UWIERZYCIE? SAMEJ TRUDNO MI TO ZROZUMIEĆ

Mam prawie 64 lata, a przeżywam najlepszy okres mojego życia. Kocham (od niemal 42 lat) tego samego człowieka. Co więcej? Prawie nic nie muszę.

Zapraszam do dyskusji wokół postawionej tezy. Swoją myśl rozwinę w odpowiedziach do zamieszczonych komentarzy. Nie chcę nic sugerować ani narzucać. Proszę wypowiedzcie się w oparciu o własne doświadczenia.

TA JEDYNA PIOSENKA NASZEJ MŁODOŚCI I MIŁOŚCI

Przypuszczam, że każdy z nas ma w swojej pamięci ten  jedyny utwór, który towarzyszy mu  przez całe życie, każdego dnia, a wiąże sie z ukochaną osobą. Moja piosenka, to  grupy Smokie,  Living Next Door to Alice. Mój mąż, wtedy jeszcze syn właścicielki mieszkania, gdzie wynajmowałam pokój, budził mnie puszczając ten utwór z taśmy magnetofonowej, kiedy spałam w niedzielę zbyt długo. Był to jedyny dzień w tygodniu, kiedy mogłam odpocząć, w pozostałe pracowałam i uczyłam się, wracałam do domu o 21.00, a wychodziłam rano o 6.30. Oboje kochaliśmy tę piosenkę i lubimy ją do dzisiaj. Zawsze kiedy słyszę Smokie w tym utworze czuję dreszcz i aurę tamtych miłych, niepowtarzalnych chwil.

Proszę podzielcie się swoimi doświadczeniami na opisany temat. 



Smokie – Living Next Door to Alice (Official Video)

ŻYCZENIA Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, wszystkim Gościom mojego bloga, składam najszczersze, serdeczne życzenia. Niech budzący się po zimie świat, zaskoczy Was swoim pięknem na nowo, promienie słońca dadzą dużo dobrej energii, którą podzielcie się z rodziną i znajomymi. Wspólne świętowanie przy stole niech będzie okazją do okazania sobie miłości i szacunku.

Elżbieta

http://www.elle.pl/kuchnia/artykul/wielkanocne-ciasta-2


http://www.elle.pl/kuchnia/artykul/wielkanocne-ciasta-2

PRZYJAŹŃ PRAWDZIWĄ TRUDNIEJ SPOTKAĆ NIŻ WIELKĄ MIŁOŚĆ

Dość długo żyję, by móc z pełną odpowiedzialnością postawić tezę, którą zatytułowałam swój wpis. Tak, tak, o prawdziwą, szczerą i wierną przyjaźń trudniej, niż o wielką miłość w stylu Romea i Julii. Niestety, z przykrością, muszę przyznać, że wśród ludzi, z którymi przyszło mi spotykać się, w różnych okresach życia, nikogo, nie mogę nazwać przyjacielem. Po prostu osoby takiej nie spotkałam na swojej drodze. Koleżanki tak, kolegów i owszem, ale nic poza tym. Faktem jest, że nie zrobiłam wiele, by mieć przyjaciół, nie zabiegałam też szczególnie o to. Myślę, że o przyjaźń nie trzeba jakoś szczególnie się starać. Ona jest, pojawia się znikąd, rodzi się bez przyczyny.

Wydaje mi się, że jestem człowiekiem normalnym, ani złym ani wyjątkowo dobrym. Choć nie wiem czy samoocena może być obiektywna? Można obdarzyć mnie zaufaniem, nie zdradzam, raczej nie plotkuję o innych, ludziom sprzyjam, a nie szkodzę, a jednak nikt nie obdarował mnie przyjaźnią. Czy tylko ja mam z tym problem, czy jest prawdą, że prawdziwa przyjaźń nie istnieje?

Nie rozwinę tematu świadomie, bo nie chciałabym treścią wpisu nic sugerować. Swoje myśli i spostrzeżenia, dotyczące problemu, napiszę pod komentarzami.  Zapraszam do rozmowy i rozwinięcia tezy postawionej w tytule.

UFAĆ, ALE KOMU? KRZYWDZĄ: RODZINA I ZNAJOMI.

Żyję w Poznaniu i podobnie jak każdy jego mieszkaniec jestem mimowolnym uczestnikiem wydarzeń, które swój początek datują na ostatni tydzień listopada. Nie będę opisywać całej tragedii i dramaturgii jaką wywołała sprawa zaginięcia młodej kobiety. To wszyscy znamy z mediów.  Zagadkowe zniknięcie człowieka, w dużym mieście, niestety nie zostało wyjaśnione i nie zakończyło się do dzisiaj. Trwa, bo poszukiwania zaginionej się toczą, a osoba, która miała chronić młodą kobietę, dostarczyć ją bezpiecznie do miejsca zamieszkania, czeka w areszcie śledczym na dalsze ustalenia policji i decyzje prokuratury. Jedno ważne pytanie nurtuje mnie od samego początku. Komu można ufać, na kim polegać, z kim czuć się zupełnie bezpiecznie? Kiedy człowiek, którego znamy, pracujemy razem, przebywamy z sobą wiele godzin w ciągu dnia, bawimy się wspólnie z innymi, zdolny jest zawieść nasze zaufanie i dopuścić się czynu zbrodniczego.

W ostatnich dniach zapadły dwa wyroki związane ze śmiercią. Jeden dotyczył dwójki młodych ludzi, którzy przed rokiem dokonali mordu na rodzicach chłopaka. Czy to są jeszcze ludzie, czy już bestie?  Zagubili gdzieś po drodze  resztki cech, którymi obdarowany jest człowiek. Jemu tylko przynależnych. Wyzbyli się uczuć, stali się maszynami do zadawania bólu, zabijania z niezwykłym okrucieństwem. Rodziców, którzy im ufali, obdarzali miłością, opieką, dobrobytem i troską na co dzień. Dzieci zapłaciły im za to śmiercią. A przecież nie mieli prawa się tego spodziewać, bo nikt na tym świecie nie pomyślałby, że tak młodych ludzi stać na zabicie najbliższych. Pytam po raz drugi, komu można zaufać do końca, kiedy własne dziecko staje się katem?

Kolejna tragedia i wyrok, tym razem dla rodziców. To oni, powinni zapewnić swojemu dziecku wszechstronną opiekę, bo powołali je na świat. Troszczyć się o zdrowie córki, zapewnić opiekę lekarską, wypełniać zalecenia, a przede wszystkim dawać jeść. Oddali się pod wpływy szarlatana, niekompetentnego znachora, który miast pomóc ich córce, doprowadził razem z nimi do jej śmierci głodowej. Dziecko, które nie mogło samo o siebie zadbać, powiedzieć co je boli, mające rodziców biologicznych, żyjące w rodzinie bez patologii i biedy, musiało umrzeć, bo matka i ojciec pozwolili na to. Kończyło życie w mękach, a oni przyglądali się beztrosko. Jak można jeść posiłki, dawać je innym dzieciom, a jednocześnie głodzić na śmierć maleństwo, własne, bezbronne, zdane w całości na innych? Rodzice, ludzie czy potwory, bez empatii i resztek człowieczeństwa?

Podobnych zdarzeń  mamy w Polsce setki, tysiące. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co przyniesie kolejny dzień. Zbrodnie, pobicia, kradzieże będą zawsze, bo są ludzie, którzy potrafią krzywdzić innych. Podwójnym dramatem jest jednak zawsze zło doznane przez najbliższych: rodziców, dzieci, znajomych. Im ufamy bezwarunkowo, bo komu? A jednak często cios przychodzi z tej strony. 

WRACAM DO TEMATU: ZWIERZĘTA W NASZYCH DOMACH.

Prawie rok temu napisałam tekst na  temat zwierzaków w naszych domach i zamieściłam jako czwarty na moim blogu. Ponieważ byłam nowa, szascdziesiąt-rowna-sie-dwadziescia miał dopiero dwa tygodnie, więc nikt nie przeczytał notki i nie zostawił komentarza. Myślę, że problem wart jest zainteresowania i przeczytania. Polecam go jeszcze raz gorąco kopiując z oryginału. Będzie też okazja porównać moje pierwsze teksty z bieżącymi. Może pojawią się wśród czytelników jakieś uwagi, refleksje, wątpliwości, proszę uwiecznić  je w komentarzach.

 PIES W RODZINIE

Dzisiaj napiszę o sprawie, która dotyczy albo dotyczyła w przeszłości każdego z nas, a mianowicie o „nowym członku rodziny”, czyli psie. Nie ma domu, w którym choć raz ten problem by się nie pojawił, a zwłaszcza tam gdzie są małe dzieci. U mnie sprawa wracała cyklicznie, bo mam trójkę (teraz dorosłych) dzieci, ale każde z nich miało czas pragnień, by pies zamieszkał w naszym domu. Najbardziej zdeterminowana była najmłodsza córka. W okresie wczesnego dzieciństwa potrzeba bycia właścicielką psa, a zwłaszcza prowadzenie go na smyczy, pokonywała wszystkie inne marzenia. Psa nie kupiliśmy ze względu na małą powierzchnię mieszkania i świadomość, że tak ruchliwe zwierzę nie miałoby komfortu w naszym skromnym „M”.

Ale dzieci potrzebowały żywej istoty, którą mogłyby się opiekować, więc każde z nich miało swoje zwierzątko. Syn chomika, a córki królika miniaturkę i papużki. Muszę przyznać, że większość prac pielęgnacyjnych należała do mnie, ale miłość jaką dawały swojemu pupilowi była nie do przecenienia. Rekordy w tym zakresie bił malutki czarny króliczek, który był z nami 9 lat. Na jego punkcie oszalała cała rodzina!!!

Teraz wszyscy jesteśmy dorośli, ale miłość do zwierząt została w każdym z nas. W dalszym ciągu nie mamy własnego psa, ale córka opiekuje się czasem pięknym pieszczochem od znajomych. Jesteśmy nim oczarowani wszyscy, czym dłużej przebywamy razem i bardziej się poznajemy, nasza sympatia do siebie rośnie. To zwierzę ma charakter, potrafi pokazać co chce i wie jak to w delikatny sposób uzyskać. Darzy miłością każdego, kto tym samym potrafi mu się odwdzięczyć. Ja jeszcze ostatecznie nie zdecydowałam się, ale jestem coraz bliżej dania domu jakiemuś bezdomnemu psu ze schroniska, bo te są najwierniejsze i najbardziej nas potrzebują.

Myślę, że decyzja o zakupie psa powinna być wnikliwie przemyślana i świadoma, bo kiedy ją podejmiemy i wprowadzimy do swojej rodziny zwierzę, nie powinno być odwrotu. Oddanie psa do schroniska, wywiezienie do lasu i przywiązanie do drzewa lub zabicie jest barbarzyństwem, którego nikt nie powinien się dopuścić!

A na koniec miły akcent :-) Załączam zdjęcie naszego „wypożyczonego” pupila. Chyba sami rozumiecie mój dylemat patrząc na tego pieska :-)

OCZYSZCZENIE

Każdy ma swoje katharsis…………

Tym razem poruszę temat oderwany zupełnie od dzisiejszej rzeczywistości. A więc nie będzie o wyborach, przegranej PO, wygranej PIS. Nie wiąże się z tym co króluje w serwisach, na blogach, wszystkich kanałach TV i stacjach radiowych. Rozmowy w domach i pracy też się na tym skupiają. Wiemy, że przesyt zawsze odrzuca, a nawet kawior jedzony codziennie zbrzydnie i pragnie się zwykłego chleba. Statystyki, porównania i słupki budzą niechęć już po kilku godzinach. DLATEGO………

Chciałabym Was przenieść w inny świat, świat książki i filmu. Zaprosić i zachęcić do przeczytania lektury i obejrzenia nakręconego na jej podstawie filmu. Mam na myśli konkretną pozycję, a mianowicie „Oczyszczenie” Sofi Oksanen. Młoda fińsko-estońska autorka napisała w 2008 roku książkę, która natychmiast stała się bestsellerem. W krótkim czasie podbiła Europę i Amerykę. Obok tej lektury nie można przejść obojętnie. Ja przeczytałam ją dwa lata temu i zapewne wrócę do niej jeszcze nie jeden raz. Treści książki nie opowiem, bo zabrałabym Wam całą przyjemność czytania i odkrywania tajemnic, jakie zawiera. Mistrzowsko skonstruowana, wielowątkowa fabuła przedstawia historię trzech pokoleń kobiet z rodziny Truu. Losy bohaterów zataczają krąg. Tragedia zaczyna się na estońskiej prowincji w czasie rządów Lenina, potem Stalina, a kończy w okresie rozpadu Związku Radzieckiego. Miłość i cierpienie, zazdrość granicząca z patologią, rodzinne zdrady i donosy w czasie komunistycznego terroru to niektóre wątki książki. Ostatnim ogniwem jest Zara. Bestialsko pobita dziewczyna dociera do domu rodzinnego swojej matki z fotografią babki i jej siostry w ręku. Mieszkająca tam Aliide oddaje życie, by przybyła do niej młoda Rosjanka mogła rozpocząć na nowo swoje.  Resztę przeczytajcie i obejrzyjcie sami.

Dlaczego polecam tę pozycję? W Polsce mamy niewiele książek autorów fińskich. Nawet jeśli są, mało komu przyjdzie do głowy taką książką się zainteresować. Czytamy klasykę lub pisarzy szeroko omawianych w mediach. Ta powieść jest inna. Opowiada o rzeczywistości, która w dalszym ciągu owiana jest tajemnicą. Sofi Oksanen w sposób wieloraki, raz poetycki i  refleksyjny, czasem brutalny i wulgarny, przedstawia swoich bohaterów. Tylko taki język mógł oddać prawdę o czasach, które opisuje. Autorka w tej wielowątkowej powieści zadaje pytania: o naturę człowieka, na ile zdolny jest wyzbyć się człowieczeństwa dla „sprawy”, do czego zdolni są ludzie i gdzie jest granica ich zezwierzęcenia?

Jako uzupełnienie książki polecam film kinematografii fińskiej o tym samym tytule. Myślę, że w dobie telewizyjnej monotonii: paradokumentu, miernych seriali, nagminnie pokazywanych reality show, kabaretów i wszechobecnych amerykańskich produkcji, ten film powinien zyskać Wasze uznanie. Jest wiernym odtworzeniem książki. Zaznaczam, ma wiele scen brutalnych i drastycznych, potrafi widza wcisnąć w fotel. Zostawia ślad na długo…

Dla zainteresowanych podaję linki, gdzie można przeczytać o autorce, książce i filmie.

www.sofioksanen.com

www.lubimyczytac.pl/ksiazka/57197/oczyszczenie

www.filmweb.pl/film/Oczyszczenie-2012-622060#

http://biblioteka.zamosc.pl/page/1648/recenzja-ksiazki-sofi-oksanen-quotoczyszczeniequot.html

http://1.fwcdn.pl/po/20/60/622060/7449456.3.jpg