RADA JĘZYKA POLSKIEGO MÓWI LUDZKIM GŁOSEM.

Andrzej Markowski-przewodniczący, Jerzy Bralczyk-wiceprzewodniczący,    Jan Miodek-członek Rady Języka Polskiego, czyli trzy największe autorytety w dziedzinie językoznawstwa, rozmawiają językiem przeciętnego użytkownika polszczyzny, o współczesnych jej problemach. Wywiad-rzekę przeprowadził Jerzy Sosnowski, z czego powstała książka pt. ,,Wszystko zależy od przyimka”, wydana w 2014 roku przez Wydawnictwo Agora SA z siedzibą w Warszawie. Tyle danych formalnych.

Za oknami jesienna słota, w powietrzu czuć gorączkę przedwyborczą, a ja chciałam oderwać Was od codzienności i zaprosić do przeczytania ciekawej książki. Nie jest to lekka powieść ani romansidło niskich lotów, a poważna pozycja. Choć traktuje o języku, jego kulturze, a rozmówcami są znani z mediów badacze polszczyzny, lektura przeznaczona jest dla każdego. Być może, Drogi Czytelniku, temat Cię przerazi. Mając w pamięci szkolne zajęcia z gramatyki, ortografii, stylistyki, każdy z nas ma uraz, a powrót do wiedzy w tym zakresie budzi niechęć. Zapewniam jednak, że warto po książkę sięgnąć, bo w przyjemny sposób można podnieść poziom wiedzy o rodzimym języku, pogłębić świadomość posługiwania się nim, a przy okazji poznać anegdoty związane z tematem i rozmówcami.

Książkę otrzymała moja młodsza córka na zakończenie praktyk studenckich. Zainteresowała mnie, bo język, to moja pasja, a poprawne i świadome posługiwanie się nim, to delikatnie mówiąc mój konik. Po raz pierwszy przeczytałam lekturę jeszcze latem minionego roku (potem chyba jeszcze dwa razy). Co najbardziej mnie zaskoczyło, to prostota języka, którego używają trzej profesorowie i prowadzący rozmowę. To pozwala, nam czytelnikom, na zbliżenie się do rozmówców, nie musimy domyślać się co nam chcą przekazać, bo język, jakim posługują się jest jasny i zrozumiały, daleki od naukowego. Tym sposobem dają nam do zrozumienia, że mówienie powinno być naturalne, na co ma wpływ wiele różnorakich czynników. Innego języka używają w komunikacji dwaj koledzy, innego student w rozmowie z profesorem, jeszcze innego dwie przekupki na targu. Tego właśnie uczymy się całe życie. Dobrze jest, kiedy od czasu do czasu zatrzymamy się i pomyślimy, poddamy refleksji naszą wiedzę o języku polskim. Zastanowimy się nad jego bogactwem i miejscem wśród języków świata. Na potwierdzenie wcześniejszego zapisu cytuję Sosnowskiego: ,,rozwijanie świadomości, jak różnorodne warianty otwiera przed nami polszczyzna, przypomina raczej trening, przygotowanie do meczu – lecz gdy otwierasz usta, wówczas jakbyś słyszał gwizdek sędziego i grasz, a nie dumasz w rogu boiska nad możliwościami taktycznymi”.

Poprawność i kultura języka, to według Jerzego Bralczyka, obszary językoznawstwa, które nie są mocno osadzone w normach, nie są ustabilizowane. Rozmowa dotyczy właśnie tego czy posługujemy się językiem dobrze, źle, ale przede wszystkim jaka jest rzeczywistość i tendencje, w jakim kierunku mowa nasza zmierza. Intencją dyskutujących nie jest sztywne narzucanie i trzymanie się norm, ale zachęcenie czytelników do refleksji i poznawania mechanizmów, które językiem rządzą.

Język służy do komunikacji, z której powinni czerpać radość rozmawiający. Stanowi narzędzie, które daje możność wyrażania siebie: swoich myśli, uczuć, wrażeń w dowolny sposób, charakterystyczny dla naszej osobowości, wiedzy, wykształcenia, kultury, wrażliwości. Od nas samych zależy jak powiemy. Zapewne w dobie internetu, sms-ów, niepoprawności językowej reklam, bełkotu mediów i naporu ze zdwojoną siłą języka angielskiego, nie jest łatwo naszemu językowi obronić swego dorobku. Ale język, to żywy twór. Pączkuje, a niektóre jego elementy obumierają. Jedne słowa zastępują inne, zmienia się często ich semantyka, niektóre zapożyczenia zostają spolszczone inne adaptujemy w oryginale z innego języka.

Żeby zachęcić Was do sięgnięcia po proponowaną lekturę zacytuję kilka wypowiedzi uczestników rozmowy.

Jan Miodek o używaniu w mejlach słowa ,,witam”: ,,Zawsze można zacząć: ,,Szanowna Pani”, ,,Szanowny Panie”.   Z szacunkiem….. Ale dla mnie sto razy gorsze i świadczące o całkowitym braku słuchu językowo-obyczajowego jest: ,,dobra”, ,,dzięki”. Jeśli student przychodzi do mnie, żeby coś załatwić i mówi:,,dobra”, ,,dzięki”, to mam wobec niego mordercze skłonności”.

Inny cytat: ,,Kiedy poszedłem odwiedzić w szpitalu swojego dyrektora szkoły – wy wiecie co to był w miasteczku powiatowym dyrektor gimnazjum, to był Bóg! Więc go odwiedzam, a tu przychodzi dwudziestoletnia pielęgniarka i słyszę, jak mówi do niego: ,,panie Książek, na kroplówkę!”. Myślałem, że spadnę z krzesła! Bożyszcze Tarnowskich Gór, a w szpitalu jest panem Książkiem….

Jerzy Bralczyk o wulgaryzmach: ,,Ale mówię o tych trzech słowach, które oznaczają męski i żeński organ oraz samą czynność. W nich nie ma er. To zresztą smutne, że w naszym języku najwulgarniejsze słowa łączy się z erotyką i seksem. W innych językach tak wcale nie musi być. Łatwiej bym zniósł gdyby tam były jakieś defekacje i tym podobne działania. Ale dlaczego obrzydzać nam te piękne zachowania wulgaryzmami?

Inny cytat: ,,Lajkowanie jest lubieniem. Ale różnimy się od Anglików choćby tym, że nie lubimy czegoś od razu, najpierw to coś musi nam się podobać. Piosenka musi mi się ze dwa razy podobać, zanim za trzecim razem ją polubię. Widzę dziewczynę, ona mi się najpierw podoba, choć jeszcze nie wiem, czy ją lubię. A Anglik od razu powie ,,I like”. I to jest w porządku. Niestety dzisiejsze lajkowanie wprowadza tylnymi drzwiami angielskie znaczenie ,,lubię” z pominięciem podobania się. Ale jak te lajki zmienić? ,,Podobki” zamiast ,,lajków”?

Andrzej Markowski o gwarze młodzieżowej: ,,Ale w tej gwarze jest wiele wulgaryzmów. Dzisiejsza gwara jest chyba bardziej wulgarna niż była kiedyś”. ,,Zawsze przytaczam przykład z naszej młodości: ,,nietoperz” na określenie ojca. Bo nie widzi, nie słyszy, a się czepia. Taka metaforyka. Jednak to nie weszło. Ale ,,starzy”, ,,wapniaki” – to jest potoczne.

Inny cytat:  ,,A co do formy ,,ministra”, jest ona prowokacją. Także dlatego, że ministra po łacinie znaczyło ,,służąca”. ,,Oraz ,,magistra” (,,historia magistra vitae”). Ale historia żeńskich końcówek wygląda zupełnie tak, jak w dowcipie z cyklu pytań do radia Erywań: Czy można wprowadzić socjalizm w Wielkiej Brytanii? Odpowiedź: Można, ale po co?

To tylko niektóre smaczki w jakie obfituje lektura. Polecam, bo czytanie tej pozycji, to nabywanie cennej wiedzy na temat polszczyzny w sposób przyjemny, momentami pełen humoru. Uczyć przez zabawę, chyba takie zamierzenie przyświecało powstaniu książki                                                    ,,Wszystko zależy od przyimka”.


http://www.punkt44.pl/319762,wszystko_zalezy_od_przyimka_jan_miodek_%5Bksiazka%5D.html

http://upolujebooka.pl/oferta,41561,wszystko_zalezy_od_przyimka.html


http://upolujebooka.pl/oferta,41561,wszystko_zalezy_od_przyimka.html

CO NAS KRĘCI, CO NAS PODNIECA

Szokujący, ekscentryczny pan w dojrzałym wieku, powiedziałabym, podstarzały  amerykański geniusz, neguje szczerą miłość. Potrafi jednak zmienić się pod wpływem 20-letniej Melody.

Co powoduje, że ciągle chcemy oglądać filmy Woody’ego Allena? Wierni widzowie śledzą jego poczynania, a kiedy pojawia się nowa produkcja chcą być pierwsi, za wszelką cenę starają się obejrzeć film już podczas jego premiery. „Co nas kreci, co nas podnieca” to komedia obyczajowa, zrealizowana w 2009 roku przez Woody’ego Allena. Film, w którym znajdziemy potwierdzenie jego wszechstronnego talentu. Twórca ponad 35 obrazów, w tym kilkunastu nominowanych do Oscara, na nowo podjął temat miłości. Tym razem po dłuższym rozbracie, wrócił z Europy do Ameryki Północnej, a konkretnie do Nowego Jorku, na Manhattan. Tematyka, być może nawiązuje do życiowych perypetii samego reżysera. Starsi miłośnicy talentu Allena pamiętają przecież jego kontrowersyjny związek, a potem ślub z adoptowaną córką, wychowywaną wcześniej przez reżysera i jego żonę Mią Farrow.

Treść filmu wydaje się prosta i powielana w twórczości reżysera już dziesiątki razy. Jest to historia nietypowego związku. Gderliwy intelektualista, emeryt Boris, spędza czas wałęsając się w dresie po Manhattanie. Kiedyś zwraca uwagę na ubogą dziewczynę przykrytą kartonem, która koczuje pod  jego domem. Jest brudna i odrażająca, ale ma najważniejszy, według ekscentryka atut, młodość. Melody, tak ma na imię, przyjechała do Nowego Jorku z małego miasteczka. Boris zabiera ją do siebie i rozkochuje w sobie. Ona również nie jest obojętna i odwzajemnia uczucie do będącego już w jesieni życia kochanka. Para pobiera się i zamieszkuje razem. Nie wiadomo czym kierowała się młoda kobieta; uczuciem czy perspektywą stabilizacji, a może Boris zaimponował jej intelektem? Taki związek musiał jednak okazać się burzliwy.  Dalszy ciąg fabuły nietrudno przewidzieć, bo problemy pojawiają się szybko.

Zaskoczeniem dla widza jest obsada głównych ról. Idealnym odtwórcą Borisa byłby sam Woody Allen. Jest to postać wręcz stworzona dla niego. Wiek, wygląd, przeżycia własne przemawiają za tym, że każdy reżyser wybrałby jego, ponieważ nikt tak jak on nie byłby w tej roli bardziej naturalny i wiarygodny. Ale nie sam Woody Allen. Borisa zagrał kontrowersyjny komik Larry David, a Melody młoda aktorka Evan Rachel Wood, znana w środowisku show – biznesu nie za sprawą osiągnięć artystycznych, a związku z szokującym świat Marilynem Mansonem – liderem grupy metalowej.

„Co nas kręci, co nas podnieca” nawiązuje do wcześniejszej twórczości komediowej tego reżysera, a także do nowszych produkcji choćby „Vicky Cristina Barcelona”. Uprzedzam,  nie warto sugerować się tytułem, bo jest tym razem wyjątkowo nietrafiony. Scen, które mogłyby kogoś podniecić nie ma prawie wcale, a jeżeli ktoś kogoś kręci, to chyba tylko Boris swoim wyjątkowym intelektem, zarówno widza jak i swoją żonę. Nic poza tym. Poziom filmu, niestety, obniża mizerna, a wręcz nijaka gra głównych aktorów. Ich warsztat i umiejętności stoją na niezbyt wysokim poziomie. Ograny temat, słaba obsada aktorska stawiałyby ten film na straconym miejscu. Ale broni go sam reżyser; mistrz nad  mistrzami, którego sława i samo nazwisko, a także dzieła filmowe, które dotąd zrobił, stawiają na najbardziej zaszczytnym miejscu. Woody’emu Allenowi widzowie wybaczą każde niedociągnięcie w jego dziełach. Do filmu możemy mieć zastrzeżenia my widzowie, choć oglądamy obraz z zainteresowaniem. Wiadomo, że opinie widzów i krytyków filmowych rzadko są zgodne. Tym razem, zresztą jak zwykle, znawcy okrzyknęli film arcydziełem.

Oglądając „Co nas kreci, co nas podnieca” czułam niedosyt. Ciągle podświadomie szukałam na ekranie Woody Allena. Szkoda, że Borysa nie zagrał sam reżyser. Jego brak w obsadzie, odczuwałam w każdej scenie z głównym bohaterem. Pojawienie się na ekranie Allena, zmieniłoby obraz całkowicie. Wygląd typowego anty amanta, mimika twarzy, niepozorny, w trochę niechlujnym codziennym odzieniu, z okularami trącącymi myszką na nosie jest nie do zastąpienia. Do tego szczerość w każdym calu i ruchliwość mrówki byłby tu jak najbardziej na miejscu. Film nabrałby charakteru. Długo nie mogłam się przemóc do polubienia tego artysty. Wierzcie mi, dopiero dekadę oglądam filmy z jego udziałem. Ale ten co dostrzeże fenomen jego specyficznego, inteligentnego komizmu i dramatyzmu pokocha go na zawsze. Będzie śledził  twórczość i czekał na kolejne dzieło. Kiedy będzie to czas zbyt długi, tęsknotę wypełni powrotem do dawnych obrazów. Tak jak ja zrobiłam tym razem. Bo w każdym powtórnym seansie można odkryć coś nowego, co przeoczyliśmy poprzednio.

http://polki.pl/work/privateimages/formats/V5_MT_LIFE/56288.jpg


http://polki.pl/work/privateimages/formats/V5_MT_LIFE/56288.jpg

POCZWARKA

Wiedza zdobyta, życie zawodowe poukładane, podróże odbyte, dom wybudowany, drzewo posadzone. Zgodnie z tradycją i harmonogramem, do pełni szczęścia brakuje tylko dziecka. Co zrobić kiedy na świat, zamiast syna, przyjdzie córka i do tego INNA? Czy dotąd oparte na miłości i zgodzie małżeństwo, przetrwa?

„Poczwarka”, tak nazwała swoją książkę krakowska pisarka i dziennikarka, Dorota Terakowska (1938 – 2004) . Powieść powstała w 2000 roku, a wydano ją rok później. Zarówno tytuł jak i dedykacja umieszczona na początku książki intrygują. Tytuł książki, to metafora. Znając już treść lektury możemy wyjaśnić ją w następujący sposób: Poczwarka, to pewien etap drogi pięknego motyla. Najbrzydsze stadium rozwoju, to coś niezgrabnego, odrażającego, budzącego wstręt, spętanego kokonem, jakby uwięzionego w środku, bez możliwości uwolnienia się. Autorka celowo nadała książce taki tytuł. Jej bohaterka, Marysia inaczej Myszka, ma podobne cechy. To dziecko z zespołem Downa, które żyje w swoim świecie, oderwanym od rzeczywistości. Dedykacja też zastanawia. „Mojej córce Małgosi Szumowskiej, dzięki której powstała ta książka”. Od razu pojawia się myśl, córka Doroty Terakowskiej urodziła dziecko z zespołem Downa. Matka uczestniczy w opiece nad chorym dzieckiem, a przeżyciami i funkcjonowaniem rodziny dzieli się z czytelnikami, traktując swoje dzieło po części jako poradnik dla rodziców, mających dzieci z tą samą chorobą. Ale tak nie jest. Przeczytana biografia autorki, takiej interpretacji zaprzecza. Powieść, to fikcja literacka. Powstała po wakacjach autorki na Mazurach, gdzie poznała i zaprzyjaźniła się z rodziną z chorym dzieckiem. Trzecia rzecz, która zastanawia, to dobór imion. Adam i Ewa byli pierwszymi rodzicami. To także symbol jakiejkolwiek kobiety i każdego mężczyzny. Celem autorki było zasygnalizowanie, że opisana sytuacja może spotkać każdego z nas.

Dziecko ociężałe, brzydkie, spętane chorobą, która powoduje wiele ograniczeń, momentami jest odrzucające. Zespół Downa, w najcięższej postaci, taką chorobę miał potomek idealnego małżeństwa. Rodziców, którzy zaplanowali każdy detal swojego dziecka, dziedzica ich fortuny. Doskonałe dotąd życie, wszystko poukładane i przewidziane, zburzyła jedna mała istota, która nie pasowała do wymalowanego pędzlem myśli ideału. Każde z rodziców zachowało się inaczej. Ewa po wielu rozterkach i przemyśleniach, postanowiła stawić czoło sytuacji. Chociaż miała różne momenty, od ogromnej miłości do Myszki, do jej nienawiści, trwała w swej roli. Postąpiła wbrew woli męża, przez co straciła jego miłość, przyjaciół, pracę, radość życia. Adam dziecko odrzucił. Nigdy Myszki nie zaakceptował, brzydził się nią, nie wziął na ręce, nie potrafił przytulić. Kochał żonę szczerą i głęboką miłością, rozgoryczenie i żal do całego świata nie pozwolił mu być z nią i z dzieckiem blisko. Oddzielił się od rodziny. Kiedy przebywał w domu, jego azylem był gabinet, z którego rzadko wychodził. Marysia wraz z upływem lat instynktownie szukała zbliżenia z ojcem. Siadała w holu, przy drzwiach, za którymi przebywał ktoś, kogo na swój sposób kochała. To miejsce było owiane tajemnicą, której dziewczynka nie rozumiała. Nie będę przybliżać czytelnikom treści książki, bo zabrałabym całą przyjemność odkrywania jej samodzielnie podczas lektury.

W książce prowadzona jest narracja dwubiegunowa. Świat realny przeplata się ze światem mitycznym, nierealnym, do którego wstęp ma tylko chore dziecko. Czytelnik uczestniczy w biegu wydarzeń, jest ich naocznym świadkiem. Przeżywa to, co się dzieje na scenie. Współczuje, momentami odczuwa napięcia, niepewność. Łzy i bezradność dziecka wywołują u czytelnika lektury zadumę, czasem złość na bezsilność wobec choroby. Autorka stara się pokazać z własnej perspektywy świadomość i podświadomość człowieka. Przedstawia całą sytuację rodziny w sposób dramatyczny. Ilustruje to, co moralne przeciwstawieniem dobra i zła. Pisarka nie osądza bohaterów, zostawia to czytelnikowi. Pozwala sobie tylko na delikatne sygnały i wskazówki.

Książka należy do pozycji wartych zainteresowania i polecenia jednak, według mnie, ma teżswoje minusy. Napiszę w tym miejscu, o co ja mam do autorki pretensje. Otóż, nie mogę pogodzić się z zakończeniem tego utworu. Jest ono, moim zdaniem, makabryczne! Autorka uśmierca chorą dziewczynkę. Rodzina odzyskuje na nowo harmonię, wraca miłość, zgoda i radość. Adam wychodzi z ukrycia. Dorota Terakowska przenosi Poczwarkę do innego, lepszego świata. Umieszcza ją w Niebie, ale nie tam, gdzie są wszystkie zmarłe dzieci. Marysia, tak jak w życiu na Ziemi, w swoim nowym miejscu odizolowana jest od zdrowych dzieci. Znowu jest tylko w grupie dzieci chorych. Myślę, że autorka taką wizją życia w Niebie, skrzywdziła rodziców takich dzieci. Każdy, kto ma dziecko z zespołem Downa, po przeczytaniu książki, będzie rozczarowany, nie zaakceptuje tego, że nawet po śmierci jego dziecko będzie także inne. Ja na pewno nie chciałabym od nikogo, nawet od autora książki w jego fikcji literackiej, usłyszeć, że moje dziecko, także w oczach Boga, będzie inne, oddzielone od wszystkich. Myślę, że rodzice chorych dzieci mają dosyć ich inności za życia i chcieliby, żeby ich dziecko zaakceptowały dzieci zdrowe, żeby bawiły się z nim i uważały za równe sobie. Jeszcze jeden zarzut dla autorki. Po śmierci Marysi, Ewa oczekiwała nowego dziecka. Czy Poczwarka musiała usunąć się, bo z nią nic nie mogło się udać. Musiała zrobić miejsce kolejnemu dziecku, tak jakby na tym świecie nie było miejsca dla niej i maleństwa, które miało się urodzić. Czy miłości rodziców nie starczyłoby dla dwójki dzieci, zdrowego i chorego? Nie wiem, czy takie było zamierzenie autorki, wywołać rozterki u czytelnika.

Książkę po raz pierwszy przeczytałam w 2007 roku. Miałam mieszane uczucia właśnie ze względu na jej zakończenie. Wróciłam do niej po latach. Nic się nie zmieniło. Rozczarowanie rozwiązaniem problemów rodziny, kosztem dziecka chorego, zostało. Lektura „Poczwarki” nie należy do łatwych książek. Można zauważyć, że momentami zawiera elementy filozoficzne. Poza tym, niektóre opisy wyglądu i zachowań chorego dziecka są trudne do zaakceptowania. Trzeba oddać autorce, że jej powieść przybliżyła nam i pozwoliła poznać bliżej chorobę Downa. Inaczej, może nawet cieplej, patrzymy na rodziców, którzy wychowują dzieci, dotknięte tymi dolegliwościami. Nie wszystko co nas otacza jest piękne. Często trzeba zmierzyć się z chorobą, kalectwem, brzydotą, starością, niedołęstwem. Czy my zdrowi umiemy zachować się i zrozumieć to, co czują ludzie dotknięci takim losem?

Polecam książkę, ze względu na trudny temat. Bliski nam wszystkim, bo z chorymi, nie tylko na zespół Downa, spotykamy się na co dzień. Może właśnie ta lektura pozwoli nam inaczej spojrzeć na rodziny, walczące z chorobą dziecka od chwili jego przyjścia na świat. Układanie i planowanie życia, z kilkuletnim wyprzedzeniem, nie sprawdza się prawie nigdy. Czym bardziej mamy swoje życie wepchnięte w ramy i formy, tym większa rozpacz kiedy w tych klatkach coś nie potrafi się zmieścić.

Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami na opisany temat.

NAJWAŻNIEJSZA PROFILAKTYKA

Rak zabija z ukrycia. Mało kobiet profilaktykę uważa za konieczną. Ignoruje darmowe zaproszenia na badania, bo uważa, że ich nie dosięgnie choroba, którą rodzina nie jest obciążona genetycznie. To mit, a statystyki zachorowań biją na alarm.

Rak piersi i szyjki macicy, to dwie choroby, które wśród kobiet zbierają ogromne żniwo. Pomimo, że informacje o wczesnym zdiagnozowaniu i szansach wyleczenia docierają do większości kobiet,  niechętnie poddają się one badaniom przesiewowym. Odkładają je w czasie, a tymczasem choroba w utajony, bezobjawowy i podstępny sposób może niszczyć ich organizm. Na początku, zarówno rak piersi jak i szyjki macicy nie powodują  żadnych objawów. Kiedy pojawią się, często jest już za późno na ratowanie piersi, czy narządów rodnych kobiety. Nierzadko także na ratowanie jej życia. Tych dramatycznych sytuacji w wielu przypadkach można byłoby uniknąć. No właśnie, gdyby pacjentki chciały korzystać z możliwości badań profilaktycznych. Dzisiaj wczesne zdiagnozowanie raka nie oznacza wyroku i daje szansę na całkowite wyleczenie.

Wśród Polek, dotychczas, rak piersi był jedną z najczęściej występujących chorób. Obecnie pierwsze miejsce wśród zachorowań należy do raka płuc. Z tą chorobą walczy duża grupa kobiet, a 6,5 tysiąca z nich umiera co roku. Raka piersi natomiast zdiagnozowano u następnej najliczniejszej rzeszy kobiet. Ten wcześnie wykryty, bez przerzutów do węzłów chłonnych, jest wyleczalny całkowicie. 90% chorych kobiet przeżywa 5 lat, co oznacza że zostały wyleczone. Jakie objawy powinny być  sygnałem do niepokoju? Kobieta, która obserwuje swoje ciało regularnie, natychmiast zauważy zmiany w nim zachodzące. Wątpliwości i wizytę u lekarza powinny spowodować każde zmiany kształtu i wielkości piersi, zaczerwienienia, także pojawiające się wycieki z brodawki, jej wklęśnięcie i powiększone węzły chłonne w okolicach pach. Przy wykryciu małych zmian, w postaci guzków, pomaga comiesięczna samokontrola, czyli badanie własnych piersi poprzez uciskanie każdego  miejsca palcami. Także mammografia i USG piersi pozwalają wykryć zmiany w bardzo wczesnym stadium. Nawet wtedy gdy nie zauważymy żadnych zmian, badanie kontrolne, zgodnie z zalecanym kalendarzem, jest konieczne. Tylko w ten sposób możemy uchwycić chorobę w początkowym jej stadium, kiedy jest szansa na całkowite  wyleczenie. Podczas wizyty kontrolnej należy poprosić ginekologa o zbadanie naszych piersi. Wiemy, że lekarze niechętnie i bardzo rzadko te  badania wykonują. W interesie kobiety jest zwrócić na to uwagę.  Nie wstydźmy się, tu chodzi o nasze życie! Ginekolog  ma obowiązek takie badanie przeprowadzić.

Drugi z kolei nowotwór groźny dla zdrowia i życia kobiet, to rak szyjki macicy. Ryzyko zachorowania, podobnie jak w innych chorobach, zmniejszają regularne badania profilaktyczne, a także szczepienia przeciwko wirusowi HPV. Badania cytologiczne zaleca się wykonywać co trzy lata. Są zwolennicy by testy robić co rok. Wzorem do naśladowania może być  Finlandia, która ma najskuteczniejszy program profilaktyki raka szyjki macicy. 75% kobiet zapraszanych na cytologię co pięć lat, zgłasza się na jej wykonanie. W Polsce, dla porównania, na bezpłatne badania przychodzi tylko 40%  pacjentek. Rak szyjki macicy zbiera tragiczne żniwo dlatego, że w pierwszym stadium nie daje absolutnie żadnych objawów. Jedynie coroczne badanie ginekologiczne i cytologia, pozwalają kobiecie czuć się bezpiecznie. Krwawienia między miesiączkami lub po stosunku, a także obfitsze miesiączki niż wcześniej, powinny zaniepokoić kobietę i zmusić ją do wizyty u specjalisty. Gdy nowotwór wykryty zostanie w stadium przedinwazyjnym, czyli zmiany obejmują tylko nabłonek szyjki macicy, usuwa się je najczęściej laserowo. W przypadku choroby zaawansowanej, obejmującej szyjkę i jej głębsze warstwy konieczna jest operacja, chemioterapia i radioterapia.

Zachęcam wszystkie Panie do dbania o swoje zdrowie, regularne badania i przestrzeganie zalecanych terminów ich wykonywania. Dla lepszej orientacji podaję kalendarz badań profilaktycznych dla kobiet:

- każda kobieta, która ukończyła 18 lat, raz w roku powinna wykonać podstawowe badania ginekologiczne i co miesiąc badać sama piersi, po zakończeniu menstruacji

- po rozpoczęciu współżycia lub ukończeniu 25 lat  należy co rok wykonać cytologię

- po 30. roku życia należy do podanych wcześniej badań dodać coroczne USG piersi

- po 40. roku życia  dodatkowo co dwa lata należy wykonać mammografię piersi, a także raz w roku poddać się USG narządów rodnych, bowiem w tym wieku kobiety najbardziej narażone są na raka jajników i trzonu macicy

Wszystkie wymienione badania należy wykonywać regularnie także w kolejnych latach życia.

Zapraszam do dyskusji i podzielenia się swoją opinią na poruszony temat.

FRANCUSKI FESTIWAL FILMOWY ONLINE

Kino francuskie nie gustuje w komercji za wszelką cenę. Przez wielu znawców tematu postrzegane jest jako wzorzec światowej kinematografii artystycznej.

Przez miesiąc, od 16 stycznia do 16 lutego 2015 r., w internecie trwa V edycja Festiwalu Kina Francuskiego. W tym czasie, można bezpłatnie oglądać filmy, dyskutować o nich, oceniać je i głosować na wybrany obraz. Warto skorzystać z tej możliwości, bo wiele filmów opatrzonych jest dialogami w języku polskim. Dodatkowym atutem udziału w konkursie jest możliwość zdobycia atrakcyjnej nagrody.

W tegorocznej V edycji (w Polsce po raz pierwszy) Festiwalu Kina Francuskiego Online, będzie można obejrzeć bezpłatnie 9 filmów pełnometrażowych i 10 filmów krótkometrażowych. W zdecydowanej większości są to filmy niepokazywane do tej pory poza granicami Francji. Nagrodzony Oskarem reżyser i scenarzysta Michel Gondry, autor filmu „Zakochany bez pamięci”, jest przewodniczącym jury.  Pokazanie różnorodności produkcji francuskich, młodej generacji i popularyzacja nowych talentów reżyserskich jest celem przedsięwzięcia. Platforma VoD.pl zaproponowała Internautom  m.in. takie obrazy jak: dramat „Eastern Boys”, nagrodzony na festiwalu w Wenecji, opowiadający o homoseksualnej relacji między Francuzem i młodym imigrantem. „Oddychaj” w reżyserii Mélanie Laurent, nominowany do nagrody Queer Palm, podczas festiwalu filmowego w Cannes w 2014 roku, dokument „Nie znosiłem matematyki”, nominowany do Cezara. Perełką, w której jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze, stworzył wielki Alain Delon, jest głośny film francuskiego klasyka René Clémenta „W pełnym słońcu”. Tematyka jest zróżnicowana i będziemy mieli okazję zobaczyć dramaty, komedie, sensacje, a nawet ociekający krwią horror pt. „Dziwny kolor łez z Twojego ciała”.

Internauci mogą oddać swój głos na wybrany przez siebie film prezentowany w ramach MyFrenchFilmFestival. Nagrodę Publiczności Lacoste otrzyma obraz, na który wpłynie najwięcej  głosów. O randze imprezy świadczy zaangażowanie w nią 900 profesjonalistów z francuskiej branży filmowej. Współpracują oni przy promocji swoich filmów wśród publiczności, włączając w to media rodzime i zagraniczne. Napisałam artykuł o MyFrenchFilmFestival, ponieważ jest to impreza warta szerokiego zainteresowania miłośników dobrego, ambitnego, artystycznego kina francuskiego. Nie trzeba wychodzić z domu, tracić pieniędzy, a można przeżyć wiele wzruszeń, oglądając wspaniałe obrazy kinematografii znad Sekwany.

Zachęcam do oglądania:
http://vod.pl/francuski-festiwal-filmowy-online

http://www.myfrenchfilmfestival.com/pl/
english_my_fff_2015_poster

Przy okazji prześledźmy wspólnie historię kina francuskiego. Francuzi uczyli świat nie tylko pisać (mam na myśli genialnego Juliusza Verne’a), ale i kręcić filmy. 28 grudzień 1895 roku jest datą, którą powszechnie uważa się za dzień narodzin kina i zarazem początek historii kina francuskiego. W tym dniu zaprezentowano kinematograf, skonstruowany przez braci Augusta i Louisa Lumière i pokazano kilka krótkich filmów. Obraz z 1902 roku „Podróż na księżyc” Georges Méliès uważany  jest przez wielu krytyków filmowych za pierwsze widowisko filmowe,  a także za pierwsze arcydzieło science fiction. Do końca drugiej wojny światowej najważniejsze miejsce w sztuki francuskiej odgrywał teatr. Film pełnił wobec niego rolę służebną. Najwspanialsze lata francuskiego kina przypadają na przełom 50 i 60 dziesięciolecia XX wieku. Od tego czasu światową sławą cieszyli się wspaniali, do dziś podziwiani aktorzy: Alain Delon, Jean Paul Belmondo, Romy Schneider, Catherine Deneuve, Jeanne Moreau, Anne Girardom, Brigitte Bardot, Yves Montad, Louis de Funes, Michela Piccoli, Jean Reno. Na uwagę zasługują też wielkiej sławy reżyserzy: Claude Lelouch, Jean-Luc Godard, Francis Truffaut, Alain Resnais, Robert Bresson, Jean Renoir, Eric Romer, Marcel Carné, Claude Chabrol, Anges Varda.

Do najlepszych filmów francuskich w ostatnich dziesięcioleciach zalicza się bez wątpienia obrazy: „Leon zawodowiec”, „Purpurowe rzeki”, „Piąty element” i „Doberman”. Należą one wszystkie do gatunku obrazów sensacyjnych, ale nie mają nic wspólnego, z królującą w tej dziedzinie, kinematografią amerykańską. Obecnie jednym z najciekawszych reżyserów jest Froncois Ozon. Jego dzieła „Osiem kobiet”, „Basen, „5×2″ i „Czas który pozostał ” zyskały bardzo dobre  recenzje i uznanie widzów. Jest to kino ogromnie refleksyjne, ze wspaniałą muzyką i niezapomnianymi kreacjami aktorskimi. Jeśli przyjrzeć się francuskim aktorom, to współcześnie najczęściej obsadzanym w rolach głównych jest Daniel Auteuil. Można zobaczyć go niemal w każdej znaczącej propozycji. Jeszcze niedawno numerem jeden był Gérard Depardieu.

Niestety kino artystyczne, jakim stara się być w dalszym ciągu francuski film, ma niewielką rzeszę swoich wielbicieli. Francuskie filmy są z reguły refleksyjne. Należy oglądając je, brać czynny udział w tym, co dzieje się na ekranie. Wczuć się w sytuację bohatera i niejako razem z nim rozwiązywać problemy. Filmy analizują kondycję człowieka, jego reakcję na doświadczenia pozytywne, ale nierzadko dramatyczne i bezsensowne. Wnikają w głąb jego psychiki i od tej strony wikłają bohatera w zależności. Dramaty z rozbudowaną psychologią i pikanterią oraz specyficzny humor cechują obecne kino francuskie. Także dobra  jakość i odmienność obrazów. Francuzi muszą się bardzo troszczyć o swoją kinematografię, aby była tak dobra jak dawniej. Także Francję pomału dopada komercja. Tworzy się sto filmów rocznie i szuka zbytu za granicą. Mimo to zdaje się, że przyszłość znowu będzie należała do kinematografii znad Sekwany.

Zachęcam do dyskusji na temat festiwalu, a także podzielenia się swoją opinią na temat kina francuskiego?

PODARUJ 1% SWOJEGO SERCA

Zbliża się okres rozliczenia podatku za 2014 rok. Jak co rok, w telewizji, prasie i radio, pojawiają się spoty reklamowe z prośbą o wsparcie jednej z wielu fundacji.

Na początku stycznia odwoływali się do naszej hojności, dyrygent WOŚP Jurek Owsiak i jego sztab, zaangażowani w pozyskiwanie środków dla szpitali. W tym roku, jak zawsze, cel był konkretnie sprecyzowany, a Polacy, co było do przewidzenia, nie zawiedli. Z wielkim sercem dokładali swoją cegiełkę do szczytnego celu.

Od stycznia do końca kwietnia mamy okazję znowu pomóc. Przez cały okres rozliczania się z fiskusem, organizacje pozarządowe będą odwoływać się do wrażliwości Polaków i prosić o wsparcie. Nie dla siebie, a dla swoich podopiecznych. Chorzy ludzie, przede wszystkim dzieci, nie zawsze mogą liczyć na leczenie w całości finansowane przez NFZ. Są przypadki, gdy instytucje państwowe odmawiają pomocy lub procedury pozyskiwania środków są tak mozolne i długotrwałe, że chory nie może czekać. Rodzina, z reguły nie jest w stanie pokryć drogich zabiegów lub sfinansować zakupu leków ratujących życie chorego, dlatego we własnym zakresie trzeba szukać pomocy. Jedyną nadzieją na ratunek jest wtedy wsparcie fundacji, której podopiecznym jest chory pacjent. Te właśnie instytucje, przez cały rok, a przede wszystkim w okresie rozliczeń podatników z Urzędami Skarbowymi, gromadzą środki dla osób, które znikąd nie mogą liczyć na wsparcie.

Jak wygląda działalność organizacji pozarządowych? W Polsce zarejestrowanych jest ponad 80 tys. tego typu organizacji (dane za rok 2012). Trzy czwarte z nich działa aktywnie. Połowa polskich organizacji nie posiada żadnego majątku, nawet w postaci wyposażenia biurowego. Działalność ich opiera się przede wszystkim na pracy społecznej, zarówno członków, jak i władz, czyli na wolontariacie. Prawie wszystkie osoby pracują w stowarzyszeniach i fundacjach nieodpłatnie, dlatego niemal całość zebranych środków trafia do potrzebujących. Tylko 6% czyli ok. 4800 organizacji zajmuje się ochroną zdrowia. I te właśnie interesują mnie najbardziej, bo pomagają tym, którym ich wsparcie jest niezbędne, a nierzadko dzięki ich środkom setki chorych mogą dalej cieszyć się życiem!

Około 12% wpływów finansowych dla wszystkich organizacji pozarządowych stanowią odpisy z podatku (1%). Możemy ten odsetek zwiększyć. Wystarczy trochę dobrej woli. Ja od 10 lat 1% podatku, mojego i moich najbliższych, przeznaczam dla Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, ze wskazaniem na konkretną osobę, czyli Macieja. Rodziców chłopca znam od dawna, jeszcze jako praktykantów, a potem pracowników w naszej firmie. Obydwoje niezwykłej urody, mądrzy, pełni optymizmu, życia i energii. Miło wspominam czas spędzony z tą dwójką młodych ludzi. Lubię ich do dziś, bo nieczęsto spotyka się tak dojrzałych, młodziutkich rodziców w sytuacji, gdy trzeba zaakceptować chore dziecko w swoim życiu, domu, rodzinie. Maciuś urodził się z zespołem Downa. Niewiele dawano mu szans na przeżycie. Oprócz choroby genetycznej, miał kilka innych schorzeń, które zagrażały jego życiu. Mama zawsze stała przy jego łóżeczku w szpitalu, trzymała za maleńką rączkę i pilnowała, by żył. Maciuś ma dzisiaj 10 lat. Jest dobrze rozwijającym się chłopcem. To dzięki wsparciu Fundacji, ciągłej rehabilitacji na miejscu i podczas turnusów, zrobił tak wiele. Mam satysfakcję, bo chociaż maleńkie moje ziarenko, kiełkuje w postępach i drodze do zdrowia tego dziecka.

Pomóżcie i Wy Drodzy Goście mojego bloga. Wystarczy, że w odpowiednie rubryki właściwego PIT-u wpiszecie dane wybranej fundacji/stowarzyszenia. W ten prosty sposób wyrazicie własną wolę przekazania 1% swojego podatku na szczytny cel. W szczególności zachęcam emerytów i rencistów. Ta grupa osób najczęściej otrzymany PIT-11 odkłada ad acta. Nie musi się rozliczać, bo ZUS załatwia to bezpośrednio z US. Ale można, ze względu na odpis, rozliczyć się samemu i w ten sposób wesprzeć potrzebujących. W najpopularniejszym formularzu PIT-37 są to rubryki o symbolach I, J i numerach od 131 do 135. Zachęcam serdecznie!!! Tak niewiele nas to kosztuje, tylko kilka poświęconych minut na wypełnienie PIT-u. Z każdej najmniejszej kwoty otrzymanej od milionów ludzi można zebrać znaczne sumy i pomóc chorym. W razie potrzeby chętnie pomogę wypełnić arkusze.

Napiszcie, co o tym sądzicie, a może podobnie jak ja wspieracie już wybrane organizacje pozarządowe?

KARNAWAŁ OKRESEM WIELKIEGO ŚWIĘTOWANIA

Człowiek bawi się od zarania dziejów. Dionizje i Bachanalia sięgają czasów przed Chrystusem.

Tak jak jedzenia, wody i ubrania, ludzkość potrzebuje do życia zabawy. Przyjemność sprawiały człowiekowi – tak jak wspólna praca, polowanie -  korowody, gromadne przemarsze ze śpiewem, tańcem i śmiechem. Wzmacniano przeżycia, upijając się alkoholem i odurzając ziołami oraz innymi środkami. Wszechobecny był też w te dni erotyzm. W każdej cywilizacji i kulturze, przy omawianiu jej, pojawiają się informacje na temat zabawiania się podczas świąt cyklicznych (często związanych z porami roku), jak też w wolnym czasie. Nieraz właśnie śpiew i taniec pomagały przeżyć w chwilach, kiedy nic innego nie dawało człowiekowi nadziei. Ciało człowieka podczas świętowania było bardzo ważne. Na ten czas ozdabiano je malunkami, przywdziewano w odświętne szaty i ozdoby. U innych z kolei ciało było pozbawione prawie całkiem szat, a udekorowane tylko ozdobami i farbami. Piękno u jednych znaczyło obfite kształty, a u innych szczupłe jak źdźbło. Zawsze upiększenia nadawały człowiekowi odświętny wygląd i powab. Karnawał, to czas tańca i śpiewu. Obecnie najsłynniejszy ma miejsce w Rio de Janeiro. Barwny, z wielkim rozmachem, przyciąga oczy całego świata. Przygotowania do popisów samby trwają tam cały rok.

Karnawał wywodzi się z kultów płodności i z kultów agrarnych. Jest ściśle związany z tańcami, na wsiach dookoła ogniska. Nazwa pochodzi od łacińsko-włoskiego „carnavale„, a znaczy w dosłownym tłumaczeniu, rozstania z mięsem, w Polsce  „mięsopust„, określa tylko ostatnie dni karnawału. „Karnawał” nawiązuje także do łacińskiego „carrus navalis„, tak w starożytnym Rzymie nazywano łódź na kołach – udekorowany kwiatami rydwan boga Dionizosa. Podczas hucznych obchodów powitania wiosny, przemierzał on ulice Rzymu wraz z licznym orszakiem. Karnawał to najdłuższy okres świętowania w ciągu całego roku. Tradycja chrześcijańska nakazuje obchodzić go między świętem Trzech Króli, a Środą Popielcową. Szczyt i nasilenie zabaw przypada na jego ostatnie dni tj. od tłustego czwartku do tłustego wtorku.

W średniowieczu, z hucznych zabaw karnawałowych słynęła Wenecja, w XVIII w. Rzym, potem także Hiszpania, Portugalia, Francja, Niemcy, Czechy, Ruś i Bałkany. Ten zwyczaj szybko dotarł do Polski. Tu zabawy karnawałowe miały narodowy charakter, z polską tradycją i obyczajem w tle. Czas ten był suty, hałaśliwy, wesoły i szumny. Obfitował w różne uciechy: polowania, kuligi, poczęstunki, tańce i swawole. W miastach, zwłaszcza na dworach pańskich i w bogatych rezydencjach, karnawał cechowały wystawne uczty i bale. Była to świetna okazja dla panien gotowych do zamążpójścia, aby się zaprezentować. Tańczyły one pod okiem matek, ciotek, babek, zawierały znajomości, przebierały w  konkurentach. Skromniej świętowało mieszczaństwo, kupcy i rzemieślnicy. Jednak tańce i swoboda przewyższały karnawał bogaczy. Inny w swym charakterze był  karnawał chłopski. Wesoły i różnoraki, radość kipiała tu z każdej strony. Na wsi w zapusty wolno było prawie wszystko, dużo więcej niż w zwyczajny czas. Jak wszędzie tak i tu najhuczniej obchodzono ostatnie dni karnawału. W Tłusty Czwartek i wtorek przed Popielcem nie mogło nigdzie zabraknąć smażonych na tłuszczu słodkich racuchów, blinów oraz pączków i chrustów. Tłusty Czwartek był tylko wstępem do szaleństw ostatnich trzech dni przed Popielcem, kiedy to we wszystkich domach było wielu gości i dużo tłustego, pożywnego jedzenia, żeby każdy mógł najeść się do syta przed nadchodzącym Wielkim Postem. W karczmach tańczono do upadłego, aż wióry leciały z podłogi. Skoczne obertasy, szfajery, mazury, krakowiaki, szuraki i inne tańce nie miały końca. Bawiono się do białego rana.

W PRL-u modne były wystawne bale elit politycznych, pokazywane szeroko w telewizji, opisywane w prasie, omawiane w radio. Zjawisko to miało charakter propagandowy. Świadczyło o bogactwie, dostatku i dobrobycie w kraju. Bawił się też świat niższego szczebla. Zakłady pracy, prawie wszystkie, organizowały karnawałowe zabawy pracownicze. Pączki, golonki, szampan i inne przyjemności były w symbolicznej cenie biletu. Nawet na pół naga piękność pojawiała się na parkiecie po północy. Panowie mogli z nią zatańczyć. Po zabawie, autobus odwoził uczestników do domów. Bawili się wszyscy, mało kto zastanawiał się, czy go stać na fryzjera, kreację i inne potrzeby z tym związane. Widocznie było stać każdego. Nie trzeba było kalkulować, czy starczy potem na ratę czy opłacimy czynsz? Dla dzieci też bez trudności załatwiało się opiekę. Babcie były chętne do pomocy, młode emerytki miały siłę i czas by pomóc. Sama byłam z mężem na kilku takich imprezach. Na wspomnienie łezka w oku się kręci. Może wygląda to na chwalenie PRL-u, ale tak pamiętam ten okres i tak go opisuję, bez dodatkowego upiększania. Po prostu tak było.

Dzisiaj też Polacy bawią się w karnawale. Jednak mało ludzi idzie na prawdziwe bale. Młodzi wybierają kameralne spotkania w pubach, imprezy składkowe u kogoś w domu albo wyjazd do zimowych kurortów i zabawę z lokalnymi atrakcjami. Media wspominają o Balu Sportowca, czy balach charytatywnych, ale myślę, że takiej ich mnogości, jak w czasach minionych już nie ma.

Karnawał przypada w środku zimy. Gdy u nas szaro i zimno, w Brazylii upał. Ludzie bawią się i tań­czą na uli­cach. Wraz z rozpoczęciem karnawału klucze do miasta są przekazywane w ręce Rey Momo (Króla Momo). Tu karnawał oznacza świętowanie przez cztery dni. Zaczyna się w niedzielę, a kończy w Tłusty Czwartek. W pokazach bierze udział ponad 200 najlepszych szkół samby z całego kraju. Tradycja hucznych obchodów karnawału w Rio de Janeiro sięga 1823 roku. Do miasta co rok przybywają tysiące turystów z całego świata. Chcą uczestniczyć w tym niezwykłym widowisku przygotowanym z niewyobrażalnym rozmachem, przepychem i barwnością. Uroda tancerek, skąpe stroje, zmysłowe ruchy powodują zawrót głowy u obserwatorów tego szaleństwa i pewnie pozostają w ich pamięci przez długie lata.

A czy Wy patrząc przez okno nie mielibyście ochoty znaleźć się w centrum tego brazylijskiego szaleństwa?

                                  Pieter Bruegel, Walka karnawału z postem, 1559

http://www.teatralia.com.pl/archiwum/artykuly/sierpien_2009/030809_wsow.php


http://www.teatralia.com.pl/archiwum/artykuly/sierpien_2009/030809_wsow.php

Karnawał w Rio de Janeiro

http://www.aboutbrasil.com/modules/riocarnaval/riodejaneirocarnaval2013_4.jpg


http://www.aboutbrasil.com/modules/riocarnaval/riodejaneirocarnaval2013_4.jpg

Ray Momo

http://zarzadzanie.blog.pl/szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/wp-admin/post.php?post=230&action=edit


http://zarzadzanie.blog.pl/szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/wp-admin/post.php?post=230&action=edit

RECENZJA FILMU „IDA”

Wielkie nadzieje kinematografii polskiej. Film Pawła Pawlikowskiego podwójnie nominowany do Oscara za obraz nieanglojęzyczny i zdjęcia. Czy tym razem mamy szansę na statuetkę?

Na przełomie września i października byłam w Helsinkach. Jak co roku, w moim kalendarzu, nie mogło zabraknąć czasu na obejrzenie proponowanych pozycji w ramach Tygodnia Filmów Polskich. Ambasada RP i Towarzystwo Polsko – Fińskie w Helsinkach, pokazały w tym roku pięć pełnometrażowych obrazów. Były to: „Ida”, „W imię…”, „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, „Papusza” i „Mocny człowiek”. Dzisiaj chcę podzielić się z Wami, drodzy goście mojego bloga, uwagami na temat jednego z nich. Jest to „Ida” Pawła Pawlikowskiego. Do następnych pozycji, które obejrzałam („W imię…” i „Wałęsa. Człowiek  z nadziei”) wrócę w kolejnych postach.

„Ida” to film podbijający świat od pierwszego dnia emisji. Ma też szansę zwycięstwa w walce o dwa Oscary. Zdobycie tej nagrody jest marzeniem każdej osoby związanej z branżą filmową. „Ida”  jest obrazem nakręconym w  2013, wyprodukowanym przez łódzkie studio Opus Film. Pozycja zaistniała w Gdyni, w ubiegłym roku, skąd reżyser wrócił ze Złotymi Lwami. Potem zdobyła około 60 innych nagród w kraju i za granicą (m.in. Warszawa, Toronto, Londyn, Mińsk). Mówi się, że jest czarnym koniem w wyścigu do Oscara w kategorii „film nieanglojęzyczny”. Żaden inny obraz w tej grupie nie dorównuje „Idzie”. Światowe media  piszą o filmie, że to „dzieło nieskazitelne, doskonałe i cudowne”. Od sukcesu Krzysztofa Kieślowskiego i jego „Trzech kolorów” w 1989, nie było tak głośno o żadnej polskiej produkcji. Kieślowskiemu było łatwiej. Nakręcił film w wersji francuskiej i zaangażował też aktorów z tego kraju. Paweł Pawlikowski może poszczycić się dziełem polskim od początku do końca. Dziewięć razy nominowano nasze filmy do Oskara, ale żaden statuetki w kategorii dla filmu nieanglojęzycznego nie zdobył. „Ida” zauroczyła wielkich filmowców (Alfonso Cuarón czy Paul Schrader) i literackich noblistów (Mario Vargas Llosa i J.M. Coetzee). Czasopismo „Variety” uznało ten film jako jeden z najlepszych, wśród pięciu innych, pokazywanych w tym roku w amerykańskich kinach.
Czy tym razem jury oskarowe zaskoczy Polaków swoim wyborem?

Czym podbija świat „Ida”? Rolę tytułową zagrała pięknie młodziutka aktorka-amatorka, Agata Trzebuchowska. Jednak uwaga i zachwyt skupił się na Agacie Kuleszy, która odtworzyła rolę Wandy. Obok kunsztu aktorskiego dwóch głównych bohaterek nikt nie przejdzie obojętnie, a siła wyrazu filmu ma swoje źródło w minimalizmie. Kameralny   obraz, w kolorze czarno–białym, przemawia do widza z podwójną siłą, a opowiadanie jest pełne wyrazu i emocji. Na uznanie zasługują też precyzyjnie napisany scenariusz,  niezwykłe zdjęcia  i świetna muzyka.

Akcja filmu osadzona jest w latach 60. XX wieku w Polsce. Przedstawia historię siostry-nowicjuszki. To sierota wychowywana w zakonie. Przed złożeniem ślubów, z polecenia siostry przełożonej, musi odwiedzić ciotkę Wandę. Jej jedyna żyjąca krewna opowiada  dzieje rodziny, z której pochodzi. Okazuje się, że Ida ma żydowskie korzenie. Zakonnica zdołała przekonać ciotkę do wspólnej podróży, której celem było poznanie tragicznych losów jej bliskich. W tym czasie Wanda przeżywa trudny okres. Jest byłą stalinowską prokurator. Ma na sumieniu śmierć działaczy polskiego podziemia. Pije i stacza się w niebyt. Jest zepsuta i wypalona, w przeciwieństwie do niewinnej, delikatnej, wychowanej poza brutalnością świata dziewczyny. Wspólna podróż tej niezwykle różniącej się dwójki bohaterek obfituje w wiele niespodziewanych wydarzeń. Anna-Ida w czasie podróży zderza się ze swoimi pragnieniami. Film porusza też kontrowersyjny temat – udział Polaków w zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej. Pawlikowski podchodzi do tej  kwestii ze skupieniem i zrozumieniem. Bez sensacji, w ciszy i z rozwagą rozpatruje ten trudny rozdział naszej historii.

Miłość i dylemat młodej nowicjuszki, jaką wybrać drogę na dalsze życie…….. zamknąć się na zawsze dobrowolnie przed światem, czy być jego cząstką poza zakonem? Jej dramatyczny wybór zawsze okupiony będzie cierpieniem.

Oglądanie tego filmu sprawiło mi wielką przyjemność. Pomimo wolnej akcji, braku kolorów i wrażenia, że to stary przekaz, ani przez moment seans nie nudził mnie. Gdzieś w tle widziałam migające obrazy z mojego dzieciństwa. Szarobure otoczenie, z wychudzoną szkapą w tle. Nie zdradzę szczegółów filmu. Proszę obejrzyjcie sami, bo warto.

ida3


http://stopklatka.pl/filmy/-/66834623,ida

http://vod.pl/filmy/ida/npbw9


http://vod.pl/filmy/ida/npbw9

http://www.pisf.pl/pl/kinematografia/news/ida-w-usa-i-kanadzie


http://www.pisf.pl/pl/kinematografia/news/ida-w-usa-i-kanadzie

http://www.artslife.com/2015/01/15/oscar-2015-annunciate-le-nomination/


http://www.artslife.com/2015/01/15/oscar-2015-annunciate-le-nomination/

POMYSŁ NA ORYGINALNY PREZENT ŚWIĄTECZNY

Do świąt zostało kilka dni, może właśnie w tym roku pora zaskoczyć najbliższych niecodziennymi prezentami.

Można bez żadnego wysiłku, nawet nie wychodząc z domu, zaopatrzyć się w upominki, które już w momencie otrzymania zrobią na obdarowanym duże wrażenie, a nawet podniosą poziom adrenaliny. Skarpetki, pidżama, koszulka to już przeszłość. Dla młodych ludzi, którzy uwielbiają przygodę z dreszczykiem emocji w tle, proponuję kilka ciekawych podarunków. Wiele osób już od dawna ma ochotę na atrakcyjne popołudniowe wyjście i przeżycie przygody, ale wahają się: bo drogo, może innym razem, nie mam czasu lub nie mam z kim. Nie będą mogli się wycofać, kiedy otrzymają w prezencie gwiazdkowym voucher na jedną z niezwykle atrakcyjnych przygód. Kilka propozycji znam, bo otrzymały je w prezencie moje dzieci. Mogę więc polecić je z pełną odpowiedzialnością.

1. Przejazd po profesjonalnym torze wyścigowym samochodem Lamborghini. Silnik o mocy 520 koni mechanicznych, ciężar własny ponad 1,5 tony, przyśpieszenie do setki z prędkością błyskawicy w 3,8 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 315 km/h. To nie jest auto, a prawdziwy statek kosmiczny! Nie należy się bać, ponieważ każdy uczestnik tej niezwykłej jazdy przechodzi mini szkolenie, a maszynę prowadzi kierowca odpowiednio do tego przygotowany. W trakcie rajdu można nakręcić film, zrobić kilka pamiątkowych zdjęć, by móc wracać wspomnieniami do chwili spełnienia marzenia. W zależności od ilości okrążeń i wyboru toru, voucher można kupić (przez internet) za cenę od 230 do 1050 złotych. Mój syn dostał ten prezent (jako składka od wszystkich) na urodziny. Ponieważ jest fanem motoryzacji, uznaliśmy, że ten podarunek najbardziej go ucieszy i tak też było!

pl.wikipedia.org/wiki/Lamborghini

pl.wikipedia.org/wiki/Lamborghini

2. Lot w tunelu aerodynamicznym. Ten podarunek ucieszy osoby, które od dawna pragną skoczyć ze spadochronem, ale niestety brak im odwagi. Ten rodzaj lotu jest namiastką prawdziwego skoku tyle, że na ziemi, więc można czuć się bezpiecznie. Dla przyszłych skoczków spadochronowych może być formą inicjacji. Przybliżę to urządzenie. Jest to ogromna tuba z wiatrakiem dającym powiew 200 km/h. Urządzenie wytwarza potężny strumień powietrza, który unosi człowieka i sprawia, że lot jest płynny. W ofercie świątecznej taka atrakcja może kosztować 220 złotych i obejmuje 25 minut szkolenia oraz 2 minuty lotu. Z tej formy rozrywki mogą skorzystać całe rodziny. Najbardziej może zachwycić starsze dzieci. Bezpieczny i niezwykle atrakcyjny prezent świąteczny.

http://shopping.godealla.pl/promocja/warszawa/591105/ekscytujacy-lot-w-tunelu-aerodynamicznym-od-7990-zl-w-maxfly-do-36


http://shopping.godealla.pl/promocja/warszawa/591105/ekscytujacy-lot-w-tunelu-aerodynamicznym-od-7990-zl-w-maxfly-do-36

3. A teraz coś dla pań, które pracą zawodową, opieką nad dziećmi (wnukami) i porządkami świątecznymi, nadszarpnęły swoją kondycję i potrzebują regeneracji sił, odprężenia i relaksu. Polecam gorąco, bo z takiej przyjemności skorzystała córka. Oczywiście wyjście do ekskluzywnego SPA dostała także w prezencie urodzinowym. Tak opisała swój pobyt w tym miejscu. Wygodne łóżko przeznaczone do masażu, a w powietrzu delikatny zapach czekolady. Miała wrażenie, że czuje w ustach jej smak. Masaż czekoladowy wykonywany jest prawdziwą czekoladą z mikroelementami i substancjami odżywczymi, które nawilżą i rozświetlą skórę. Olejek migdałowy jest dodatkowym składnikiem dającym subtelny zapach i regenerującym skórę. To prawdziwa uczta dla ciała i duszy. Koszt 170 zł.

symfoniapiekna.pl/spa/terapie-organique/terapia-czekolada/

symfoniapiekna.pl/spa/terapie-organique/terapia-czekolada/

Mam wiele innych równie atrakcyjnych propozycji m.in.: skok na bungee, strzelanie na profesjonalnej strzelnicy, jazda za kierownicą gokarta, lot paralotnią czy nurkowanie we dwoje. Jestem ciekawa jakie pomysły na prezenty macie Wy?