UWIERZYCIE? SAMEJ TRUDNO MI TO ZROZUMIEĆ

Mam prawie 64 lata, a przeżywam najlepszy okres mojego życia. Kocham (od niemal 42 lat) tego samego człowieka. Co więcej? Prawie nic nie muszę.

Zapraszam do dyskusji wokół postawionej tezy. Swoją myśl rozwinę w odpowiedziach do zamieszczonych komentarzy. Nie chcę nic sugerować ani narzucać. Proszę wypowiedzcie się w oparciu o własne doświadczenia.

36 Komentarze

  1. Niewiele mam do powiedzenia w temacie, gdyż…mam prawie tak samo jak Ty. Powtórzę więc;
    „Mam prawie 64+ lat, a przeżywam najlepszy okres mojego życia. Kocham (od niemal 42+ lat) tego samego człowieka. Co więcej? Prawie nic nie muszę”.
    Tylko kombinuję, jak koń pod górę, gdzie by tu znowu wyrwać się z domu razem z moim ślubnym na wywczasy :)

    • Droga Aisab. Przepraszam za opóźnienie z odpowiedzią na Twój komentarz. Mam mało wolnego czasu, więc dzielę go między obowiązkami, których nie uniknę, tymi domowymi, prozaicznymi, ale jakże ważnymi by dom i rodzina funkcjonowały właściwie, a przyjemnościami jakimi jest przeczytanie codziennie choć kilku stron ulubionej książki, odwiedzeniem zaprzyjaźnionych blogów, posłuchaniem muzyki, która mnie wycisza.
      Wreszcie jestem i odpowiadam na Wasze komentarze. Miło mi Aisab, że jest obok osoba, która czuje podobnie jak ja, cieszy się tym co ma na co dzień. Drobiazgami, bez których życie byłoby niemożliwe.
      W przeciwieństwie do Ciebie, nie mam żadnego problemu z organizowaniem wspólnych wyjazdów z mężem. Z prostej przyczyny: od 2004 roku mój mąż nie wyjeżdża z domu ani ze mną ani z nikim innym. Podobnie jak Jego Mama kocha dom i nie lubi go opuszczać. Tu odpoczywa, wycisza się po codziennej pracy, czasem stresującej. Szanuję Jego potrzeby w tym zakresie. Od lat wyjeżdżam sama, najczęściej z dziećmi. Dzięki córkom zwiedziłam dużą część Europy i wiele jeszcze przed nami.
      Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

  2. Mam 27 lat, właśnie przeżywam najlepszy okres mojego życia z ukochanym człowiekiem u boku, co do którego mam pragnienie, byśmy byli ze sobą nawet w wieku 64 i jeszcze dalej dalej dalej. Co więcej? Nic nie muszę, wszystko mogę! :)

    • Gratuluję Marchevko szczęścia, miłości i osoby z którą ją przeżywasz. Wiem, że najczęściej uważamy za najszczęśliwszy ten okres, w którym właśnie teraz żyjemy. Od kiedy tylko moja pamięć cokolwiek zaczynała rejestrować, by odtworzyć to po latach, wiele okresów mojego życia należy do bardzo szczęśliwych. O ile szczęście i radość życia jest rzeczą oczywistą dla ludzi młodych, o tyle niekoniecznie przeżywa się je w wieku zaawansowanej dorosłości. Niestety jesień życia nie zawsze niesie powody do zadowolenia. Częściej pojawiają się dolegliwości, czasem brak już wieloletniego partnera, z którym jest się na dobre i złe, dzieli smutki i radości, można liczyć na wsparcie w chwilach zwątpienia. Innych dopada samotność, bo dzieci rozjechały się po świecie, odwiedzają Rodziców rzadko.
      Mnie na szczęście te problemy jeszcze nie dotyczą, wiec cieszę się każdą szczęśliwą chwilą życia.
      Piszesz Marchevko, że w przeciwieństwie do mnie nic nie musisz, a wszystko możesz. Pisząc, że ,,prawie nic nie muszę” miałam na myśli obowiązki, na które nie mamy wpływu, bo determinuje je sam fakt, że należymy do istot żywych. Tak więc muszę przestrzegać prawa, bo taki mamy obowiązek, zapłacić za bilet jadąc autobusem, bo zapłacę karę kiedy złapie mnie kontroler, przechodzić na zielonym świetle, bo potrąci mnie samochód. Wiele takich obowiązków narzuconych z góry możemy wymienić.
      Pozdrawiam Marchevko serdecznie:)

  3. Prawie to samo, ale jednak nie to samo. Nie najlepszy okres życia, ale równie dobry jak te wcześniejsze. Dobre i złe chwile. Radości i smuteczki. Ale na pewno nie jest nudno i na pewno chce się żyć. I to „chce się żyć” jest chyba najważniejsze.

    • ,,Chce się żyć” tak słusznie, trafnie określiłaś okres w którym teraz się znajduję. Mam ogromny apetyt na życie, jak młoda dziewczyna. Nigdy tak często nie myślałam o pięknie, cudzie jakim jest życie. Może teraz tak często zagłębiam się w ten temat, bo czuję namacalnie upływ czasu. Pozostaje go coraz mniej, a świat i jego uroki wydają się niezwykle ciekawe. Dawniej myślałam wyłącznie o dzieciach, rodzinie. Teraz, kiedy są już dorośli, stoją mocno na własnych nogach, przyszedł czas zadumy, refleksji nad sobą, własnym życiem.
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

    • Witaj Waszku na moim blogu. Miło mi, że zabrałeś głos na temat , który poruszyłam.
      Tak Waszku uważam się za SZCZĘŚCIARĘ. Bo LOS był (jest) dla mnie i moich najbliższych bardzo łaskawy. Z pokorą chylę czoło przed NIM, bo wiem, że szczęście nie jest dane na zawsze. W jednej chwili można JE stracić i to nie z własnej winy. Jest wiele rzeczy, na które nie mamy wpływu. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, uważali, przestrzegali, LOS niesie każdemu człowiekowi niespodzianki, wydarzenia, których nie da się uniknąć. Jestem tego świadoma, więc cieszę się każdym beztroskim dniem jak dziecko.
      Pozdrawiam Waszku serdecznie:)

  4. Aby nie było jednostajnie to skomplikuję odpowiedź. Okresy mojego życia dzielę na kilka wyraźnych i nie pasujących do siebie etapów.
    Mam prawie 67 lat.
    Sukcesy w sporcie mam już dawno za sobą.
    Karierę zawodową jeszcze jakoś ciągnę i nie mam sobie nic do zarzucenia, w lustro mogę spokojnie zerkać.
    Niewątpliwie przeżywam „najlepszy okres mojego życia” w sensie rozwijania umiejętności w ulubionej dziedzinie informatyki i psychologii, bo w zasadzie niewielkim wysiłkiem spijam całą śmietankę.
    Przeżyłem kilka wielkich miłości (jedną z zawałem), ale od 28 lat kocham, mieszkam i żyję z tym samym człowiekiem.
    Co więcej? Muszę jeszcze wiele się nauczyć i jeszcze więcej zrobić. ;)

    • Andrzeju, ostatnie zdanie Twojego komentarza brzmi niezwykle optymistycznie i powinno być mottem życia każdego z nas. Nie ważne ile mamy lat już przeżytych, a ile nam zostało. Ciągle uczymy się, poznajemy to czego jeszcze nie znamy. To właśnie jest fenomenem życia, że nic nie da się wyczerpać, zawsze są miejsca dziewicze, jeszcze do odkrycia przez nas. Nigdy nie trafimy na ścianę, dotąd i ani koku dalej. Zawsze droga jest przed nami otwarta, trzeba tylko chcieć nią iść. Poznawać, pracować, oczywiście na miarę swoich sił.
      Pisałam już kiedyś o tym, być może znasz tę historię Andrzeju?Jeśli nie to przeczytaj proszę. Kiedy miałam wątpliwości, czy zacząć studia w wieku 52 lat, ostatecznie do decyzji na TAK, przekonał mnie mieszkaniec afrykańskiej wioski. Ten dzielny stary wieśniak (miał ponad 80 lat) zapragnął przed śmiercią nauczyć się czytać. Razem z kilkuletnimi dziećmi, każdego dnia zasiadał w ławce i uczył się liter. Czytając artykuł o tym człowieku, stwierdziłam, że jestem oseskiem w stosunku do niego. Jeżeli On miał odwagę i determinację, by uczyć się w tak zaawansowanym wieku, dlaczego ja się waham?
      Pozdrawiam serdecznie Andrzeju:)

  5. Elu, prosto i pięknie :-) Tylko tyle i aż tyle!
    U nas na liczniku tylko 33 lata, ale jeszcze nie znudziliśmy się sobą, mamy wspólne lub pokrewne zainteresowania, razem spędzamy wakacje i do szczęścia tylko wnuków nam brak, mam nadzieję, że będą ;-)
    Boję się jednego: choroby, która mogłaby wszystko przekreślić lub emerytury, która nie pozwoli na godne życie…

    • 10 lat mniej, ale staż wspólnie przeżytych chwil też imponujący. Gratuluję Jotko i życzę wielu wspólnych szczęśliwych lat. Z ogromnym podziwem i szacunkiem chylę czoło przed ludźmi, którzy mimo przeżytych wspólnie dziesiątek lat, potrafią być dla siebie mili. Patrzeć na siebie z uwielbieniem. Niezbyt często się to ludziom udaje, obserwujemy raczej złe zachowania, arogancję, obojętność. Gdzieś wraz z upływem lat ginie miłość, rozmywa się w czasie, traci siłę. W jej miejsce wkrada się milczenie, wrogość. Żal mi takich ludzi. Najbardziej w późnym okresie życia ludzie powinni się wspierać, cieszyć się swoją obecnością, tym że są razem. Samemu nigdy nie jest dobrze. Szkoda, że niektórzy doceniają drugiego człowieka, dopiero po jego śmierci.
      Pozdrawiam serdecznie Jotko:)

  6. Elu, u mnie podobnie, czyli radość z życia na ciekawym świecie, kochająca rodzina, mnóstwo przyjaciół i tylko zdrowia nie ma, ale przecież nie można wszystkiego mieć.
    Serdeczności zasyłam

    • Zdrowie, to co najważniejsze w naszym wieku, najczęściej szwankuje. Jeśli są to dolegliwości, które nie wyłączają człowieka z normalnego życia, pół biedy. Gorzej, kiedy są tak dotkliwe, że nie pozwalają na samodzielne życie. Wymagają opieki osób trzecich, a czasem nie pozwalają opuszczać łóżka nigdy, bo przecież i tak się zdarza. Jak prawie każda osoba w moim przedziale wiekowym, podobnie jak Ty Ultro, nie jestem pozbawiona dolegliwości fizycznych na co dzień, czyli stale. Konkretnie mam problemy z kręgosłupem. Stale boli mnie lewa noga, a kiedy wstaję trwa dłuższą chwile przyjęcie normalnej pionowej pozycji. Da się z tym żyć, pracuję, a ruch i wysiłek fizyczny są swego rodzaju rehabilitacją.
      Życzę długich, kolejnych lat szczęśliwego, spokojnego życia.
      Pozdrawiam serdecznie Ultro:)

  7. Mam niespełna pięćdziesiątkę na karku i jestem z tą samą osobą już 33 lata ;) Zdrowie dopisuje (odpukać), pieniędzy nie brakuje (można nawet odłożyć), czasu brak (od lat i pewnie sporo czasu minie zanim to się zmieni, bo gdzie tam do emerytury….eh). Czyli muszę. Jeszcze trochę ;)
    Kobiety z mojej rodziny w moim wieku już nic nie musiały. Czasy się zmieniły. Pech….

    Przeżyłam tyle, że mogłabym obdzielić doświadczeniami kilka kobiet.
    Czy to dobrze? Przestałam nad tym rozmyślać.
    Serdeczności Elu. Filozoficzny temat ;)

    • Często rozmyślam nad tematami dotyczącymi mnie bezpośrednio. Ciekawi mnie jak sobie radzą inni w życiu? Jak Los im sypnął z Rogu Obfitości? Dobrem, czy troskami częściej? Są to pewnie pytania nurtujące wielu z nas. Zastanawiamy się co by było gdyby…..? Dlaczego ja, albo moi bliscy…..? i tak dalej. Nie żyjemy w próżni. Odnosimy swoje życie i problemy do innych ludzi.Wracamy myślami do przeszłości, najczęściej do chwil kiedy trzeba było dokonać wyboru. Studiów, pracy, miejsca zamieszkania. Bo przecież życie człowieka, to ciągłe wybory. Od tych najprostszych, do tych które czasem decydują o reszcie życia naszego i całej rodziny.
      Masz Ariadno wiele różnych doświadczeń. Może kiedyś je wykorzystasz, by pomóc innym uniknąć błędów i trosk?
      Pozdrawiam serdecznie Ariadno:)

  8. Żadnego okresu życia nie nazwałabym najlepszym nie wiedząc, co będzie dalej. I każdy czas był taki, jaki miał być. I nie za bardzo rozumiem zdanie – prawie nic nie muszę. Moja optyka świata mówi tak – albo mam w sobie luz i nic nie musze, działam, bo chcę; albo – są osoby, które nie sa w stanie wyzwolić się z jakiegoś „musu”. O wiele lepiej się zyje, gdy cokolwiek robie, to działam z poczuciem, że wcale nie muszę, tylko chcę. Nawet, jeśłi muszę. To tylko pozornie nielogiczne…
    A miłośc? Cudowna, zawsze.

    • Wiadomo, Anno, że pisząc o najlepszym okresie mojego życia, odnoszę się do tego co już przeżyłam. Gdybym miała wziąć pod uwagę całe moje życie (to co za mną i to co dopiero przeżyję), zgodnie z Twoją logiką, napisanie tej tezy nigdy nie mogłoby mieć miejsca. Być może ostatni dzień mojego życia będzie należał do najpiękniejszych? Niestety nigdy z nikim nie bedzię mi dane się tym podzielić. Póki co, piszę o tym co już za mną.
      Jeśli chodzi o zdanie ,, prawie nic nie muszę”, miałam na myśli rzeczy, które z góry są nam narzucone, na które nie mamy wpływu. Jestem Polką i MUSZĘ dostosować się do przestrzegania prawa obowiązującego w naszym kraju. Zaznaczam nie jestem anarchistką. MUSZĘ zaspakajać potrzeby fizjologiczne, jeść, pić, spać, bo inaczej przestanę żyć. I wiele innych ,,musów”, których niestety nie da się ominąć.
      Pozdrawiam serdecznie Anno:)

  9. Swoje lata mam. Również długi staż małżeński . Robię to na co mam ochotę. Jest świetnie. Ba, mogłabym nawet powiedzieć, że trafiło się jak ślepej kurze ziarno. Ale inne okresy życia też nie były złe. I liczę, że następne nie będą gorsze.

    • Ogólnie, uważam swoje życie za udane. Spokojne, sielskie dzieciństwo i wczesna młodość na wsi, z Rodzicami i starszym Rodzeństwem. Rolnicy, dobrzy ludzie, czuli, pozbawieni całkowicie potrzeby stosowania kar cielesnych, w stosunku do pięciorga swoich dzieci. Potem samodzielne życie w dużym mieście zaraz po maturze. Szkoła policealna i praca w zawodzie listonoszki w wieku 19 lat. Dałam radę. Małżeństwo, udane, z dobrym człowiekiem, trójka dzieci, wychowana zgodnie z tradycją, bez kar fizycznych. Teraz zostaliśmy z mężem sami, pracujemy zdrowie dopisuje. Obecny czas uważam za najlepszy choć podobnie jak u Ciebie, poprzednie również były piękne, bo mam czas na wszystko. Mogę podróżować, spokojnie rozmyślać nawet godzinami, czytać i robić wszystko to na co mam ochotę.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  10. Też prawie 42 lata jestem z tym samym, kochanym i kochającym mężczyzną. I też już nic nie muszę…. tylko sama chcę…
    I tylko /co jest związane z malejącą odpornością psychiczną i fizyczną/ bardziej się boję, że coś złego może się stać…
    Bądżmy szczęśliwe Elżbieto…
    :-)

    • Podobnie jak Ty Stokrotko, czasem rozmyślam nad tym co złego czai się w pobliżu. Przecież Los zmiennym jest i nawet kilka minut może odmienić życie najszczęśliwszego człowieka. Póki co jest mi dobrze i tym się cieszę. Dzieci są już samodzielne, mocno stoją na własnych nogach. Nie muszę się martwić, czy skończą studia, czy nie trafią w złe towarzystwo. Cieszmy się Stokrotko tym co mamy dzisiaj, nie warto zamartwiać się niepotrzebnie na przyszłość. Życzę szczęścia Tobie i wszystkim których kochasz.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  11. Ja też dołączam do zadowolonych z życiowego wyboru i życia z wybranką
    Świętowaliśmy w tym roku 46 lat i oboje liczymy na więcej.
    Pozdrawiam

    • Tatulu. Gratuluję rocznicy i życzę dalszych długich lat szczęścia z wybraną Ukochaną. Niech każdy dzień daje Wam dużo radości, a Dzieci i Wnuki zaskakują Was tylko pozytywnie. To co wiemy jest radością naszego życia, ale solą jest to czego nie znamy. Oby świat odkrywał przed nami tylko kolorowo pomalowane kartki.
      Pozdrawiam Tatulu serdecznie:)

  12. Elu! Cieszę się z Tobą, podziwiam i gratuluję. U mnie już inaczej: mam 63 lata, choruję od sześciu, cholerstwo postępuje i daje w kość. Ale znam taki jak Twój etap w życiu, miałam podobny i płynęłam przezeń jak rybka przez wartką wodę. Trwało mniej więcej od moich lat 45 do 56. Dzieci były już odchowane, usamodzielniały się i wreszcie miałam błogą pewność, że wyrosły na sensownych porządnych ludzi. Miałam czas dla siebie, chciałam i potrafiłam rozwijać się zawodowo. Czułam wręcz, że mogę wszystko i że nic nie jest trudne. Mąż doceniał wszystko co robię i byliśmy taką parą, która prowadza się za rączki. Byłam szczęśliwa. Robiłam, co kocham i przebywałam wśród kochanych. Czułam się jak kwiat, któremu otwierają się kolejne warstwy płatków. Takie cudo. A potem, cóż – akurat u mnie się zdarzyło, że te płatki za szybko zaczęły się obsypywać. Życzę Ci, by Twoje – Wasze trwały i cieszyły przez lata.

    • Wzruszające jest to co napisałaś. Piękne, porównanie życia, zdrowia do płatków. Choroba potrafi zachwiać życiem człowieka. Podporządkować je według własnych reguł, od których niestety nie ma ucieczki. To, że masz u boku Ukochaną osobę, na pewno daje Ci siłę by walczyć z dolegliwościami i ograniczeniami jakie ona narzuca. Przecież większość naszych działań ma sens, bo mamy dla kogo się starać. Pokonujemy trudności, bo człowiek którego kochamy jest przy nas. Ty masz to szczęście, że jesteście razem, na dobre i na złe. Ten czas ,,sprzed” daje Ci siłę i determinację. Ważne jest też to, że myślami można wracać do chwil szczęśliwych, beztroskich, idylli. Życzę Blekaczko żeby choroba nie postępowała, zatrzymała się w miejscu, a dolegliwości cofały się każdego dnia chociaż troszeczkę.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  13. Wierzę, że takie związki są i to wcale nie jest ich tak mało. Moje małżeństwo – bardzo udane trwało 56 lat i bardzo dziękuję, że dane było mi mieć przy sobie Alicję. Życzę jeszcze wielu udanych lat Wam obojgu,

    • Miło przeczytać tak optymistyczne stwierdzenie, że wiele jest udanych małżeństw. Nasze pokolenie chyba inaczej podchodziło do życia we dwoje, Rodziny, poszanowania wartości podstawowych. W pokoleniu naszych dzieci i wnuków, łatwo się Rodziny rozpadają. Obserwuję młodych ludzi, znajomych, z którymi moje dzieci chodziły do szkoły. Wielu jest już po rozwodach, albo wcale nie sformalizowało swoich związków. Świat się zmienia na naszych oczach, czy na lepsze? Trudno jednoznacznie stwierdzić.
      Pozdrawiam serdecznie Romanie:)

  14. Mam 32 lata, tego samego Męża od 8 lat, wcześniej przez 6 lat chłopaka. ;) Dwoje dzieci. Bardziej chcę niż muszę. Jestem szczęśliwa, zawsze chciałam, żeby własnie tak wygladalo moje zycie

      • Dziękuję. Jestem szczęśliwa. Dzieciom wiedzie się dobrze, i wcale nie mam tu na myśli finansowych sukcesów, bo z tym bywa różnie. Zdrowie i praca, szczęście, to zwykłe codzienne, zadowolenie, nie z jakiegoś konkretnego powodu czy sukcesu, ale tak po prostu, z życia. To ważne, umieć się radować drobiazgami, a tych jest zawsze dużo obok nas. Jeśli to wystarcza, by być szczęśliwym czerpmy garściami radość z każdej minuty swojego życia.
        Pozdrawiam serdecznie Doroto:)

  15. Każdy wiek ma swoje dobre strony. Patrząc na powyższe komentarze, aż dziw bierze, że sami szczęśliwcy odwiedzili Twój blog. To skąd się biorą wszyscy ci malkontenci ? Być może oni, nie zostawili komentarza. Co do mojego życia… hymm… było dużo gorzej, teraz jest o niebo lepiej i mam nadzieję, że to tendencja wzrostowa :) Pozdrawiam serdecznie Elżbieto :)

    • Z komentarzy wynika, że większość z nas należy do ludzi szczęśliwych. Ale obserwując życie otoczenie bliskie i dalsze, jak sama zauważyłaś, Konstancjo, tak nie jest. Różnie się w życiu ludziom układa. Tylko niewielka część naszego Losu, jest niezależna od człowieka. O większości spraw, to my decydujemy własnymi wyborami. Niestety nie zawsze uda się postąpić tak, by wszyscy byli zadowoleni.
      Ogólnie moje życie pozbawione było dramatów i tragedii niezależnych ode mnie. Omijały mnie nieszczęścia i dotąd omijają. O wszystkim decyduję sama (w porozumieniu z mężem i rodziną). Było nam dobrze i jest coraz lepiej, bo i trosk mniej. Dzieci już dorosłe, zdrowie dopisuje, pieniędzy starcza. Czekamy na wnuki i powiększenie rodziny, o synową i zięciów. Obyśmy doczekali tych chwil.
      Pozdrawiam Consku serdecznie:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.