PAN Z PUNKTU KSERO OKAZAŁ SIĘ CZŁOWIEKIEM Z KLASĄ

Obsługa punktu ksero, a konkretnie pan tu pracujący będzie bohaterem zdarzenia, które dzisiaj na gorąco, opiszę. Miejsce to odwiedzam od lat, zawsze kiedy potrzebowałam skopiować dokumenty, zbindować plik kartek lub wydrukować zarchiwizowane na nośniku pamięci  dokumenty. Przyjemna, szybka i perfekcyjna obsługa, zachęcała do korzystania z usług tu, a nie gdzie indziej. Tak było i tym razem. Lało jak z cebra. Wróciliśmy z bazaru, mąż został w garażu, a ja pieszo ruszyłam do domu, po drodze zamierzając skopiować dokument, potrzebny na dzień następny (ustalenie wysokości opłaty za korzystanie ze stoiska). Minęłam stłoczonych ludzi, którzy czekali na przejście deszczu, stojąc na schodach prowadzących do ksero. Mokra – deszczówka kapała z moich włosów, rąk i ubrania – wyjęłam dokument z teczki i pieniądze by zapłacić za kopię. Z uwagą, by nie zachlapać, spakowałam kartki do teczki, kładąc pudełka z drobnymi na ladę. Zadowolona, że udało mi się załatwić sprawę szybko, wyszłam na ulicę.W domu, zaraz wzięłam prysznic, przebrałam się i zabrałam za obiad. Kiedy rozpakowywałam torbę rynkową, zauważyłam brak pojemników z bilonem.  Muszę przyznać, że suma nie była mała, wynosiła ponad 130 złotych.

Weszłam do punktu, kiedy pan obsługiwał klientkę. Spojrzał na mnie z uśmiechem, co było jednoznaczne z potwierdzeniem, że zgubę znalazł, co więcej wiedział do kogo należy. Podziękowałam serdecznie i pożegnałam się z panem uśmiechem.W domu sprawdziłam kwotę, którą wcześniej przeliczyłam na rynku. Moja radość nie miała granic. Cieszyłam się jak zwariowana. Nie dlatego, że odzyskałam całą kwotę. Pieniądze w całej sprawie odegrały najmniejszą rolę. Zeszły na plan dalszy. Uczciwość tego człowieka napełniła mnie tak wielką radością, że czułam się przez chwilę jak milionerka. Przekonanie, że ludzie którzy żyją obok nas są uczciwi, daje poczucie dumy i radości. Człowiek ten nie wiedział, że zostawione pieniądze zostały wcześniej przeliczone. Bilon, o różnym nominale, wypełniał pudełko po brzegi. Pan, który zapewne nie jest bogaty, mógł skusić się na niespodziewany zastrzyk gotówki. Wziąć kilka monet. Nie zrobił tego, bo jest człowiekiem uczciwym, dla niego honor znaczy więcej niż bogactwa całego świata. Tym razem znalazł niewielką kwotę, oddał wszystko. Jestem pewna, gdyby znalazł ogromną sumę, torbę wypchaną walutą, też zwróciłby właścicielowi, gdyby ten szukał zguby, albo zaniósł na policję nie wiedząc kim jest właściciel. Szanuję takich ludzi, ich uczciwość daje mi przekonanie, że jest w nas dobro  z natury i dobrze życzymy drugiemu człowiekowi, nie chcemy krzywdzić innych, przysparzać im trosk. 

Proszę podzielcie się swoimi doświadczeniami podobnymi do opisanych przeze mnie. Może dużo więcej jest takich przypadków uczciwości w stosunku do innych ludzi, niż nam się wydaje? Może ja zachwycam się czymś, co jest na porządku dziennym? Często mówimy o złodziejach, którzy nas okradli, o ludziach złych, czyhających na łatwy zarobek, bez pracy. Dzisiaj pozytywny, autentyczny akcent na temat uczciwości. Na koniec dodam podziękowanie dla pana z ksero w Poznaniu przy ulicy Dąbrowskiego. Nie wie, że opisałam Go w swoim tekście. Właściwie w dalszym ciągu jest anonimowym człowiekiem.

 DZIĘKUJĘ PANU.

FANTAZJA WŁASNA NA TEMAT: JAKĄ OSOBĄ NIE CHCIAŁABYM BYĆ?

Miła, uśmiechnięta, niemal dziecięca buzia, taką pamiętam Ulę z pierwszego spotkania. Teraz, gdy wracam do tej chwili, po pięciu latach przebywania w jednym pomieszczeniu i wspólnej pracy, zastanawiam się ile zostało z tego pierwszego wrażenia? Jak z dnia na dzień, odkrywała swoją prawdziwą twarz? Co pod tą przybraną maską, kryło się w środku? Na ile potrafiła się zmienić w ciągu tego czasu, a ile już wtedy nosiła w sobie?

Hałaśliwość, nadmierna ruchliwość, zabieranie głosu na każdy temat i zwracanie na siebie uwagi za wszelką cenę (ja, oto pępek świata wiem wszystko najlepiej), rzuciły się w oczy już w pierwszej godzinie „tortur”. Próżność i zazdrość, to następne niespodzianki. Kosmetyki, ubrania, sprzęty domowe, wszystko koniecznie markowych firm, a znajomość ich nazw, zachwyciłaby nawet samego Miodka. Zawsze skora do krytyki otoczenia, koleżanek, ich dzieci i rodzin. Sukcesy innych, jakby celowo umniejszane, a każdy kto śmiał się wychylić, poza ramy jej postrzegania świata, szybko sprowadzany był na ziemię. Ja, moje dziecko, moje sprawy, moja rodzina, wszystko, co dotyczy mnie, jest najważniejsze – jest wyznacznikiem, jak należy postępować, jak należy żyć, czym się kierować.

Pogłębianie swojej wiedzy, czytanie ambitnych książek, to tylko strata czasu i pieniędzy. Dobra lektura to „Harry Potter” i „ Kod da Vinci”. Bieg, wręcz swoisty maraton za materialnym przepychem, to podstawowy cel jej życia. Nowy, lepszy samochód, nowoczesne meble i coraz większy, doskonalszy telewizor, a w nim seriale polskie i z trzeciego świata, komercyjne, niskiej jakości programy typu : „tańce z gwiazdami”, „tańce na lodzie”, „ mam talenty” i „ jak oni tańcują”- wszystko trzeba obejrzeć. To wyznacza rytm życia w jej domu. Kino, teatr i opera, to nie dla niej. Ma przecież wielki telewizor, nie musi wychodzić z domu, a wszystko jest na wyciągniecie ręki. Bez wysiłku. Wystarczy pilot, wino lub mocny drink i już wszystko dzieje się według dawno wypracowanego schematu.

Uznaje wychowywanie dziecka, zgodnie z zasadą: ja jestem matką i masz mnie słuchać. Mnie należy się szacunek i bezwzględne posłuszeństwo. Ja zarabiam, ty korzystasz. Jeżeli nie, zabieram, zabraniam i stosuję inne kary (nigdy nie stosowała kar cielesnych-przynajmniej tak mówiła). Dobre, ciepłe słowo nie należy się dziecku. To świadczyłoby o słabości rodzica. Co myślała o powiększeniu rodziny? Jedno dziecko w dzisiejszych, trudnych czasach, to w sam raz. Każde kolejne to „nowy Mercedes”, a na to mnie nie stać.
Życie szybko skorygowało jej metody wychowawcze i staroświeckie poglądy na ten temat. Krótko przed końcowymi egzaminami w gimnazjum, jej piętnastoletnia córka weszło w tak zwany „ trudny okres życia”. Negowanie wszystkiego, arogancja, kłamstwa, wagary, bunt i wojna na dwóch frontach: w szkole i w domu.

- Nie chcę chodzić na chórek kościelny, nie chcę jechać na działkę, nie zależy mi na dobrych ocenach i na punktach z końcowych egzaminów gimnazjalnych.

- Jak to? Przecież to twoja przyszłość! Nie dostaniesz się do „dobrego liceum”!

Co robić? Najprościej, zgodnie z tradycją, zabierać, nie pozwalać, zamknąć w „ czterech ścianach” i kontrolować przez całą dobę. Szybko okazało się, że te metody nie zdają egzaminu. Po raz pierwszy poprosiła o pomoc koleżanki, które podobne problemy z dziećmi miały już za sobą.

- Podaj jej dłoń, nagradzaj dobrym słowem, chwal za najmniejsze sukcesy, przytulaj jak najczęściej, bądź jej przyjaciółką, nie tylko matką.

Spokorniała. Uznała, że inni też mogą mieć rację i warto ich wysłuchać. Czterdzieści cztery lata, to na pewno nie pierwsza młodość, ale też nie wiek, by ograniczyć swoje życie do schematów i rutynowych, wypracowanych przez lata działań.

Proszę porozmawiajmy o tym jakimi ludźmi nie chcielibyśmy być. Z jakimi swoimi słabościami walczymy?  Jakie złe cechy charakteru udało nam się pokonać, z czym sobie nie radzimy?

Opublikowany tekst jest pracą, którą napisałam na czwartym roku studiów, w ramach specjalności dziennikarskiej, na zajęciach z twórczego pisania.

 

W TYM ROKU NIE BĘDĘ KOCHANKĄ BAMBRA, NIESTETY

27 maja, podobnie jak każdego, roku od siedmiu lat, rozpoczęłam sezonową pracę na bazarku. Zarezerwowane wcześniej miejsce, czekało na mnie bym tchnęła w nie kolorowe życie, wystawiając do sprzedaży, na początek, dojrzałe, czerwone truskawki. W zasadzie nic się nie zmieniło, ten sam inkasent, ci sami właściciele stoisk, podobne towary. A jednak nie jest tak samo. Zaprzyjaźniony, jedyny przychylny mi konkurent w handlowaniu, był tego dnia nieobecny. Okazało się, że definitywnie zrezygnował ze sprzedaży swoich produktów rolnych w tym miejscu i w ogóle. Powód: pani z którą dzielił stoisko, swym jadem i zaborczością, wyeliminowała go, jako intruza z terenu wspólnie zajmowanego. Szkoda, że dał się wyrzucić ze straganu, który dzierżawił od początku istnienia ryneczku, czyli od ponad dwóch dekad. Był jednym z pierwszych gospodarzy z pobliskiej wsi, którzy właśnie mieszkańców tego osiedla chcieli zaopatrywać w swoje warzywa i owoce. Miał dobrą markę wśród klientów, a niektórzy z nich, bardziej zaprzyjaźnieni, mówili na niego  ciepło dziadek. Bez bambra to miejsce jest gołe, straciło swój klimat. Dziadek był tu centralną postacią, żaden klient nie przeszedł obok bez serdecznego dzień dobry, skierowanego specjalnie do niego.

Obraził się na wszystko, poczuł niesprawiedliwość, złamał się i zamknął w swoim domu. Pomimo, że władze Targowisk zaproponowały mu inne miejsce, nie przyjął go. Wycofał się. Tylko raz w tygodniu, w soboty przyjeżdża jego syn, który nie przywiązuje wagi do miejsca, na którym przyszło mu handlować. Od niego wiem, co dzieje się z ojcem. Zdrowie, mocno nadszarpnięte, pozwalało przyjeżdżać na rynek i obsługiwać klientów, ale  do pracy na roli nie bardzo się nadaje. Zamknął się w swoim świecie i czeka……………na…. Smutna reakcja na przeciwności, które w końcu nie są dla przeciętnego człowieka, nie do pokonania. Ale rolnik, to specyficzny odbiorca rzeczywistości. Uraza, będąca dla każdego z nas błahostką, jego powala na kolana, z których człowiek ze złamanym kręgosłupem, nie da rady się dźwignąć. Dwa lata temu pokonał ciężką chorobę, pomału wrócił do pracy. Wola walki o zdrowie zwyciężyła niemoc. Teraz pokonała go złośliwa, chciwa kobieta.  Już w ubiegłym roku, pani ta ograniczała mu przestrzeń handlową do minimum, zostawiając małą część tego co zajmował wcześniej. Teraz wyrzuciła jak niepotrzebną rzecz, zużytą zawalidrogę. Rolnika złamał żal i brak wiary w ludzką uczciwość.

Boję się o bambra, mojego kochanka, którego w ubiegłym roku przypisała mi wcześniej opisana pani. Marazm, depresja, zły stan psychiczny, rozmyślania i patrzenie bez celu w sufit, dla człowieka ze wsi, rolnika z krwi i kości od pokoleń, może okazać się zgubna. Zostałam sama, z zachwianą wiarą w sprawiedliwe i równe traktowanie każdego człowieka. Nawet w tak małym środowisku, jak społeczność handlowców na osiedlowym bazarze, zdarzają się sytuacje obrzydliwe. Konkurencję rozumiem, ale uczciwą, z zasadami, nie niszczącą drugiego, który też chce  sprzedać wystawione produkty. Wojny ukryte, oszczerstwa, donosy i walka na noże nie licują z zasadami dobrego wychowania, szacunku do drugiego człowieka. Sama, cały czas wierze w ludzkie dobro, ta sytuacja nie podważyła fundamentów na których je opieram. Czy przyjdzie moment, że zwątpię w ludzi? Nie chciałabym tego. Co sądzicie o opisanym zdarzeniu? 

Drodzy Goście i Sympatycy moich publikacji. Ważna sprawa na koniec. Pracuję już sezonowo, z tego powodu będę mniej aktywna na blogu. Proszę nie zniechęcajcie się i odwiedzajcie mnie jak dotąd. Nie chciałabym stracić z Wami kontaktu ani na chwilę. W miarę wolnego czasu i sił będę starała się zamieścić notkę, odpowiedzieć na  komentarze zostawione przez Was i odwiedzić zaprzyjaźnione blogi, czytając i komentując zamieszczone teksty.