OBSERWACJE KOBIETY PRACUJĄCEJ Z DRUGIEJ STRONY LADY

4 października minie rok mojej pracy w sklepie piekarniczo-cukierniczym na stanowisku sprzedawca – kasjer. Chciałam podzielić się z Wami, Drodzy Czytelnicy najciekawszymi spostrzeżeniami i sytuacjami jakie spotkały mnie podczas obsługiwania klientów. Być może zainteresuje Was to co czuje i przeżywa sprzedawca. Każdy z nas robi zakupy, ale mało kto wie, co dzieje się tam gdzie nie mamy dostępu, czyli za kontuarem. Lubię swoją pracę i ludzi, których mam przyjemność obsługiwać, kłopoty zaś ,,zostawiam w domu”. Klienci, z reguły, widzą mnie uśmiechniętą i pozytywnie nastawioną do tego co robię. Myślę, że właśnie moja postawa i zachowanie ma ogromny wpływ na to jak postępują w stosunku do mnie. Wyznaję zasadę, że dobrego człowieka, szanującego innych, trudniej przychodzi skrzywdzić, komukolwiek. Chociaż nikt nie jest idealny i zdarzają mu się potknięcia, lubianemu łatwiej się wybacza, zapomina i przechodzi do porządku dziennego.                                                                                                                            

Przede mną w tym sklepie, przez sześć lat, pracowała pani, nazwijmy ją umownie Genia, bardzo lubiana przez klientów. Potem, po jej przeniesieniu, przez jakiś czas punkt obsadzano przypadkowymi ludźmi wypożyczonymi z innych cukierni Firmy. Ludzie tego nie tolerują, lubią mieć swoją panią w osiedlowym sklepie. Sami rozumiecie więc, że w takiej sytuacji, nastawienie kupujących do mnie było, mówiąc eufemizmem, nieprzychylne. Co więcej niektórzy, najbardziej zdesperowani w walce o powrót dawnej pani, robili wszystko by zniechęcić mnie do pracy w tym miejscu. Po prostu nie chcieli mnie tu i tyle. Byłam niewzruszona i zawsze równie grzeczna i uśmiechnięta. Wiedziałam, że po jakimś czasie ,,odpuszczą”, uznają mnie za swoją. Długo nie musiałam czekać, bo z każdym dniem ubywało frustratów, a atmosfera stawała się przyjemna przede wszystkim dla mnie. Teraz mogę, z pełną odpowiedzialnością, powiedzieć, że praca w sklepie to sama przyjemność.                                                                                                                          

Ale wróćmy do początków. Nieprzyjemnych incydentów, które zapamiętałam, nie było wiele, bo tylko dwa. Bardzo przykra, w dzień wigilii Bożego Narodzenia, miała miejsce nieprzyjemna sytuacja, której autorem był niezadowolony klient. ,,Wściekł się”, chyba tylko to słowo pasuje w tym momencie, o zupełnie błahą sprawę. Otóż przyjęłam zamówienie na rodzaj chleba, którego w tym dniu nie wypiekano. Podczas zamówienia nie wiedziałam o tym,  informacja z biura przyszła później. Nie miałam możliwości skontaktowania się z mężczyzną i wyjaśnienia. Dopiero w dzień odbioru pan dowiedział się, że towar nie jest w całości zarezerwowany. W jednej chwili zrobił się czerwony i tak zły, że nie potrafił opanować emocji, a niezadowolenie wyładował, nie przebierając w słowach, na mnie. Byłam spokojna i wyjątkowo opanowana, przeprosiłam, zaproponowałam inny asortyment, podobny do zamówionego. Nie uspokoiło to sfrustrowanego klienta, wymyślał i wyzywał bez końca. Nie wytrzymała tego długo cierpliwa pani stojąca za nim. Pewnie stwierdziła, że musi mi pomóc i zakończyć incydent. Zwróciła, grzecznie, uwagę mężczyźnie, że nie powinien w takim wyjątkowym dniu awanturować się z tak błahego powodu. Kolory na jego twarzy przeszły z jasno czerwonych w bordo, wtedy rozpętała się burza na dobre. Byłam przez moment pewna, że pan użyje laski, którą się podpierał i zbije ją i zapewne mnie też. Nagle opanował się, odpuścił i wyszedł nie kupując nic. Myślałam, że nigdy już nie zajrzy do naszej piekarni. Myliłam się, przyszedł zaraz po świętach, z czekoladą w ramach przeprosin. Do dzisiaj kupuje i jest jednym z milszych klientów. Przemyślał pewnie swoje zachowanie i uznał, że nie powinien tak postąpić. Przyjęłam przeprosiny i ,,prezent” też, czym sprawiłam przyjemność ,,odmienionemu” człowiekowi.                                                                                                         Druga przykra sytuacja miała miejsce niedawno. Klient był wyraźnie niezdecydowany co do ilości i jakości towaru, który chce kupić. Najpierw zażyczył bomby rumowe, wydrukowałam paragon. Potem drożdżówki, również na oddzielny kwit. Zakończył zakupy reklamówką, trzecim paragonem. Podsumowałam wszystkie kwoty i skasowałam należność, po czym podałam komplet dowodów  zakupu towaru. Pan wyszedł, nie zabierając paragonów, jak większość kupujących. W powyższej sytuacji doszukał się nieprawidłowości kolejny klient, który czekał  na zakup towaru. Do mnie nie powiedział nic, zadzwonił do właściciela Sieci, w której mam przyjemność pracować. Skłamał mówiąc, że nie dałam paragonu klientowi, a w ogóle sprzedałam towar bez rejestracji na kasie. Tak twierdził. Krótko potem zadzwoniła do mnie pani z biura i prosiła o wyjaśnienie sprawy. Wersja moja i pana różniły się diametralnie. Znalazłam pognieciony komplet połączonych trzech kwitów i przekazałam  jako dowód, że prawda jest po mojej stronie.                             

Więcej takich scen nie było. Drobne zgrzyty tak, typu ,,Genia wiedziała, że dla mnie chleba nie trzeba kroić, a pani nie wie”. Pomyślałam, że po sześciu latach też będę wiedziała więcej niż teraz, ale nie powiedziałam tego pani. Podałam chleb z uśmiechem i więcej przykrych uwag nie słyszałam. Inne ,,Genia miała w kącie stoliczek i krzesło, można było odpocząć porozmawiać, a pani nie ma, dlaczego?” . ,,Zawsze mogę zmęczonej osobie podać krzesło z zaplecza, kiedy poprosi, nie ma problemu”, ale nie może stać sprzęt w miejscu przeznaczonym dla klientów stojących w kolejce. Takie uszczypliwości i porównania do ukochanej poprzedniczki, wyeliminował czas całkowicie. Teraz wszyscy klienci są uprzejmi. W miejsce tamtych niegrzecznych uwag pojawiają się słowa typu: ,,Jak dobrze zaczynać z panią dzień, bo czuje się tu dobrą energię”, albo ,,Miłego dnia życzę” – słyszę od wielu wychodzących ze sklepu. ,, Dzień dobry” i ,,Do widzenia” mówimy sobie wszyscy. Rzadko wchodzi ktoś bez powitania i wychodzi bez pożegnania. To jest bardzo miłe, kiedy sklep jest pełen ludzi, a w tle słyszy się ,,dzień dobry”, ,,do widzenia”. Odpowiadam pomimo tego, że jestem zajęta, kroję chleb lub ważę ciastka. Tak trzeba. Podczas mniejszego ruchu rozmawiam z klientami. Pomimo, że jest wiele do zrobienia, staram się każdego wysłuchać. Zwłaszcza starsze osoby, samotne potrzebują podzielić się swoimi troskami z drugim człowiekiem. Oczekują pocieszenia w chorobie, usprawiedliwienia dla dzieci, które zapomniały o starej matce, ojcu. Sami rzadko ich winią, bo praca, dzieci, dom, to ich pochłania bez reszty, nie mają czasu dla samotnych Rodziców. Trzeba być taktownym, nie mówić wiele, słuchać, to wystarczy. Inni najchętniej chcieliby porozmawiać o polityce. To temat, który ucinam w zarodku. Nie mam nic na ten temat do powiedzenia.  

Dodam, na koniec, że pracuję na zmianę z bardzo młodą (22 lata) dziewczynką. W ciągu roku były trzy różne panie.  Dwie poprzednie krótko, zmieniły miejsce na polecenie właściciela. Renatka jest tu od ponad pół roku. Miła i uśmiechnięta ciągle. Nie zauważyłam żeby choć raz okazała komuś zdenerwowanie i niecierpliwość. Szybka i zwinna jak sarenka, chociaż ma poważne problemy ze zdrowiem. Klienci uwielbiają ją. Zatrudniona jest w Firmie trzy lata. Wędrowała w tym czasie od sklepu do sklepu. Zaliczyła wszystkie ( ponad 30) i w każdym miała problemy z załogą. Nikt nie chciał z nią pracować. Nie rozumiem dlaczego?  U mnie ma najwyższe noty za profesjonalizm, wiedzę, samodzielność, uczciwość, szacunek do ludzi i pozytywny stosunek do pracy, którą wykonuje.              

Pracuję i lubię tu przychodzić. Tyle na dzisiaj. Wrócę do tematu, może po kolejnym roku pracy?

 

30 Komentarze

    • Zawsze, Romanie, lubiłam pracę, która była jakby służbą dla ludzi. Jako nastoletnia słuchaczka studium, tuż po maturze, pracowałam jako listonoszka. Wspominałam kiedyś o tym w jednym z zamieszczonych tekstów na moim blogu. To było wyzwanie, którego nie zapomnę nigdy. Początki, przypominały walkę z wiatrakami. Z góry klienci poczty przeznaczyli mnie do ,,odstrzału”. Dotąd mieli swojego zaprzyjaźnionego doręczyciela. Chociażby im nie dostarczył poczty nawet przez tydzień i tak był najlepszy. Nie miałam szans na wkupienie się w łaskę odbiorców z taką konkurencją. Płakałam niemal każdego dnia, a stale przed pracą naczelnik wzywał mnie do biura i referował ilu niezadowolonych mieszkańców rejonu dzwoniło z pretensjami. Zacięłam zęby i każdego kolejnego ranka z ogromną torbą na ramieniu, mimo wszystko, z uśmiechem na buzi, szłam z listami i emeryturami do mieszkańców. Po pewnym czasie uznali mnie za swoją. Wybaczali każde potknięcie, chwalili, a kiedy odchodziłam prawie po dwóch latach obsypali mnie prezentami. Trzeba być dobrym i wyrozumiałym dla ludzi, a oni odpłacą się tym samym. Podobnie jest w pracy za ladą. Nigdy nie można być niegrzecznym i aroganckim, bo sprzedawca jest jeden, a klientów setki. Kiedy go nie zaakceptują praca w sklepie będzie katorgą. Lubię swoich klientów, myślę, że Oni mnie też.
      Pozdrawiam Romanie serdecznie:)

  1. W 1998 r. jako informatyk nawiązałem współpracę z dużą siecią marketów na zasadzie umowy o dzieło. Szybko awansowałem na szefa serwisu RTVComp, pierw jednej sieci, a potem wszystkich 7 sieci handlowych w obiekcie. Zarządzałem w sumie ok. 40 pracownikami serwisu i reklamacji i nigdy nie myślałem, że po 10 latach „trafię na kasę”. W firmie obowiązywał zwyczaj, że kierownicy, aby zarządzać, musieli znać się na wszystkich zadaniach podległych zespołów, bo w sytuacjach nagłych nawet dyrektor stawał np. za kasą. Po cichu więc podszkoliłem się w tym fachu (kurde, to był dramat w 2008 r, gdy przychodziło rozstrzygać jaka karta „wchodziła do systemu”, albo jak kody, np. EAN, nie zgadzały się z wyrobem). Nie przewidziałem jednak, że firmę, n.b. amerykańską, dopadnie kryzys. Pozwalniano wszystkich plastyków, grafików, dekoratorów, i ok. 90% informatyków. Gdy coraz częściej przychodziło „stawać za kasą” rozstałem się z pracodawcą.
    W hipermarketach konflikt z klientem był wpisany w zakres procedur kasjera, i zdarzał się średnio co kilkadziesiąt minut, te spory jednak musiał rozwiązać kierownik kas.

    • Do kasy w markecie, chyba, nie odważyłabym się zatrudnić. Tam pracuje się pod ogromną presją, a klienci często mają pretensje o sprawy uzasadnione, ale też bez powodu. Najbliżej jest kasjer więc na niego wyładowują swoją złość. Nie to nie dla mnie, zdecydowanie. Nie dziwię się, że Tobie Andrzeju też ciążyła ta praca.
      W małym sklepie osiedlowym, jest inaczej. Tu klienci nie szukają powodu do utarczki z sprzedawcą. Raczej są mu przychylni. Jedno co zauważyłam, nie można mieć gorszego dnia, bo zaraz kupujący to zauważą. Pytają, co się stało, że pani nie ma humoru, jest małomówna. Zawsze trzeba być w dobrej formie.
      Pozdrawiam Andrzeju serdecznie:)

  2. Te wspomnienia i ta proza codziennych zmagań z życiem są ciekawe, bowiem każdy ma swoje doświadczenia i inne spostrzeżenia. Ci, którzy pracują z ludźmi, wiedzą, jak niektórzy czerpią satysfakcję z dokuczania i ranienia innych. Trzeba dużo cierpliwości, by udawać, że się nie słyszy tych celowych złośliwości. Na szczęście większość jest życzliwa.
    Serdecznie pozdrawiam

    • Tak, Ultro, większość ludzi odwiedzających sklep jest życzliwa. Najbardziej dziwi mnie to, kiedy pod koniec dnia asortyment jest mocno ubogi, a zdziwieni klienci nie mogą się z tym pogodzić, że nie dostali już tego po co przyszli. Pracuję w cukierni/piekarni, gdzie większość wyrobów przeznaczona jest do sprzedaży w dniu dostawy. Nie może być tak, że kilka minut przed zamknięciem oferuje się pełen asortyment, bo zwroty do pracowni umniejszałyby zysk i dużą część marży, przez co prowadzenie biznesu byłoby nieopłacalne. Ale łatwo można to klientom wytłumaczyć, z czasem przyjmują te argumenty jako usprawiedliwienie sytuacji i nie robią problemów.
      Pozdrawiam Ultro serdecznie:)

    • Zawsze, Anno, trafi się niezadowolony klient. Jego postawa może nie mieć żadnego związku z zakupami robionymi w moim sklepie. Każdy ma gorszy dzień, czasem kłopoty w rodzinie, pracy nas przerastają. Nie potrafimy ich zostawić za drzwiami. Dostaje się wtedy ludziom najmniej winnym. Nie robię z tego tytułu problemów, nigdy nie odpłacam niegrzecznym, chamstwem. Staram się rozładować napięcie swoją pozytywną energią, grzecznymi słowami, delikatnym uśmiechem. Nie zaogniam sytuacji, to nie ma sensu. Klient zaraz wyjdzie i nie ma sensu pogłębiać stresu jego i niszczyć dobrego dnia jaki przyszło nam przeżyć. Każda utarczka zostawia ślad w psychice człowieka, więc trzeba unikać sytuacji prowadzących do nerwowych rozwiązań.
      Pozdrawiam serdecznie Anno:)

  3. Ha, Elu, cofnęłaś mnie do dzieciństwa. Mój ojciec miał jakiś tam warsztat, przy nim sklepik, mama z czasem zawsze kierowała którymś spożywczym. Przenoszono ją tam, gdzie należało zrobić „porządek”. Sprawy sklepowe kiedyś zawsze były tematami naszych dni. Stale słyszałam o fochach klientów, ale z tym mama umiała radzić. Gorzej bywało z fochami ówczesnej socjalistycznej „górki”.
    Masz rację: lubimy mieć w sklepach swoje panie. Ja specjalnie chodzę do tej księgarni, w której mam z kim pomówić o książkach; specjalnie jeżdżę aż hen do cukierni, gdzie wypieki jak wypieki, za to żarciki mimochodem rzucane zza kasy są najwyższej klasy. Bo cukiernia to trochę jak księgarnia lub klubik: miejsce dla samych swoich. Niech Ci się tam dobrze dzieje!
    Pozdrawiam i przepraszam, że poprzedni swój komentarz podpisałam inaczej niż zawsze.

    • Witaj serdecznie Droga Nadwodna. Miło przeczytać Twój komentarz. Jest coś w tym kupowaniu u swojego sprzedawcy. Przyznasz, że tu łatwiej puszcza się w niepamięć drobne potknięcia obsługi. Zawsze gotowi z kolei jesteśmy na rozmowę, uśmiech i słowa typu: ,,miłego dnia”, ,,z panią dobrze zaczynać dzień, bo zawsze będzie udany”. Jest też pani, która przychodzi do sklepu tylko po to żeby powiedzieć słowa przywitania. Mam też kilku klientów, którzy na początku byli wściekli, że nie ma pani, która pracowała w tym sklepie sześć lat. Niełatwo przyszło im pogodzenie się z tym. Dawali temu wyraz na każdym kroku. Dzisiaj są sympatyczni i chętnie rozmawiają, dzielą się swoimi radościami i troskami.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  4. Witaj, na Twoim blogu jestem pierwszy raz. Weszłam na niego od innej blogowiczki”Aleconsek”. Z zainteresowaniem przeczytałam notkę, tym większym że moja synowa od 1,5 roku pracuje w „Żabce”. Czasami syn opowiada mi o różnych sytuacjach, które się jej przydarzają. Wszystkie zawody, gdzie pracownik ma do czynienia z ludźmi, są bardzo stresogennymi i nie wszyscy się do takiej pracy nadają. Tobie i Twojej współpracownicy życzę wielu lat wspólnej pracy, jak największej liczby sympatycznych klientów i do miłego zobaczenia. Ukłony.

    • Witaj Iwono. Jest mi niezmiernie miło, że zechciałaś mnie odwiedzić. Rozgość się tu na stałe, zapraszam. Lubię czytać teksty Konstancji. Sprzedawca podobny jest do muzyka, ani jeden ani drugi nie będzie dobrze wykonywał swojej pracy jak nie będzie miał do tego predyspozycji. Wyuczyć można się tabliczki mnożenia na pamięć. Niestety do obsługi klientów trzeba mieć ,,iskrę bożą” podobnie jak do grania na instrumencie.
      Pozdrawiam serdecznie Iwono:)

  5. Twoje doświadczenia z pracy z ludźmi
    przypominają mi pracę mojej koleżanki.
    Jesteście podobne do siebie.
    Ludzi trzeba wysłuchać i Ty to robisz,
    dlatego przekonują się do Ciebie
    i zdobywasz ich sympatię.
    Życzę jak najwięcej miłych i sympatycznych klientów.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    • Dziękuję Ulko za miłe słowa. Bez sympatii do ludzi i szacunku do pracy, którą się wykonuje, nie można liczyć na uznanie klientów. Sama nie znoszę kupować w sklepach, czy na rynkowych straganach, gdzie obsługa jest arogancka i niemiła. Zaraz zwracam uwagę takiej dziewczynie, że u mnie nie pracowałaby nawet jednego dnia, bo swoim zachowaniem odstrasza klientów, którzy z czasem będą kupować tam gdzie jest dobra i grzeczna obsługa.
      Pozdrawiam serdecznie Ulko:)

    • Droga Aisab pracuję z wielką przyjemnością, nie chcę od rana mieć wolnego. Nikt i nic mnie nie zmusza do aktywności zawodowej, jest to tylko i wyłącznie mój wybór. Praca daje mi wiele przyjemności i satysfakcji. Jestem zdrowa i silna, nie chcę siedzieć w domu, chce służyć innym. Nie przeszkadza mi to, że jestem ,,na usługach”, jak sama to nazwałaś. Pracuję na 3/4 etatu więc mam czas na wszystkie przyjemności tego świata. Czytam, podróżuję, przyjmuję gości, gotuję, sprzątam i z przyjemnością odpoczywam po przepracowanym dniu.
      Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

  6. Praca, gdy ma się kontakt z ludźmi, zawsze jest trudna.
    A wiesz co jest najgorsze w tej pracy? że klient nasz pan i nawet, jeśli nie ma racji, to etyka sprzedawcy nakazuje, żeby to klientowi przyznać rację i jeszcze zadośćuczynić jego życzeniu.
    To trochę wkurzające, bo uczy niektórych klientów zwykłego chamstwa.
    Wyobraź sobie hipotetyczną sytuację, że klient kupuje ciasto, po czym po chwili wraca do cukierni, rzuca nim o ladę i domaga się wymiany na inne, bo…mu nie smakowało. Tak naprawdę okazuje się, że żona klienta chciała, żeby mąż kupił inne ciasto, a on kupił inne.
    Wyobraź sobie, jak się czujesz, jeśli nie jesteś niczemu winna, a sytuacja staje się niezręczna tylko dlatego, że klient źle zrozumiał polecenie żony.
    Klient wrzeszczy, rzuca ciastem, mówi że mu wcisnęłaś jakąś chałę. Przysłuchuje się temu kilka osób w sklepie.

    Byłam świadkiem takiej sytuacji, choć dotyczyła ona zupełnie innego asortymentu.

    Pozdrowienia dla kobiety pracującej :)

    • Witaj Ariadno. Różne sytuacje mają miejsce między klientem, a sprzedawcą, również takie przykre jak opisałaś. Wierz mi, że sprzedawcy, którego klienci lubią rzadko który zrobi przykrość. Wydaje mi się, że gdyby doszło do podobnego zdarzenia jak opisałaś z moją osobą w tle, zapewne mąż wolałby narazić się żonie i sprzeciwić jej niż przyjść i rzucać ciastem w moim sklepie. Tak myślę, ale są to tylko moje przypuszczenia. Jeszcze wszystko przede mną. Być może taka lub podobna scena jeszcze przede mną.
      Pozdrawiam Ariadno serdecznie:)

  7. Uczyłem kiedyś przedmiotów zawodowych w handlówce. Gdybym nadal uczył, to Twój wpis Elżbieto byłby materiałem do rozważań i dydkusjii.
    Mimo że jestem już starym emerytem to udostępniłem Twój tekst u siebie na Fb i będę czekał na reakcję byłych uczniów.
    Nie dalej jak dwa dni temu udostępniłem u siebie mądrą chińską sentencję, która brzmi:
    Człowiek, który się nie uśmiecha nie może założyć sklepu”.
    Dobrze, że wróciłaś Elżbieto. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy

      • Miło mi Longino, że odwiedziłaś moją stronę.To prawda Longino, co piszesz. Z osobą uśmiechniętą zawsze żyje się łatwiej. Nie tylko sprzedawca pogodny dobrze działa na ludzi. W domu milej mężowi wraca się na obiad kiedy wie, że powita go w domu pogodna rodzina, żona, dzieci. Nie znoszę arogancji, chociaż często jestem jej świadkiem. Jeszcze podczas pracy na ryneczku, źle się czułam będąc świadkiem niegrzecznych pyskówek między małżonkami. Kobiety ,,sztorcują” swoich starszych mężów bez skrępowania przy obcych. Odwrotne sytuacje, kiedy mąż ,,wrzeszczy” też mają miejsce. Ale są też ludzie starsi, którzy zwracają się do siebie z uwielbieniem , słowami których skąpią sobie nawet młodzi. Zawsze reaguję wtedy z wielkim szacunkiem podziwiam. Czyż nie jest piękne, kiedy w późnym okresie życia małżonkowie potrafią zwracać się do siebie z szacunkiem i miłością, tak tak MIŁOŚCIĄ.
        Pozdrawiam serdecznie Longino:)

    • Dziękuję Tatulu, że mnie odwiedziłeś i także za ciekawy komentarz. Zawsze wnosisz swoją wypowiedzią nowe treści i spojrzenie na temat, który poruszam. Dziękuję też za polecenie wpisu na Fb.
      ,,Człowiek, który się nie uśmiecha nie może założyć sklepu”. Myślę, Tatulu, że to bardzo trafna maksyma. I nie tylko założenia sklepu powinna ona tyczyć. Z ludźmi pogodnymi Łatwiej się rozmawia, prościej bez zahamowań można się do nich zbliżyć. Osobiście wolę wesołe osoby, zawsze mam z nimi o czym rozmawiać, wszystko staje się proste. Ponuracy mnie onieśmielają, nie zawsze rozmowa się ,,klei”.
      Pozdrawiam Tatulu serdecznie:)

  8. Podziwiam cierpliwych sprzedawców. Tutaj zawsze są uśmiechnięci i chętni do pomocy. Niekoniecznie skutecznej. Nadal się uśmiechają kiedy na nich narzekam.
    Jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie zwrócić uwagi sprzedawcy tylko donieść na niego (niesłusznie zresztą) wyżej?

    • Tak Ewo, taka sytuacja miała miejsce całkiem niedawno. Mam żal do tego człowieka. Jeżeli był świadkiem zdarzenia, które uważał za niewłaściwe, powinien poprosić mnie o wyjaśnienie. Mylił się, bo dzwoniąc do mojego pracodawcy powiedział nieprawdę. Szkoda, że nie mam okazji powiedzieć mu tego osobiście. Rozumiem, że powinniśmy reagować, kiedy dzieje się coś złego, ale nie wolno kłamać. Chyba to jest podstawowa zasada współżycia między ludźmi. Uczciwość w tym co się robi.
      Pozdrawiam Ewo serdecznie:)

  9. I za to kocham osiedlowe sklepy. Za możliwość rozmowy ze sprzedawcą, za przekazanie sobie uśmiechów, wzajemne pożartowanie czy przekomarzanie się. Chociaż nie we wszystkich moich okolicznych sklepach tak jest. W jednym pracują panie chyba za karę. nieczęsto widzi się aż tak skwaszone miny…

    • Podobnie, Hegemonie, jak Ty lubię zakupy w swoim sklepie, u sprzedawcy którego znam i szanuje, z wzajemnością zresztą. Są też osoby, które uważają pracę sprzedawcy za katorgę, co wyczuwa klient natychmiast. Najczęściej młode dziewczyny, pracujące na rynkowych straganach, mają żal do wszystkich, że tu są. Dają odczuć klientowi, że jest intruzem, obsługują go z łaską i aroganckimi odpowiedziami na zadane pytania. Nigdy w takim przypadku nie milczę, tylko mówię, że u mnie nie pracowałaby nawet jednego dnia. Zdziwiona patrzy na mnie jak na zjawisko nie z tego świata, jakby nie wiedziała o czym mówię.
      Pozdrawiam serdecznie Hegemonie:)

    • Nidy nie pracowałam w handlu. Zawsze w biurze. Od kiedy jestem emerytką prowadziłam przez siedem lat własny handel sezonowy: sprzedaż polskich warzyw i owoców od maja do października. Zaczynałam od truskawek, a kończyłam węgierkami. Ale ten biznes stał się nieopłacalny i w październiku ubiegłego roku zaczęłam pracę sprzedawcy-kasjera w sklepie piekarniczo-cukierniczym. Jest to nowe, bardzo miłe doświadczenie. Mam dobry kontakt z ludźmi w każdym wieku, darzę ich sympatią, a oni odwzajemniają się tym samym.
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

  10. Znalazłam sie tu przypadkiem…I wróciły wspomnienia :)
    Kiedys pracowałam w takim sklepiku. Praca ciężka, odpowiedzialna, a i ludzie też całe spektrum charakterów i przyzwyczajeń.
    pozdrawiam cieplutko i życzę dużo zdrówka i dobrych klientów :)

    • Handel, to nie jest łatwa forma zarobkowania. Mimo wszystko ja sprawdzam się w tej dziedzinie. Cukiernia, to sklep gdzie przychodzą ludzie spokojni. Trudniej zapewne pracować, tam gdzie sprzedaje się alkohol, bo tu klient może być różny, nie zawsze grzeczny, czasem pod ,,wpływem”, a taki nie przebiera w słowach.
      Pozdrawiam serdecznie Longino:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.