WNIOSKI WYNIKAJĄCE Z OBSERWACJI ŻONY I MATKI

,,Współcześni mężowie i ojcowie angażują się w życie rodziny aktywniej niż w ,,czasach mojej młodości”. Na początku tekstu postawiłam tezę,  w dalszej części postaram się uzasadnić jej słuszność.

Obserwuję młode małżeństwa w rodzinie, miejscu zamieszkania, na ulicy i placach zabaw. To co widzę owocuje czasem mimowolnymi myślami i automatycznym powrotem do przeszłości, a ściślej mówiąc, do czasów kiedy byłam młodą żoną i matką. Refleksja pozwala na stwierdzenie pewnych, a właściwie zdecydowanych różnic w zachowaniu młodych mężczyzn, ich roli i zaangażowaniu w życie swojej rodziny. Najłatwiej opisać zjawisko na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń. Wtedy nie może być mowy o błędzie, kłamstwie, wypaczonym spojrzeniu na problem. Tak też uczynię w tym przypadku. Znam temat omawiany dobrze, bo sama w nim uczestniczę, a ustaleniami i wnioskami chcę podzielić się z Wami Szanowni Goście mojego bloga. Sprawa dotyczy każdego z nas, więc nie kryję, że liczę na ciekawą dyskusję, w zamieszczonych pod postem komentarzach.

Najpierw omówię przeszłość, czyli czasy, w których moja rodzina była młodą komórką, na progu życia małżeńskiego. Jak wtedy swoją rolę wypełniali mężowie i ojcowie? Trzeba zacząć od tego, że większość kobiet, po urlopie macierzyńskim, występowała do firmy z prośbą o trzyletni urlop wychowawczy. Mężczyzna, zarabiał na rodzinę sam, zaś matka, do ukończenia przez dziecko trzeciego roku życia, przebywała z nim w domu. Kobiety integrowały się na placach zabaw, wymieniały opinie i doświadczenia na temat wychowywania dzieci. Przyjaźnie zawiązane przez matki przetrwały do dziś, z przyjemnością wspomina się podczas przypadkowych spotkań tamte czasy. Ojcowie pracowali często całymi dniami, a nawet w nocy. Mało mieli czasu i sił, by aktywnie spędzać czas z rodziną. Rzadko angażowali się w życie dziecka. Matka najczęściej chodziła z latoroślą do kina, teatrzyku, na miejskie imprezy, do cyrku czy na spacery, a nawet do kościoła, sama. Mężczyźni popołudniami i wieczorami, a także w  dni wolne od pracy, regenerowali siły najczęściej oglądając telewizję. Nie mieli siły, a może przede wszystkim potrzeby ani ochoty, uczestniczyć w spacerze, zabawach z dziećmi, wyjściach z domu. Przypuszczam, że duży wpływ na taką sytuację miało wychowanie. Od zawsze wpajało się mężczyznom, że to oni są samcami alfa, na barkach których spoczywa utrzymanie rodziny. To i nic więcej było ich obowiązkiem. Rzadko który mąż i ojciec chciał wychylić się poza tę rolę. Bał się o utratę statusu macho. Place zabaw, kina i teatrzyki w większości wypełnione były dziećmi z matkami, niestety bez ojców. Tak pamiętam tamten czas ja i zapewne wiele kobiet – moich rówieśniczek, z czasów PRL-u.

Dzisiaj obserwując młode rodziny, serce aż rośnie z radości i podziwu. Czasy zmieniły się diametralnie, a wraz z tym rola męża i ojca w rodzinie. Dzisiaj młodzi mężczyźni aktywnie uczestniczą w życiu ,,swojego stadka”. Dumnie towarzyszą żonie i dziecku w spacerach, zabawach. Młodzi ojcowie uczą swoje dzieci jeździć na wrotkach, rowerze, grają w klasy. Zaprowadzają dziecko na pozaszkolne zajęcia, noszą torby wypełnione zakupami. Pięknie wygląda tatuś niosący dziecko na rękach, które regularnie o godzinie 17.00 śpi na jego ramieniu. Dodam tylko, że młody tata musi zanieść je na czwarte piętro. Zaprowadzanie dzieci do przedszkola, odbieranie i zajmowanie się nimi w domu, przez ojców, jest dzisiaj regułą. Matki często zmuszone są, ze względu na potrzeby finansowe, pójść do pracy, zaraz po urlopie macierzyńskim. Przynajmniej tak było do momentu wydłużenia płatnego urlopu macierzyńskiego, do roku. Władze dostrzegły potrzebę pomocy rodzicom i ustaliły pomoc w kwocie 500 złotych na drugie dziecko i każde kolejne, do ukończenia przez nie 18 roku życia. Nie będę rozpisywać się, czy to rozdawnictwo, zniechęcanie kobiet do aktywności zawodowej (różne opinie da się usłyszeć na ten temat). Faktem jest, że mężczyźni mają czas i siły, by uczestniczyć w pełni w życiu rodziny, angażować się w proces wychowania syna czy córki. Sami też tego chcą. Sprawia im to przyjemność. Daje wiele radości i satysfakcji. Nie uważają, że tracą część swojej męskości, niewieścieją. To zjawisko napawa radością i nadzieją, że idziemy w dobrym kierunku. Skończyła się epoka pracy mężczyzny i zarabiania na całą rodzinę. Dzisiaj oboje rodziców pracuje, razem uczestniczą równo w życiu własnych dzieci. Myślę, że ta sytuacja jest normalna. We wspomnieniach z wczesnych lat życia, dziecko powinno widzieć często obojga rodziców u swojego boku. Niestety dzieci moje i większości rodzin z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wspominają tylko czas spędzony z matką, bo ojcowie mieli czas i siły tylko na pracę. Reszta należała do kobiet.

Proszę podzielcie się własnymi spostrzeżeniami i doświadczeniami. Być może są one zupełnie inne niż moje.

48 Komentarze

  1. U mnie w domu to wyglądało inaczej. Owszem, tato dużo pracował, bo wtedy kto chciał zarobić, to mógł brać nadgodziny od świtu do nocy. Moja mama tez pracowała, mną i bratem opiekowała sie rano babcia, a właściwie większość czasu spędzało się w szkole i na zajęciach pozalekcyjnych( chór szkolny, klub osiedlowy, biblioteka miejska, chór kościelny). Zdarzyło sie tez tak, ze to moja mama wyjechała do pracy w innym mieście, a babcia zachorował i tato przejął wszystkie obowiązki, ale nawet gdy mama była na miejscu dużo pomagał w domu, w niedziele robił na śniadanie jajecznice i obiad, pastował podłogi. Wszystkie wycieczki, na których byłam w dzieciństwie to były wyjazdy z tatą, uczył mnie pływać i jeździć na rowerze.
    Mój teść to była już inna bajka, ale na szczęście mąż nie przejął po nim pałeczki i bardzo mi pomagał od samego początku, jakoś tak podział ról sam sie u nas wykształcił…

    • Mieszkałam na wsi więc mojego tatę widziałam tylko przy wspólnych posiłkach w niedzielę, w zasadzie. Pracował na polu, od wczesnej wiosny, do późnej jesieni, jadł obiad wcześniej niż przychodziliśmy ze szkoły. Mało miał czasu na poświęcenie go dzieciom. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam tylko wspólne wyjścia do kościoła i koniecznie lody i lizak- słomkę, które dostawaliśmy od rodziców.
      Z kolei mój mąż 6 lat pracował sam, bo ja zajmowałam się dziećmi, w ramach bezpłatnego urlopu wychowawczego. Do południa pracował na etacie w magazynie, a w nocy często chodził, w ramach zlecenia, rozładowywać wagony, które dostarczały towar na magazyny, w których pracował. Zarabiał solidnie i sam utrzymywał rodzinę. Zmęczony był ciągle. Nie miał siły ani ochoty iść z nami na spacer. Jeździliśmy często do moich rodziców na wieś i to był wspaniały czas spędzony razem.
      Pozdrawiam serdecznie Jotko:)

  2. Tych epok „współczesności i młodości” chyba nie da się tak bezpośrednio porównać bez minimalnych założeń, chociażby takich, że porównujemy małżeństwa o tym samym statusie społecznym, tradycjach, światopoglądzie, kulturze środowiskowej, itd., itp. Zbyt wiele zmian bowiem zaszło … feminizacja, uniseksualizacja, transformacja ustrojowa, rozwój orientacji seksualnych, itp., itd., … To wszystko powoduje, że nie da się porównać „dziś do wczoraj”. Tak sobie myślę, że gdyby w latach 50-60 minionego wieku tata na spacerze „kangurował” ze swoim niemowlakiem, to pewnie wróciłby nie do domu, a do domu wariatów. Podobne perspektywy czekałyby na mężczyznę z ub.w. gdyby miał obecnie zaakceptować to, że żona utrzymuje dom a on jest jej utrzymankiem.
    Dlatego z sympatią obserwuję te małżeństwa, które próbują dostosować się do wymogów życia. Oby im się to udało. :)
    Pozdrawiam

    • Porównujemy zawsze na podstawie najczęściej pojawiających się zjawisk, cech. Wiem, że na wyniki mają wpływ różne czynniki. Ale pisząc ogólnie o sprawie, którą rozpatrujemy, możemy omówić ją bez wnikania w szczegóły, mimo to znaleźć elementy wspólne i różniące. Na przestrzeni półwiecza zaszły zauważalne zmiany w życiu rodziny, roli ojca i męża w jej funkcjonowaniu. Patrzę z rozrzewnieniem na młodych ojców i mężów i porównuję ich do czasów, kiedy byłam młodą żoną i matką. Bez względu na status społeczny, warunki materialne, pochodzenie, wychowanie różnice da się zauważyć na każdym kroku. Przede wszystkim mężczyźni nie mają problemów z wykonywaniem prac i czynności, które kiedyś ,,należały do kobiety”. Nie ma obecnie takiego podziału. Jakby było oczywistym, że wszystko może zrobić mężczyzna i odwrotnie. Czyżby zacierały się podziały na prace męskie i kobiece? Czy przez to, że kobieta coraz częściej przejmuje obowiązki mężczyzny, zarabia więcej, jest dobrze wykształcona, traci część swojej kobiecości?
      Pozdrawiam Andrzeju serdecznie:)

  3. Mam zupełnie inne wspomnienia z dzieciństwa, a dorastałam w latach sześćdziesiątych XX wieku – i inne z czasów, gdy sama miałam malutkie dzieci, a to z kolei druga połowa lat osiemdziesiątych. W moim dzieciństwie pracowali oboje rodzice, i oboje nas ( mam dwoje rodzeństwa) bawili, prowadzali do przedszkola, jeździli z nami na wycieczki i wakacje. Wtedy urlopów wychowawczych jeszcze nie było, a po macierzyńskim opiekowala się nami babcie, a potem, nim poszliśmy do przedszkola, a babcia niestety nie mogła, różnie „panie”. Moim zdaniem nie były to nianie, tylko po prostu opiekunki. czasy przedszkola to już cudowny czas wspólny z rodzicami, z obojgiem.
    Gdy sama byłam młodą matką, niestety nie miałam z kim zostawić dzieciaczków, a urlop wychowawczy mi nie przysługiwał – zresztą i tak były przeciez niepłatne. Kilka lat po prostu nie pracowałam… Ale i wtedy wokół mnie pełno było tatusiów zajmujących się po pracy dziećmi. Jakoś zawsze na spacer wychodziliśmy razem, do parku razem, na plac zabaw razem. dzieci zasypiały z tatusiem, bawiły się z tatusiem… a już potem, gdy najmłodsze było w przedszkolu a ja wróciłam do pracy, to tatuś z tego przedszkola zwykle odbierał, potem zawoził na różne zajęcia.
    A teraz moje dzieci mają dzieci, i jest podobnie. A 500+… według mnie paskudne rozdawnictwo, i jestem ostro przeciw. Ale na pewno niektórym to pomaga…

    • Miło przeczytać komentarz, który zaprzecza moim ustaleniom. Z Twoich słów wynika, że tatusiowie XXI wieku byli również wcześniej. Masz doświadczenia inne od moich. Każdego dnia chodziłam z dziećmi na spacer i pamiętam na placach zabaw same kobiety. Po prostu mężczyzn nie było z nami na spacerach. Podobnie jak Ty wychowywałam dwójkę dzieci do trzeciego roku życia w domu. Nie miałam płatnego urlopu wychowawczego, ale mąż zarobił sam na utrzymanie rodziny. Trudno było go namówić na wyjście z domu. Po prostu był przemęczony. Mężowie moich sąsiadek i znajomych również niezbyt często towarzyszyli swojej rodzinie. Teraz widzę młodych mężczyzn u boku swoich żon i dzieci, ciągle. Są, uczestniczą w życiu rodziny, wychowują, robią zakupy.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  4. Też kiedyś pisałam o zaangażowaniu ojców w wychowanie dzieci, w życie rodzinne… Myślę dzisiaj, że wszystko jest zależne od tego jak mężczyzna angażuje się w związek sam w sobie – jeśli z niego tylko bierze, to gdy zostanie ojcem nadal będzie chciał brać, jeśli daje aż nad to – może czuć się wykorzystany.. Najlepszy w tym wszystkim jest złoty środek i nie mowię o tym, że jak ja zmywam i gotuję to on też musi, mimo że nie znosi – możemy się podzielić: ja gotuję, ty wozisz dzieci na basen. Wszystko jest kwestią dogadania i kompromisu.. no i chęci :)

    • Ważne, jak sama zauważasz Agni, jest to jakiego męża mamy, jak został wychowany. Czy nastawiony jest na branie i czerpanie korzyści w związku, czy chce dawać i dzielić się sobą. Wychowanie i wzorce przeniesione z domu rodzinnego mają kolosalne znaczenie.
      Pozdrawiam Agni:)

  5. Rodzice pracowali, więc dziećmi opiekowały się babcie. I to była najwspanialsza opieka. A po pracy obydwoje dzielili obowiązki. Wyszydzano, że babcie nie są od tego, więc obowiązki spadły na panie.
    Jeśli kobiety będą wychowywać swoich synów tak, że to żona ma obowiązki, a mąż żadnych, to nadal równouprawnienie na papierze. Podam przykład: znajoma jest oburzona, że synowa oprócz wynoszenia śmieci, każe mu pomagać w kuchni, czy wysyła do parku z dziećmi.
    Pozdrawiam.

    • Ogólnie zmiany na linii żona – mąż ojciec – matka są zauważalne. Mężczyźni chcą i starają się uczestniczyć w życiu rodziny. Ale w niektórych domach pokutują jeszcze stare wzorce i zasady.
      Przykład, który podałaś jest jeszcze obecny w życiu młodych małżeństw. Tradycyjne, konserwatywne ,,mamuśki” wtrącają się w życie swoich dorosłych dzieci. Tylko po co? Niech młodzi układają sobie życie według własnych potrzeb i zasad.
      Pozdrawiam Ultro:)

  6. Ciekawy tekst Elżbieto, podoba mi się, że napisałaś o ojcach, którzy angażują się w życie rodzinny, to faktycznie się zmienia… myślę, że dobry wzorzec męski jest potrzebny zarówno chłopcom jak i dziewczynkom bo okazuje się, że wg. badań naukowych dziewczynki wychowane bez ojca lub bez jego zaangażowania, są później w dorosłym życiu niepewne siebie, lękliwe, pesymistyczne. Tyle teoria myślę że coś w tym jest….
    pozdrawiam Elżbietę ciepło
    dobrycoach.bloog.pl

    • Masz rację, że wzorce wyniesione z domu mają kolosalne znaczenie w dorosłym życiu człowieka, w każdej dziedzinie. Znam rodziny, gdzie przemoc, bicie dzieci jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. Podobnie jest z rolą ojca i męża w rodzinie. Trudno jest wyrwać się z łańcucha, który ogniwo po ogniwie budują pokolenia. Podobnie jest z alkoholizmem. Trudno wyrwać się z tradycji rodzinnej gdzie alkohol był na co dzień i zbudować życie bez picia. W sąsiedztwie miałam patologiczną rodzinę. Piła matka, czwórka jej dzieci (wszyscy umarli wcześnie). Nie wiem jak żyją ich dzieci? może te, które wychowały się w Domu Dziecka zerwały z tradycją złą.
      Pozdrawiam Dobrycoachu:)

  7. Myślę, że to zaczęło się zmieniać już nieco wcześniej. Co najmniej jedno pokolenie do tyłu, czyli już w pokoleniu tych, którzy dzisiaj cieszą się nieletnimi wnukami. Zresztą już w małżeństwie moich rodziców był egalitarny podział ról. W moim przypadku podobnie, dzieliliśmy się wszystkim zadaniami, również opieką nad dziećmi i ich wychowywaniem. Choć przyznaję, że możliwość brania urlopów wychowawczych przez matki, i tylko przez nie, trochę tę równość ról zakłóciło. To ja siedziałam w domu, on pracował.

    • Podobnie jak Ty Ewo ja też sześć lat siedziałam w domu. Mąż zarabiał na całą rodzinę. Wychowywałam w tym czasie dzieci, prawie, sama. Mąż pracował fizycznie, dodatkowo brał prace zlecone w nocy. Był zmęczony. Tak dzieliliśmy się obowiązkami. Potem kiedy poszłam do pracy, niewiele się zmieniło. Pracowałam w biurze od 7.00 do 15.00. Regularnie wracałam do domu, zaprowadzałam dzieci do przedszkola, odbierałam. Razem spędzaliśmy czas w niedziele i dni świąteczne. Wtedy jechaliśmy na wieś do rodziców albo do siostry.
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

  8. Trzeba jeszcze dodać że nawet poród odbywa się teraz „wspólnie”. To znaczy mężczyzna może być z żoną na sali porodowej. Uważam wprawdzie, że ma to też minusy, ale jednak plusów jest więcej. Ale to już zupełnie inny temat.
    Mój Starszy zajmuje się dziećmi nawet chyba więcej niż synowa, ale to bardzo dobrze, bo chłopcami powinien więcej zajmować się tata.
    A jeśli chodzi o moje młode lata, to można powiedzieć że proporcje były następujące – ja – 2/3 a mąz 1/3.
    Pozdrawiam.

    • W otoczeniu mojej rodziny, znajomych, sąsiadów widzę tatusiów ciągle angażujących się w życie rodziny. Robią wszystko noszą bawią, uczą. Podoba mi się to bardzo. Dzisiaj nawet na wsi mężczyźni angażują się w wychowywanie dzieci. Mają więcej czasu niż nasi rodzice. Zresztą zmieniło się podejście do spraw roli męża i żony w rodzinie. Różnice i podziały zacierają się. Obecnie kobiety są niezależne, dobrze wykształcone świadome swojej siły i roli. Niezależność materialna również ma wpływ na relacje mężczyzna- kobieta w życiu rodziny.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  9. Nie zawsze tak jest i to w obydwu porównywanych okresach.
    Przypomnę ponad 2 mln. ludzi, którzy wybrali emigrację aby zarabiać na siebie i rodzinę. Wtedy model funkcjonowania rodzin nie pasuje ani do jednego ani do drugiego obrazka.
    Życie jest bardzo urozmaicone

    • Zgadzam się z Twoim twierdzeniem Panie Czesławie. Ale istnieje też inne ustalenie, które mówi, że wyjątki potwierdzają regułę. Starałam się, w swoim tekście, podać zarys cech charakterystycznych dla naszego pokolenia i współczesnych, w zakresie roli ojca i męża, jego funkcjonowania w rodzinie. Ustalenia opieram tylko i wyłącznie na własnych obserwacjach, nie danych naukowych. Tak sprawę widzę ja, każdy z czytelników może z moimi odczuciami polemizować. Dziękuję za ciekawą wypowiedź Tatulu.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  10. Świetny wpis Elu, z resztą jak zawsze :)
    Przeczytałam również komentarze i w zasadzie z każdym się zgodzę, jednak według mnie najtrafniej przedstawił swoje zdanie Andrzej. Dzisiejsza współczesność jest tak zakręcona, że na pewne zachowania i stereotypy rodzin wpływa wiele czynników życiowych. Ja wokół siebie obserwuję bardzo różne przykłady. Mianowicie, są też tacy ojcowie, którzy nie tyle co nie mogą i nie mają czasu dla swoich dzieci, czy żony, ale po prostu migają się od spędzania z nimi czasu, wyszukując sobie ciągle jakieś nowe zajęcia. Ot nie przepadają za dziećmi, nie mają podejścia do nich, Myślę, że dużo takich zachowań tatusiowie wynoszą też z domu, biorąc za wzór swojego ojca, czy innych mężczyzn ze swojego otoczenia.

    Moi rodzice tak jak u niektórych tu komentujących też oboje ciężko pracowali, budowali dom jak byłam mała i większość funduszy była przeznaczana na ten cel. Mną zajmowali się dziadkowie byli dla mnie jak tacy drudzy rodzice :) Bardzo ciepło ich wspominam.
    Natomiast w moim małżeństwie już oboje z mężem staraliśmy się na równi zajmować domem zwłaszcza, że ja ciągle choruję, więc i sił mam dużo mniej niż w pełni zdrowe kobiety. Ja dbałam o to by było to całe ognisko domowe, wspólnota i miłość, a mąż dbał o zajęcia sportowe i rekreacyjne z naszym synem, by go nauczyć jak najwięcej, pokazać różne ciekawostki.
    O ile ten temat mógłby się wydawać taki oczywisty, że jest tak albo tak, to po komentarzach można zauważyć, że ilu jest ludzi tyle jest opinii, tyle jest historii. Dlatego najbardziej przychylam się ku odpowiedziom Andrzeja i Tatula :)

    Ściskam Cię ciepło Elu

    • Niewątpliwie, jednoznacznego stwierdzenia i ustalenia, co do roli ojca w rodzinie dzisiaj i dawniej, nie ma. Dawniej trafiali się ojcowie, którzy codziennie uczestniczyli w życiu i wychowaniu swoich dzieci. Na pewno zasadniczy wpływ na postępowanie ojca i męża ma wpływ wychowanie i wzorce wyniesione z domu. Przeważnie mężczyzna żyje podobnie jak jego ojciec. Kiedy ten bił, pił i nie zajmował się domem, jego syn postępuje tak samo.
      Mieszkałam na wsi, rodzice byli bardzo zajęci pracą w gospodarstwie. Starsze rodzeństwo pilnowało młodsze. Było to bardzo niebezpieczne, bo na wsi na każdym kroku czyha zagrożenie, a dziecko nie jest w stanie przewidzieć co może zrobić młodszy brat czy siostra. Na szczęście przeżyliśmy wszyscy, ale urazów każde z nas miało wiele. Dziadków nie miałam, bo mieszkali w górach, rodzice przyjechali do Wielkopolski z Małopolski w 1948 roku, tuż po wojnie.
      Masz rację pisząc, że zarówno teraz jak dawniej są i byli panowie, którzy nie nadają się na ojców i mężów. Nie interesuje ich udział w życiu dziecka i rodziny.
      Pozdrawiam serdecznie Gabuniu:)

  11. Mam inne doświadczenia. Moi rodzice oboje pracowali. Ale jakoś mam wrażenie, że tata bardziej się mną zajmował. Nie mam pojęcia co wtedy robiła mama.
    Ja również przerwę macierzyńską miałam krótką. Mój mąż z powodów służbowych w domu bywał mało, ale jak już był, to aktywnie się synami zajmował. Ba, nawet kąpał niemowlaki, bo ja się bałam.
    Ciekawe kto będzie zajmował się wnukami.

    • Twój komentarz Ewo, potwierdza, że tatusiowie potrafili i chcieli pomagać żonie w pracach przy pielęgnacji i wychowywaniu dzieci. Z tego co przeczytałam mamy różne doświadczenia. Nie ma jednorodnej prawdy jeśli chodzi o rolę ojca dawniej i dziś. Teraz i dawniej trafiali byli i się tatusiowie, którym bycie z dzieckiem, jak najczęściej, sprawia wiele radości i satysfakcji. Są też tacy, którzy unikają dzieci, nie pomagają żonie, uważają że kobieta jest do tego stworzona.
      Dość dawno temu słyszałam od jednego z mężczyzn, ojca i męża, takie usprawiedliwienie, braku swojej aktywności w życiu rodziny: cytuję: ,,nie pomagam, bo żona założyła rodzinę i do niej należy dbanie o dzieci i męża”. Co Wy na to?
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

  12. Wychodzi na to, że moja „podstawowa komórka społeczna” wyprzedziła swoje czasy. Oboje pracowaliśmy zawodowo (do dzisiaj) a mój urlop wychowawczy nie trwał 3 lata, bo nie mogłam usiedzieć w domu. Rolę niańki do dziecka pełniła opiekunka. I każde z nas ma swoją kasę, z której finansujemy wydatki domowe zależnie od aktualnych ustaleń. Pamiętam, jak jeden z wujków nazwał mojego męża pantoflarzem, bo zastał go przy myciu okien.

    • Normalna wspaniała jest rodzina Twoja Pani L. Podobnie jak Twój krewny, moja teściowa, skrytykowała swojego syna, a mojego męża za to, że mył okna kiedy ja byłam wysoko w ciąży. Myślę, że niektórzy z chęcią pomagaliby żonie w pracach i wychowywaniu dzieci, gdyby nie bali się krytyki rodziny. To się zmienia, młodzi nie zwracają na przytyki uwagi. Robią swoje i dobrze.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  13. Ja natomiast sądzę, że kobieta wycofała się z takiego wychowania dzieci jak było za czasów PRLu. Teraz ona jest zajęta pracą, często rywalizuje z mężczyznami, więc dziecko spada na dalszy plan. I to muszę powiedzieć niestety. Dlatego mężczyźni wzięli na swoje barki, trochę zmuszeni a może trochę z przyjemności, wychowanie dzieci.

    Trochę trudno porównywać czasy PRLu do dzisiejszej codziennej gonitwy. Jednak to życie wyglądało inaczej. Kobieta miała jasno określone priorytety , czyli dzieci a mężczyzna na tę rodzinę zarabiał. Poza tym jednak praca nawet jednej osoby w rodzinie, w wielu przypadkach, dawała taki dochód, który starczał na utrzymanie rodziny. Kobieta nawet jak chciała pracować to często wykorzystywała 3 lata po urodzeniu dziecka, żeby być z nim w domu.

    Jednak dzięki zmianie mentalności facetów, oni teraz nie wstydzą się zajmowania dziećmi i dzięki temu poświęcają im więcej czasu. Mnie również podoba się facet, który rewelacyjnie zajmuje się swoim dzieckiem. Bo według mnie dobra rodzina to taka, która gwarantuje poczucie bezpieczeństwa zrównano od strony mamy jak i taty. dziecko powinno wiedzieć, że każdego z rodziców może liczyć w każdej sytuacji.

    • Zmiany są zauważalne. Mężczyźni nie wstydzą się okazywać uczuć, mówić o nich. Biorą też czynny udział w życiu swojej rodziny, udzielają się w wychowywaniu dzieci, robią zakupy, uczą swoje pociechy jazdy na rowerze, wrotkach, łyżwach.Zaprowadzają do przedszkola, odbierają dzieci kiedy żona pracuje dłużej. Jest to wpisane w ich życie, normalne. W czasach mojej młodości nie było to takie oczywiste i normalne. Mężczyźni biorący czynny udział w życiu dzieci i rodziny należeli do mniejszości. Współczesne kobiety są wyzwolone, świadome swojej wartości, dobrze wykształcone i nierzadko zarabiające lepiej od męża.
      Przez tę nową sytuację w życiu kobiety i mężczyzny, żadne z nich nie straciło na swojej kobiecości i męskości. Kobieta została kobietą, z wszystkimi cechami jej właściwymi, a mężczyzna jest w dalszym ciągu mężczyzną.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  14. A w moim dzieciństwie większą rolę przejął tata. Fakt, pracował, ale po pracy zajmował się mną, zapewniając takie rozrywki, na które zapracowana (w domu) mama, nie miała czasu…
    Byłam najstarsza spośród rodzeństwa, jedyna dziewczyna, więc siłą rzeczy wiele obowiązków spadło też na mnie. Taki był wzór rodziny w rodzinach moich rodziców i taki też przypadł nam w udziale.

    W moim małżeństwie wiele rzeczy robimy po prostu razem, choć musiało upłynąć trochę czasu, żeby dotrzeć się w tej materii.
    Dawniej czułam się przytłoczona ogromem odpowiedzialności za nasze życie. W porównaniu z przeszłością, aktualne czasy są w porządku. Po prostu nie każdy mężczyzna nadaje się do wychowywania małych dzieci…

    Serdeczności Elu :)

    • Czasem mężczyźni wynieśli z domu złe wzorce. Nie znają innego życia niż to, które było udziałem ich rodziców. Człowiek, kiedy się rodzi, jest jak pusta kartka. Każdy dzień życia wypełnia tę przestrzeń. Tak jak zostanie wychowany, jako dziecko, tak będzie żył jako dorosły człowiek. Rzadko zdarza się, że dorosła osoba zrywa, ma siłę odciąć się od złych nawyków i wzorów, potrafi stworzyć własne życie od początku.
      Najczęściej ludzie idą ścieżką, którą znają od najmłodszych lat. Pomimo, że czasem jest zła, wiedzą o tym, nie potrafią z niej zrezygnować i zbudować własnej drogi.
      Pozdrawiam Ariadno:)

  15. Chyba niewiele wniosę do dyskusji, bo wychowuję juniora sama, a jego tata uczestniczy w naszym życiu niemal wyłącznie w weekendy. Nie jesteśmy więc statystyczną rodziną.

    • Pełen szacunek i ukłon w Twoją stronę Królowo Karo.
      Nie ważne jaką masz sytuację. Ważne by Twoje dziecko wiedziało, że ma dwoje rodziców, którzy bardzo je kochają i jest dla nich najważniejsze. To, że wychowujesz syna sama, nie musi oznaczać, że ma gorsze warunki niż w pełnej rodzinie. Czasem weekendowy ojciec potrafi wnieść więcej dobrego w życie swojego potomka niż ten mieszkający razem, leń i obibok (bo i tacy są).
      Pozdrawiam serdecznie Królowo Karo:)

  16. Cóż mogę dorzucić do notki i komentarzy? wszyscy mają rację. Chyba tylko to dopiszę, że sama nie doświadczyłam opieki i troski babć i dziadków, a także naszym synom to nie było dane. Marzyłam, żeby nasze wnuki miały częsty kontakt z babcią i dziadkiem. Niestety. Nie wszystkie marzenia się spełniają.
    pozdrawiam :)

    • Podobnie jak Ty, rzadki miałam kontakt z dziadkami. Właściwie znałam tylko ojca mojej mamy. Przyjeżdżał do nas z wioski niedaleko Nowego Sącza raz w roku, a kiedy podrosłam i mogłam sama podróżować jeździłam w góry w każde wakacje, a czasem nawet zimą też.
      Moje dzieci i my mieszkaliśmy z babcią (mamą męża). Często jeździliśmy też na wieś do moich rodziców. Najmłodsza córka nie pamięta mojej mamy, bo miała 4 lata, kiedy babcia zmarła. ale z dziadkiem miały wszystkie kontakt wspaniały.
      Piękne jest życie wnuków, kiedy obok w pokoju mieszka ukochana babcia. Moje dzieci, kiedy przychodziły z przedszkola, potem ze szkoły, nawet z plecakiem , nie rozbierając się biegły do babuni, żeby ją ukochać. Ona oddawała im swoją miłość po stokroć. Nigdy nie krzyczała, nigdy żadnego nie uderzyła.
      Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

  17. W mojej rodzinie tatusiowie włączają się w wychowanie dzieci i to mnie bardzo cieszy, bo to są moje wnuki zaopiekowane przez tatusiów.

    Pozdrawia Elu :)

    • Obecnie, Elu, młodzi tatusiowie z radością włączają się w życie swojej rodziny. Uważają to za swój obowiązek. Robią to bez przymusu, z przyjemnością.
      Pozdrawiam Elu:)

  18. Moje małżeństwo było więc nietypowe jak na ówczesne czasy. Żona również pracowała a córkę odwoziła do przedszkola skuterem. Popołudniami żona się uczyła ( ja już byłem po studiach), córka była ze mną lub z kimś z rodziny. Jak urodziła się druga córka, to oboje pracowaliśmy, córką zajmowała się niania a później chodziła do przedszkola. Córki wychowaliśmy dobrze, teraz cieszymy się z wnuków (trójki) i czekamy na prawnuki. Nie żałujemy tamtych decyzji. Pozdrawiam.

    • Pięknie zorganizowane było Wasze życie Romanie. Byłeś świadomym i równym partnerem dla żony. Dzięki Twoje pomocy żona mogła skończyć naukę, zapewne jest dzisiaj Tobie wdzięczna. Gratuluję córek i wnuków Romanie. Ty czekasz na na prawnuki, ja na wnuki dopiero. Mam wiele miłości dla nich więc każdy, który pojawi się na świecie będzie uwielbiany.
      Pozdrawiam Romanie serdecznie:)

      • Elu- ta miłość do wnuków jest inna, jakby głębsza bo beztroska. Cieszy babcię i dziadka każde nowe wypowiedziane słowo i każdy ruch jak np. po swojemu tańczy naśladując ruchy dorosłych;
        nigdy do tej pory nie znałam takiego uczucia jak teraz do wnuczek i wnuków. Syn już mi zwrócił uwagę, że skoro wnuczek już teraz robi z babcią co chce, to co będzie jak podrośnie? Nic nie będzie, zawsze będzie najukochańszy. Tak mi przyszło na myśl, że te oszustwa na wnuczka biorą się właśnie stąd że oszuści żerują na tej bezinteresownej miłości; pozdrawiam :)

        • Dziadkowie są od rozpieszczania wnuków, a rodzice od wychowywania swoich dzieci. Nie wyobrażam sobie, żeby któraś z babć, albo dziadek mogli uderzyć dziecko. Tyle miłości było zawsze w ich oczach. Sama nie mam jeszcze wnuków. Kiedy się pojawią oszaleję na ich punkcie i zrobią ze mną wszystko co będą chciały. Podoba mi się to co piszesz na temat swoich wnuków. Jesteś prawdziwą ukochaną babcią. Będę taka sama jak Ty…. kiedyś. Mam nadzieję, że już niedługo.
          Córki mieszkają za granicą. Starsza powiedziała, że kiedy urodzi dziecko wróci do Polski. Nie pozbawi go kontaktu na co dzień z dziadkami. Zachwyciła mnie ta decyzja. Widocznie, to że mieszkała z babcią, a drugich dziadków odwiedzaliśmy bardzo często, miało dla niej duże znaczenie.
          Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

  19. Witaj Elu! Mam dwóch synów i jestem z nich dumna, jak widzę ich w roli mężów, ojców. A co do mnie, to był czas, kiedy dużo więcej zarabiałam od męża i to on był na urlopie wychowawczym. Dyrektor nie mógł się nadziwić, że taki prawdziwy chłop, a tu masz…….. , ale on się tym w ogóle nie przejął.
    Pozdrawiam Elu. :) .

    • Tereniu, reguła jest taka, jeżeli człowiek ma szacunek do samego siebie i zna swoją wartość, nie będzie przejmował się nawet nieprzychylnymi aluzjami, bo wie, że jak nic złego nie robi, nie powinien być krytykowany. Przecież wybory należą do nas, a nie do tych którzy nas oceniają, z zasady źle. Przynajmniej taką filozofię życiową (w tym aspekcie) przyjęłam ja i dobrze mi z tym, chociaż nie zawsze cenią ją inni. Mam szacunek do Twojego męża. Robił to co było w tym momencie właściwe, nie patrząc na zdanie innych. Ty też jesteś wspaniała, bo nie zawsze nawet matki i teściowe potrafią właściwie zachować się w stosunku do rodziny syna lub córki.
      Nie mam jeszcze synowej ani zięciów. Wiem jednak, że będę z całego serca i sił ich wspierać, a nie szukać powodów do krytyki.
      Pozdrawiam serdecznie Tereso:)

    • Dziękuję Basiu za miłe słowa. To bardzo ważne dla mnie, że zaglądasz. Trochę brak mi czasu. Obowiązków nie ubyło, a pracuję, jesienią po raz pierwszy od 2009 roku. 7 lat prowadziłam sezonowo, przez 4 miesiące letnie, stragan z warzywami i owocami. W tym roku postanowiłam podjąć pracę w sklepie piekarniczo – cukierniczym. Lubię kontakt z ludźmi, rozmowy i handel. To mój żywioł. Wtedy żyję na prawdę, kiedy jestem w ruchu. Nic mnie nie boli, nie czuję zmęczenia. Darmowa terapia, za to z godziwą pensją. Mam notkę przygotowaną w głowie, wystarczy przenieść ją na bloga, co zamierzam uczynić w najbliższym czasie.
      Pozdrawiam ciepło i serdecznie:)

  20. ja byłam dzieckiem w latach 80-90tych, dlatego nie wypowiem się, jak było wcześniej. tata pracował, był głową rodziny, mama nas wychowywała. gdy przychodził urlop taty…ten czas niestety wspominam nieciekawie, tata starał się nadrobić cały rok, ale to tak nie działa, często wyjeżdżał, robił tak zwaną karierę, wszystko w domu i związanego z nami było na barkach mamy, nie wyksztacila sie miedzy nami silna wiez. w okresie dojrzewania mocno przeżyłam ten układ, zaczęłam widzieć jego drugie dno. powiem tyle, jako osoba wkraczajaca w doroslosc- zdecydowałam połączyć dwa modele, silnie pracowalam, zeby sie to udalo, zeby być dla męża i dzieci w najlepszym wydaniu i pozostać niezależną – dlatego pracuję w domu, od początku jestem aktywna zawodowo, ale nie wychodzę do pracy tak jak mój mąż. nie wyobrazam sobie innego ukladu.

    • Ciekawa przeszłość i doświadczenia, zarówno z dzieciństwa jak i obecnej sytuacji. Potwierdzasz swoim komentarzem zasadę, że dawniej ojcowie mało spędzali czasu z dziećmi. Moje doświadczenia z dzieciństwa, też są związane z brakiem taty w moim życiu. Owszem był w rodzinie, ale jako rolnik, nie miał zupełnie czasu, by z nami go spędzać. Zawsze był zajęty, albo tak zmęczony, że po kolacji szedł spać. Pamiętam jak bardzo pragnęliśmy chociaż porozmawiać z moim ojcem. Rzadko się to udawało. Nie czuję żalu do ojca, że nie było go w moim życiu. Rozumiem sytuację.
      Pozdrawiam Doroto:)

  21. Wiesz Elu? Kilkakrotnie próbowałam napisać komentarz do tej notki . Wszystko co mówisz o naszych następczyniach i następcach, jest prawdą. Ale że prawda to nie monolit, rezygnowałam z wpisu u Ciebie, zniesmaczona własnym zbyt osobistym tonem. Ponownie czuję, że nie uda się go uniknąć. Wychowałam się wśród prawie samych kobiet i to bardzo silnych. Natomiast „wżeniłam” się do klasycznie patriarchalnej rodziny, w której mocnych mężczyzn jej jak jaj od medalowej kury. Tym samym też muszę być silna … bardziej. By jednak zbyt się nie odsłaniać, przypomnę mój „szmaciany” post, który też coś o tym mówi. Czyli ogólnie: kobiety współczesne (bo przecież nasze roczniki jak najbardziej ciągle tu), możemy dużo, bardzo dużo z siebie dawać, ale jeśli wciąż to tylko nasze dawanie, wówczas możemy zarządzić STOP. Sprawdziłam: nasi ukochani robią się potulni, zaczynają współpracować… przez jakiś czas. Ale potem znów coś robimy z ich amnezją. Cały czas z miłości do nich.

    • Twoje komentarze są bezcenne. Tyle w nich mądrości i osobistych przemyśleń. Trudno jest pisać o własnym życiu, obnażać siebie i dzielić się sobą z innymi. Jednak trudno jest cokolwiek powiedzieć nie wplatając w słowa własnej osoby, swoich przeżyć i doświadczeń. W swoich tekstach staram się poruszać problem, temat, nie pisząc jednocześnie o sobie. Ale całkowicie nie da się wykluczyć i pominąć w omawianej kwestii, własnych odczuć i wniosków. Zawsze część tekstu, między wierszami, opowiada o autorze. Inaczej się nie da, chyba, że zajmujemy się fantastyką, a nie rzeczywistością.
      Różne są powody braku ojca w codziennym życiu dzieci. Jedni nie mają czasu (tak jak mój tato rolnik), inni nie mają daru do ojcostwa i uważają, że piecza nad potomstwem, to zadanie wyłącznie dla matki przeznaczone. inni są niebieskimi ptakami i nie robią nic, nawet nie pracują. Ale są też ojcowie stojący na wysokości zadania. Każdą wolną chwilę oddają dziecku i sprawia im wielką przyjemność i satysfakcję opieka nad synem czy córką. Dumnie kroczą z wózkiem, potem uczą swoje dziecko poruszania się po świecie, mądrości, ostrożności i uczciwości. Każda rodzina ma własne doświadczenia w tym zakresie. Przykre i tragiczne dla dzieci jest życie kiedy obydwoje rodzice nie nadają się do posiadania dzieci i oddają je pod opiekę dziadków, albo państwa.
      Pozdrawiam serdecznie Nadwodna:)

  22. Niestety w moim małżeństwie zawsze to ja musiałam być i matką i ojcem. O wiele łatwiej ” szło ” mi z córką. A jak wychowałam synów to się okaże w momencie, gdy będą mieli żony. Mam nadzieję, że się doczekam. Tatuś oczywiście był obecny w ich życiu, ale raczej tak na krótkie chwile. Dopiero teraz dociera do niego, że życie rodzinne przeciekło mu przez palce. Może dla wnuków będzie miał więcej czasu. Pozdrawiam i życzę wyrozumiałych klientów :)

    • Podobnie było u mnie. Mąż pracował na całą rodzinę przez 6 lat. Byłam wtedy z dziećmi w domu. Tak poważnie wziął sobie do serca zadanie utrzymania rodziny i obowiązek mojej opieki nad dziećmi, że trudno było mu w dni wolne się nimi zająć. Nigdy tego nie zrozumiem. Przecież uczestniczenie w rozwoju własnego potomstwa, obserwowanie jak radzą sobie dzieci od najmłodszych lat, jest przyjemnością jakiej nie można zaznać w żadnym innym działaniu. W późniejszym wieku niektórzy z tatusiów żałują tego, ale jest już za późno. Brak więzi, która przecież rodzi się od pierwszych dni życia dziecka, najbardziej uwidacznia się w dorosłym życiu dzieci.
      Pozdrawiam Konstancjo serdecznie:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.