WNIOSKI WYNIKAJĄCE Z OBSERWACJI ŻONY I MATKI

,,Współcześni mężowie i ojcowie angażują się w życie rodziny aktywniej niż w ,,czasach mojej młodości”. Na początku tekstu postawiłam tezę,  w dalszej części postaram się uzasadnić jej słuszność.

Obserwuję młode małżeństwa w rodzinie, miejscu zamieszkania, na ulicy i placach zabaw. To co widzę owocuje czasem mimowolnymi myślami i automatycznym powrotem do przeszłości, a ściślej mówiąc, do czasów kiedy byłam młodą żoną i matką. Refleksja pozwala na stwierdzenie pewnych, a właściwie zdecydowanych różnic w zachowaniu młodych mężczyzn, ich roli i zaangażowaniu w życie swojej rodziny. Najłatwiej opisać zjawisko na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń. Wtedy nie może być mowy o błędzie, kłamstwie, wypaczonym spojrzeniu na problem. Tak też uczynię w tym przypadku. Znam temat omawiany dobrze, bo sama w nim uczestniczę, a ustaleniami i wnioskami chcę podzielić się z Wami Szanowni Goście mojego bloga. Sprawa dotyczy każdego z nas, więc nie kryję, że liczę na ciekawą dyskusję, w zamieszczonych pod postem komentarzach.

Najpierw omówię przeszłość, czyli czasy, w których moja rodzina była młodą komórką, na progu życia małżeńskiego. Jak wtedy swoją rolę wypełniali mężowie i ojcowie? Trzeba zacząć od tego, że większość kobiet, po urlopie macierzyńskim, występowała do firmy z prośbą o trzyletni urlop wychowawczy. Mężczyzna, zarabiał na rodzinę sam, zaś matka, do ukończenia przez dziecko trzeciego roku życia, przebywała z nim w domu. Kobiety integrowały się na placach zabaw, wymieniały opinie i doświadczenia na temat wychowywania dzieci. Przyjaźnie zawiązane przez matki przetrwały do dziś, z przyjemnością wspomina się podczas przypadkowych spotkań tamte czasy. Ojcowie pracowali często całymi dniami, a nawet w nocy. Mało mieli czasu i sił, by aktywnie spędzać czas z rodziną. Rzadko angażowali się w życie dziecka. Matka najczęściej chodziła z latoroślą do kina, teatrzyku, na miejskie imprezy, do cyrku czy na spacery, a nawet do kościoła, sama. Mężczyźni popołudniami i wieczorami, a także w  dni wolne od pracy, regenerowali siły najczęściej oglądając telewizję. Nie mieli siły, a może przede wszystkim potrzeby ani ochoty, uczestniczyć w spacerze, zabawach z dziećmi, wyjściach z domu. Przypuszczam, że duży wpływ na taką sytuację miało wychowanie. Od zawsze wpajało się mężczyznom, że to oni są samcami alfa, na barkach których spoczywa utrzymanie rodziny. To i nic więcej było ich obowiązkiem. Rzadko który mąż i ojciec chciał wychylić się poza tę rolę. Bał się o utratę statusu macho. Place zabaw, kina i teatrzyki w większości wypełnione były dziećmi z matkami, niestety bez ojców. Tak pamiętam tamten czas ja i zapewne wiele kobiet – moich rówieśniczek, z czasów PRL-u.

Dzisiaj obserwując młode rodziny, serce aż rośnie z radości i podziwu. Czasy zmieniły się diametralnie, a wraz z tym rola męża i ojca w rodzinie. Dzisiaj młodzi mężczyźni aktywnie uczestniczą w życiu ,,swojego stadka”. Dumnie towarzyszą żonie i dziecku w spacerach, zabawach. Młodzi ojcowie uczą swoje dzieci jeździć na wrotkach, rowerze, grają w klasy. Zaprowadzają dziecko na pozaszkolne zajęcia, noszą torby wypełnione zakupami. Pięknie wygląda tatuś niosący dziecko na rękach, które regularnie o godzinie 17.00 śpi na jego ramieniu. Dodam tylko, że młody tata musi zanieść je na czwarte piętro. Zaprowadzanie dzieci do przedszkola, odbieranie i zajmowanie się nimi w domu, przez ojców, jest dzisiaj regułą. Matki często zmuszone są, ze względu na potrzeby finansowe, pójść do pracy, zaraz po urlopie macierzyńskim. Przynajmniej tak było do momentu wydłużenia płatnego urlopu macierzyńskiego, do roku. Władze dostrzegły potrzebę pomocy rodzicom i ustaliły pomoc w kwocie 500 złotych na drugie dziecko i każde kolejne, do ukończenia przez nie 18 roku życia. Nie będę rozpisywać się, czy to rozdawnictwo, zniechęcanie kobiet do aktywności zawodowej (różne opinie da się usłyszeć na ten temat). Faktem jest, że mężczyźni mają czas i siły, by uczestniczyć w pełni w życiu rodziny, angażować się w proces wychowania syna czy córki. Sami też tego chcą. Sprawia im to przyjemność. Daje wiele radości i satysfakcji. Nie uważają, że tracą część swojej męskości, niewieścieją. To zjawisko napawa radością i nadzieją, że idziemy w dobrym kierunku. Skończyła się epoka pracy mężczyzny i zarabiania na całą rodzinę. Dzisiaj oboje rodziców pracuje, razem uczestniczą równo w życiu własnych dzieci. Myślę, że ta sytuacja jest normalna. We wspomnieniach z wczesnych lat życia, dziecko powinno widzieć często obojga rodziców u swojego boku. Niestety dzieci moje i większości rodzin z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wspominają tylko czas spędzony z matką, bo ojcowie mieli czas i siły tylko na pracę. Reszta należała do kobiet.

Proszę podzielcie się własnymi spostrzeżeniami i doświadczeniami. Być może są one zupełnie inne niż moje.

KARNAWAŁ OKRESEM WIELKIEGO ŚWIĘTOWANIA

Człowiek bawi się od zarania dziejów. Dionizje i Bachanalia sięgają czasów przed Chrystusem.

Tak jak jedzenia, wody i ubrania, ludzkość potrzebuje do życia zabawy. Przyjemność sprawiały człowiekowi – tak jak wspólna praca, polowanie -  korowody, gromadne przemarsze ze śpiewem, tańcem i śmiechem. Wzmacniano przeżycia, upijając się alkoholem i odurzając ziołami oraz innymi środkami. Wszechobecny był też w te dni erotyzm. W każdej cywilizacji i kulturze, przy omawianiu jej, pojawiają się informacje na temat zabawiania się podczas świąt cyklicznych (często związanych z porami roku), jak też w wolnym czasie. Nieraz właśnie śpiew i taniec pomagały przeżyć w chwilach, kiedy nic innego nie dawało człowiekowi nadziei. Ciało człowieka podczas świętowania było bardzo ważne. Na ten czas ozdabiano je malunkami, przywdziewano w odświętne szaty i ozdoby. U innych z kolei ciało było pozbawione prawie całkiem szat, a udekorowane tylko ozdobami i farbami. Piękno u jednych znaczyło obfite kształty, a u innych szczupłe jak źdźbło. Zawsze upiększenia nadawały człowiekowi odświętny wygląd i powab. Karnawał, to czas tańca i śpiewu. Obecnie najsłynniejszy ma miejsce w Rio de Janeiro. Barwny, z wielkim rozmachem, przyciąga oczy całego świata. Przygotowania do popisów samby trwają tam cały rok.

Karnawał wywodzi się z kultów płodności i z kultów agrarnych. Jest ściśle związany z tańcami, na wsiach dookoła ogniska. Nazwa pochodzi od łacińsko-włoskiego „carnavale„, a znaczy w dosłownym tłumaczeniu, rozstania z mięsem, w Polsce  „mięsopust„, określa tylko ostatnie dni karnawału. „Karnawał” nawiązuje także do łacińskiego „carrus navalis„, tak w starożytnym Rzymie nazywano łódź na kołach – udekorowany kwiatami rydwan boga Dionizosa. Podczas hucznych obchodów powitania wiosny, przemierzał on ulice Rzymu wraz z licznym orszakiem. Karnawał to najdłuższy okres świętowania w ciągu całego roku. Tradycja chrześcijańska nakazuje obchodzić go między świętem Trzech Króli, a Środą Popielcową. Szczyt i nasilenie zabaw przypada na jego ostatnie dni tj. od tłustego czwartku do tłustego wtorku.

W średniowieczu, z hucznych zabaw karnawałowych słynęła Wenecja, w XVIII w. Rzym, potem także Hiszpania, Portugalia, Francja, Niemcy, Czechy, Ruś i Bałkany. Ten zwyczaj szybko dotarł do Polski. Tu zabawy karnawałowe miały narodowy charakter, z polską tradycją i obyczajem w tle. Czas ten był suty, hałaśliwy, wesoły i szumny. Obfitował w różne uciechy: polowania, kuligi, poczęstunki, tańce i swawole. W miastach, zwłaszcza na dworach pańskich i w bogatych rezydencjach, karnawał cechowały wystawne uczty i bale. Była to świetna okazja dla panien gotowych do zamążpójścia, aby się zaprezentować. Tańczyły one pod okiem matek, ciotek, babek, zawierały znajomości, przebierały w  konkurentach. Skromniej świętowało mieszczaństwo, kupcy i rzemieślnicy. Jednak tańce i swoboda przewyższały karnawał bogaczy. Inny w swym charakterze był  karnawał chłopski. Wesoły i różnoraki, radość kipiała tu z każdej strony. Na wsi w zapusty wolno było prawie wszystko, dużo więcej niż w zwyczajny czas. Jak wszędzie tak i tu najhuczniej obchodzono ostatnie dni karnawału. W Tłusty Czwartek i wtorek przed Popielcem nie mogło nigdzie zabraknąć smażonych na tłuszczu słodkich racuchów, blinów oraz pączków i chrustów. Tłusty Czwartek był tylko wstępem do szaleństw ostatnich trzech dni przed Popielcem, kiedy to we wszystkich domach było wielu gości i dużo tłustego, pożywnego jedzenia, żeby każdy mógł najeść się do syta przed nadchodzącym Wielkim Postem. W karczmach tańczono do upadłego, aż wióry leciały z podłogi. Skoczne obertasy, szfajery, mazury, krakowiaki, szuraki i inne tańce nie miały końca. Bawiono się do białego rana.

W PRL-u modne były wystawne bale elit politycznych, pokazywane szeroko w telewizji, opisywane w prasie, omawiane w radio. Zjawisko to miało charakter propagandowy. Świadczyło o bogactwie, dostatku i dobrobycie w kraju. Bawił się też świat niższego szczebla. Zakłady pracy, prawie wszystkie, organizowały karnawałowe zabawy pracownicze. Pączki, golonki, szampan i inne przyjemności były w symbolicznej cenie biletu. Nawet na pół naga piękność pojawiała się na parkiecie po północy. Panowie mogli z nią zatańczyć. Po zabawie, autobus odwoził uczestników do domów. Bawili się wszyscy, mało kto zastanawiał się, czy go stać na fryzjera, kreację i inne potrzeby z tym związane. Widocznie było stać każdego. Nie trzeba było kalkulować, czy starczy potem na ratę czy opłacimy czynsz? Dla dzieci też bez trudności załatwiało się opiekę. Babcie były chętne do pomocy, młode emerytki miały siłę i czas by pomóc. Sama byłam z mężem na kilku takich imprezach. Na wspomnienie łezka w oku się kręci. Może wygląda to na chwalenie PRL-u, ale tak pamiętam ten okres i tak go opisuję, bez dodatkowego upiększania. Po prostu tak było.

Dzisiaj też Polacy bawią się w karnawale. Jednak mało ludzi idzie na prawdziwe bale. Młodzi wybierają kameralne spotkania w pubach, imprezy składkowe u kogoś w domu albo wyjazd do zimowych kurortów i zabawę z lokalnymi atrakcjami. Media wspominają o Balu Sportowca, czy balach charytatywnych, ale myślę, że takiej ich mnogości, jak w czasach minionych już nie ma.

Karnawał przypada w środku zimy. Gdy u nas szaro i zimno, w Brazylii upał. Ludzie bawią się i tań­czą na uli­cach. Wraz z rozpoczęciem karnawału klucze do miasta są przekazywane w ręce Rey Momo (Króla Momo). Tu karnawał oznacza świętowanie przez cztery dni. Zaczyna się w niedzielę, a kończy w Tłusty Czwartek. W pokazach bierze udział ponad 200 najlepszych szkół samby z całego kraju. Tradycja hucznych obchodów karnawału w Rio de Janeiro sięga 1823 roku. Do miasta co rok przybywają tysiące turystów z całego świata. Chcą uczestniczyć w tym niezwykłym widowisku przygotowanym z niewyobrażalnym rozmachem, przepychem i barwnością. Uroda tancerek, skąpe stroje, zmysłowe ruchy powodują zawrót głowy u obserwatorów tego szaleństwa i pewnie pozostają w ich pamięci przez długie lata.

A czy Wy patrząc przez okno nie mielibyście ochoty znaleźć się w centrum tego brazylijskiego szaleństwa?

                                  Pieter Bruegel, Walka karnawału z postem, 1559

http://www.teatralia.com.pl/archiwum/artykuly/sierpien_2009/030809_wsow.php


http://www.teatralia.com.pl/archiwum/artykuly/sierpien_2009/030809_wsow.php

Karnawał w Rio de Janeiro

http://www.aboutbrasil.com/modules/riocarnaval/riodejaneirocarnaval2013_4.jpg


http://www.aboutbrasil.com/modules/riocarnaval/riodejaneirocarnaval2013_4.jpg

Ray Momo

http://zarzadzanie.blog.pl/szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/wp-admin/post.php?post=230&action=edit


http://zarzadzanie.blog.pl/szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/wp-admin/post.php?post=230&action=edit