SERDECZNE ŻYCZENIA PROSZĘ PRZYJĄĆ

Wszystkim Gościom mojego bloga składam szczere i serdeczne życzenia świąteczne. Niech tegoroczne Boże Narodzenie, chociaż bez śniegu, będzie spędzane w magicznej aurze. Zdrowia przede wszystkim i pomyślności niech Wam nie brakuje. Wiernych i oddanych osób przy stole, miłych rozmów i humoru. Oczyszczenia i wyciszenia, momentu na zatrzymanie się i zadumę nad dniem dzisiejszym i jutrem, życzę z całego serca.

Elżbieta

PODOBNIE JAK GABUNIA76: USPRAWIEDLIWIAM SIĘ I PRZEPRASZAM.

SZANOWNI GOŚCIE I CZYTELNICY MOJEGO BLOGA. PRZEPRASZAM ZA NIEOBECNOŚĆ I MAŁĄ AKTYWNOŚĆ.

Wcześniej remont i praca na bazarze. Teraz inny rodzaj aktywności zawodowej. To wszystko, niestety, wypełniało mi w ostatnim czasie życie. Mało wolnego czasu zostało na prowadzenie bloga, odwiedzanie zaprzyjaźnionych autorów, komentowanie ich ciekawych tekstów. Postaram się pisać i komentować jak najczęściej. Proszę nie zapomnijcie o : szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl.

Pozdrawiam wszystkich gorąco.

Elżbieta

KONWENCJA ANTYPRZEMOCOWA W SENACIE

Oczywiste jest, że nie wolno bić słabszych, stosować wobec nich słownego i psychicznego dręczenia, przemocą dopominać się zaspokojenia potrzeb seksualnych i wielu innych rzeczy robić nie wolno.

Dla polskiej prawicy i Kościoła nie jest to takie oczywiste i proste do zaakceptowania. Przeciwnicy konwencji udowadniają, że w podtekście tych deklaracji ukryte jest rozbijanie rodziny, zachwianie jej  fundamentów i gender, ze wszystkim złem świata, jakie to słowo ze sobą niesie. Udało się. Sejm przyjął konwencję przeciw przemocy, którą 15 państw Unii stosuje u siebie już od dawna. U nas ustawa od wielu miesięcy budziła ogromne emocje, zarówno zwolenników jak i przeciwników, a podczas głosowania nie obeszło się bez przepychanek, jak najbardziej niestosownych do miejsca, w którym się odbywało (Sejm). Parlamentarzyści nie znają umiaru w obrzucaniu się nawzajem błotem. Każda okazja jest dobra, a przedmiot debaty schodzi na drugi plan, jakby stanowił tło do utarczek między rządzącymi i opozycją.

Problem jest ogromny. Jak podają statystyki, w roku 2014 na policję zgłoszono użycie przemocy wobec 105 tys. osób, to jest wzrost o 18,5 tys. w stosunku do roku ubiegłego. Przypadki ujawnione stanowią tylko niewielki procent tego, co ma miejsce w rzeczywistości. Nieliczni decydują się powiadomić odpowiednie służby o domowych dramatach. Większość, z reguły maltretowanych kobiet, ukrywa przed światem swój ból. Wybacza, czym naraża siebie i bezbronne dzieci na eskalację złych czynów przez tyrana. Na podstawie przeprowadzonych badać na zlecenie MSW, co siódma osoba była świadkiem przemocy domowej, ale tylko dwie osoby na pięć zdecydowały się powiadomić odpowiednie organy. Pytani, dlaczego nie interweniowali, odpowiadali, że nie wierzą w pozytywny skutek takich interwencji, nie chcą wtrącać się w sprawy rodzinne lub nie znają żadnej organizacji czy instytucji, gdzie mogliby zgłosić fakt przemocy domowej. (Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy MSW. G.W.)

Wróćmy do konwencji. Przeciwnicy akcentują wyraźnie i głośno, że to spełnienie postulatów gejów i lesbijek. Zwolennicy zaprzeczają, twierdząc, że ustawa pozbawiona jest ideologii. Jej jedynym celem jest to, by walka z przemocą w czterech ścianach stała się skuteczniejsza. Niezrozumiała jest postawa Kościoła w Polsce. Takie państwa jak Malta i Włochy nie miały zastrzeżeń o ideologiczny jej charakter. Trzeba wziąć pod uwagę nadrzędne sprawy, jakie konwencja ma załatwić. Mianowicie, jej najważniejszymi i niepodlegającymi dyskusji celami są:

- zapobieganie, ściganie i eliminacja przemocy wobec kobiet i i przemocy domowej,

- wykluczanie wszelkich form dyskryminacji wobec kobiet,

- wypracowanie ogólnych ram polityki i działań na rzecz ochrony i wsparcia ofiar przemocy domowej.

Omawiana konwencja została podpisana w Istambule 11 maja 2011 roku i została ratyfikowana i wprowadzona w 15 krajach Unii Europejskiej. Z czym ma problem Polska? Kraj świecki bardziej niż Włochy i inne, które dokument uznały za obowiązujący w swoim kraju. Oczywiście problem z niektórymi punktami mają środowiska prawicowe i Kościół. Histerycznie, z ogromną determinacją starają się udowodnić, że wprowadzenie do programów nauczania, na każdym poziomie edukacji, treści dotyczących równości kobiet i mężczyzn jest złe. Niepokój wywołuje też zrównanie roli społeczno-kulturowej obu płci, wzajemny szacunek, rozwiązywanie napięć w relacjach międzyludzkich bez sięgania do przemocy, gwałcenie praw kobiet tylko dlatego, że są kobietami, gwarancja nietykalności osoby. Polscy biskupi kwestionują nową definicję płci, małżeństwa, rodziny. Zwolennicy konwencji udowadniają, że walka ze stereotypami i dyskryminacją pozwoli na skuteczniejsze przeciwdziałanie przemocy.

Argumenty przeciw były różne. Jest sprzeczna z naszą narodową i katolicką tradycją. Niektóre jej elementy naruszają cywilizację europejską. Forma konwencji szkodzi porządkowi prawnemu. Slogany, wielkie, nadęte słowa, niezrozumiałe dla przeciętnego Polaka, którego sprawa dotyczy. Zwolennicy ratyfikacji konwencji, nie kierują się emocjami. Rozsądnie, spokojnie, rzeczowo przedstawiają argumenty za przyjęciem dokumentu. Nie można wyrażać zgody na przemoc wobec kobiet, która niestety istnieje, co więcej osiąga w Polsce ogromne rozmiary. Przemoc jest złem, nie trzeba być bitą kobietą, żeby z nią walczyć. Konwencja jest ważnym dokumentem, w sposób istotny uzupełnia polskie przepisy. Pozwoli ujawnić się tym zastraszonym kobietom, które w niemocy i milczeniu znosiły katorgę. Policja i opieka społeczna będą miały większe uprawnienia, przez co wprowadzą rzeczywistą ochronę ofiar przemocy.

Jestem za wprowadzeniem w życie każdego dokumentu, który pomoże bezbronnym, skazanym na poniżanie, poniewieranie, katowanie i zastraszanie. Tyran bije (najczęściej jest to mężczyzna, choć rękoczyny wobec mężczyzn też mają miejsce), zabrany z domu wraca szybko. Dręczy dalej rodzinę i mści się na kobiecie za wezwanie policji. Kółko się zamyka. Ofiara by ratować dzieci, swoje zdrowie i życie zostawia dom i wybiera egzystencję w miejscu wskazanym przez opiekę. Winnemu zostawia wszystko: dom i wspólny dorobek całego życia. Pan tyran wreszcie ma spokój. Upaja się ciszą, może oglądać mecz, pić z kolegami, spać do południa. Wreszcie czuje się panem w domu, teraz pustym domu, gdzie cisza odbija się od ścian. Ofiara nie ma nic. Chroniąc siebie i wystraszone dzieci wyrzekła się wszystkiego, przeszła na garnuszek państwa. Takich dzielnych kobiet jest mało. Większość cierpi w czterech ścianach. Znoszą bicie, zastraszanie, gwałty, upokorzenia, obelgi. Byle tylko nie urazić oprawcy. Często to uzależnienie przypłacają kalectwem, a nawet śmiercią. Społeczeństwo nie może udawać, że to się nie dzieje. Sprawy rodzinne powinny być rozwiązywane w czterech ścianach. NIE! Te osoby nie poradzą sobie same z tym problemem! Obowiązkiem społeczeństwa jest je chronić. Właśnie temu służy konwencja o przemocy wobec kobiet. Oprawcę należy karać, ofiarę chronić.

Największym przeciwnikiem tego dokumentu jest, oczywiście, Kościół i popierające stanowisko hierarchów środowiska prawicowe. Biskupi boją się, że wzrośnie liczba rozwodów, dzieci nie będą miały pełnych rodzin. Zastanówmy się, czy te argumenty są zasadne. Żadna rodzina żyjąca w zgodzie i harmonii nie będzie korzystać z tej konwencji. Tylko rodziny, w których dzieje się źle, jest tyran i ofiary, będą miały szerszą pomoc w ujarzmieniu swojego oprawcy. Nawet jeżeli ta ustawa dopomoże w rozwiązaniu małżeństwa, to nie trzeba tego żałować. Rodzina oparta na patologii nie powinna istnieć. Nie można kosztem ofiary jednej strony utrzymywać jej istnienia za wszelką cenę. Także dzieci, chociaż zdarza się, że nie są bite, psychicznie cierpią widząc tragedię własnej matki. W tych domach jest tylko ból i strach, ukryty płacz i nieme wołanie o pomoc. O tę pomoc, która powinna przyjść w porę, a przychodzi za późno. Kościół przez całe stulecia wyrządził kobietom najwięcej złego. Skostniały, niewzruszony stoi na straży rodziny, nawet tej patologicznej. Za wszelką cenę chce utrzymania więzów małżeńskich, nawet za cenę życia maltretowanej osoby. Kobieta to przedmiot, bez własnego zdania, godności, ma służyć mężowi, nie żalić się i nie dzielić  swoją krzywdą z nikim. My wiemy, że nikomu nie wolno popierać zła, także Kościołowi.

Jestem szczęśliwa, że żyję w kraju, gdzie dobro zwycięża. Jesteśmy coraz bardziej świadomi swoich praw. Nie dajemy się nabrać na nic nie znaczące slogany. Umiemy poprzeć to, co jest właściwe i służy ogółowi.