REMONT CZ.I. TRWA CZWARTY MIESIĄC MOJEJ BEZDOMNOŚCI. NIE MOGĘ WRÓCIĆ DO DOMU JAK ODYS DO ITAKI

Uspokajam czym prędzej. Nie straciłam domu, nie opuściłam też męża. Remontujemy nasze mieszkanie, a końca jakby wcale nie widać. Zacznę od początku. Stali Goście zapewne pamiętają, że dwa lata temu zaczęliśmy doprowadzać nasze mieszkanie do stanu, który dałby nam radość z mieszkania w nim. Nasze? Nie wiem czy tak mogę je nazwać? Jest to prywatna kamienica, której właściciele wynajmują lokale najemcom. Właśnie na takich warunkach zajmujemy z mężem dwa pokoje, kuchnię, łazienkę i korytarz. W pierwszym etapie zlikwidowaliśmy tapety definitywnie. Wygładzone, prawie jak lustro, ściany podobają się nie tylko nam. Prace trwały półtora miesiąca, co wydawało się wiecznością. Nic jednak nie przebije tegorocznego maratonu.

Remont łazienki, kuchni i korytarza miała przeprowadzić dwuosobowa ekipa, ta sama która wyśmienicie sprawdziła się przy pracach malarskich. Uwierzyłam w zapewnienia o umiejętnościach z dziedziny kładzenia płytek i zatrudniłam ich, biorąc pod uwagę perfekcję poprzedniego wykonania. Problemy zaczęły się zaraz pierwszego dnia. Panowie rzucili z rękawa wygórowaną kwotę za wykonanie prac, która była nie do przyjęcia przeze mnie, w żadnym wypadku. W pierwszym momencie zagrozili, że zostawią mnie z rozgrzebanymi pracami (przypuszczali, że to zmusi mnie do spuszczenia z tonu i przystanę na ich warunki). Poprosiłam o kosztorys, który zawierał wszystkie czynności, zgodnie z obowiązującym cennikiem. Dostałam go zaraz na następny dzień, o dziwo opiewał na kwotę  o 2 tysiące niższą niż pierwotna. Zgoda, można zacząć prace.

Kucie tynków, likwidacja poprzednich płytek, wylanie posadzki w korytarzu, wyrównanie betonowych powierzchni w pozostałych pomieszczeniach. Dotąd prace szły sprawnie. Nie miałam szczególnych zastrzeżeń.  Problem pojawił się kiedy zostały położone płytki na ścianie w kuchni. Dużo złego można było powiedzieć o umiejętnościach fachowców i dokładności w wykonaniu. Wszyscy widzieli partactwo tylko nie ja. Pozwoliłam, czego bardzo żałuję, pracować dalej ekipie, która nie miała przygotowania do wykonania powierzonego zadania. Dzisiaj wiem, że panowie uczyli się kłaść płytki w moim mieszkaniu. Mam wrażenie, że nigdy wcześniej podobnych zleceń nie wykonywali.  Przyszedł dzień rozpoczęcia prac w łazience. Płytki indygo piękne w kartonach, na źle wyłożonej ścianie straciły cały swój urok. Ściana pływała jak fale na niespokojnym jeziorze.

W poniedziałek ekipa przyszła do pracy w wyśmienitych humorach. Już na podwórku zauważyli, że ja niestety nie podzielam ich radości. Pół godziny prowadziłam monolog, o partactwie jakie jest ich udziałem. Żaden z panów nie powiedział słowa. Nic innego nie mogłam zrobić jak zwolnić partaczy, by nie uczynili więcej szkód niż dotąd. Pozbierali cały swój dobytek i opuścili moje mieszkanie. Niestety zapłaciłam im za trzy tygodnie pracy w ratach wcześniej. Szkoda pieniędzy i czasu, który straciliśmy. Płytkarz, prawdziwy fachowiec, znawca tematu, który podjął się remontu, musiał poprawiać wszystko czego dotknęli ci panowie. Oczywiście należało skuć położone płytki w łazience, prawie 8 metrów. Za nie pieniądze zwrócił pan, które je położył. Prosiłam gorąco by nigdy więcej nie podejmowali się wykonywania prac remontowych, o których nie mają pojęcia. Powinni robić tylko to na czym się znają.

26 maja do prac przystąpił młody artysta malarz po ASP, który ze sztuki nie może się utrzymać, więc pracuje jako jednoosobowa ekipa remontowa, wykonując kompleksowo prace w mieszkaniach. Dalszy ciąg opowieści związanej z remontem nastąpi niebawem……

48 Komentarze

    • Jest o czym pisać Ewo. Dobrze, że przygarnął nas syn i do swojego mieszkania wpuścił na całe 4 miesiące. 4 maja opuściliśmy nasz dom i wróciliśmy do niego po pełnych czterech miesiącach, w niedzielę 4 września.
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

  1. Oj, Elu…szkoda, że tak wyszło…
    Przeprowadzaliśmy remont w zeszłym roku, ale wszystko poszło (nawet) gładko. Nawet pies dał się przekupić, a o to bałam się najbardziej – że nie zaakceptuje pracowników.

    Bądź dobrej myśli.
    Dalej pewnie pójdzie z górki :)

    • Jestem już od niedzieli w własnym mieszkaniu. Remont trwał długo (ekipa pierwsza zmarnowała wiele czasu i pieniędzy, a prace przez nią wykonane wymagały poprawiania na każdym odcinku), tym bardziej powrót sprawił nam wielką radość.
      Pozdrawiam Ariadno serdecznie:)

  2. Takie niespodzianki mogą zniechęcić do wszelkich remontów. Do tej pory remonty realizował mój mąż z pomocą kolegi elektryka, ale nie wiem, jak długo jeszcze starczy zdrowia i sił mężowi i mnie na sprzątanie po remoncie.
    Życzę wytrwałości:-)

    • Wytrwałam Jotko i jestem z Wami. Dawniej mój mąż przeprowadzał drobne remonty. Ale prace wykonane przez niego nigdy nie były dość perfekcyjne, by czyste pomieszczenia, nowe tapety sprawiały mi radość. Zawsze uważałam, że każdy człowiek powinien robić to w czym jest fachowcem. Praczka prać i prasować, zdun stawiać piece, a kierowca prowadzić samochód. Każdy powinien zarobić w swoim zawodzie pieniądze na to, by opłacić prace prawdziwego fachowca. Dlatego też od pewnego czasu remont zlecamy ekipie, która się na tym zna. Owszem tym razem panowie (dobrzy w pracach malarskich) okazali się dyletantami i partaczami w dziedzinie wykładania ścian i podłóg płytkami, ale w dalszym ciągu uważam że każdy powinien robić to co umie najlepiej.
      Pozdrawiam Jotko serdecznie:)

  3. Bardzo podziwiam Waszą cierpliwość, ale też, jak przypuszczam, wielomiesięczne bytowanie na tobołach, w chaosie, w bezustannym szukaniu rzeczy i chwili spokoju. Cierpliwi ludzie! Elu! Oczywiście wypatrywać będę relacji, co też „zmalował” artysta. Pozdrawiam serdecznie

    • Remont to nie wszystko. Na wakacje przyjechały moje córki i w 5 osób gnieździliśmy się na jednym (dużym) pokoju u syna. Do tego nasz artysta korzystał z łazienki w mieszkaniu syna, bo u mnie było wszystko odłączone podczas remontu. Do stołu zaś siadaliśmy w szóstkę, domownicy i pan, który remont prowadził. Dodam tylko, że cały czas pracuję, a napięcie momentami sięgało zenitu. Cud chyba tylko sprawił, że nie było większych starć słownych między nami.
      Pozdrawiam serdecznie:)

    • Córki prosiły by im podziękować na samym początku. Niestety nie posłuchałam dobrej rady, czego bardzo żałuję. Stracony czas i pieniądze z mojej winy. Dobrze, że w porę ich zwolniłam, bo prace przez nich wykonane były nie do przyjęcia. Mam taką zasadę i chyba każdy z Was też: Kiedy kupuje się nową rzecz lub remontuje mieszkanie, efekt końcowy musi cieszyć długo. W tym przypadku nie było na to żadnych szans.
      Pozdrawiam Tereso serdecznie:)

  4. Remontów mam powyżej uszu. Sąsiedzkich. Jakby się wszyscy zmówili. Wrażenie mamy takie, jakbyśmy zamieszkali na placu budowy. Na szczęście w weekendy cisza, no i byłam na urlopie. Liczę, ze następne lato będzie spokojne.
    Pozdrawiam słonecznie.

    • Sąsiedzi, a także dozorca, na pewno odczuwali niedogodności z powodu mojego remontu. Ciągły kurz i hałas mogły najbardziej cierpliwych wyprowadzić z równowagi. Nikt na szczęście nie dał mi odczuć, że mają już tego dosyć. Zamierzam odwiedzić każdą rodzinę osobiście, przeprosić i wręczyć symboliczny kwiatek, jako znak uznania za cierpliwość i spokój jakim wykazali się mieszkańcy mojej klatki.
      Pozdrawiam serdecznie Pani L.:)

    • Jest czego współczuć Droga Si. Przenosiłam się do syna na trzy tygodnie (taki czas wykonania prac podali pierwsi fachowcy). No cóż, sprawa przeciągła się do 4 miesięcy.
      Pozdrawiam serdecznie Si:)

  5. Lubię majsterkować od czasu, gdy na komunię dostałem „Małego inżyniera”, z zasady więc nie dopuszczam do pracy w moim domu „fachowców” z kwalifikacjami poniżej pomocnika murarza. To jest kłopotliwe, ale dzięki temu nie mam przykrych niespodzianek.
    Dobra rada to: nigdy nie płacić z góry (jak zaliczka to nie większa niż materiał pozostawiony w domu) i opóźniać wypłatę ostatniej raty.

    • Wiem Andrzeju, że postąpiłam jak dziecko. Z reguły ufam ludziom, a ekipę znałam z poprzedniego remontu. Sprawdzili się i wykazali perfekcją w dziedzinie prac malarsko- szpachlowych. Przeliczyli się jednak z swoimi umiejętnościami, co do zadań jakie mieli postawione podczas remontu łazienki, kuchni i korytarza.
      Pozdrawiam serdecznie Andrzeju:)

  6. To jakaś okropna historia, taki remont niepotrzebnie się przedłużający i generujący koszty! Ja mieszkam w nowym domu, więc remonty na razie mnie omijają, i aż się boję tych przyszłych… W dodatku mam plan, chcę dobudować oranżerię, więc to będzie powazny remont…

    • Nie każdy Anno ma takie kłopoty podczas remontu jak ja. Większość prac przebiega sprawnie, a fachowcy zatrudnieni znają się na robocie. Zaufałam ludziom których znałam, a oni przedstawili swoje umiejętności na wyrost. Nie tylko straciłam ja, oni także, bo trzy tygodnie pracowali za niewielkie pieniądze.
      Pozdrawiam serdecznie Anno:)

  7. Zgadzam się z Andrzejem w sprawie zaliczek. 2 i pół roku temu urządzaliśmy nasz nowy domek, więc doskonale wiem przez co teraz przechodzisz. Ci fachowcy są dokładnie tacy jak w tym programie USTERKA.
    Mój mąż dużo rzeczy zrobi sam, jak czegoś nie umie to podpatrzy i pokombinuje, ale nie do wszystkiego ma smykałkę, więc chcący niechcący musieliśmy poszukać jakichś fachmanów, a co jeden to lepszy ;) Powiem Ci Elu, że jakoś dobrego fliziarza to wyjątkowo trudno znaleźć, a jak już się uda to sobie tyle woła, że włosy dęba stają. Oprócz kasy to jeszcze sporo nerwów i zdrowia nas kosztowało to wykończenie domu. Teraz niektóre rzeczy już się psuja i sypią i tak na prawdę to trzeba byłoby znów coś remontować. W domu i w ogrodzie to cały czas jest robota, aż człowiek już momentami ma dość.

    Życzę Ci Elu dużo cierpliwości i szczęśliwego zakończenia remontu, no i czekamy na dalszy ciąg opowieści :)

    • Przetrwałam, ale wszystkich nas sytuacja przerosła. Osobiście należę do osób wytrwałych, a niepowodzenia remontowe nie są w stanie mnie złamać. Gorzej z cierpliwością męża i syna. U nich napięcie widoczne było gołym okiem.
      Pozdrawiam serdecznie Gabuniu:)

    • Jedyna wielka korzyść z tego remontu to utrata wagi. Schudłam 9 kilogramów, syn 6, mąż waży tylko 66, a artysta stracił 8 kilogramów. Nie poznałam wagi moich córek, bo wyjechały dzień przed przeprowadzką (wagę mam u siebie).
      Pozdrawiam Ultro serdecznie:)

    • Przepraszam Romanie, nie będę pisać w komentarzu jak remont się zakończył. Opowiem wszystko w kolejnych odsłonach. Za życzenia serdecznie dziękuję. Dzisiaj efekt pracy artysty znam, bo już mieszkam u siebie.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  8. Prawie jak historia z dreszczykiem… miałam trochę podobnie tzn. Panowie kładli kwadraciki z drewna jako decor do łazienki po raz pierwszy w życiu ale uprzedzili o tym że się nie znają ale że chętnie spróbują. Podchodzili do tego jak do jeża ale wreszcie się udało i teraz – po blisko 6 latach – nic nie odpadło ani się nie wykrzywiło :) Powodzenia z Artystą :) Artyści to świetni ludzie :)

    • Artysta okazał się człowiekiem w każdym calu zasługującym na szacunek i uznanie. Opiszę o tym w kolejnej części.
      Pozdrawiam Tonffillko serdecznie:)

  9. A więc nie tylko sezon straganowy masz na głowie Elżbieto. Remoncik może się dać we znaki, ale nauka kosztuje. Już wiesz jak być powinno i pewnie koniec tej przygody blisko, czego Ci z serca życzę

    • Jestem już u siebie, remont skończył się wreszcie po 4 miesiącach. Pracuję na swoim bazarku od 4 miesięcy w każdy dzień tygodnia oprócz niedziel. Daję radę.
      Pozdrawiam serdecznie Tatulu:)

  10. U mnie przerwa w remoncie, bo w planach wyjazd na wypoczynek póki jeszcze pogoda w miarę łaskawa. Większość remontów wykonuje małżonek sam, ale nie na wszystkim się zna. Dla przykładu; oddaliśmy zestaw wypoczynkowy do renowacji i za ten „remont” zapłaciliśmy tyle, ile kosztowałby nas nowy zestaw. Mąż zerwał boazerię [jeszcze komunistyczną] i niestety, nie udało mu się zatrzeć ślady po listwach do których była przymocowana. Teraz kombinuje żeby przykryć je tapetą, a ja jestem przeciwna tapecie. Na wczasach to przemyślimy.
    Tobie współczuję, bo wiem jakie jest życie jakby na tobołka wśród pyłu i kurzu, wiercenia i kucia. Makabra;
    pozdrawiam serdecznie :)

    • Mieszkałam u syna, więc niedogodności remontu w moim mieszkaniu odczuwali bardziej sąsiedzi niż ja. Ale bardzo chciałam jak najszybciej wrócić do siebie, bo mieliśmy ciasno. Zresztą każdy człowiek najlepiej czuje się w swoim mieszkaniu. Podobnie jak Ty u mnie też były boazerie w kuchni i na korytarzu. Mąż sam je zakładał w latach osiemdziesiątych. Dzisiaj to zabytek, wszystko zerwaliśmy.
      Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

      • Ciekawa jestem jak rozwiązaliście sprawę boazerii? nam likwidacja tego PRL reliktu nie udała się. Znowu czeka remont po remoncie. Zostały po listwach poprzecznych podtrzymujących boazerię pasy chropowate [baranek]. Różnią się bardzo od gładkich ścian. Makabra; czekam na nową notkę i opis aktualnej sytuacji; po remoncie.

        • Witaj Aisab. Boazerię definitywnie zlikwidowaliśmy, zarówno w kuchni jak i w korytarzu. To była najlepsza decyzja tego remontu (moja dodam, mąż co do kuchennej miał opory). W kuchni, ścianę wygładziła powłoką gipsową pierwsza ekipa, zaś w korytarzu artysta zrzucił płyty regipsowe położone przez poprzednią ekipę, a ścianę z cegieł wykończył na biało z prześwitami prawie naturalnego jej koloru. Finezja. Mieszkam już od 2 tygodni w swoim mieszkaniu, artysta skończył prace, córki wyjechały.

          Właśnie dzisiaj zakończyłam handel na ryneczku. 8 miesięcy mam tylko dla siebie, więc wrócę do poprzedniej aktywności na blogu. Następną notkę na temat remontu zamieszczę niebawem, obiecuję.
          Pozdrawiam serdecznie Aisab:)

    • Nie każdy remont to gehenna. Dwa lata temu malowaliśmy ściany, przedtem je gładząc gipsem. Poszło sprawnie, a ekipa okazała się profesjonalna w tej dziedzinie.
      Pozdrawiam Doroto serdecznie:)

  11. Ach remonty…. Ale pomyśl o tym, jaka będzie radość na finał całej akcji. Pamiętam naszą przeprowadzkę w biegu i szybki remont. Z całych sił chcieliśmy się przenieść, być u siebie. I na upartego się udało. Dzień przed Wigilią spaliśmy już w swoim domu. A to nie było wykończone mieszkanie.. Dziś po 4 latach nadal nie jest to taki „look” jakiego bym chciała, ale przynajmiej przypomina to mieszkanie ;)

  12. Doprawdy szczerze współczuję remontu. Czekam na ciąg dalszy, bo bardzo mnie ciekawi, czy prawdziwy artysta poradzi sobie w tej dziedzinie, czy też odmaluje bitwę pod Racławicami na ścianie bezkafelkowej ;) Pozdrawiam :)

  13. Kiedyś poleciłam znajomemu budowlańca, który robił u mnie remont – tylko, że u mnie robił gładzie, malował itp. a znajomy potrzebował kogoś do łazienki. Niby się dogadali, ale efekt był podobny jak u Ciebie – u mnie wszystko idealnie, a znajomy musiał szukać kogoś kto mu tą łazienkę naprawi i skończy… Nie każdy jest do wszystkiego i trzeba umieć się przyznać, że się na pewnych rzeczach nie zna i nie ma doświadczenia…

    A przede mną właśnie remont łazienki… już drżę!… ;-)

    • Słusznie piszesz, że ważną rzeczą w stosunkach międzyludzkich jest uczciwość stron wobec siebie. Wiadomo, że wszystkiego zrobić nie potrafi prawie nikt, dlatego też są specjalności i zawody, w których pobiera się nauki i praktyki. Trzeba umieć powiedzieć, że nie potrafię położyć dobrze płytek, bo jestem malarzem z zawodu i to robię dobrze. Moi fachowcy deklarowali, że potrafią kompleksowo remontować mieszkania. Uwierzyłam im ale zdanie zmieniłam szybko, bo z perfekcją w wykonaniu zlecenia ich praca nie miała nic wspólnego. Zaznaczałam na samym wstępie, że interesuje mnie wykonanie idealne. Chyba profesjonalizm i dokładność dla każdego z nas znaczyła coś innego.
      Pojedyncza nie martw się remontem bo warto go przeprowadzić. Ważne tylko żeby ludzie którym go zlecisz umieli dobrze wykonać swoją robotę i znali się na niej. Mieszkanie świeże i pachnące daje wiele radości. Wracam do niego z wielką radością po każdym wyjściu.
      Pozdrawiam serdecznie Pojedyncza:)

    • Każdy artysta niezależny, który nie chce tworzyć pod czyjeś dyktando, żeby sprzedawać z zyskiem swoje dzieła, ma problemy finansowe. Niewielu polskich artystów wolnych, niepokornych utrzymuje się ze swojej twórczości. Mamy dziesiątki wspaniałych piosenkarzy, fenomenalnie znających się na swojej twórczości, niestety pomijanych przez media, ignorowanych przez krytyków, bo nie dają się wcisnąć w formy, w które chce się ich na siłę wpasować. Taki jest mój artysta. Woli zarabiać remontując mieszkania i być wolnym i niezależnym artystycznie.
      Pozdrawiam serdecznie Łukaszu:)

Odpowiedz na „tonffillkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.