UWIERZYCIE? SAMEJ TRUDNO MI TO ZROZUMIEĆ

Mam prawie 64 lata, a przeżywam najlepszy okres mojego życia. Kocham (od niemal 42 lat) tego samego człowieka. Co więcej? Prawie nic nie muszę.

Zapraszam do dyskusji wokół postawionej tezy. Swoją myśl rozwinę w odpowiedziach do zamieszczonych komentarzy. Nie chcę nic sugerować ani narzucać. Proszę wypowiedzcie się w oparciu o własne doświadczenia.

16 Komentarze

  1. Niewiele mam do powiedzenia w temacie, gdyż…mam prawie tak samo jak Ty. Powtórzę więc;
    „Mam prawie 64+ lat, a przeżywam najlepszy okres mojego życia. Kocham (od niemal 42+ lat) tego samego człowieka. Co więcej? Prawie nic nie muszę”.
    Tylko kombinuję, jak koń pod górę, gdzie by tu znowu wyrwać się z domu razem z moim ślubnym na wywczasy :)

  2. Mam 27 lat, właśnie przeżywam najlepszy okres mojego życia z ukochanym człowiekiem u boku, co do którego mam pragnienie, byśmy byli ze sobą nawet w wieku 64 i jeszcze dalej dalej dalej. Co więcej? Nic nie muszę, wszystko mogę! :)

  3. Prawie to samo, ale jednak nie to samo. Nie najlepszy okres życia, ale równie dobry jak te wcześniejsze. Dobre i złe chwile. Radości i smuteczki. Ale na pewno nie jest nudno i na pewno chce się żyć. I to „chce się żyć” jest chyba najważniejsze.

  4. Aby nie było jednostajnie to skomplikuję odpowiedź. Okresy mojego życia dzielę na kilka wyraźnych i nie pasujących do siebie etapów.
    Mam prawie 67 lat.
    Sukcesy w sporcie mam już dawno za sobą.
    Karierę zawodową jeszcze jakoś ciągnę i nie mam sobie nic do zarzucenia, w lustro mogę spokojnie zerkać.
    Niewątpliwie przeżywam „najlepszy okres mojego życia” w sensie rozwijania umiejętności w ulubionej dziedzinie informatyki i psychologii, bo w zasadzie niewielkim wysiłkiem spijam całą śmietankę.
    Przeżyłem kilka wielkich miłości (jedną z zawałem), ale od 28 lat kocham, mieszkam i żyję z tym samym człowiekiem.
    Co więcej? Muszę jeszcze wiele się nauczyć i jeszcze więcej zrobić. ;)

  5. Elu, prosto i pięknie :-) Tylko tyle i aż tyle!
    U nas na liczniku tylko 33 lata, ale jeszcze nie znudziliśmy się sobą, mamy wspólne lub pokrewne zainteresowania, razem spędzamy wakacje i do szczęścia tylko wnuków nam brak, mam nadzieję, że będą ;-)
    Boję się jednego: choroby, która mogłaby wszystko przekreślić lub emerytury, która nie pozwoli na godne życie…

  6. Elu, u mnie podobnie, czyli radość z życia na ciekawym świecie, kochająca rodzina, mnóstwo przyjaciół i tylko zdrowia nie ma, ale przecież nie można wszystkiego mieć.
    Serdeczności zasyłam

  7. Mam niespełna pięćdziesiątkę na karku i jestem z tą samą osobą już 33 lata ;) Zdrowie dopisuje (odpukać), pieniędzy nie brakuje (można nawet odłożyć), czasu brak (od lat i pewnie sporo czasu minie zanim to się zmieni, bo gdzie tam do emerytury….eh). Czyli muszę. Jeszcze trochę ;)
    Kobiety z mojej rodziny w moim wieku już nic nie musiały. Czasy się zmieniły. Pech….

    Przeżyłam tyle, że mogłabym obdzielić doświadczeniami kilka kobiet.
    Czy to dobrze? Przestałam nad tym rozmyślać.
    Serdeczności Elu. Filozoficzny temat ;)

  8. Żadnego okresu życia nie nazwałabym najlepszym nie wiedząc, co będzie dalej. I każdy czas był taki, jaki miał być. I nie za bardzo rozumiem zdanie – prawie nic nie muszę. Moja optyka świata mówi tak – albo mam w sobie luz i nic nie musze, działam, bo chcę; albo – są osoby, które nie sa w stanie wyzwolić się z jakiegoś „musu”. O wiele lepiej się zyje, gdy cokolwiek robie, to działam z poczuciem, że wcale nie muszę, tylko chcę. Nawet, jeśłi muszę. To tylko pozornie nielogiczne…
    A miłośc? Cudowna, zawsze.

  9. Swoje lata mam. Również długi staż małżeński . Robię to na co mam ochotę. Jest świetnie. Ba, mogłabym nawet powiedzieć, że trafiło się jak ślepej kurze ziarno. Ale inne okresy życia też nie były złe. I liczę, że następne nie będą gorsze.

  10. Też prawie 42 lata jestem z tym samym, kochanym i kochającym mężczyzną. I też już nic nie muszę…. tylko sama chcę…
    I tylko /co jest związane z malejącą odpornością psychiczną i fizyczną/ bardziej się boję, że coś złego może się stać…
    Bądżmy szczęśliwe Elżbieto…
    :-)

  11. Ja też dołączam do zadowolonych z życiowego wyboru i życia z wybranką
    Świętowaliśmy w tym roku 46 lat i oboje liczymy na więcej.
    Pozdrawiam

  12. Elu! Cieszę się z Tobą, podziwiam i gratuluję. U mnie już inaczej: mam 63 lata, choruję od sześciu, cholerstwo postępuje i daje w kość. Ale znam taki jak Twój etap w życiu, miałam podobny i płynęłam przezeń jak rybka przez wartką wodę. Trwało mniej więcej od moich lat 45 do 56. Dzieci były już odchowane, usamodzielniały się i wreszcie miałam błogą pewność, że wyrosły na sensownych porządnych ludzi. Miałam czas dla siebie, chciałam i potrafiłam rozwijać się zawodowo. Czułam wręcz, że mogę wszystko i że nic nie jest trudne. Mąż doceniał wszystko co robię i byliśmy taką parą, która prowadza się za rączki. Byłam szczęśliwa. Robiłam, co kocham i przebywałam wśród kochanych. Czułam się jak kwiat, któremu otwierają się kolejne warstwy płatków. Takie cudo. A potem, cóż – akurat u mnie się zdarzyło, że te płatki za szybko zaczęły się obsypywać. Życzę Ci, by Twoje – Wasze trwały i cieszyły przez lata.

  13. Wierzę, że takie związki są i to wcale nie jest ich tak mało. Moje małżeństwo – bardzo udane trwało 56 lat i bardzo dziękuję, że dane było mi mieć przy sobie Alicję. Życzę jeszcze wielu udanych lat Wam obojgu,

  14. Mam 32 lata, tego samego Męża od 8 lat, wcześniej przez 6 lat chłopaka. ;) Dwoje dzieci. Bardziej chcę niż muszę. Jestem szczęśliwa, zawsze chciałam, żeby własnie tak wygladalo moje zycie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.