OBSERWACJE KOBIETY PRACUJĄCEJ Z DRUGIEJ STRONY LADY

4 października minie rok mojej pracy w sklepie piekarniczo-cukierniczym na stanowisku sprzedawca – kasjer. Chciałam podzielić się z Wami, Drodzy Czytelnicy najciekawszymi spostrzeżeniami i sytuacjami jakie spotkały mnie podczas obsługiwania klientów. Być może zainteresuje Was to co czuje i przeżywa sprzedawca. Każdy z nas robi zakupy, ale mało kto wie, co dzieje się tam gdzie nie mamy dostępu, czyli za kontuarem. Lubię swoją pracę i ludzi, których mam przyjemność obsługiwać, kłopoty zaś ,,zostawiam w domu”. Klienci, z reguły, widzą mnie uśmiechniętą i pozytywnie nastawioną do tego co robię. Myślę, że właśnie moja postawa i zachowanie ma ogromny wpływ na to jak postępują w stosunku do mnie. Wyznaję zasadę, że dobrego człowieka, szanującego innych, trudniej przychodzi skrzywdzić, komukolwiek. Chociaż nikt nie jest idealny i zdarzają mu się potknięcia, lubianemu łatwiej się wybacza, zapomina i przechodzi do porządku dziennego.                                                                                                                            

Przede mną w tym sklepie, przez sześć lat, pracowała pani, nazwijmy ją umownie Genia, bardzo lubiana przez klientów. Potem, po jej przeniesieniu, przez jakiś czas punkt obsadzano przypadkowymi ludźmi wypożyczonymi z innych cukierni Firmy. Ludzie tego nie tolerują, lubią mieć swoją panią w osiedlowym sklepie. Sami rozumiecie więc, że w takiej sytuacji, nastawienie kupujących do mnie było, mówiąc eufemizmem, nieprzychylne. Co więcej niektórzy, najbardziej zdesperowani w walce o powrót dawnej pani, robili wszystko by zniechęcić mnie do pracy w tym miejscu. Po prostu nie chcieli mnie tu i tyle. Byłam niewzruszona i zawsze równie grzeczna i uśmiechnięta. Wiedziałam, że po jakimś czasie ,,odpuszczą”, uznają mnie za swoją. Długo nie musiałam czekać, bo z każdym dniem ubywało frustratów, a atmosfera stawała się przyjemna przede wszystkim dla mnie. Teraz mogę, z pełną odpowiedzialnością, powiedzieć, że praca w sklepie to sama przyjemność.                                                                                                                          

Ale wróćmy do początków. Nieprzyjemnych incydentów, które zapamiętałam, nie było wiele, bo tylko dwa. Bardzo przykra, w dzień wigilii Bożego Narodzenia, miała miejsce nieprzyjemna sytuacja, której autorem był niezadowolony klient. ,,Wściekł się”, chyba tylko to słowo pasuje w tym momencie, o zupełnie błahą sprawę. Otóż przyjęłam zamówienie na rodzaj chleba, którego w tym dniu nie wypiekano. Podczas zamówienia nie wiedziałam o tym,  informacja z biura przyszła później. Nie miałam możliwości skontaktowania się z mężczyzną i wyjaśnienia. Dopiero w dzień odbioru pan dowiedział się, że towar nie jest w całości zarezerwowany. W jednej chwili zrobił się czerwony i tak zły, że nie potrafił opanować emocji, a niezadowolenie wyładował, nie przebierając w słowach, na mnie. Byłam spokojna i wyjątkowo opanowana, przeprosiłam, zaproponowałam inny asortyment, podobny do zamówionego. Nie uspokoiło to sfrustrowanego klienta, wymyślał i wyzywał bez końca. Nie wytrzymała tego długo cierpliwa pani stojąca za nim. Pewnie stwierdziła, że musi mi pomóc i zakończyć incydent. Zwróciła, grzecznie, uwagę mężczyźnie, że nie powinien w takim wyjątkowym dniu awanturować się z tak błahego powodu. Kolory na jego twarzy przeszły z jasno czerwonych w bordo, wtedy rozpętała się burza na dobre. Byłam przez moment pewna, że pan użyje laski, którą się podpierał i zbije ją i zapewne mnie też. Nagle opanował się, odpuścił i wyszedł nie kupując nic. Myślałam, że nigdy już nie zajrzy do naszej piekarni. Myliłam się, przyszedł zaraz po świętach, z czekoladą w ramach przeprosin. Do dzisiaj kupuje i jest jednym z milszych klientów. Przemyślał pewnie swoje zachowanie i uznał, że nie powinien tak postąpić. Przyjęłam przeprosiny i ,,prezent” też, czym sprawiłam przyjemność ,,odmienionemu” człowiekowi.                                                                                                         Druga przykra sytuacja miała miejsce niedawno. Klient był wyraźnie niezdecydowany co do ilości i jakości towaru, który chce kupić. Najpierw zażyczył bomby rumowe, wydrukowałam paragon. Potem drożdżówki, również na oddzielny kwit. Zakończył zakupy reklamówką, trzecim paragonem. Podsumowałam wszystkie kwoty i skasowałam należność, po czym podałam komplet dowodów  zakupu towaru. Pan wyszedł, nie zabierając paragonów, jak większość kupujących. W powyższej sytuacji doszukał się nieprawidłowości kolejny klient, który czekał  na zakup towaru. Do mnie nie powiedział nic, zadzwonił do właściciela Sieci, w której mam przyjemność pracować. Skłamał mówiąc, że nie dałam paragonu klientowi, a w ogóle sprzedałam towar bez rejestracji na kasie. Tak twierdził. Krótko potem zadzwoniła do mnie pani z biura i prosiła o wyjaśnienie sprawy. Wersja moja i pana różniły się diametralnie. Znalazłam pognieciony komplet połączonych trzech kwitów i przekazałam  jako dowód, że prawda jest po mojej stronie.                             

Więcej takich scen nie było. Drobne zgrzyty tak, typu ,,Genia wiedziała, że dla mnie chleba nie trzeba kroić, a pani nie wie”. Pomyślałam, że po sześciu latach też będę wiedziała więcej niż teraz, ale nie powiedziałam tego pani. Podałam chleb z uśmiechem i więcej przykrych uwag nie słyszałam. Inne ,,Genia miała w kącie stoliczek i krzesło, można było odpocząć porozmawiać, a pani nie ma, dlaczego?” . ,,Zawsze mogę zmęczonej osobie podać krzesło z zaplecza, kiedy poprosi, nie ma problemu”, ale nie może stać sprzęt w miejscu przeznaczonym dla klientów stojących w kolejce. Takie uszczypliwości i porównania do ukochanej poprzedniczki, wyeliminował czas całkowicie. Teraz wszyscy klienci są uprzejmi. W miejsce tamtych niegrzecznych uwag pojawiają się słowa typu: ,,Jak dobrze zaczynać z panią dzień, bo czuje się tu dobrą energię”, albo ,,Miłego dnia życzę” – słyszę od wielu wychodzących ze sklepu. ,, Dzień dobry” i ,,Do widzenia” mówimy sobie wszyscy. Rzadko wchodzi ktoś bez powitania i wychodzi bez pożegnania. To jest bardzo miłe, kiedy sklep jest pełen ludzi, a w tle słyszy się ,,dzień dobry”, ,,do widzenia”. Odpowiadam pomimo tego, że jestem zajęta, kroję chleb lub ważę ciastka. Tak trzeba. Podczas mniejszego ruchu rozmawiam z klientami. Pomimo, że jest wiele do zrobienia, staram się każdego wysłuchać. Zwłaszcza starsze osoby, samotne potrzebują podzielić się swoimi troskami z drugim człowiekiem. Oczekują pocieszenia w chorobie, usprawiedliwienia dla dzieci, które zapomniały o starej matce, ojcu. Sami rzadko ich winią, bo praca, dzieci, dom, to ich pochłania bez reszty, nie mają czasu dla samotnych Rodziców. Trzeba być taktownym, nie mówić wiele, słuchać, to wystarczy. Inni najchętniej chcieliby porozmawiać o polityce. To temat, który ucinam w zarodku. Nie mam nic na ten temat do powiedzenia.  

Dodam, na koniec, że pracuję na zmianę z bardzo młodą (22 lata) dziewczynką. W ciągu roku były trzy różne panie.  Dwie poprzednie krótko, zmieniły miejsce na polecenie właściciela. Renatka jest tu od ponad pół roku. Miła i uśmiechnięta ciągle. Nie zauważyłam żeby choć raz okazała komuś zdenerwowanie i niecierpliwość. Szybka i zwinna jak sarenka, chociaż ma poważne problemy ze zdrowiem. Klienci uwielbiają ją. Zatrudniona jest w Firmie trzy lata. Wędrowała w tym czasie od sklepu do sklepu. Zaliczyła wszystkie ( ponad 30) i w każdym miała problemy z załogą. Nikt nie chciał z nią pracować. Nie rozumiem dlaczego?  U mnie ma najwyższe noty za profesjonalizm, wiedzę, samodzielność, uczciwość, szacunek do ludzi i pozytywny stosunek do pracy, którą wykonuje.              

Pracuję i lubię tu przychodzić. Tyle na dzisiaj. Wrócę do tematu, może po kolejnym roku pracy?

 

JACEK KAWA, WALCZY Z GLEJAKIEM. BEZ NAS, NIE PORADZI SOBIE

Poruszająca i ważna sprawa, o której przeczytałam na zaprzyjaźnionym blogu, pani Agnieszki:
http://szeptyduszy.blog.onet.pl/2016/03/04/wloclawianin-walczy-z-guzem-mozgu-potrzebuje-naszej-pomocy/

Nad treścią zamieszczonego tekstu pochyliłam się nisko i zareagowałam jak każdy wrażliwy człowiek. Pierwszy odruch, to bunt, odrzucenie krzywdy, jaka spotkała młodego człowieka. Po chwili mobilizacja i chęć pomocy za wszelką cenę. Istnieje szansa na wyzdrowienie Jacka Kawy, ojca i męża, ale potrzebne są pieniądze na operacją za granicą. POMÓŻMY. Napisanie kilka słów o chorym, przekazanie symbolicznej złotówki, z własnych zasobów, to niewiele, dla każdego z nas. Dla chorego, to ŻYĆ ALBO NIE ŻYĆ.

Polacy są wrażliwymi ludźmi. Nie przechodzą obojętnie, kiedy niewinnym dzieje się krzywda. Pozwólcie, że jako przykład przypomnę ogromne serce moich rodaków, po apelu i prośbie o pomoc maleńkiemu Kajtkowi. Udało się i wyjechał z mamą do Stanów, na leczenie. W sobotnio-niedzielnym numerze Głosu Wielkopolskiego znalazłam jego zdjęcie z mamą i Marcinem Gortatem, który zaprosił ich na mecz. Wierzcie, serce ścisnęło mi się z radości i dumy. To nie cierpiący, ze smutnymi oczami chłopczyk, ale pogodne, bez ran na buzi dziecko, z paluszkami jeszcze w bandażach, ale już rozdzielonymi. Leczenie trwa, a Kajetan jest na drodze do całkowitego odzyskania zdrowia. Moja rodzina jest cząstką tego sukcesu, a ja czuję ciepło radości, które przechodzi przez moje ciało, kiedy widzę szczęśliwe dziecko.

Podobnie może być z Jackiem Kawą. Pomóżmy Mu wykorzystać wszystkie szanse powrotu do zdrowia. Do apelu dołączam potrzebne dane dla ewentualnych darczyńców. 

Pomoc dla Jacka Kawy

,,WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ” FESTIWAL im. BUŁATA OKUDŻAWY- ZAGROŻONY

Mam zaszczyt wziąć udział w akcji ,,Blogi na scenę”, której celem jest wsparcie Festiwalu im. Bułata Okudżawy, w edycji toruńskiej i lubelskiej. Inicjatorem i pomysłodawcą jest  szef Kneziowiska o nicku Kneź Okrutnik. Zamieszczam teksty na blogu od ponad roku. Wiele ciekawych ludzi dzięki temu poznałam. Jedną z bardziej cennych rzeczy, która mnie przez ten czas spotkała, jest czytanie  i komentowanie wpisów mojego autorstwa, przez wymienionego wcześniej  Knezia Okrutnika. Wymiana komentarzy i dyskusje na  tematy, poruszone w naszych wpisach, należą do najbardziej merytorycznych, rzetelnych i rozwijających wiedzę w zakresie różnych dziedzin życia.  Słowa, tak pozytywne, pełne podziwu i uznania, rzadko kieruję do moich interlokutorów, a tym razem, wyraźnie podkreślone,  pod adresem osoby wymienionej wcześniej, mają jeden cel. Przekonać Was drodzy Czytelnicy, że Kneź Okrutnik, to osoba budząca zaufanie, a akcja jaką inicjuje jest z każdej strony prawdziwa i zasługuje na akceptację i jej dofinansowanie przez każdego z nas. Kneź Okrutnik wspiera swoim autorytetem tylko akcje niezwykłe. Taki właśnie jest Festiwal. Pomóżmy swoimi datkami wesprzeć ważną inicjatywę, która dopiero raczkuje, a rozgłos ma w wielu państwach Europy. Uczestnicy przyjeżdżają z różnych krajów i śpiewają na żywo.

Problem jest poważny. Przedsięwzięcia, nie oparte na komercyjnej formule, są bardzo trudne do prowadzenia. Kultura sama się nie sfinansuje, potrzebuje wsparcia bogatych, którzy mogą podzielić się swoimi pieniędzmi. Także instytucje kulturalne naszego kraju mają możliwości dołożyć kilka groszy. Przykra prawda jest niestety taka, ani jedni ani drudzy nie kwapią się z wsparciem finansowym. Wspaniała impreza, pod patronatem honorowym żony artysty, którego zna każdy z czasów siermiężnego PRL-u, Bułata Okudżawy, może nie odbyć się tego roku w Toruniu i Lublinie. Dotychczasowy wysiłek i dorobek jej twórców małżeństwa Borowików, może zakończyć się z prozaicznej przyczyny, braku funduszy. Wiemy doskonale, że kultura, z inicjatywy społecznej, bez pobierania opłat za bilety,darmowa dla każdego kto przyjdzie, potrzebuje wsparcia z zewnątrz. Pomimo, że artyści nie dostają gaży, są koszty, które trzeba ponieść. Właśnie pomocy na ten cel oczekują organizatorzy Festiwalu. Diabli człowieka biorą, kiedy słyszy się o ,,futrowaniu” gwiazd i gwiazdeczek polskich (czasem bardzo miernego talentu), ogromnymi sumami, za występy kilkuminutowe. Ci, co te pieniądze rozdzielają, muszą brać pod uwagę również działalność i talent tych mniej znanych, mniej utytułowanych, bo oni są, pracują i  pokazują, że wiele ich inicjatyw wzbogaca kulturę naszego kraju.

Doceńmy wysiłek Anatola Borowika i jego żony włożony dotychczas w organizację Festiwalu. Jego charytatywny charakter (podczas Festiwalu zbierane są środki na hospicjum). Zastąpmy, nie garnących się wesprzeć finansowo, sponsorów i instytucje państwowe do tego powołane. Pomóżmy przetrwać Festiwalowi im. Bułata Okudżawy. Może w przyszłym sezonie będzie łatwiej, może to tylko chwilowy kryzys? Może władze nowe będą łaskawsze dla inicjatyw tego typu? Swoją drogą dokładajmy swoją cegiełkę do tego projektu przez cały rok. Wszyscy, którym leży na sercu popularyzacja ballad Bułata Okudżawy, proszę, weźcie udział w akcji. Każda suma pomoże.

Dla zainteresowanych polecam informacje pod zamieszczonymi niżej linkami:

Notka o festiwalowym koncercie jest tu:

http://www.kneziowisko.pl/koncert-ii-festiwal-im-b-okudzawy/

Notka Dudiego o Bułacie:

http://www.kneziowisko.pl/sluchajmy-bardow-2-bulat/

Adres grupy fanów Festiwalu:

https://www.facebook.com/groups/festivalbulata/

Załączam do posłuchania. Muzyka z festiwalu im. Bułata Okudżawy



Pod tym adresem są dane potrzebne ewentualnym darczyńcom:


http://festiwal-bulata.blogspot.com

Hasło pod jakim wspieram inicjatywę:

III Festiwal wspieramy, bo ballady Okudżawy znamy!

JESTEM WŚCIEKŁA! NIE NA ZŁODZIEJA. NA SIEBIE!

Chwila nieuwagi, oderwanie myśli od rzeczywistości, a kłopotów góra dla całej rodziny. W poniedziałek po południu (około 16.00) jechałam komunikacją miejską (najpierw autobus, potem tramwaj) na warsztaty literackie, które miałam poprowadzić. ,,Rewolucja w literaturze francuskiego feminizmu” na podstawie dzieł Simone de Beauvoir, ze szczególnym uwzględnieniem traktatu ,,Druga płeć”. Temat ambitny, przygotowanie perfekcyjne, mgiełka francuskich perfum na świeżo umytych włosach, bucik aż raził lśnieniem, strój odpowiedni i ………głowa w chmurach. Do tego w ręku talerz z roladkami francuskimi na słodko, własnego wypieku i mała torba podróżna, jeden Bóg wie po co, komu była potrzebna? W niej portfel z pieniędzmi, kartą do bankomatu, oczywiście kodem PIN zapisanym na skórzanym wnętrzu i danymi osobowymi całej rodziny. Inne szpargały też tam były, nawet nie wiem jakie i zdjęcie męża, które nosiłam od 40 paru lat. Dał mi je z dedykacją, kiedy jeszcze nie byliśmy związani małżeństwem. Miało dla mnie niezwykłą wartość sentymentalną.

Doszłam do przystanku, na którym tłoczyli się czekający pasażerowie. Na jedynej, małej ławeczce siedziało dwóch bezdomnych, wyglądających na nieźle wstawionych. Jeden z nich był kaleką bez nogi. Trzymałam torbę na ramieniu, a w reku ciastka. Ciężko i niewygodnie. Kiedy nadjechał autobus, chmara ludzi ruszyła do drzwi, a ja razem z nimi. Nie wiem gdzie mi się tak bardzo spieszyło, czasu miałam dużo. Chyba jednak chciałam zdążyć na koniec poprzednich warsztatów, o zapożyczeniach z języka francuskiego, prowadzonych przez moją młodszą córkę. Tłok mnie porwał, nawet wypadło na przystanek kilka moich smakowitych ciastek. Być może właśnie w tym momencie złodziej zapolował na łatwy łup. Starałam się wejść, uważając by nie wywalić wszystkich roladek. Niestety nie zwracałam uwagi na torbę z dwoma zamkami, przewieszoną przez ramię. Ku uciesze bandyty, otwierała się z dwóch stron, więc złodziej mógł łatwo dostać się do jej zawartości.

Szczęśliwa zapłaciłam za przejazd, opuściłam torbę w dół i dojechałam do celu. Wysiadłam na następnym przystanku, przeszłam przez ulicę i poczekałam trzy minuty na tramwaj. Tu tłoku nie było wcale. Położyłam torbę na podłodze, rozłożyłam dodatkowe siedzenie na bocznej ścianie pojazdu i usiadłam. Zamarłam, bo torba rozchyliła się i było wiadomo, że ktoś zamek otworzył. Sama tego nie zrobiłam, kartę PEKA miałam w kieszeni kurtki. Nerwowo przeszukałam wnętrze. Poza notatkami i rękawiczkami nie było w niej nic.  Portmonetka z całą zawartością, pieniędzmi i naszymi danymi osobowymi, zniknęła. Niestety telefonu nie miałam przy sobie. Gdybym wysiadła na najbliższym przystanku, weszła do banku i zastrzegła kartę do bankomatu lub poprosiła kogoś z pasażerów, by zadzwonił na infolinię, być może złodziej by mnie nie wyprzedził. Niestety nie zachowałam się profesjonalnie. Moje działanie było beznadziejne. Dojechałam do celu i w pierwszym z banków zablokowałam możliwość wypłaty środków. Pan zgłoszenie przyjął, na moją prośbę sprawdził stan konta i już wszystko było wiadome. Zostały grosze.

Zdenerwowana zajęcia poprowadziłam. Dopiero wieczorem zablokowałam swój dowód osobisty. Chociaż miałam go w domu, mąż i syn swoje w portfelu, zastrzegliśmy wszystkie. Dane: Pesele całej rodziny, numer dowodu mój, męża i prawdopodobnie syna, regon firmy, NIP mój i męża wszystkie te dane były w posiadaniu złodzieja. Nie znam jego zamiarów, jak je może wykorzystać? Wiem, że przez internet nie może dokonać zakupu, bo weryfikacja konta i danych jest konieczna, poprzez symboliczny przelew z konta. Nie może tego zrobić, bo nie zna logowania na nie. Ale, jak pani na infolinii powiedziała, może dokonać zakupu lub pobrać pożyczkę w formie usługi bezpośredniej. Dla przykładu: może zakupić garnki na pokazie Zeptera (bardzo drogie), bo tam wystarczą dane z karteczki. Sprzedaż za wszelką cenę, bez sprawdzenia danych. Wystarczy weryfikacja zdolności kredytowej i nic więcej. Pożyczki na miejscu w domu klienta lub w kawiarni też  może udzielić przedstawiciel bez okazania dokumentu tożsamości. Wszystko zależy od rzetelności wykonywanej pracy przez ludzi. Często chęć sprzedania produktu jest tak duża, że nie patrzy się na spełnienie podstawowych zasad bezpieczeństwa transakcji.

Otworzyłam konto na stronie BIK. Tam będę mogła śledzić zadłużenie przez 60 dni, bez opłaty. Muszę na bieżąco kontrolować, czy nie pojawiają się na moim koncie dodatkowe obciążenia, czyli długi zaciągnięte przez złodzieja. Trzeba szybko reagować, bo nakaz egzekucji i wkroczenie komornika, powodują, że niewinny jest na straconej pozycji, a złodziej ma się dobrze. Przeszłam przez to przykre zdarzenie w miarę spokojnie. To dzięki rozsądkowi i wyrozumiałości rodziny, mam do pokonania tylko jedną osobę, czyli złodzieja. Pozostali, wspierają dobrym słowem i stoją po mojej stronie. 

Przypuszczam, że zamieszczoną publikacją, nadszarpnę nieco swój wizerunek, osoby ostrożnej, rozsądnej i przewidującej zagrożenie, w wielu dziedzinach życia, nie tylko w sprawie kradzieży. Nie to jest najważniejsze. Jeśli mój tekst pomoże obronić się przed rabusiem, choć jednej osobie, uznam to za swój sukces. Zbliżają się święta, złodzieje wykazują w tym okresie zdwojoną aktywność. Proszę bądźcie ostrożni. Nie noście przy sobie nic, co jest w danym momencie zbędne. Nie notujcie na karteczkach danych osobowych i kodu PIN. Kiedy te informacje dostaną się w ręce osoby nieupoważnionej, czyli wroga, zapewne wykorzysta je na Waszą szkodę. 

ODSŁONY, KOMENTARZE, POLECONE NA ONECIE, POLUBIENIA, REKLAMY, PIENIĄDZE.

Tym razem wpis będzie bardzo bardzo krótki. Nie chcę treścią nic sugerować, a także  zdradzić mojego zdania na problem, który mam nadzieję będzie zaczątkiem gorliwej dyskusji. Zachęcam serdecznie moich gości do wypowiedzi na postawioną tezę:

O sukcesie bloga mówimy gdy……………………………………………

Pozdrawiam serdecznie Elżbieta:)

NOWA USTAWA EMERYTALNA MAJ-2015. MEDIA MILCZĄ.

Jestem wściekła. Od 01.05.2015 weszła w życie i obowiązuje emerytów nowa ustawa. Ażeby skorzystać z jej dobrodziejstwa, zainteresowany musi złożyć stosowne dokumenty w odpowiednim oddziale ZUS, właściwym dla jego miejsca zamieszkania. Nie dzieje się to z urzędu, a informacja na ten temat, dotarła do nielicznych, bo przez media jest przemilczana.

Mam pretensje do środków masowego przekazu. Na każdym kanale, po kilka razy dziennie, możemy usłyszeć lub przeczytać na pasku jakąś sensację. Jedno wydarzenie, a słyszymy o nim przez cały dzień kilkadziesiąt razy. Bombarduje się nas sensacjami, tragediami, aferami na każdym kroku. Pamiętamy te wydarzenia  długo, ale nie są nam one potrzebne w takim nasileniu i częstotliwości, absolutnie. Ten zmasowany przekaz daje nam Polakom poczucie napięcia i obawy, że żyjemy ciągle w jakimś niepewnym, zagrożonym  świecie. Mam wrażenie, że jest to robione świadomie, ma to jakiś cel. Ale nie o tym chcę pisać, a o sprawie, która dotyczy tysięcy, a może nawet setek tysięcy ludzi.

Chodzi o ustawę emerytalną, która weszła w życie 01.05. tego roku, ale niewielu zainteresowanych o niej słyszało. Temat ważny – tym razem, część przepisów, dotyczy emerytów urodzonych przed 1949 roku, a inne urodzonych po tym roku. Ludzie, których ustawa dotyczy, sami pocztą pantoflową, dowiadują się, że mogą zyskać dodatkowe pieniądze do emerytury. Media przemilczały tę ważną sprawę, albo bardzo nieśmiało o niej wspominały, tak by jak najmniej ludzi zwróciło na nią uwagę. Mam wrażenie, że jest to świadome działanie, sterowane odgórnie, tak by przeszło bez echa. W moim mieście lokalna gazeta podała to jednorazowo, bez podkreślenia ważności informacji. Moim zdaniem właśnie tak ważne dla obywateli sprawy powinny być powtarzane dziesiątki razy przez media, by do każdego zainteresowanego wiadomość dotarła. By każdy, kogo zmiany dotyczą złożył stosowny wniosek.

Na stronie ZUS-u pojawiła się taka informacja:

„1 maja 2015 r. weszły w życie przepisy ustawy z dnia 5 marca 2015 r. o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. z 2015 r., poz. 552), zwanej dalej ustawą zmieniającą.

Ustawa zmieniająca wprowadziła następujące zmiany w zakresie ustalania (ponownego ustalania) kapitału początkowego oraz emerytury:

1.Możliwość zastosowania tablicy trwania życia z dnia osiągnięcia wieku emerytalnego (art. 26 ust. 6 ustawy emerytalnej)

2.Nowe zasady ustalania kapitału początkowego za okresy opieki nad dzieckiem (art. 174 ust. 2a ustawy emerytalnej)

3.Nowe zasady uwzględniania w kapitale początkowym okresów ukończonych studiów wyższych (art. 185a ustawy emerytalnej)

4.Obliczenie emerytury na nowych zasadach dla osób urodzonych przed 1 stycznia 1949 r., które miały ustalone prawo do wcześniejszej emerytury (art. 55a ustawy emerytalnej)

5.Możliwość ponownego ustalenia emerytury na podstawie art. 110a ustawy emerytalnej

Szczegółowy opis do wymienionych punktów znajdziecie państwo pod adresem:

http://www.zus.pl/default.asp?p=1&id=5508 https://www.google.pl/#q=nowa+ustawa+emerytalna+od+1+maja+2015

Serwis ZUS – Zmiany w ustawie emerytalnej od 1 maja 2015 r.

Jestem osobą, której wymieniona ustawa dotyczy w punkcie drugim. Opieka nad dzieckiem, urlop wychowawczy bezpłatny, dwa razy po trzy lata. Razem sześć. O tym, że zmieniono przepisy emerytalne, dowiedziałam się w rozmowie z zaprzyjaźnioną klientką. Nie czekałam długo, mąż zastąpił mnie w handlowaniu, a ja w poniedziałek odwiedziłam  oddział ZUS-u w moim mieście. Oczywiście okazało się, że przyszłam w słusznej sprawie. W biurze podawczym otrzymałam stosowny formularz, wypełniłam go i oddałam pani, od której go dostałam. W ciągu 60 dni ZUS ponownie przeliczy moją emeryturę, uwzględniając wszystkie zmiany w ustawie, które mnie dotyczą. Nowa wysokość emerytury obowiązywać będzie od pierwszego dnia miesiąca, w którym złożyłam wniosek, czyli od 1 czerwca. Niestety w wyniku niedoinformowania społeczeństwa, a także mnie przez media, straciłam wyższe świadczenia za miesiąc maj.

Ktokolwiek dotrze do mojego artykułu i stwierdzi, że jego sprawa dotyczy, proszę niech skorzysta z tej wiedzy i odwiedzi odpowiedni dla miejsca zamieszkania, oddział ZUS-u. Tam dowie się wszystkich szczegółów i złoży wniosek. Czas nagli, bo każdy miesiąc, który przejdzie, pozbawi Was podwyższonych świadczeń. Proszę, podzielcie się tą wiedzą z rodziną i znajomymi, tak jak ja to zrobiłam. Mnie poinformowała klientka, ja napisałam na ten temat post i ustnie przekazuję tę wiedzę wszystkim w rodzinie i znajomym.

Proszę napiszcie, czy do Was dotarła wiadomość o zmianie ustawy emerytalnej. Nie było mnie miesiąc w Polsce na przełomie kwietnia i maja. Być może wtedy o ustawie było głośno?