WIGILIA W MOIM DOMU

Jedno co łączy nas, wszystkie panie domu, to pragnienie, aby dania i stół wigilijny były wyjątkowe. Do tego jak co rok, zachwycały wszystkich, którzy przy nim usiądą.

Stół przygotuję w tym roku, podobnie jak w poprzednią Wigilię, zgodnie z tradycją przekazaną przez moją mamę. Położę śnieżnobiały obrus, który wyszyłam sama haftem richelieu. Dawno, bo 30 lat temu, kiedy byłam z dzieckiem na trzyletnim urlopie wychowawczym. Bez motywów gwiazdkowych, nie lubię tego. Porcelana też biała, cieniutka, delikatna prosto z Francji. Pod obrusem tradycyjnie pęczek sianka, na talerzyku opłatek, a nad głowami zielona jemioła, powieszona na lampie wraz z kilkoma pięknymi bombkami. W wazonie gałązki żywej jodły, a w narożniku choinka prosto z lasu. Wysoka do samego sufitu, pod nią prezenty. W pokoju pachnie żywicą, a przepiękne lampki mrugając kolorowo tworzą magiczny nastrój. Sześć nakryć, choć jest nas pięcioro, zawsze jedno dodatkowe dla niespodziewanego gościa.

Kiedyś robiłam dwanaście potraw, bo tak nakazuje tradycja. Makiełki i groch z kapustą, niestety musiałam wyeliminować z zestawu, bo całe święta przekładałam niezjedzone z miejsca na miejsce. A co podaję? Zupa tylko i wyłącznie z borowików, czysta z drobno pokrojonymi grzybami na dnie talerza, zaciągnięta śmietanką kremową. Dwa rodzaje ryb smażonych. Jako jedyna jem karpia, pozostali tylko filet z mintaja lub dorsza. Koniecznie mrożony, bo w takim nie ma ości. Ryby smażę na maśle, potem zapiekam w piekarniku z kawałkiem masła na każdej porcji. Gotowana kapusta kiszona, z pokrojonymi podgrzybkami, aż ciemna od nadmiaru grzybów. Własnej roboty pierogi z grzybami i kapustą polane masłem z duszoną cebulą. To danie co rok w samą wigilię robi mąż z córkami. Do mnie należy tylko przygotowanie farszu i ugotowanie. Cała reszta to ich dzieło, a zrobić potrafią pysznie. Mamy też kompot z suszonych owoców (śliwki, jabłka, gruszki, dodaję też kilka rodzynek i moreli). Do tego ziemniaki i sos, dwa rodzaje śledzi i talerz z pieczywem. Oczywiście króluje tu sernik cioci Zosi (przepis podałam w poście z dnia 12. listopada
http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/2014/11/12/pyszny-sernik-cioci-zosi/
). Polecam serdecznie, jest pyszny i łatwy w wykonaniu, a co najważniejsze, zawsze się udaje. Potem pijemy kawę, a Gwiazdor w czerwonej czapeczce z białym pomponem (młodsza córka) rozdaje prezenty. Potem śpiewamy kolędy, a córka przygrywa nam na keyboardzie.

W domu rodzinnym, na wsi nie przychodził Gwiazdor, nie było przebrania, więc mama musiała wymyślić sposób, żebyśmy uwierzyli, że prezenty są od niego. Ubierała nas i wysyłała na dwór, żeby każdy szukał gałązek. Kto będzie miał najwięcej, dostanie najładniejsze prezenty. Czasem trudno było cokolwiek wygrzebać z głębokiego śniegu, ale staraliśmy się bardzo, bo wierzyliśmy, że Święty Mikołaj to doceni. Kiedy podarunki były już pod choinką, mama wołała nas do domu. Tłumaczyła, że Gwiazdor bardzo się spieszył, bo wszystkie dzieci czekają na niego i zostawił to, co miał dla nas i ruszył dalej. Ciekawość i radość z otrzymanych niespodzianek była tak wielka, że nikt nie zastanawiał się długo nad tym, co powiedziała mama. Pamiętam, jednego roku (może miałam trzy lata), mój najstarszy brat dostał cukrową lalę. Wyobraźcie sobie, był rok 1956, na wsi. Duży karton, a na wierzchu celofan tak, że było widać co jest w środku. Wydawało mi się, że ta pięknie pomalowana lalka, w czerwonej sukience, złotych włosach i takich samych bucikach, jest większa ode mnie. Dostał ją od swojej chrzestnej matki, a my pozostali też mieliśmy cukrowe figurki, ale niestety mniejsze. Musiało to być coś wyjątkowego, bo pamiętam do dziś wygląd lalki. Jak u Was wygląda Wigilia i jakie wspomnienia z dzieciństwa macie?

Nasza tegoroczna choinka

Nasza tegoroczna choinka