REMONT CZ. II. ARTYSTA PRZEJĄŁ PRACE PO PARTACZACH, MOJE TROSKI TEŻ

Kiedy zobaczyłam i usłyszałam Artystę pierwszy raz, pomyślałam: to człowiek którego potrzebuję teraz najbardziej. Konkretny, rzeczowy, spokojny, wyważony, nic nie stanowiło dla niego problemu, na drobiazgach się nie skupiał. Natychmiast ocenił sytuację. Mieszkanie rozgrzebane, ekipa zwolniona, a położone w łazience płytki (indygo) falują na ścianie jak woda w morzu. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że definitywne zakończenie współpracy z poprzednią ekipą było najlepszą decyzją jaką podjęłam w związku z remontem. Wierzcie mi zrobiłam to stanowczo zbyt późno. Przez swoje miękkie serce i skrupuły, naraziłam się na niepotrzebne koszty i wydłużenie czasu remontu o około półtora miesiąca. Warto czasem posłuchać młodszych, trzeźwym okiem patrzących bliskich, którzy już na samym początku sugerowali rezygnację z usług niesolidnej ekipy. Uważałam, że są do malarzy uprzedzeni bez powodu i brnęłam w kłopoty ślepo, jak ćma w ogień. Na szczęście w porę się ocknęłam.

Artysta przyjechał, z całym wyposażeniem, dzień przed Bożym Ciałem. W mig, bez ceregieli, uzgodniliśmy zakres prac (bez pomiarów i szczegółów), kwotę za ich wykonanie, inne drobne sprawy zostały spisane na kartce i na tym koniec. Wykonawca zlecenia nie miał problemu z akceptacją  wymagań jakie przed nim postawiłam. Zamierzał wykonać wszystko sam, poza podłączeniem kuchenki gazowej. Pomyślałam: Losie jesteś łaskawy dla mnie. Potrzebuję teraz najbardziej zrzucić z siebie problemy związane z remontem na kogoś kto niepodzielnie je udźwignie. Zaczęłam pracę na ryneczku i to działanie absorbowało mnie całkowicie od rana do wieczora. Nie miałam siły w tej sytuacji kierować pracami nieudolnej poprzedniej ekipy, której każdego dnia wytykałam palcem niedociągnięcia. Nie teraz, nie w tej chwili, nie mam siły, nie mogę spać. Dzień przyjazdu Artysty zmienił sytuację diametralnie.

W Boże Ciało Artysta zaczął naprawiać, to co zostało zepsute. Uzgodniliśmy, że płytki położone na ścianie w kuchni zostawimy, mimo niedoróbek. Natomiast  osiem metrów płytek w łazience trzeba zdjąć. Artysta miał nadzieję, że uda się je odzyskać dzięki urządzeniu, które poznał w Norwegii. Jego praca polegała na przytykaniu gorącej ssawki do płytki, a ta rozpuszczała klej, pozwalając zdjąć nieuszkodzoną glazurę położoną wcześniej. Niestety pracownicy żadnej wypożyczalni sprzętu budowlanego, w moim dużym mieście, nie posiadali, a nawet nie znali takiej maszyny. Proponowali tradycyjny młotek i majzel (skuwanie ręczne) albo za pomocą młota mechanicznego czyszczenie ściany. W obu przypadkach płytki oczywiście będą zniszczone. W jeden dzień Artysta uporał się z moimi płytkami, tłukąc je z całej siły, a kolejne kartony zapełniały się gruzem. Mieszkańcy kamienicy poszli do kościoła, a mój pracowity chłopak robił hałas na całą ulicę. Pracował z wielkim entuzjazmem do późnych godzin wieczornych.

Wezwałam szefa pierwszej ekipy, pokazałam gołą ścianę i kartony zniszczonych płytek. Domagałam się zwrotu pieniędzy za osiem metrów glazury. Pokrył koszty bez oporów. Pożegnaliśmy się bez złości. Mimo wszystko żal mi go było. Poprosiłam by nigdy więcej nie brali się za prace, których nie są w stanie wykonać dobrze. Narażają siebie na straty, a inwestora na stress, dodatkowe koszty związane z remontem i wydłużenie czasu jego trwania. Tłumaczył się kłopotami natury osobistej, nieudolnie usprawiedliwiał przykrą sytuację, która zaistniała między nami. Myślę, że w głębi serca szczęśliwy był, że zdjęłam z niego obowiązek kontynuowania remontu, którego nie był w stanie wraz z pracownikiem dokończyć. Problemy, które mnożyły się każdego dnia przerosły jego wiedzę i umiejętności. Nie miał odwagi przyznać się do braku doświadczenia w tej materii. Może obawiał się, że nie znajdę nikogo, kto poprowadzi dalej rozgrzebane przez nich prace? Widziałam, że poczuł ulgę, zostawiając moje mieszkanie innemu fachowcowi. Pewnie spodziewał się również porażki jego. Zdziwiłby się gdyby zobaczył dzieło końcowe Artysty.

Oczywistym jest, że w remoncie mieszkania uczestniczyłam nie tylko ja, również moja rodzina. Rzadko opisuję jej członków, mało piszę o mężu i dzieciach. Szanuję decyzję o ograniczeniu do minimum zamieszczania informacji na ich temat. Piszę wyłącznie o sobie. Również nie sfotografowałam kolejnych etapów prac. Moje rodzina i dom nie są przeznaczone do udostępniania w internecie, za co przepraszam Gości bloga.

Kolejna część tekstu na temat remontu ukaże się wkrótce. Zapraszam.

39 Komentarze

  1. Należało sprawdzić ekipę, a najlepiej wziąć polecaną i sprawdzoną. Wyobrażam sobie, ile to partactwo kosztowało Cię zdrowia. Ważne, że teraz już będziesz szczęśliwa i zadowolona. Myślę, że remont już zakończony, więc można spokojnie odetchnąć.
    Serdecznie pozdrawiam zapracowaną.

    • Ekipa była sprawdzona i to w moim mieszkaniu dwa lata temu. Tylko, że prawie idealnie (według Artysty i tu wykazali się brakoróbstwem), według mnie laika wykonali prace malarsko-szpachlowe (gipsowe). Znałam ich i dlatego uwierzyłam, że deklarując swoje kompetencje w zakresie wykładania ścian i posadzek płytkami, zrobią to dobrze. Od dwóch lat szukałam wśród znanych nam fachowców, kogoś kto podjąłby się prac w starej kamienicy. Jeden zwodził mnie dwa sezony i w końcu definitywnie odmówił. Właściciel firmy budowlanej, bliski krewny, nawet nie zareagował na moją propozycję pracy, złożoną za pośrednictwem jego rodziców. Mało kto chce wykonywać prace w małych mieszkaniach. Tu trzeba wykazać się wiedzą, umiejętnościami, cierpliwością, a zarobione pieniądze nie są zbyt duże. Więc dobrzy fachowcy, którzy mają nadmiar zleceń, unikają takich prac. Z braku zainteresowania zleceniem innych ekip, wzięłam malarzy, którzy gwarantowali, że płytki też potrafią położyć. Niestety nie potrafili. Stracili oni i ja też.
      Droga Ultro, od początku maja do pierwszych dni września schudłam około 9 kilogramów. Od 2 tygodni mieszkamy już u siebie. W następnym odcinku napiszę więcej.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  2. Biedna Elu! Miałaś Ty spraw i kłopotów! Czuję ogromną ulgę, że wszystko skończyło się dobrze. Bo na pewno dobrze? Dowiem się w kolejnym odcinku. Rozumiem Twoją dobrą wiarę i zaufanie w związku z poprzednią ekipą. Sama też tak mam, więc i u mnie przy niedawnych robotach w domu ja chwaliłam: – Och i ach, jak pięknie! – Nawet na piwko raz i dwa ode mnie wyciągnęli! Za to mąż kiedy przyjeżdżał, palcem im wytykał: – To i to do poprawki. – Całe szczęście, że nie wspomniałam mu o tym piwku, bo pewnie by potrącił z ostatecznego rachunku. Takie jesteśmy i jak Ty, chcemy uszanować pracę ludzi. A oni dość często wykorzystują nasze zaufanie, czego koszty ponosimy my. Ale umiałabyś być inspektorem nadzoru prac? Ja chyba nie. Pozdrawwiam serdecznie

    • Rozumiesz mnie Droga. Zarezerwowałam termin prac ekipie (być może mieliby w tym czasie inne zlecenia), więc nie chciałam żeby zostali bez pracy. Nie miałam zbyt dużego wyboru w fachowcach. Ci, których znaliśmy (remontowali mieszkanie syna), inni polecani przez znajomych odmawiali. Tylko ekipa, o której opowiadam, zareagowała pozytywnie na zlecenie i podjęła się jego wykonania. Cóż przeliczyli się z wyzwaniem, swoimi umiejętnościami i trudnościami jakie pojawiały się każdego dnia.
      Podam tylko przykład posadzki w łazience. W latach siedemdziesiątych wylewano posadzkę w łazience. Partacko i nierówno zrobiła to ekipa z administracji. Poprzedni fachowiec, który kładł na niej terakotę, nie przejmował się i zrobił tak jak mu powierzchnia pozwalała, czyli nierówno. Moja ekipa partaczy, zaproponowała, żeby pozornie wyrównać powierzchnię trzeba płytki na ścianie położyć pod skosem. Mówię, wyrównajcie posadzkę, będzie najprościej. Nie da się, bo tylko młot pneumatyczny by temu dał radę, dostałam odpowiedź. Artysta w ciągu 2 godzin zlikwidował problem i podłogę wyrównał. Wiele było takich absurdalnych sytuacji, o których napiszę w cz. III.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  3. Z mojego doświadczenia sądowego – bo remontów nie zlecam, wykonuję sam – wynika, że z firmami/fachowcami trzeba zawrzeć umowę w której określimy poszczególne etapy prac (daty zakończenia, koszty, jakość). Wszelkie wypłaty należy odnosić bezpośrednio do danego etapu. To znacznie ułatwia t.zw. nadzór, rozeznanie się w umiejętnościach wykonawców, i umożliwia rozwiązanie umowy, przy względnie niskich kosztach, i w sposób bezstresowy.
    Pozdrawiam, i życzę wytrwałości.

    • Wiem Andrzeju, tak trzeba, umowa, co do zakresu prac i wynagrodzenia. Tak trzeba robić zawsze i nie patrzeć na poprzednie doświadczenia. Moja ekipa podczas pierwszego etapu remontu, przed dwoma laty, sprawdziła się. Wykonała prace w miarę solidnie, w terminie i za pieniądze uzgodnione wcześniej. Byłam zadowolona ja i oni. Nie było też nieporozumień w trakcie realizacji zlecenia. Tym razem definitywnie oszukali mnie. Podjęli się prac, na których się nie znali. Finał musiał być tylko jeden, bo wiedzieli, że oczekuję perfekcyjnego wykonania prac, czyli moja rezygnacja z ich usługi, w chwili kiedy odkryję, że improwizują.
      Mój mąż też ł sam remontować nasze mieszkanie. Niestety płytek nie potrafiłby położyć dobrze. Osobiście wychodzę z założenia, że każdy powinien robić to na czym się zna i potrafi zrobić to dobrze. Mój mąż jest perfekcyjnym kierowcą i swoją pracą powinien zarobić na opłacenie idealnego płytkarza. To ma sens, nie uważasz Andrzeju?
      Pozdrawiam Andrzeju serdecznie:)

      • Oczywiście, że masz rację! Ja jednak mam tę wadę, że – ku rozpaczy mojej żony! – lubię majsterkować. Na szczęście poniżej dolnej granicy (czyli zrywanie, tynkowanie, itp. prace pomocnicze) jaką było właśnie „kafelkowanie” nie posuwam się. To naprawdę nie jest żadna sztuka, wystarczy trochę cierpliwości, i uwagi. Problem w tym, że ja to robiłem x razy dłużej niż średniej klasy fachowiec, podczas urlopów i wolnych dni.
        Serdecznie pozdrawiam

    • Mieli tyle przyzwoitości, która nakazała im pokryć koszt zniszczonych płytek. Wiedzieli, że nieuzasadnione koszty, na które mnie narazili i tak wyjdą na wierzch, kiedy ich następca przeanalizuje dotychczasowe prace i pieniądze wydane na ich realizację. Jednym z niepotrzebnie poniesionych wydatków był zakup, na nieugięte żądanie partaczy, siedemnastu worków betonu do wylania posadzki. Ponieważ nie była to nawierzchnia tylko wypełniacz, można było zastosować najtańszy po ok. 6 złotych. Fachowcy upierali się, że tylko dobry, drogi (około 50 złotych za worek 25 kilogramów) jest tu niezbędny. Ich teorię podważył oczywiście Artysta. Takich sytuacji w czasie trzech tygodni ich prac było kilka.
      Pozdrawiam Jotko serdecznie:)

    • Dobrze Mario odczytałaś dotychczasowe informacje na temat remontu. Nie będę zdradzać szczegółów i zakończenia, bo dalsze części relacji nie byłby dla moich Czytelników ciekawe. Szczegółowo opiszę dalsze poczynania Artysty w kolejnych odsłonach.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  4. Mój mąż, jako młody, ambitny mężczyzna, próbował swoich sił w odnawianiu mieszkania. Kiedyś pojechałam z dzieckiem na wieś do moich rodziców, a on miał zmienić tapetę w pokoju. Kiedy wróciłam, zobaczyłam nieporadne wyczyny mojego męża i mizerny efekt jego wysiłku. Jedno co poczułam wtedy, to chęć rozpłakania się. Nie chciałam robić mu przykrości, bo wiedziałam ile włożył w to serca i pracy. Kiedy pomyślałam, że przez kilka lat muszę patrzeć na tę bylejakość, nie potrafiłam powiedzieć nic miłego. Dlatego nie pozwalam mężowi robić remontu, bo wiem że jedynie fachowy, doskonale przygotowany, z praktyką wieloletnią osoba może zrobić to idealnie. Nie wiem dlaczego ale zawsze wpada mi w oko to co jest byle jakie, drażni mnie patrzenie na detale, które są niedopracowane. Zawsze mówię mężowi: zarób pieniądze wożąc klientów na usługę i opłacenie fachowca. W Finlandii, a konkretnie w Helsinkach jest pełno firm prasujących odzież. Pytałam córki, czy mają one tyle zleceń by utrzymać się z prasowania. Oczywiście, że tak. Mało kto prasuje w domu, robią to specjaliści. Tak właśnie wyobrażam sobie funkcjonowanie Polaków za kilka, może kilkanaście lat. Każdy robi to co potrafi najlepiej, w ten sposób zarabia na opłacenie prac, które inni wykonają za nas, bo zrobią to lepiej. Dzisiaj rolnik buduje dom, kierowca kładzie płytki, a lekarz pielęgnuje swój przydomowy ogród. To się zmieni za kilka lat, zapewniam Cię Andrzeju.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    • Nie musisz mnie zapewniać, bo świat się zmienia tak szybko, że rezygnacja z konsumpcjonizmu i nadprodukcji jest nieuchronna, a wtedy jedynym rozwiązaniem będzie właśnie odtworzenie sieci usług. Już teraz powracają serwisy naprawcze.
      Czy nie jesteś zbyt surowa i krytyczna wobec męża? Przecież czasami bardziej liczą się chęci niż wynik. Też tapetowaliśmy mieszkanie, ale dzielnie pomagała mi żona, nawet uparła się położyć kilka warstw. W efekcie po wyschnięciu zrobiły się malutkie odstępy. Teraz po kilku latach, gdy patrzymy na tę fuszerkę to przypominają się nam te chwile, gdy razem kłóciliśmy się w trakcie tapetowania, i jest wesoło.

      • Wiesz Andrzeju, czego najbardziej nie lubię? Być niezadowoloną już w momencie, kiedy coś kupię nowego, zmieniam w domu meble, kolory ścian, remontuję. W chwili kiedy się decyduję na zakup, czegoś co ma mi służyć przez wiele lat, na przykład płytek, kiedy je kupuję nie patrzę na nic (np. cena) tylko na to żeby cieszyły mnie jak najdłużej. Podobnie jeżeli chodzi o wykonanie. Na nowo położoną tapetę, glazurę będę zmuszona patrzeć przez wiele lat, więc musi spełniać wymaganie najwyższego poziomu. Te zasady nie dotyczą drobiazgów, które mogą być przeznaczone do wymiany lub wyrzucenia nawet w chwili zakupu. Takie mam zasady i nic na to nie poradzę.
        Fajne są sytuacje, które pomimo niedoskonałości przypominają nam chwile szczęśliwe z przeszłości. Mam tu na myśli Twoje własnoręcznie wytapetowane ściany. Trzeba mieć dystans do wielu rzeczy. Dzięki temu życie staje się milsze i prostsze.
        Pozdrawiam Andrzeju serdecznie:)

        • Te moje tapety wcale nie wyglądają tak źle, fachowcy zresztą stwierdzili, że oni nie mają czasu na taką dokładną robotę, bo by na „chleb nie zarobili”. Na części położonej przez żonę dopiero z bliska widać cienkie jak nitka odstępy pomiędzy płatami. I to jest ta miła pamiątka naszej współpracy.

          • Między wierszami komentarza można wyczytać, że wspólne dzieło, Twoje i Żony jest dla Ciebie bardzo ważne. Można domyślić się również, że umiecie czerpać radość z bycia razem, a to wielka sztuka. Większość ludzi (po wielu latach przeżytych razem) działa na siebie jak przysłowiowa ,,płachta na byka”. Na rynku mam okazję obserwować różne małżeństwa. Źle się czuję, będąc mimowolnym świadkiem ranienia się ludzi, nawet w obecności osób trzecich. Tyle ciepła i miłości zawierają Twoje słowa.
            Pozdrawiam Andrzeju:)

  5. W swoim życiu dane mi było przetrwać wiele remontów; tak przez fachowców jak i własnego męża. Za każdym razem są nerwy, dlatego boję się wszelkich prac domowych, jak ognia. Trafić na dobrego i słownego fachowca, to chyba łatwiej wygrać w totka. Małżonek wiele prac potrafi wykonać sam [zanim się nauczył, to było wiele fuszerek i niedoróbek - nauka kosztuje], ale czasami wolałabym nająć dobrego fachowca. Niestety, do fachowców mamy pecha. Miałaś szczęście, że trafiłaś na Artystę. Czekam na dalszy ciąg „remontu”.
    pozdrawiam serdecznie

    • Artysta uratował skomplikowaną i patową sytuację. Nie był osobą przypadkową. Córka poleciła jego usługi, zorganizowała wstępną rozmowę telefoniczną, znała tego człowieka z działań na polu artystycznym. Nikt nie był mi bardziej potrzebny w tym czasie jak fachowiec, który samodzielnie dokończy rozgrzebane mieszkanie. Chociaż, jako jednoosobowa ekipa i pedantyczny człowiek, nie rokował nadziei na szybki nasz powrót do nowego mieszkania, zgodziłam się by podjął prace, bo nie miałam innego wyjścia. Cieszyło mnie i uspokoiło też to, że Artysta nie był człowiekiem skomplikowanym, nie robił problemów z niczego, znał rozwiązanie każdej ewentualnej przeszkody, która mogła się pojawić w czasie prac. To mi odpowiadało najbardziej. W czasie jego prac, czasem cały tydzień nie wchodziłam na teren opanowany przez Artystę, mimo, że przechodziłam obok kilka razy dziennie. Podczas obiadu, czasem mimo woli zapytałam jak posuwają się prace? To była komfortowa sytuacja dla całej mojej rodziny.
      Nie chcę żeby mąż robił remont w naszym mieszkaniu. Nie jest z typu ludzi zwanych ,,złota rączka”. Chociaż potrafi zrobic wiele, ale z racji braku wprawy i praktyki, prace pozostawiają wiele do życzenia. Powtarzam to co napisałam w odpowiedzi do komentarza Andrzeja: ,,niech każdy robi to co potrafi najlepiej”. Zarabia w swoim zawodzie na opłacenie fachowców, którzy wyremontują mu mieszkanie, naprawią auto. Wtedy każdy będzie zadowolony.
      Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

    • Mieszkam Ariadno, dawno już mieszkam (od 10.09). Piszę i zamieszczam na blogu, można powiedzieć – wspomnienia związane z czteromiesięcznym remontem, w pomieszczeniach o powierzchni 20m2. Prawda, że dużo było do zrobienia, bo skucie starych płytek, tynków, wyrównanie posadzek, położenie gresu na podłodze w łazience, korytarzu i kuchni, a także płytek ściennych w kuchni i łazience. Od początku wszystko szło nie tak. Kłopoty skończyły się definitywnie, kiedy mieszkanie dostało się w gestię Artysty.
      Pozdrawiam serdecznie Ariadno:)

      • Przypomniało mi się, jak mój małżonek remontował naszą łazienkę. Skucie starych płytek, tynków, wyrównanie posadzek, położenie gresu na podłodze w łazience, a także płytek ściennych. Trwało to trochę gdyż trzeba było też wymienić rury wodno-kanalizacyjne; wymiana wanny, dodanie kabiny prysznicowej, zmiana miejsca umywalki i muszli.
        Kiedy już wszytko zostało wykonane i umeblowane pozostało tylko zawieszenie lustra. Prosiłam aby z tym zaczekał na mnie, ale on chciał mi zrobić niespodziankę i sam lustro zawiesił – krzywo. Cały efekt diabli wzięli. Aż się kłóciliśmy się o to. Przy poprawce stuknął niechcący w lustro i…pękło.
        Taaak> mój małżonek wiele remontów musiał przeprowadzić sam; domu, mieszkań naszych i cudzych, dlatego i wprawy nabrał. O dziwo – jeszcze mu to nie zbrzydło, a ja już mam dość. Ty na pewno też odetchnęłaś z ulgą. Powiadasz 20 m2 ? :) chach to niewiele :)
        pozdrawiam Elu !-

        • Są ludzie, którym został dany dar. Zrobią wszystko i dobrze to wygląda. Zapewne do takich ludzi należy Twój mąż. Wszystko co zrobi prezentuje się dobrze. Warto więc poświęcić wolny czas, by doprowadzić mieszkanie do porządku i zaoszczędzić pieniądze.Mój mąż też ma dobre chęci ale zdolności manualne niestety nie. Więc wolę zapłacić i cieszyć się efektami pracy fachowców przez wiele lat.

          Całe mieszkanie mam dużo większe. Dwa lata temu remontowaliśmy pokoje. Likwidacja tapet, gipsowanie ścian, malowanie. W tym roku dalszy etap prac skupiony był tylko na łazience, kuchni i korytarzu. Niby 20 m2 powierzchni, to niewiele. Pracy jednak było bardzo dużo. Oprócz instalacji wodnej i grzewczej, wszystko wymagało zmiany. Płytki na ścianach i na podłodze w łazience kładliśmy w latach siedemdziesiątych. Były już brzydkie i położone amatorsko. Ściany nierówne, posadzki też, a tynki przy każdym dotyku groziły odpadnięciem od ściany. Sama widzisz Aisab, że było co robić.
          Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

          • Dodam jeszcze Aisab, podobne zdarzenie z lustrem z odziałem mojego męża. Kiedy w 2000 roku syn dostał mieszkanie, maż dużo prac wykonał sam z jego pomocą. wszystko już było gotowe, wystarczyło tylko powiesić lustro w korytarzu, duże, ozdobne. Mąż położył je na dywanie i upominał nas, żeby uważać, bo drogie, a zbicie lustra oznacza 7 lat nieszczęść. Niestety sam na nie nadepnął i trzeba było kupić nowe.
            Pozdrawiam:)

  6. Fachowcy bywają amatorami w danych fachu, więc zatrudnianie ich zawsze jest ryzykiem. Dlatego jeśli coś potrafię robię sama (moja druga połowa nie posiada talentów „robociarskich”), lub szukam osób, które może ktoś polecić. Ale i w tym przypadku warto dać odczuć, że nieprzerwanie trzyma się nad wszystkim pieczę.

    Co do ograniczeń w udostępnianiu informacji o bliskich oraz miejscu zamieszkania, naprawdę nie masz za co przepraszać Elżbieto. Im mniej Internet wie o naszym życiu prywatnym, tym lepiej dla nas.
    Pozdrawiam słonecznie :)

    • Rozumiesz mnie Pani L. doskonale, jest to dla mnie ważne. Piszę wyłącznie o poczynaniach własnych, czasem na przykładzie działań, czy życia rodziny omawiam problemy ogólne ludzi i tylko tyle. Staram się szanować decyzje bliskich, bo mają do tego prawo, by nie opisywać ich życia. Oczywiście, kłopoty z remontem dotyczyły całej rodziny i każdy na swój sposób je przeżywał. To nas wzmocniło i zjednoczyło jak rzadko które wspólne działania.
      Efekt prac Artysty jest imponujący. Potraktował moje mieszkanie jak dzieło sztuki, każdy detal jest ,,dopieszczony” maksymalnie. Mieszkam już prawie miesiąc, a nie mam się do czego doczepić, chociażbym szukała na siłę.
      Sama manualnie jestem kiepska. Jedyne co potrafię zrobić dobrze, dokładnie, to haftować. Robiłam to zarobkowo, kiedy byłam 6 lat w domu na urlopach wychowawczych. Remonty w domu, to nie moja bajka. Bardziej jestem zdolna intelektualnie niż manualnie.
      Pozdrawiam serdecznie Pani L.:)

    • Warto podzielić się Romanie doświadczeniem w sprawach, które kiedyś mogą być udziałem każdego z nas. Może komuś mało zdecydowanemu, mój tekst, pomoże w podjęciu właściwej decyzji. Sama zbyt długo zwlekałam z odprawieniem ekipy partaczy, przez co straciłam dużo czasu i pieniędzy na materiały. Nie warto być litościwym, żalić się nad ludźmi, którzy od początku nie byli szczerzy i uczciwi wobec mnie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

    • Oddali pieniądze tylko za 8 m2 płytek, które artysta musiał zniszczyć, zrywając je z ściany. Nie miałam sumienia wołać więcej, bo pracowali 3 tygodnie. Nie chciałam żeby zostali bez środków do życia. Podobnie jak wszyscy, mają koszty związane z prowadzeniem firmy, do tego żony też chcą od nich pieniądze na prowadzenie domu. Pożegnaliśmy się w zgodzie, bez krzyku i pretensji i niech tak zostanie. Wolę mieć dobre relacje z każdym człowiekiem, nawet z tym który naraził mnie na stres i nieprzespane noce.
      Pozdrawiam Tereso serdecznie:)

      • Tak Elu -dobre relacje z ludźmi są ważne. Zaś czas, stres, kurz i nerwy, nie da się wycenić. Ci partacze także ponieśli jakieś koszty, wprawdzie własnej nieodpowiedzialności i głupoty ale…może to ich nauczy czegoś?
        My mamy pecha do firm wykonujących u nas remonty, dlatego wolę, jak to robi małżonek.
        pozdrawiam serdecznie :)

        • Mąż również chciałby robić wiele rzeczy, w naszym mieszkaniu, sam. Niestety nie do wszystkiego ma odpowiednie zdolności. Żeby remont cieszył, musi być wykonany perfekcyjnie. Coś co ma nam służyć przez wiele lat, na co będziemy patrzeć każdego dnia, nie może być byle jakie. Taką zasadę wyznaję ja.
          Pozdrawiam serdecznie:)

  7. Ja maluję sam. Drobne naprawy też należą do mnie. Żona, jako zleceniodawca mówi o mnie Artysta, czyli tak samo jak Ty Elżbieto. Może Elżbiety już tak mają?

    • Pewnie jest tak jak piszesz Tatulu. Zrozumiałam (myślę właściwie?), że Twoja żona jest moją imienniczką. Artysta miło mi, że nim jesteś Tatulu. Artyści, to zdolni i wrażliwi ludzie. Mój fachowiec jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych, więc nie bez powodu Go tak nazwałam. Jego zawód wyuczony, to artysta malarz. Niestety z tej działalności nie może się utrzymać. Nie chce tworzyć komercyjnie, jest artystą niezależnym. Dlatego pracuje jako jednoosobowa ekipa, remontując kompleksowo mieszkania.
      Pozdrawiam serdecznie Tatulu:)

  8. Witaj Elżbieto,
    Remont to jeden z trudnych momentów, ciężko jest a jak jeszcze fachowiec nie jest godny miana fachowca i nie powie wprost, że na tym się nie zna i nie umie….to każdy by się zdenerwował. Poznać dobrą ekipę fachowców jest trudno bo każdy mówi, że ma doświadczenie a potem wychodzi jak w Twoim ciekawym tekście
    pozdrawiam Elżbietę i trzymaj się mimo stresu
    dobrycoach.bloog.pl

    • Jest dobrze. Remont zakończył się pełnym sukcesem mimo kłopotów jakie przyniósł na początku. Warto było pocierpieć, bo zadowolona jestem, z efektu końcowego, całkowicie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

    • Znałam tych ludzi Królowa Karo. Wspominałam już, że gipsowali i malowali u mnie ściany dwa lata temu. Wtedy prace wykonali bardzo dobrze.
      Wierz mi jest pięknie i perfekcyjnie wykonany każdy detal. Przykro mi nie pokazuję w internecie mojej rodziny i miejsca, w którym mieszkam.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  9. Biednaś Ty. Ale ta pierwsza ekipa też biedna. Mierzyli siły na zamiary. Co prawda cudzym kosztem. Ale jakoś tak o nich dobrotliwie napisałaś, że ich polubiłam.

    • Biedna byłam między od 4 do 25 maja. wtedy działała pierwsza ekipa i każdego dnia byłam załamana ich wiedzą i umiejętnościami w zakresie remontu kuchni, łazienki i korytarza. Pewności i spokoju nabrałam z chwila pojawienia się w moim domu artysty. Prawda. że pierwszy miesiąc niszczył to, co zrobiła źle poprzednia firma. Ale……………kiedy zaczął kłaść płytki prace posuwały się w dobrym tempie, a efekt jego działań przeszedł moje oczekiwania. Minął już miesiąc od kiedy wróciłam do swojego mieszkania, a ciągle zachwycam się perfekcją i gustem artysty, bo przecież to on aranżował całość. Jestem szczęśliwa.
      Pierwsza ekipa. No cóż straciłam ja i oni. Pracowali 3 tygodnie ciężko, a zarobili niewiele. Straciłam dużo zdrowia patrząc na ich nieudolne poczynania. 2 lata temu robili remont w moich pokojach, gładzili ściany gipsem i malowali je. Prace wykonali dobrze. Mimo wszystko też ich lubię.
      Pozdrawiam Ewo:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.