opóźnieniem, uprzejmie informuję, że wczoraj był taki dzień.                                                                                                          

Cytat z WP:,,Międzynarodowy Dzień Szczęścia został ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucją z 28 czerwca 2012 roku. Na obchody wyznaczono dzień 20 marca, który jest także pierwszym dniem wiosny”.

Proszę podzielcie się ze mną wiadomościami, czy wiedzieliście o tym, że 20 marzec, to Międzynarodowy Dzień Szczęścia?

DLACZEGO NIE LUBIMY SZCZĘŚCIA INNYCH?

Niestety, cudze szczęście zasmuca innych. Ludzie mają w sobie niechęć do powodzenia drugiego człowieka. W nawiązaniu do jednego z poprzednich wpisów dokończę temat w tym poście.

Michel de Montaigne (XVI w.) w traktacie filozoficznym „Próby” napisał, że szczęście cudze zasmuca innych, a i widok cudzego powodzenia jest niemiły ludziom. Dążenie do własnego szczęścia idzie w parze z życzeniem, by w jak najmniejszej ilości było ono dane innym. Tak jakby miało to być naczynie zamknięte: Fortuna obdaruje ze swego rogu obfitości innego, to ja będę miał mniej, mnie zabierze. Przecież wiemy, że tak nie jest, więc skąd bierze się ta zazdrość? Powód do zawiści znajdzie się zawsze, a człowiek zazdrosny skazany jest na ciągłe niezadowolenie, co z kolei nie pozwala mu być szczęśliwym. Nie lubimy szczęścia innych, bo ich niepowodzenia, kłopoty, dramaty dają nam poczucie większego szczęścia własnego. Patrząc na sukcesy innych, człowiek ma wrażenie, że jego własne maleją, nic nie znaczą, są nieważne, jest jakby mniej własnych powodów do zadowolenia.

Na potwierdzenie tych słów przytoczę zdarzenie z własnego życia. Jak pisałam w jednym z postów, dopiero jako dojrzała kobieta podjęłam studia wyższe, wymarzone i planowane przez lata, od matury począwszy. Odwleczone dosyć mocno w czasie z różnych przyczyn: dzieci, pieniądze, praca i sto innych powodów bardziej wymyślonych niż prawdziwych. Wreszcie zaczęłam. Jak wiecie, rodzina najbliższa była zdecydowanie ZA….. Na uczelni wykładowcy, koleżanki i koledzy z roku nigdy nie dali mi odczuć, że jestem intruzem, choć znaczna część kadry była dużo młodsza ode mnie, a studenci z grupy w wieku moich dzieci. Nie było dla nich problemem zwracanie się do mnie po imieniu i ściąganie, kiedy zaszła taka potrzeba. Pożyczanie notatek i wzajemna pomoc były regułą przez całe pięć lat. Chodziliśmy razem coś zjeść, a i na piwo od czasu do czasu też.
Ale jak w każdej nietypowej sytuacji jest strona przeciwna, czyli ta co nie akceptuje, potępia i stara się udowodnić na siłę, że podjęta decyzja była błędem. NAJWIĘKSZYM „WROGIEM” MOICH STUDIÓW BYŁY NAJBLIŻSZE KOLEŻANKI Z PRACY! Sześć kobiet, które wręcz cierpiały z tego powodu. Nie młode, które też studiowały tylko panie zbliżone wiekiem do mojego. Przykładne żony i matki nie rozumiały, że tracę pieniądze i czas na coś, co nie będzie skutkowało awansem, wyższą pensją itp. Nigdy nie zapytały o egzaminy, czy zdałam, a może muszę poprawiać? Jakby temat moich studiów należał do tabu. Argumenty, że studiuję tylko i wyłącznie dla własnych potrzeb, własnej satysfakcji, ziszczenia dawnych marzeń, nie docierały do ich świadomości. Ta niematerialna strona nauki nie mieściła się w ich pojęciu szczęścia. Chyba można wyciągnąć wniosek, że należały do grupy tych, którzy swoje potrzeby ograniczają do tych podstawowych. Wszystko co nie mieściło się w takim pojmowaniu świata było krytykowane. Dodam tylko, że nigdy nie miałam dodatkowego urlopu, dni wolnych i innych przywilejów. Więc skąd ta niechęć?
Ludzie nie lubią tych, którzy odstają od standardów. Choćby nie robili nic złego i tak będą potępiani przez resztę. Nie twierdzę, że akurat moje wybory były słuszne. Szanuję sposób życia innych. Szczęście ma tyle barw ilu ludzi na świecie. Dla każdego ma inne znaczenie. Ale chyba troszkę ośmieszamy się potępiając tych, którym nie wystarcza do szczęścia tylko materialny aspekt życia.

Może ktoś z Was ma podobne doświadczenia?

CZYM DLA CZŁOWIEKA JEST SZCZĘŚCIE?

Fortuna kołem się toczy, raz sypnie z rogu obfitości, innym razem zabiera wszystko…

Krótkie, szare dni jakoś częściej pobudzają mnie do refleksji i zadumy. Dzisiaj podzielę się z Wami moimi przemyśleniami o szczęściu. Od kiedy istnieje ludzkość towarzyszy jej szczęście. Pojęcie to jest tak stare jak myśl człowieka. Większość z nas niechętnie rezygnuje z przyjemności. Ale nie można nikogo za to winić, gdyż ciągłe dążenie do zaspakajania tego co człowiekowi miłe jest wpisane w naturę człowieka. Co ciekawe, o tym, że byliśmy szczęśliwi uświadamiamy sobie dopiero w chwili kiedy szczęście nas opuści. Korzystając z przemyśleń filozofów i przekazów na ten temat możemy prześledzić, jak pojmowali szczęście nasi przodkowie, jak się zmieniała definicja szczęścia i co dawniej nazywano szczęściem, a czym jest ono dla współczesnych ludzi?

Jedno jest pewne! Człowiek dąży do szczęścia, a przyjemność i radość są wpisane w jego osobowość. Już starożytni Grecy wiedzieli, że pomyślność Fortuny jest ważna, a do darów z jej rogu obfitości ma prawo każdy. Epikurejczycy uważali, że szczęście jest największym dobrem człowieka. Stoikom zaś zadowolenie dawało życie w cnocie. Według Arystotelesa głównym celem działania człowieka było dążenie do osiągnięcia szczęścia, a Marek Aureliusz nazywał nim dobre czyny i  dobre skłonności. Wymyślono wiele mądrości o szczęściu. Przytoczę Wam niektóre z nich:

- samo uświadomienie sobie wartości życia jest szczęściem,

- człowiek szczęśliwy zauważa piękno świata,

- zazdrości trzeba wyzbyć się koniecznie, ona niszczy radość życia,

- bez cierpienia nie rozumie się szczęścia.

Przede wszystkim, żeby być szczęśliwym trzeba polubić ludzi, siebie i to co się ma. Taka postawa może dać zadowolenie z własnego życia. Każdy człowiek ma inne potrzeby, które dają mu poczucie szczęścia. Jednym wystarczy zaspokojenie tych  podstawowych: pożywienie, mieszkanie, bezpieczeństwo, gwarancja pracy. Kiedy to mają czują się zadowoleni. Inni oczekują więcej od życia. Chcą mieć przyjaciół, spotykać się z nimi poza pracą, zależy im na uznaniu innych, poczuciu własnej wartości, chcą być wzorem dla otoczenia, mają potrzebę kształcenia się, rozwijania swego intelektu – dopiero zaspokojenie tych wyższych potrzeb daje im szczęście. Człowiek powinien poznać swoje pragnienia i dążyć do ich realizacji, nie działać po omacku i w chaosie. Do osiągnięcia celów potrzebne są pieniądze. Same w sobie nic nie znaczą. Jednak bez nich niemożliwe jest osiąganie dóbr, o których marzy człowiek. Pieniądze mają wartość wtedy, gdy stanowią środek do zaspakajania potrzeb, realizacji celów i zamierzeń. Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich życie jest trudne. Nadmiar może prowadzić do złych zachowań, lecz ich brak na podstawowe potrzeby, potrafi zniszczyć każdą miłość i radość, czyli szczęście.

Ale nie tylko to co opisałam wcześniej powinno człowiekowi dawać radość. BO SZCZĘŚCIE TO TAKŻE: bliska osoba u boku, umiejętność cieszenia się promieniami słońca, gwieździstym niebem nad głową, listkiem na drzewie, zapachem kwiatów, czterolistną koniczyną i płatkami śniegu lecącymi z nieba. Szczęśliwy jest ten co kocha ludzi, widzi w nich to co dobre, nie szuka na siłę ich słabości. To dar mówienia o miłości, pomimo upływu lat, dostrzegania jej w drobnych codziennych gestach i uśmiechu drugiego. Szczęście to wyzbycie się zazdrości zabijającej radość. Szczęście, to nie mnożenie rzeczy materialnych, a rozwijanie swojej sfery duchowej i intelektualnej, poznawanie świata, odkrywanie jego piękna, co dzień na nowo. To, że istniejemy, bierzemy udział w trwaniu Świata, jesteśmy jego maleńką cząstką, stanowi największe szczęście. Myślę, że dla mnie i dla wielu z Was reszta jest tylko dodatkiem do tego.