,,NIEROZPOZNANI” STRZEGĄ SPOKOJNEGO SNU POLEGŁYCH

Tekst dedykuję Tatulowi, dziękując za troskę i zainteresowanie. Polecam ciekawy blog prowadzony przez tego autora: 
http://tatulowe.blog.onet.pl

Gotowy wpis w wersji pamięciowej, a zdjęcia w telefonie czekały długo na opublikowanie. Wystarczyło zmaterializować myśli i zamieścić na blogu, ale i to wymagało czasu i uwagi, czego w ostatnim czasie, niestety, bardzo mi brakuje. Tatul zmobilizował mnie do pracy i powrotu do pisania.

Tym razem opowiem Wam o wycieczce rowerowej, która miała miejsce na progu zimy. Słońce w południe świeciło mocno, nawet czuło się ciepło jego promieni na plecach. Ostatni raz w 2016 roku postanowiłyśmy, z młodszą córką, wybrać się na  poznańską Cytadelę. To ulubione i wymarzone miejsce na przejażdżki rowerowe, a także niedzielne spacery dla całych rodzin. Tu można swobodnie poruszać się jednośladem po rozległym terenie, poprzecinanym asfaltowymi ścieżkami, biegnącymi wśród drzew. Są tam miejsca ciszy i spokoju i takie, których nie zapomnisz nigdy. Park Cytadela ma wiele atrakcji, dziesiątki rzeźb i pomników ale niewątpliwie  jedną z najciekawszych, dla mnie oczywiście, jest zespól rzeźb autorstwa Magdaleny Abakanowicz, nazwany ,,Nierozpoznani”. Ta plenerowa instalacja powstała w 2002 roku. Na całość składa się 112 dwumetrowych figur bez głów, odlanych z żeliwa. Odwiedzam to miejsce regularnie, kilka razy w roku i zawsze czuję ciarki na plecach, stojąc wśród tej pozornie nieuporządkowanej masy rzeźb. Ogromna ilość, wielkość, potęga pozwala mi uzmysłowić sobie o małości ludzkiego istnienia, jednostki. Ponad setka figur stoi na betonowym podłożu, otoczona pustą przestrzenią porośniętą trawą. Co dziwne, do monumentu nie prowadzi żadna wyznaczona droga. Każdy zainteresowany dociera do pozbawionych głów rzeźb ścieżką własną. Stajesz maleńki wśród idących w różnych kierunkach wielkoludów, zimnych i martwych. Każdy w rozkroku, gotowy rozdeptać cię jak mrówkę, a jednak idziesz. Wplatasz się w tłum, szukasz miejsca najbardziej zagęszczonego. Nie możesz momentami chwycić oddechu, stajesz się żywą częścią dzieła rzeźbiarki. Łączysz się z całością. Czy taki był pomysł artystki? Spowodować, by widz stal się, mimo własnej woli, elementem jej pracy? Takie zadanie mają pokazy performance, absorbować widza, angażować go.  Czy i tutaj mamy do czynienia z podobnym zadaniem, my odwiedzający ,,Nierozpoznanych”? Jedno jest pewne, nikt nie jest obojętny wobec tego co widzi.

Trudno, na pierwszy rzut oka, doszukać się w monumentalnym pomniku harmonii, regularności i ładu. Wydaje się, że każda z 112 postaci podobna jest do innej. Nic bardziej mylącego. Każda figura jest inna. Różni się strukturą powierzchni, kierunkiem marszu, kształtem kręgosłupa, który widać nie na plecach, a na części wewnętrznej powłoki klatki piersiowej. Żeliwne, bezgłowe rzeźby mają jedynie przód, zabudowane są tylko od strony frontowej. Reszta to pusta przestrzeń, wypełniona powietrzem, promieniami słońca, kiedy dzień jest pogodny, a niebo nad Cytadelą lazurowe. Przyglądając się całości widać, że Magdalena Abakanowicz szczegółowo przemyślała każdy element kompozycji. Nic nie jest tu przypadkowe. Inne emocje towarzyszą oglądającemu, który stoi z boku. Tu dominuje spokój i poczucie władzy nad całością. Kiedy wejdziesz w środek, między gęstniejącą masę zimnych figur, stajesz się jedną z nich. Poddajesz się całkowicie woli martwego tłumu. Nic już nie należy do ciebie, nawet myśli są jakby wspólne.  Porywa cię ta potężna zwarta całość, stajesz się jej częścią i nie masz nic do powiedzenia. Tracisz kontakt z rzeczywistością, przenosisz się w inny świat, w inny wymiar czasu. Czujesz ogromną siłę i moc tłumu, jego potęgi, która cię wchłania bez reszty. Idziesz nie robiąc ani jednego kroku, podobnie jak rzeźby Magdaleny Abakanowicz. Czasem masz wrażenie, że postaci ożywają w obecności człowieka. Jakby czerpały z niego część jego sil witalnych. Być może taki był zamysł artystki? Monument i widz wzajemnie się uzupełniają. Stanowią nierozerwalną całość.

Park Cytadela, to miejsce gdzie spoczywają tysiące poległych w walkach o wyzwolenie Poznania. Nie bez powodu monument ,,Nierozpoznani” jest postawiony właśnie tu, gdzie ziemia kryje setki bezimiennych bohaterów. To także miejsce wielu pomników i ciekawych miejsc, o czym napiszę w innym tekście. Zapraszam odwiedźcie Poznań i Cytadelę. Warto. Dzieło Magdaleny Abakanowicz porwie Was bez reszty, a emocje związane z jego oglądaniem zostaną w Waszej pamięci na zawsze. Tekst zawiera w większości moje osobiste przeżycia podczas obcowania z dziełem o nazwie ,,Nierozpoznani”. Chętnych do poznania danych encyklopedycznych odsyłam do strony:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Nierozpoznani.

Zamieszczone zdjęcia są autorstwa mojej córki Marty.

 

 

20161120_134731

ARTYŚCI PERFORMANCE ZAJĘLI ŚRODEK POZNANIA I…….MÓJ ROWER

O performance pisałam niedawno na moim blogu, przy okazji recenzji filmu o Marinie Abramović. Polecam: 
http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/2016/01/19/marina-abramovic-artystka-jedyna/

Piątek 13 maja, godzina, krótko przed 16.00. Grupa studentów z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, adepci sztuki innych miast Polski i Ukrainy, rozpoczęli pokaz performance. Przedsięwzięcie zorganizowane było z dużym rozmachem, z udziałem 15 znawców tej formy wypowiedzi artystycznej. Pokazy miały dynamiczny przebieg, na nudę nie było czasu. Jeden uczestnik prezentacji kończył swój pokaz, a następny już wchodził na ,,scenę”. Impreza miała charakter interaktywny. Widzowie, przede wszystkim dzieci, uczestniczyły w niej, wzbogacając występ artystów.

Serię różnych propozycji performance, rozpoczęła artystka, ubrana na czarno, która stojąc na podwyższeniu, sypała bez pośpiechu, równo, pięć kilogramów mąki na powieszoną w górze płachtę. Mgiełka pyłu unosiła się w powietrzu, by osiąść na publiczności i posadzce placu, na którym występowali artyści. Oczywiście najgrubsza warstwa białego proszku została na samej artystce i w okolicy jej działania. W tym samym czasie inna dziewczyna z wiadrem pełnym wody i ścierą w ręku, klęcząc, wkładając dużo siły, w to co robi, myła brudne płyty placu. Dwie kolejne kobiety, jedna z pomarańczową walizką, druga bez dodatkowego bagażu, chodziły w koło miejsca działania, torując sobie drogę wśród widzów. Czasem delikatnie ich popychając.

Obok, w koszu, odbywał się pokaz kolejny kolejnego uczestnika. Młody mężczyzna, również ubrany na czarno, siedział w koszu na śmieci, z dość sporą ilością bananów, które jadł. Najpierw robił to, jak każdy z nas. Obierał owoc, odgryzał kawałek i połykał. Ku zaskoczeniu obserwatorów, skórę rzucał pod kosz, na którym się usadowił. Kiedy żołądek, nie mógł więcej bananów zmieścić, jadł je, ale nie połykał, tylko wypluwał miazgę w pobliże pojemnika, by resztę, na którą nie mógł już patrzeć, rzucać obraną, pod nogi publiczności. Na tym pokaz się skończył. Zapewne ktoś z zdezorientowanych przechodniów, zadzwonił pod numer 112 i po chwili na miejsce przyjechała policja. Być może ten scenariusz, wpisany był w pokaz, nie wiem. Kuratorka performance spokojnie wytłumaczyła stróżom prawa co tu się dzieje, obiecała posprzątać chodnik, zostawili imprezę i odjechali.

Niedaleko kosza, na gołych płytach placu, siedząc po turecku, naprzeciw siebie, dwie kobiety, ubrane na czarno, uderzały młotkami w kamień, robiąc hałas, który towarzyszył wszystkim artystom od początku do końca ich popisów. Inna, młoda dziewczyna, podchodząc do publiczności, pocierała czymś o styropian, powodując nieprzyjemny odbiór tego dźwięku, przez poszczególne osoby. W tłumie wyczuć można było rozdrażnienie. Pewnego rodzaju prowokacja, ze strony artysty, wystawiała na próbę cierpliwość i spokój widzów. Żadna z osób obserwujących pokaz nie zareagowała agresywnie, ani słownie ani rękoczynem. Do tego momentu popisów, wszyscy twórcy pokazów performance prowokowali oglądających. Najpierw wszechobecna mąka brudziła, nierzadko, eleganckie ubrania. Potem zjadacz bananów, zapaskudził całe otoczenie kosza, na którym się ulokował. Hałas młotków i zgrzyt pocieranego styropianu, dopełniały całość. Publiczność poddawana była próbie wytrzymałości. Nikt nie odchodził oburzony, oglądaliśmy performance z zainteresowaniem, wciągając się, mimo woli, w popisy artystów.

Kolejny uczestnik, ubrany był w niezwykle kolorowy strój, wykonany z namalowanych przez siebie, w czasie studiów, obrazów. Swoją część performance zaczął od zrobienia, z grubego powroza, pętli o średnicy około 10 metrów, niedaleko przejścia na drugą stronę ulicy. W trzech miejscach postawił worki z lekkimi, kolorowymi kulami, różnej wielkości. Kolejno wysypywał zawartość worków. Zdecydowanie większa część kulek znalazła się w środku koła, ale kilka wypadło poza nie. Widzowie, dzieci, młodzież, kulki podnieśli. Jedni wrzucili je do środka przestrzeni, ograniczonej powrozem, a trzej chłopcy zabrali ze sobą. Asystentka artysty poprosiła o zwrot elementów należących do pokazu. Później performer pętlę zmniejszał, pociągając za końce powroza. Pomału zbierał kulki w jeden punkt. Wielką radość i zabawę urządziły sobie, w trakcie trwania przedstawienia, małe dzieci. Podnosiły kolorowe, lekkie bryły i rzucały przed siebie, piszcząc przy tym beztrosko.

Mój udział w przedstawieniu był pośredni, niezamierzony. Przyjechałam rowerem, który przypięłam w miejscu do tego przeznaczonym. Niestety, okazało się, że właśnie tu, jedna z uczestniczek pokazu będzie za chwilę sypała mąkę. Mój pojazd wraz z torbą zostały równo pokryte proszkiem, a całość zamiast czarnego koloru, stała się w kilka sekund biała. Na domiar złego zaczął padać deszcz. Gdyby był rzęsisty i dość mocny, zmyłby mąkę. Nie. Siąpił sobie niemrawo, przez kilka minut, tworząc na moim pojeździe skorupę jak naleśnik. Potem to wszystko przyschło i przybrało piegowaty wygląd. Wracając do domu nie zrezygnowałam z jazdy rowerem. Na siodło, założyłam foliową reklamówkę i spokojnie dojechałam do celu. Przechodnie, z delikatnym uśmieszkiem i zapewne jakimś komentarzem mijali mnie. Nie przeszkadzało mi to wcale. Zmyłam performance, z mojego roweru, jeszcze tego samego dnia.

WP_20160513_003

WP_20160513_014

WP_20160513_011

Zdjęcia własne autorki bloga.

ROGALE ŚWIĘTOMARCIŃSKIE – WIELKOPOLSKI WYPIEK Z CERTYFIKATEM.

11 listopada obchodzimy Święto Niepodległości, dzień upamiętniający odzyskanie własnego państwa po 123 latach (1795-1918) zaborów. O tym każdy uczeń i dorosły Polak wie, ale nie wszystkim jest znane znaczenie tego dnia dla Poznania i jego mieszkańców. W tym dniu, kiedy cała Polska uroczyście świętuje odzyskanie niepodległości, Wielkopolanie, a przede wszystkim mieszkańcy Poznania, obchodzą także Dzień Świętego Marcina.

Wiąże się z tym kilka tradycyjnych obrzędów. Przede wszystkim obchodzone są Imieniny Ulicy Święty Marcin, organizowane przez Centrum Kultury ,,Zamek” od 1994 roku. Głównym punktem uroczystości jest przemarsz korowodu i przejazd tą ulicą świętego Marcina na białym koniu, w stroju rzymskiego legionisty. Towarzyszą mu szczudlarze, muzycy, machiny i platformy. Celem pochodu jest CK ,,Zamek”, gdzie na dziedzińcu czeka Prezydent Miasta Poznania, aby przekazać św. Marcinowi symboliczny klucz do bram miasta. Od tej chwili mieszkańcy świętują, by o godzinie 21.00 zakończyć uroczystość uczestnictwem w pokazie fajerwerków.

O wielkopolskiej tradycji związanej z dniem 11 listopada wie zapewne niewielu spoza regionu. Dlatego pragnę ją przybliżyć gościom mojego bloga. W tym dniu, od wielu dziesiątek lat, na stołach króluje gęsina oraz wypiekane są ogromne ilości rogali świętomarcińskich. I właśnie o rogalach chciałam opowiedzieć więcej. Pierwsze wzmianki o ich wypieku na Dzień Świętego Marcina, można znaleźć już w 1860 roku w Dzienniku Poznańskim. Ale legenda przekazywana z pokolenia na pokolenie związana jest z wydarzeniem późniejszym, bo z 1891 roku. Wtedy to Jan Lewicki, proboszcz parafii Św. Marcina, zaapelował do zebranych na mszy wiernych, by wzorem rzymskiego żołnierza Marcina (uznanego później za świętego) zrobili dobry uczynek w stosunku do biednych mieszkańców Poznania. Cukiernik Józef Melzer, w odpowiedzi na apel duchownego, namówił właściciela cukierni, by wrócił do dawnej tradycji i część swoich wypieków sprzedawał bogatym, a częścią obdarowywał tych, których na kupno nie było stać. Inna legenda związana z tym słodkim wypiekiem mówi, że: wiele lat temu jeden z poznańskich piekarzy, we śnie, podniósł podkowę, którą zgubił jadący na koniu święty Marcin. Postanowił wypiekać ciasto, o podobnym do niej kształcie. Te legendy znane są prawie wszystkim Poznaniakom i mieszkańcom okolic. Ale mało kto z nas wie, że pierwsza wzmianka, o kształcie najbardziej znanego przysmaku regionu, datowana jest na czasy pogańskie. Wtedy to podczas jesiennego święta składano ofiary bogom z ciasta zawijanego w bawoli róg. 

Na początku XX wieku rogale cieszyły się, w dalszym ciągu, bardzo dużym popytem, a zwyczaj ich wypieku przejęło Stowarzyszenie Cukierników, zaś po I wojnie światowej Franciszek Raczyński dalej kultywował tradycję obdarowywania ubogich tym słodkim przysmakiem. Zygmuntowi Wasińskiemu zawdzięczamy uratowanie od zapomnienia wypieku rogali po II wojnie światowej. Obecnie cukiernicy Wielkopolski, a przede wszystkim jej stolicy wypiekają i sprzedają w Dniu Świętego Marcina 250 ton rogali świętomarcińskich, w ciągu roku pół tony, a w przeliczeniu na sztuki jest to liczba około 2 i pół miliona. Nasz lokalny wypiek i jego smak mieli okazję poznać również parlamentarzyści Unii Europejskiej, pracownicy instytucji unijnych i korpusu dyplomatycznego różnych państw. 28 listopada 2013 roku polscy cukiernicy częstowali nimi gości w Brukseli, z okazji czwartej edycji Dnia Świętego Marcina. 

Pozwolę sobie przytoczyć dwa cytaty mówiące o naszym wyrobie regionalnym, który ma swoją rejestrację w UE, podobnie jak podhalański oscypek:

,,Możliwość wypieku Rogali Świętomarcińskich jest największą chlubą poznańskich cukierni. Specjalny certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania, zobowiązuje cukierników do wypiekania rogali według tradycyjnej receptury i użycia składników najwyższej jakości – półfrancuskiego ciasta, białego maku, wanilii, mielonych daktyli lub fig, śmietany, rodzynek, masła i skórki pomarańczowej. Od kilku lat Unia Europejska także certyfikuje Rogale Marcińskie jako produkt regionalny Chronionym Oznaczeniem Geograficznym”. http://www.rogalemarcinskie.pl/pl/historia_rogala.html

,,Rozporządzeniem Komisji (WE) nr 1070/2008 z dnia 30 października 2008 r. nazwa „Rogal świętomarciński” została wpisana do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej”. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rogal_świętomarciński

Może ktoś z moich gości zechce sam upiec rogale świętomarcińskie, podaję przepis i sposób wykonania na 15 sztuk:

Produkty na masę makową: 1 szkl. białego maku, 2 szkl. okruchów biszkoptowych, 0,5 szkl. cukru, 0,5 szkl. miodu pszczelego, 12 dkg orzechów, 12 dkg rodzynków, trochę fig i różnych owoców kandyzowanych, 40 dkg masła, 1 esencja migdałowa.

Produkty na ciasto: 4,5 szkl. mąki pszennej, 40 dkg. masła, 2 jaja, pół kostki drożdży, pół szkl. cukru, 1 szkl. ciepłego mleka, pół szkl. oleju, 2 płaskie łyżeczki soli.

Wykonanie masy makowej: mak płuczemy, parzymy, po godzinie mielimy dwa razy. Dokładamy cukier, masło i podgrzewamy na małym ogniu ciągle mieszając. Gdy masa jest ciepła dodajemy: rodzynki, posiekane orzechy i esencję. Dodajemy okruchy, przykrywamy i odstawiamy do wystygnięcia.

Wykonanie ciasta:  mąkę przesiewamy, dodajemy drożdże rozpuszczone w mleku, cukier, jaja i sól. Mieszamy aż powstanie sprężysta masa, dodajemy olej i wyrabiamy. Robimy prostokąt i wkładamy do lodówki. Schłodzone ciasto wałkujemy i na 2/3 prostokąta nakładamy zimne masło. Składamy na 3 części, sklejamy brzegi, rozwałkowujemy, składamy trzykrotnie, powtarzając czynność trzy razy. Wkładamy ciasto do lodówki, wyjmujemy po 5-10 godzinach i formujemy pasy o dł. 40 cm. Wycinamy poprzecznie długie trójkąty, o podstawie 10 cm. Rękawem cukierniczym nakładamy masę makową tak, by u podstawy było jej jak najwięcej. Zwijamy ciasto od podstawy, nacinamy prostopadle, kończymy zwijanie do samego wierzchołka i oba końce zaginamy do środka. Gotowe rogale układamy luźno na blasze, smarujemy żółtkiem rozbełtanym z wodą i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180 stopni. Pieczemy 35 minut, pozwalamy im trochę ostygnąć, lukrujemy i posypujemy orzechami włoskimi.

Proszę bardzo tak wygląda gotowy wypiek:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Rogal_świętomarciński
Zdjęcie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rogal_świętomarciński

Kilka lat pracowałam w cukierni, co prawda w biurze, ale znam proces produkcyjny rogali świętomarcińskich doskonale. 11 listopada wszyscy staliśmy przy stołach i pomagaliśmy zawodowym cukiernikom. Gdyby chętni do podjęcia próby własnego wypieku, w którymś momencie trafili na przeszkodę, służę uprzejmie radą.

FINLANDIA FESTIVAL’15 OBLICZA CISZY ODBYŁ SIĘ W POZNANIU. CZYNNIE W NIM UCZESTNICZYŁAM.

W zasadzie nie piszę artykułów o mojej rodzinie, życiu bliskich mi osób, ich sprawach osobistych. Chyba, że rzecz dotyczy problemów i zjawisk natury ogólnoludzkiej i problem rozpatruję na przykładzie własnych doświadczeń. Chronię prywatność mojej rodziny i staram się nie łamać swoich postanowień. W tym poście robię wyjątek. Prezentuję Polkę mieszkającą od 5 lat w stolicy Finlandii, ambasadora kultury fińskiej w Polsce, której działalność ma na celu przełamanie stereotypów związanych z wiedzą o tym kraju i narodzie. W pierwszej dekadzie sierpnia zorganizowała w Poznaniu Festival Finlandia Oblicza Ciszy, którego założeniem było poszerzenie wiedzy o tym ciekawym kraju, naszym rodakom. 

Anglia, Irlandia, a nawet daleka, zimna Norwegia należą do krajów, gdzie Polacy chętnie wyjeżdżają, szukają pracy i nowego domu. Finlandia ze stolicą w Helsinkach w ogóle nieznana jest naszemu przeciętnemu rodakowi, a błędne stereotypy, które są przekazywane z ust do ust, nie mają nic wspólnego z prawdą o tym pięknym kraju i jego sympatycznych mieszkańcach. Muminki, Laponia, Rovaniemi – miejsce zamieszkania Swiętego Mikołaja, Nokia, to pewniki, które każdy z nas zna. Dla poszerzenia wiedzy i przybliżeniu tego kraju Polakom, Kasia zorganizowała Festival Finlandia, ogromne przedsięwzięcie, trwające 6 dni (3-8.08.2015), z udziałem wielu artystów z Polski i Finlandii. Kuratorem, pomysłodawcą i organizatorem  oraz jednym ze sponsorów projektu jest drobna, delikatna dziewczyna, z wielkim zapałem i energią wulkanu. Celem przedsięwzięcia było pokazanie nieznanej Finlandii Polakom, podczas tygodniowej  imprezy, zorganizowanej w wieloaspektowym wymiarze. Z pomocą dwóch osób: szefowej Czapski Art Fundation/Nowa Gazownia i pracownika technicznego tejże instytucji, sama wykonała pracę przeznaczoną dla kilkunastoosobowej ekipy. 

Właścicielka Artist’s Birth Online Galery & Art Rental [Helsinki], jeden ze sponsorów, jednocześnie organizatorka Festivalu tak pisze o swojej misji: Inspirując się działalnością XX-wiecznych francuskich marszandów sztuki powstał projekt, którego celem jest wspieranie młodego pokolenia artystów fińskich.                                                                                                                               Na stałe mieszka w Helsinkach, ale o Polsce i swoim mieście nie zapomina nigdy. Konsekwentnie realizuje swoje pomysły, a jednym z przedsięwzięć, tego programu był Finlandia Festival, zorganizowany w Poznaniu, pod patronatem honorowym: Ambasady Finlandii w Warszawie, Konsulatu Honorowego Finlandii w Poznaniu, Zakładu Filologii Ugrofińskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Towarzystwa Polska-Finlandia w Warszawie.

W czym mieszkańcy i goście z zewnątrz mieli okazję uczestniczyć?  

Program Festivalu wypełniony był atrakcjami od godziny 12.00 w południe do późnych godzin wieczornych. Główne punkty programu czekały Poznaniaków w godzinach wieczornych. W dniu oficjalnego otwarcia odbył się wernisaż wystawy rodzimej artystki Doroty Nieznalskiej (http://culture.pl/pl/tworca/dorota-nieznalska) i młodej fińskiej malarki Magdaleny Jakkili oraz spotkanie z nimi po obejrzeniu wystawy. Nasza rzeźbiarka pokazała dzieło wykonane w Helsinkach zatytułowane Suur-Suomi / Wielka-Finlandia. Projekt powstał w stolicy Finlandii w 2013 roku, gdzie Nieznalska przebywała na rezydencji artystycznej. Artystka pokazała prawdę o wielkim wodzu Mannerheimie, którego Finowie czczą i darzą wielkim szacunkiem. Nasza artystka obnażyła prawdę, z którą oficjalnie ani władze fińskie, ani sami Finowie nie chcą się zmierzyć. Dzieła nie pokazano w Kiaśmie, największym Muzeum Sztuki Współczesnej Helsinek, uznając je za zbyt kontrowersyjne. Nic straconego organizatorka Festivalu obiecała, że z jej pomocą dzieło obejrzą Finowie, bo wystawi je w stolicy. Fińska malarka zaś pokazała cykl akwarel, w formie pamiętnika. Przedstawiła na nich wydarzenia, w których wzięła udział mimo woli. Jako studentka Erasmusa  przebywała w Warszawie  jeden semestr. Zabłądziła i trafiła na rozróby podczas Marszu Niepodległości w 2014 roku. Przeżycia obcej artystki były tak silne, że zapisała je jak w pamiętniku, cyklem malunków na zwykłej kartce papieru.

Drugim ciekawym wydarzeniem był pokaz mody marki Lovia i spotkanie z  fińską projektantką Outi Korpilaakso. Utalentowana młoda artystka w swoich projektach łączy nowoczesność z tradycją. Inspirowane eposem narodowym Kalevala górne części ubrań (koszule), zestawiła z współczesnym dołem (spódnice i buty).  Efekt zachwycił gości, a projekty uznano za ciekawe i nowatorskie. Pokaz obejrzało wiele osób, a projektantka została nagrodzona gromkimi brawami. Polskie modelki prezentowały stroje z wielką gracją i wdziękiem. Wieczór okazał sie pełen wrażeń i niecodziennych emocji.

W czwartek wieczorem miały miejsce dwa koncerty, zakończone tańcami w sali głównej. Pierwszy wystąpił kolumbijski wiolonczelista Sergio Castrillón. Zagrał kilka własnych improwizowanych utworów, inspirowanych polskim i fińskim folklorem, a także muzyką klasyczną twórców obu krajów (Chopin, Penderecki, Sibelius). Rodzaj muzyki, którą prezentował jest trudny w odbiorze dla przeciętnego słuchacza. Sergio zadbał, by nawiązać kontakt z gośćmi i w przerwach między kolejnymi utworami starał się tłumaczyć ich sens. Jego wypowiedzi w języku angielskim  tłumaczyła Kasia na język polski. Ta forma kontaktu z artystą spodobała się bardzo obecnym na koncercie. Liczne brawa, prośba o bis świadczą o tym, że potrafimy słuchać trudnej muzyki, choć mało kto z nas ma do tego profesjonalne przygotowanie. Wieczór zakończył występ rodzimego zespołu Brainfreezer w projekcie Terssi. Rodzaj muzyki  prezentowanej przez artystów, był równoważnikiem dla poprzedniego wykonawcy. Lekka, taneczna miła dla każdego słuchacza. Oparta na polskiej i fińskiej twórczości ludowej z doskonale wykonanym jojkowaniem, charakterystycznym dla ludowych śpiewów fińskich. Wszystko z wyraźnym dodatkiem muzyki elektronicznej. Sala szalała, a nogi same rwały się do tańca. Tak też się stało, wieczór zakończył się wspólnym tańcem.

W czasie Festivalu czynna była kawiarenka, z bogatą ofertą fińskich potraw i wypieków. Przy kawie i drożdżówce można było poczytać ciekawą literaturę fińskich autorów w kąciku czytelnika. Warsztaty językowe, literackie i artystyczne zachęcały swą ofertą osoby ciekawe poznać tajniki pisania, poprawnej wymowy i malarstwa. Dwa wieczory filmowe, poprzedzone wykładem i zakończone dyskusją na temat obejrzanej pozycji, zainteresowały gości. Każdego dnia kurator wystawy oprowadzała gości i omawiała prace artystek. Pożegnanie Festivalu odbyło się w sobotę dyskoteką z DJ przy dźwiękach fińskich przebojów.

Z wielką przyjemnością utrwalam to wydarzenie na moim blogu. Brałam w nim czynny udział i jestem pod wrażeniem jego doskonałej organizacji i wielorakiej palety atrakcji. Wysiłku organizatorki tej imprezy nie da się przecenić. Tytaniczna praca jaką wykonała pozwoliła przybliżyć Polakom kraj, który warto poznać. Z tego co zapowiada autorka projektu Festival na stałe zagości na mapie Poznania. Dzięki dwóm wywiadom udzielonym lokalnej TV WTK, Radiu Afera i artykułach w prasie lokalnej, informacja o imprezie dotarła do wielu mieszkańców, którzy chętnie w niej uczestniczyli. Wstęp  na wszystkie punkty programu był wolny. Stać się tak mogło tylko dzięki wsparciu  przedsięwzięcia przez sponsorów. Z przykrością muszę przyznać, że  Ci bardzo niechętnie dzielą się swoimi dobrami przeznaczając je na rzecz takich imprez jak Festival Finlandia. Wolą łożyć na masowe akcje, które reklamują ich produkty. Niestety kultura bez wsparcia innych, nie będzie dostępna dla szerszej publiczności za darmo. Musi być współfinansowana przez bogatych. Mecenat znany był od czasów starożytnej Grecji, w Polsce bardzo prężny za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Czyżby te dobre zwyczaje zanikały dziś?

Całe przedsięwzięcie mogło się odbyć tylko dzięki pomocy ludzi dobrej woli. Wielu znajomych i rodzina pomagali bezinteresownie, nie licząc swojego czasu, pieniędzy i wysiłku. Na szczególne uznanie zasługuje Anita i jej rodzice, którzy gościli w swoim domu kilku artystów. Wozili ich, uczestniczyli w występach i dali tyle ciepła, dobrej energii, że nie sposób o tym zapomnieć. Julka i jej rodzice, zawsze staną na wysokości zadania, kiedy trzeba pożyczyć namiot – przywiozą go do domu, a w miejsce rozkładanego łóżka dadzą to co mają, czyli profesjonalny leżak do opalania. Marta – siostra i jej koleżanka Marta każdą wolną chwilę poświęciły dla sprawy, a Jacek udostępnił mieszkanie dla innych gości. Dzięki tej bezinteresownej pomocy, koszty imprezy nie przekroczyły skromnego budżetu.

Myślę, że Festival Finlandia chociaż w niewielkim stopniu pomógł w przełamaniu stereotypowego myślenia o tym kraju. Pokazał wiele punktów stycznych Polski i Finlandii, chociażby  w historii ostatnich 100 lat, która ma podobny przebieg. Odkrył nieznane i poszerzył wiedzę o kraju i jego mieszkańcach. Warto rozejrzeć się dalej, niż tylko na zachód Europy. Jest wiele ciekawych miejsc, które warto poznać.

Znajomość kilku języków, dobre wykształcenie, właściwie przemyślana i wytyczona droga życia zawodowego, pozwalają obcokrajowcom realizować swoje plany w każdym państwie Unii, a nawet świata. Przykładem tego jest Kasia.

Kasiu wszystko co robisz jest dobrze zaplanowane i skazane na sukces. Gratuluję, podziwiam. Mama.

Polecam, więcej informacji o Festivalu:                                          

https://youtu.be/Jrw8UWZH2f4                                                                                             WTKPlay-NowaGazowniazFinlandią              https://www.facebook.com/Brainfreezermusic?fref=ts          https://soundcloud.com/artists-birth/audycja-sabotaz-29               
http://www.miastopoznaj.pl/…/2220-po-finsku-matka-znaczy-po…

NAJWIĘKSI WYGRANI I PRZEGRANI II TURY WYBORÓW

Biedroń i Grobelny przełamali stereotypy. Pierwszy wygrał, dając mieszkańcom nadzieję na zmiany, drugi przegrał, bo poznaniacy nie dali dotychczasowemu prezydentowi zgody na dalszą rutynę i rządy układów.

W tym roku wybory samorządowe były burzliwe w komentarzach i obfitowały w skandale, afery i oskarżenia. Niektóre może miały podstawy do omówienia, ale wiele sądów było nieuzasadnionych i zorientowanych na poklask. Jak cała machina wyborcza wyglądała wiemy, omówiono temat w sposób wyczerpujący, więc nie ma sensu po raz kolejny o tym pisać. Na przykładzie dwóch prezydentów miast chciałam omówić tendencje, jakie zarysowują się obecnie w społeczeństwie polskim.

Robert Biedroń

Dlaczego wygrał? Młody, uczciwy człowiek. Bez dużych pieniędzy, agitacyjnych ulotek, plakatów na słupach, z łatką geja, obcy dla mieszkańców Słupska. Robert Biedroń i jego sztab wyborczy, wsparty wolontariuszami – wygrali. A jednak pokonał swojego rywala. Ta wygrana nie miała racji bytu, a stała się faktem. Prasa, radio i telewizja nazywają sukces kampanii Biedronia fenomenem. Przyszły prezydent postawił na osobisty kontakt z mieszkańcami, szczerą rozmowę, a swoją uczciwością i prostotą przekazu przekonał do siebie ludność Słupska. W trakcie tysięcy rozmów, poznał problemy mieszkańców miasta i ich oczekiwania. Mieszkańcy słusznie uznali, że nowy prezydent zniszczy dotychczasowy układ, który nie służył ich miastu. Dali swój kredyt zaufania nowej osobie, czystej, spoza kręgu dotychczasowej władzy. Cieszy to, że Polacy potrafią sami wybrać to co dla nich będzie najlepsze, nie mają uprzedzeń ze względu na inną orientację seksualną kandydata. Ludzie hetero nie robią problemu z tego, że osoba homoseksualna chce rządzić. Dostrzegli w Biedroniu pełnowartościowego i pracowitego działacza. Cenią go za wiedzę i sposób prowadzenia polityki. Wiedzą, że jego orientacja nie ma żadnego znaczenia dla miasta i ludzi tu żyjących. Słupczanie nie dadzą sobą manipulować, są odporni na naciski Kościoła, mediów i lokalnych kacyków. Ten przykład rodzi optymizm i wiarę, że Polacy wychodzą z uprzedzeń.

Ryszard Grobelny

Największym przegranym tegorocznych wyborów samorządowych jest Ryszard Grobelny. Niewątpliwie to koniec pewnej epoki. Po 16 latach w Poznaniu nastąpiła zmiana na stanowisku prezydenta miasta. Poznaniacy winią Grobelnego za prywatę, układy i układziki. Zapamiętają i będą kojarzyć z aferami: Kulczykpark, Morasko, Kupiec Poznański, Stadion przy Bułgarskiej, Aquanet, PEKA, ZKZL i Pucek i innych! Procesy sądowe Grobelnego śledzili mieszkańcy i zapamiętali, choć wyroki zapadały uniewinniające. W ciągu czterech kadencji rządów Grobelnego stolica Wielkopolski wiele straciła. Miasta takie jak Gdynia, Gdańsk, Wrocław zostawiły Poznań w tyle, pod względem dobrego zarządzania i dynamicznego rozwoju. Poznaniacy zauważali, że ich prezydent wpadł w rutynę, przestał słuchać mieszkańców, nie zauważał ich potrzeb. Cały drobny handel został unicestwiony przez wprowadzenie do centrum dużych sieci handlowych. Miasto się wyludniło, jest brudne i zaniedbane. Po godzinie 18.00 centrum wygląda jak wymarłe. Nie potrafił prezydent i jego świta zatrzymać młodych. Poznań stracił swoją renomę ośrodka akademickiego i biznesowego. To tylko niektóre powody zabrania mandatu dotychczasowemu prezydentowi.

Mieszkańcy Poznania i Słupska mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. To sygnał, że mentalność Polaków zmienia się, potrafimy powiedzieć głośno: NIE. Pozwala wierzyć, że polska demokracja idzie w dobrym kierunku. Stawiamy na nowe, dające szansę poprawy, nie boimy się burzyć dotychczasowych układów. Swój mandat zaufania składamy w ręce tych, co stanowisko i władzę traktują jak misję i chcą służyć ludziom.