MAŁE FORMY LITERACKIE. RÓŻNE BARWY SZCZĘŚCIA

Na trzecim roku studiów, w ramach specjalności dziennikarskiej, napisałam tekst, który chcę Wam zaprezentować właśnie teraz. Dwa światy, diametralnie różne i wspólna płaszczyzna porozumienia. Niedużą formę literacką z elementami synkretycznymi publikuję w pierwotnej wersji.

Nazwał ją Nuka, a niedźwiadka Baba. Przystanął, zastanawiał się ile razy spotkał niedźwiedzicę z małym. Od pewnego czasu łapał się na tym, że ich wypatruje, czuje niepokój, kiedy nie przechodzą obok szałasu, chociaż raz dziennie. Wydawało mu się, że ta niezwykła para odwiedza to miejsce dla niego. Przyroda, cisza i on. Niewzruszona, surowa Alaska stała się jego domem od kiedy opuścił miasto. Wyjazd na bezludzie miał mu pomóc zapomnieć i rozstać się z dotychczasowym życiem. Chciał poczuć się wolny od złych wspomnień. Dotąd przeszłość i przeżyta trauma, pojawiały się prawie w każdym jego; działaniu, ruchu, geście, rozmowie, śnie. Szukał potwierdzenia przynależności do świata, jakiejkolwiek jego cząstki. Od wypadku i śmierci najbliższych zawisł w próżni. Wybrał samotność z dala od ludzi; szczęśliwych, drapieżnych i zaborczych, dążących za wszelką cenę do osiągnięcia sukcesu. To życie nie było już jego życiem, a przecież tak niedawno kręcił się w jego trybach. Poszukiwanie spokoju i ukojenie bólu, od dwóch lat, wypełniało wszystkie działania Thomasa. 21 maja wszystko runęło, jego życie było domkiem z kart, który pijany kierowca przewrócił jednym nieostrożnym ruchem. Miał wtedy dopiero 25 lat. Nie mógł dalej mieszkać w domu, który wiązał mu się z radością, szczebiotem dziecka i obecnością Margarett, w mieście – grobie, miejscu śmierci osób najbardziej ukochanych. Świadomość, że to on ich zabił nie opuszczała go nigdy, chociaż sąd bezspornie z winy go oczyścił. Całe zdarzenie analizował setki razy i szukał możliwości ich uratowania. To, że on żyje, a żona i dziecko spłonęli w samochodzie, wystarczyło, żeby czuł się winny i bez przerwy maniakalnie się oskarżał.

Piękne futro było powodem, dla którego tropili ją łowcy. Każdy kto zwierzę raz spotkał myślał o zabiciu, dlatego potężna niedźwiedzica od dłuższego czasu nie mogła spokojnie żyć. Odkąd pojawili się traperzy żadne zwierzę nie było bezpieczne. Ona musiała troszczyć się o siebie i malca, który bez niej zginie. Coraz trudniej było jej znaleźć bezpieczne schronienie. Mogłaby uciekać szybciej w głąb lasu, ale niedźwiadek nie był jeszcze na tyle silny, by mógł za nią nadążyć. Człowiek wiązał się jej z niebezpieczeństwem, od kiedy tamtej zimy straciła dwójkę maleństw umieszczonych przez traperów w klatkach i wywiezionych w nieznane. Nie zbliżała się nigdy do ludzi, do momentu spotkania z tym, którego wybrała na swego przyjaciela. Czuła, że nie może zrobić im nic złego. Dlatego co dzień odważniej podchodziła do jego „domu”, a czując się osaczona, tu szukała pomocy i azylu, przede wszystkim dla niedźwiadka. 

Czasem tracił rozsądek, miał wrażenie, że potężna grizzly chce mu coś powiedzieć. Szedł wtedy wysoko w góry i odrywał się od rzeczywistości. Wydawało mu się, że jest bliżej Nieba, a tam…

- Nie, nie mogę tak dłużej myśleć, to nie ma sensu. Jestem sam i to daleko od ludzi, a jedynymi istotami żywymi są dzikie zwierzęta, z którymi staram się żyć w zgodzie, omijam je, a one mam nadzieję nie będą chciały mnie zabić. 

Polował tylko wtedy, kiedy potrzebował mięsa, ale robił to niechętnie. Czuł bowiem, że śmierć każdej żywej istoty jest pogwałceniem zamysłu Boga, jest niezgodna z piątym przykazaniem boskim: „Nie zabijaj”. Na ścieżce obok szałasu pojawiła się znajoma niedźwiedzica. Jakby bardziej zmęczona i słabsza. Jej ruchy były ciężkie. Miał wrażenie, że każdy krok sprawia jej ból. Zastanawiał się, czy wcześniej nie zauważył tego, czy coś złego stało się w ostatnich dniach. Nie odchodziła, ale też nie zbliżała się. Wyczuwał wahanie z jej strony, jakby nie wierzyła, że może jej pomóc. Jest przecież człowiekiem, sprawcą cierpienia zwierząt mieszkających na Alasce, miejsca, które kiedyś należało tylko do zwierząt. Tu żyły bezpiecznie, to ludzie rządni coraz więcej i więcej spychają je stopniowo na trudne tereny i zabijają dla skóry, resztę pozostawiając na białym śniegu jako ślad swojego morderczego procederu.

- Przyszła do mnie, szuka pomocy dla siebie i malca. Dzikie zwierzęta omijają miejsca, gdzie przebywają ludzie, a ona z jakiegoś powodu tu jest.

Poczuł nagle nieopisany strach, nie o siebie, a o matkę z dzieckiem. Wiedział, że stało się coś złego, bo nie odchodziła jak zawsze. Położyła się na trawie. Odłożył wszystko co miał w rękach i zbliżał się ostrożnie, krok po kroku, w jej kierunku. Głodny malec piszczał i niecierpliwie szukał mleka. Thomas na łapie grizzly dostrzegł krew. Z szałasu przyniósł opatrunki, był nerwowy i niespokojny. Myśli szybko przebiegały mu po głowie; ona nie może umrzeć, mały nie przeżyje. Postępował tak, jakby ratował ludzi; matkę z dzieckiem. Troszczył się o nich, rozpalił ognisko i spał blisko. Wierzył, że kiedy będzie z nimi, niedźwiedzica przeżyje. Nie okazywała wrogości, pomimo bólu, jaki jej sprawiał. Tak, jakby czuła, że dzięki niemu będzie dalej ze swoim dzieckiem. Drogi człowieka i zwierzęcia przecięły się w momencie, kiedy byli sobie potrzebni. Los ich połączył. Strach, cierpienie i niepewność życia. On odarty brutalnie ze szczęścia, ona zagrożona przez traperów, postrzelona i chora. Pomogli sobie nawzajem. Grizzly wyzwoliła go z koszmarów przeszłości, a on stał się opiekunem jej i dziecka podczas choroby, a potem wiernym przyjacielem. Człowieka i zwierzę połączyła niespotykana więź. Miał wrażenie, że niedźwiedzica z niedźwiadkiem są namiastką tego co utracił. Był szczęśliwy i przypuszczał, że zwierzęta na swój sposób też.

Zmęczony usiadł na trawie obok swoich nowych przyjaciół.

46 Komentarze

  1. Elu jestem pod ogromnym wrażeniem. Uważam, że jest to świetna praca. Przeczytałam Twoją smutną historię jednym tchem i wzruszyłam się bardzo.

    To musi być okropne uczucie stracić kogoś bliskiego swemu sercu, zwłaszcza w jakiś sposób przyczyniając się do tego. Pomimo, że mężczyzna w zasadzie nie był głównym sprawcą wypadku, to poczucie winy się w nim kotłuje. Trzeba być zarówno mocno zdesperowanym, jak i silnym psychicznie, żeby odcinając się od cywilizacji, zamieszkać w takich trudnych warunkach.

    Z drugiej strony jest niedźwiedzica, która instynktownie wyczuwa w mężczyźnie dobrego człowieka. Z powodu bólu jaki odczuwa i strachu o swoje dziecko, postanawia zaufać owemu mężczyźnie.
    Grizzly i jej maluch byli poniekąd rodziną, którą ów mężczyzna stracił i myślę, że pomoc, której udzielił zwierzęciu uwolniła go od nurtującego poczucia winy, które przez cały czas go prześladowało. Ocalił życie matki, która dzięki temu będzie mogła zaopiekować się swoim dzieckiem.
    Mężczyzna chronił ich, a oni jego.

    Bardzo jestem ciekawa co Cię zainspirowało do opisania właśnie tej historii?

    Uściski serdeczne ślę Tobie Elu :)

      • Dziękuję Gabuniu za to pytanie i jednocześnie BARDZO GORĄCO PRZEPRASZAM.
        U mnie nic złego się nie dzieje, na szczęście. W poniedziałek przyjechały moje córki z Finlandii, dlatego nie jestem obecna na blogu. Widzimy się rzadko, w ciągu roku, więc kiedy są w domu, staram się być jak najwięcej obecna w ich życiu. Podporządkowuję swoje sprawy, pod ich potrzeby, bo jest mi to bardzo potrzebne.
        Dodam do tego, że na początku maja wchodzi ekipa remontowa do naszego mieszkania (kuchnia, łazienka, korytarz), więc jeździmy, wybieramy, kupujemy. Na to niestety także trzeba poświęcić dużo czasu.
        Pozdrawiam Gabuniu serdecznie.

        • UFF … cieszę się, że u Ciebie Elu wszystko w porządku. Jednocześnie przepraszam Cię za moją niecierpliwość, po prostu przyzwyczaiłam się, że zawsze od razu odpowiadasz na komentarze i jak wchodząc widziałam, że ciągle Cię tu nie ma, to zmartwiłam się, czy aby u Ciebie wszystko w porządku. Masz najmilszych gości na świecie, więc korzystaj z tego ile możesz. Twoja nieobecność jest jak najbardziej usprawiedliwiona ;)

          • Jestem i w chwilach wolnych będę starała się publikować i komentować. Niestety do samej jesieni będę mniej aktywna na blogu, niż zimą. Obecnie córki, potem remont, a pod koniec maja do października praca. Pogodzę to wszystko jak zawsze. Wszędzie będzie mnie mniej ale nie zniknę zupełnie, na pewno. Dziękuję za zainteresowanie, to miłe. Nasz rodzina, w komplecie jest rzadko, więc staram się wykorzystać ten czas maksymalnie.
            Pozdrawiam Gabuniu serdecznie:)

    • Dziękuję Gabuniu, za słowa uznania. To bardzo ważne. Kiedy poddamy własne teksty pod ocenę innych, zawsze obawiamy się negatywnej oceny. Przecież możemy się spodziewać krytyki. Chociaż praca dobrze została przyjęta przez prowadzącą zajęcia i zaliczona bez poprawek, poddana szerszemu wglądowi, może budzić różne emocje.
      Praca napisana została na konkretnie zadany temat na trzecim roku studiów. Myślę, że połączenie świata ludzi i zwierząt, daje zawsze dobry rezultat, w kontekście krzywdy jaką doznali przedstawiciele obu grup. Człowiek potrzebował przyrody, by doznać swoistego rodzaju katharsis. W mieście, miejscu tragedii, gdzie po pewnym czasie, wszyscy z otoczenia bohatera przechodzą do normalnego życia, jemu trudno to zaakceptować. Jego żałoba trwa dłużej, w codziennym zgiełku jest mu coraz gorzej. Rośnie w nim bunt i frustracja. A przecież świat ma prawo się radować, bawić, krzyczeć. Właśnie ten świat przestał należeć do osieroconego człowieka. Obdartego z wszystkiego, co posiadał. Czuł się w nim intruzem. Zrozumiał, że tu nie zazna spokoju, nigdy nie wróci do równowagi. Potrzebował otoczenia cierpiącego, podobnie jak on. Znalazł to z daleka od ludzi. W dziczy, w sąsiedztwie zwierząt. Wbrew pozorom zwierzęta i ludzie są sobie bardzo bliscy, a ich potrzeby podobne. Więc, jeżeli miał wrócić do równowagi, szansę na to dać mogło mu dać otoczenie, w którym go osadziłam.
      Konkretnie, nie inspirowałam się niczym i nikim. Wyłącznie moja własna wyobraźnia. Dlaczego ta tematyka i takie połączenie? Nie wiem.
      Pozdrawiam wiosennie Gabuniu:)

      • Z reguły jest tak, że ile jest ludzi tyle opinii. Często człowiek spotyka się zarówno z krytyką jak i pochwałą tego samego przedsięwzięcia jakiego dokonał.

        Masz rację Elu, przyroda, rośliny, zwierzęta dają człowiekowi ukojenie i nadają sens naszemu życiu. Myślę, że bez tego nasz świat byłby pusty i ponury.

        • Bliskość przyrody odczuwam szczególnie. Mieszkałam na wsi 19 lat, więc z naturą mam kontakt dobry. Większą część życia spędziłam w mieście, jego samym sercu. Nie czuję się tu dobrze, jest mi ciasno, brakuje przestrzeni. Owszem są miejsca zielone, parki, ale to nie to samo co wieś. Ptaki budzą nas swoim zakochanym świergotem, zapach kwiatów daje najmilsze odczucia, zroszona trawa muska bose stopy chłodem i świeżością nowego poranka. Chyba trochę tych wyrytych w młodości przeżyć, nawyków i radości przelewam na papier w formie mini literackiej twórczości.
          Na ile podoba się to czytelnikowi, nie wiem? Każdy odbiera to według własnej wrażliwości.
          Pozdrawiam Gabuniu serdecznie:)

          • Mam podobnie jak Ty; „trochę tych wyrytych w młodości przeżyć,…” lecz pozostaje mi już tylko… tęsknota.
            Powiadasz; „barwy szczęścia” już wyblakły i poszarzały kolory; czasu się nie cofnie, ale i tam pędzący z prędkością expresu zegar poczynił duże zmiany. Już nic nie jest takie, jak było;
            pozdrawiam serdecznie :)

          • Wiem Basiu, że czas nas zmienia, ale w każdym momencie życia, można poszukać czegoś, co da nam dużo szczęścia. Są rzeczy, które całkowicie determinują nasze życie (dramaty, choroba, odejście bliskiej osoby), ale mimo to musimy trwać, bo nie mamy innego wyjścia. Żeby nasze życie z upływem lat było znośne, a nawet radosne, ja szukam zawsze jego pozytywnych stron. Nie zamartwiam się dolegliwościami (strzyka, swędzi, boli), mimo to jakoś się nie załamuję. Chylę czoło przed Bogiem, że w ciągu całego mojego życia dał mi tyle szczęścia, że mogę nim obdarować rodzinę, a nawet bliskich i dalszych znajomych. Nie wszyscy chcą tę radość ode mnie przyjąć. Niektórym ona wadzi, a nawet jest niemiła.
            Basiu masz synową, szczęśliwego syna, niedługo doczekasz się wnucząt, życzę wiele radości związanej z nową dla Ciebie rzeczywistością. Świat i czas nie stoją w miejscu, niestety. Zmieniamy się wyglądem, zdrowie też już nie takie jak dawniej. Są to na pewno smutne i przygnębiające nas realia. Ale wiosenne słońce, gałęzie kasztanów napęczniałe życiem, świergot zakochanych ptaków, mimo upływu lat i tak kojarzy się z najmilszym okresem i miejscem mojego życia: wsią, naturą, dzieciństwem i młodością.
            Pozdrawiam serdecznie Basiu:)

          • Elu> to wszystko prawda> mam powód do radości a największa radość to wnuki, z którymi mam rzadko kontakt ale i tak oboje z mężem rzucamy wszystko i spychamy na plan dalszy nasze zamiary, byle tylko nacieszyć się wnukami. Ta moja tęsknota i nostalgia na wiosnę, to tęsknota za rodzinnymi stronami, lecz „dla chleba, Panie, dla chleba, strony rodzinne opuścić było trzeba”.
            Dziękuję za ciepłe słowa; życzę wiele radości każdego dnia i pozdrawiam :)

          • Basiu, moja sytuacja jest bardzo podobna do Twojej. Opuściłam mój dom rodzinny i ukochaną wieś zaraz po maturze. Tak było najlepiej, bo dojazdy do szkoły zabierały dużo czasu, a dojście w nocy z dworca kolejowego do domu, okupione było wielkim strachem. na początku lat siedemdziesiątych, mój ojciec samochodu nie miał. tylko 2 konie i ciągnik. Tutaj też zostałam na zawsze, mąż, rodzina, praca. Wnuków jeszcze nie mam, ale któreś z trojga dzieci, na pewno postara się bym babcią została. Basiu, lobię z Tobą rozmawiać, jest w Tobie dużo ciepła i dobrej energii. Dziękuję, że jesteś u mnie, ja z kolei z zainteresowaniem czytam Twoje ciekawe wpisy.
            Pozdrawiam serdecznie Basiu:)

  2. Elu, piękne i wzruszające opowiadanie, a że rzecz dzieje się na Alasce, to tym piękniej, bo to moje wymarzone miejsce. Wiele w tej opowieści magicznych momentów i bliskości człowieka z naturą, jest też moment odkupienia wmawianej sobie winy …takie życie za życie i niezwykły spokój, jaki przynosi zakończenie.
    Dziękuję Elu: -)

    • Proszę bardzo Jotko. Nie spodziewałam się tak dobrego odbioru mojego tekstu. Najpierw Gabunia, napisała miłe słowa, teraz Ty Jotko, wytrawna poetka i autorka ciekawego tematycznie bloga. To dla mnie ważne. Nikt z nas nie pisze dla siebie. Poddajemy, każde napisane słowo, ocenie innych. Czekamy na odpowiedź i reakcję, jaką nasze pisanie wywołało u drugiego człowieka. Tylko w ten sposób możemy dowiedzieć się, czy to co robimy ma sens, czy warto iść tą drogą coraz dalej, pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności w tym zakresie. Samoocena, nie jest obiektywna. To, że nam się coś podoba (czasem sami czujemy, że ten tekst jest dobry), to nie wszystko. Rzetelną opinię potrafi napisać lub wypowiedzieć tylko osoba z zewnątrz. Nijak i niczym nie związana z autorem.
      Dziękuję Jotko za komentarz, który w konkretny, chociaż pośredni sposób przyczyni się do kształtowania mojej wyobraźni literackiej i w rezultacie również mnie samej.
      Pozdrawiam serdecznie Jotko:)

  3. Odkąd zawitałam na Twój blog czułam, że prawdopodobnie studiowałaś filologię polską gdyż Twoje teksty są tak dopracowane i czytelne, iż z wielką przyjemnością zawsze je czytałam. Dobrze, że nie uśmierciłaś niedźwiedzicy, bo wolę szczęśliwe zakończenia. Pozdrawiam :)

    • Dziękuję za słowa dla mnie bardzo miłe, Consku. Tak, studiowałam filologię polską, jako świadoma, bardzo dorosła studentka. Może, tak jak piszesz, Consku, pobierane nauki dają efekt i widoczne są w tekstach publikowanych na moim blogu. Chociaż już w liceum, oceniana byłam jako dobra humanistka, a prace które pisałam były bardzo dobrze przyjmowane przez polonistów. Podobnie jak Ty lubię czytać książki z happy endem. Z reguły nie czytam kryminałów, bo w nich trup ściele się gęsto. Chociaż ostatnio zabrałam się za trylogię ,,Millennium” Stiega Larssona. Część pierwsza o tytule ,,Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, wciągnęła mnie bez reszty.
      Pozdrawiam Conscu serdecznie:)

        • Czytam, właśnie drugi tom ,,Dziewczyna, która igrała z ogniem”. Bohaterką jest Lisbeth Salander, to dla niej warto po książkę sięgnąć. Niezwykła postać, której pierwowzoru nie znajdziemy, w żadnej z wcześniejszych tego rodzaju i o podobnej tematyce powieści. Uprzedzam tomy są bardzo grube, każdy ponad 600 stron, ale czyta się wyśmienicie.
          Pozdrawiam serdecznie Consku.

  4. Ciepło mimo smutku, piękna forma. Zastanawia mnie czy synkretyzm to tutaj tylko połączenie dwóch różnych światów, czy też jest jeszcze inny aspekt, którego nie dostrzegam?

    • Dziękuję Aniu za pozytywną ocenę opowiadania. Poza połączeniem dwóch różnych światów, utwór nie jest jednolity gatunkowo. Można się w nim doszukać elementów baśniowych, z pogranicza fantastyki. Wszystko z kolei spina komentarz odautorski, zamieszczony w ostatnim akapicie utworu, odbiega formą wypowiedzi od całości i wyraźnie się od niego oddziela.
      Żeby dobrze, w praktyce, potrafić rozróżnić: rodzaje literackie, gatunki, podgatunki, a także różne formy wypowiedzi, pisanie zadanych tekstów polegało na wykorzystanie cech z kilku, w jednej wypowiedzi. Takie zadanie postawiła pani doktor, tekst zaliczyła za pierwszym podejściem i oceniła dobrze.
      Pozdrawiam serdecznie Aniu:)

        • Proszę bardzo, Aniu, z przyjemnością dziele się swoją skromną wiedzą. Z komentarzy i tekstów Twoich i innych autorów, których czytam, czerpię bardzo dużo wiadomości. myślę, że właśnie po to piszemy i czytamy, by poszerzać swoją wiedzę, nie tylko o sobie ale ogólnie o zjawiskach, które nas otaczają i rożnych spojrzeniach na tę samą rzecz.
          Pozdrawiam Aniu serdecznie:)

  5. Rzeczywiście czasami zwierzaki zachowują się w sposób zaskakujący.
    Mamy pasa (sukę) Kirę, która to mało obeznana z naturą, polować nie umie, surowizny nie jada, ale pogonić potrafi! Ma z tego zabawę, a bywa niepohamowana niczym sam Pluto!!! :)
    Sąsiadka ma natomiast drób różny, także kury i oczywiście koguta, agresywnego bardzo. Kiedyś miała kaczkę, która prowadzała ponad 20 kacząt. I ten podły kogut napadał i na kaczkę, i na maluchy – nawet jednego zadziobał! I sprytna kaczucha zaobserwowała, że Kira koguta uwielbia ścigać, i na jego widok radośnie doznaje ekstatycznego pędu, powodując wśród kur rozgardiasz i panikę, a jej celem zawsze był dumny kogut!!! Chodziła na ogół blisko naszej działki i w zasięgu wzroku psa – czasami nieomal na wyciągniecie ręki! A gdy Kira usiłowała bodaj powąchać kaczątko, stroszyła pióra, rozcapierzała skrzydła i sycząc nacierała z otwartym dziobem! Pies na taki atak odskakiwał nieco, ale odpuszczał. I tak sobie wszyscy funkcjonowali, aż kaczęta podrosły – kogut, kaczka, kaczątka i wielki, zębaty pies! :)

    • Obserwując zwierzęta, czasem mam wrażenie, że wiedzą więcej od nas. Kierują się instynktem, porozumiewają się w swoim języku, niezrozumiałym dla człowieka, a funkcjonują czasem lepiej i zgodniej od niego. Choć gramatura mózgu, u nich jest zasadniczo mniejsza niż nasza, potrafią zdobyć jedzenie, zabezpieczyć maluchy – wyżywić, obronić przed wrogiem.
      Nawiązując do Twojego opowiadania o kogucie sąsiadki, Zenonie, napiszę o naszym , a właściwie mojej mamy. Często jeździliśmy do moich rodziców na wieś. Dzieci były małe, a kogut, chodził dumnie wśród stadka kur. Łeb zadzierał dumny, że jeden ma pieczę nad kilkunastoma żonami. Córka pozwoliła sobie podejść zbyt blisko do haremu, więc władca skoczył na nią z impetem. Dobrze, że skończyło się tylko na niegroźnych zadrapaniach. Kogut był duży i silny, a dziecko miało może pięcioletnie. Stałam prawie przy niej, a i tak doszło do niespodziewanego, błyskawicznego ataku. Nie możemy mieć pretensji do zwierząt, które bronią swojego terytorium. Intruz wszedł na ich teren, trzeba go przegonić. Nie zaatakował mnie tylko niegroźne dziecko.
      Pozdrawiam serdecznie Zenonie:)

  6. Dobre, naprawdę dobre to Twoje pisanie. Jedyne, co ja bym jako redaktor samozwańczy zmieniła, to trochę skróciła końcówkę. Za bardzo wykładasz kawę na ławę tłumacząc uczucia bohatera.

    • Dziękuję za cenną uwagę, Ewo. Dzisiaj napisałabym ten tekst, zapewne, inaczej. Wtedy takie było zadanie. Opowiadanie napisałam pod konkretne wytyczne i komentarz odautorski był konieczny. Utwór powstał na trzecim roku studiów, a dzisiaj zamieściłam go w oryginale. Gdybym jeszcze raz musiała wykonać to samo, zapewne, po latach praktyki, zrobiłabym inaczej. W tamtym czasie na tyle było mnie stać, takie umiejętności posiadałam. Może teraz udałoby mi się zrobić to lepiej?
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

  7. Świetna spostrzegawczość.
    Mój pies, kiedy ja cierpię, zawsze leży koło łóżka i nie pozwoli nikomu się ruszyć. Zastanawiało mnie, jakim sposobem to czuje, skoro mowy nie rozumie, to nawet, gdybym mówiła o bólu, to jemu to nic nie mówi, prawda?

    • Dziękuję, Ultro, za komentarz. Nawet nam się nie śni, czym potrafią kierować się psy. Zapewne zapach osoby chorej, dla nich jest inny, niż zdrowej. Ludzie tego nie wyczuwają, pies ze swoim niezwykłym węchem wie więcej. Do tego na co dzień biega zapewne obok Ciebie cały czas. Kiedy leżysz w łóżku, czuje i widzi zmiany, dostosowuje się do sytuacji. Do tego psy są bardzo wierne i czułe. Przeżywa Twoją chorobę, może, bardziej niż rodzina i najbliżsi. My wiemy, że grypa, czy przeziębienie, przejdzie po tygodniu. Psy tego nie wiedzą, więc ich strach o swoją panią jest duży.
      Pisałam już kiedyś o tym, ale nie jestem pewna, czy to przeczytałaś, Ultro. Więc napiszę raz jeszcze. Kiedy byłam dzieckiem, na wsi, moi rodzice mieli Murzyna, wiernego i dobrego psa. Mieszkała u nas mamy siostra, którą zwierzę uwielbiało. Każdego dnia czekał, na nią około czwartej po południu, na trawniku przy szosie. Kiedy wyszła za mąż i wyjechała na stałe, Murzyn do samej śmierci wiernie czekał na swoją ukochaną panią przy drodze. Mama musiała go stamtąd zabierać, bo nie jadł ani nie pił. Zwierzęta, a szczególnie psy, są wierniejsze od człowieka. Więc nie dziw się, że Twój pies też troszczy się o Ciebie, kiedy chorujesz.
      Pozdrawiam serdecznie Ultro:)

      • Niesamowite.
        Kiedyś zdarzyło mi się podpatrzyć, jak ukradł z szafki ciastka, a potem drzwi pyskiem zamknął po to, by zatrzeć ślad przestępstwa.
        Pozdrawiam.

        • Zwierzęta są niesamowite, a Twój pies ma trochę cech człowieka, niewątpliwie. Jest przebiegły i inteligentny.
          Pamiętam Murzyna, którego opisałam wcześniej. Mama szykowała obiad i na desce zostawiła 7 kotletów, bo tyle osób siadało do stołu. Musiała na chwilę wyjść z domu, nie wiem dlaczego. Pies leżał pod kasztanem, przy schodach. Nie wchodził nigdy do domu, bo nie wolno mu było. Tym razem odważył się, wszedł, bo czuł, że w kuchni jest coś smacznego. Porwał jeden kawałek mięsa, po czym spokojnie wyszedł i dalej leżał przy wejściu do domu. Mama wiedziała, że to jego sprawka, pokazała inne kawałki mięsa, dała po tyłku kilka razy i odtąd nigdy nie pozwolił sobie nic ukraść. Murzyn był mądrym, wiernym i dobrym psem.
          Pozdrawiam Ultro serdecznie:)

  8. Elu będę szczera, smutnych rzeczy ostatnio unikam, jak tylko się da.
    Czytałam poprzednią Twoją formę literacką i wiem, że na pewno jest dobrze napisane. :) . Miłego dnia Elu. :) .

    • Przykro mi Tereniu, że akurat taki tekst zamieściłam. Czasem mamy taki okres, że nie chcemy nawet czytać i oglądać niczego co jest smutne. Na co dzień, spotyka się wiele bólu i trosk. Nawet po film i książkę sięgamy raczej o pozytywnej treści, bo to nas uspokaja.
      Pozdrawiam ciepło i wiosennie Tereniu:)

  9. Myślę, że pięknie, tym piękniej, że oszczędnie ujęłaś temat. Nie ma przegadania, nie ma Twoich odczuć jako autora. Jest ten człowiek, ta samica, to małe i surowość krajobrazu. Widzę jakiś symbolizm, odbicie tragedii z przeszłości. Pomógł matce, tym samym uratował i dziecko. Opowieść niesie nadzieję, że nie zatracając człowieczeństwa, ciągle jesteśmy nierozerwalną częścią przyrody. Bez niej co my?

    • Dziękuję, Bożenko, że dostrzegłaś rzecz najważniejszą, w zamieszczonym tekście, a mianowicie symbolikę. Przyroda i my, to jedno. Zawsze jesteśmy od niej zależni, słusznie napisałaś, co my możemy bez niej. Zwierzęta i człowiek żyją obok siebie, nie może być inaczej. Niestety większe szanse na przetrwanie ma przyroda bez człowieka, niż odwrotnie. Ponieważ, to my myślimy, wiemy, przewidujemy przyszłość, mamy środki i sposoby, żeby zapobiegać niszczeniu, powinniśmy to czynić. Chronić, co tylko można, ale człowiek jest wandalem, grabi ile się da, chociaż wie, że przyroda zemści się ze zdwojoną siłą. Człowiek musi dbać o miejsce życia przyszłych pokoleń, nie patrzeć ile da się wydrzeć przyrodzie, z jej zasobów. Równowaga w przyrodzie pozwoli nam żyć spokojnie, a tym co po nas przyjdą, zastać dostatek naszego świata.
      Pozdrawiam Bożenko serdecznie:)

  10. smutne i wzruszające, tak konstruujesz opowieść, że pomału odsłaniasz karty, nie wiadomo kiedy kolejne lądują na stole, z taką gracją i wyczuciem. świetnie skonstruowana i poprowadzona opowieść…

    • Witam Cię serdecznie na moim blogu, Doroto. Proszę bodź moim stałym gościem.
      Dziękuję Doroto za wyjątkowo miłą dla mnie, jako autorki, ocenę opowiadania. Pięknie napisałaś, recenzentką jesteś profesjonalną. Smutek i wzruszenie wpisane jest w życie każdego człowieka. Fikcja literacka jest wynikiem przeżyć własnych lub zasłyszanych od innych ludzi. Nie tylko dokumenty oparte są na faktach. Podobnie dzieje się z konstruowaniem utworów typowo literackich. Czasem drobna informacja stanowi kanwę przyszłego opowiadania albo powieści.
      Pozdrawiam serdecznie Doroto:)

  11. Witam ciepło
    Piękne opowiadanie i to prawda, że człowiek po traumie chce samotności a potem gdy pojawia się cel, gdy pojawia się przyjaciel – niedźwiedzica zmienia się wszystko,,,
    pozdrawiam Elżbietę ciepło
    dobrycoach.bloog.pl

    • Człowiek, który przeżywa żałobę, trudno odnajduje się w dotychczasowym środowisku. To co kiedyś go bawiło, było miłe, hałas, zgiełk miasta, towarzystwo znajomych, staje się nie do zniesienia. Wydaje się, że kiedy ja cierpię, powinien smutek przeżywać cały świat. Przecież tak nie jest i być nie może. Dlatego, człowiek cierpiący, usuwa się z planu głównego. Szuka samotności, izolacji, chce w pełni przeżyć smutek, oczyścić się z winy popełnionej i tej przypisywanej sobie niesłusznie, bezpodstawnie. Natura, jej niema cisza pomaga wrócić do równowagi. Tu łatwiej odszukać sens życia. Jesteśmy maleńkim ziarenkiem w jej ogromnych dłoniach. Może uświadomienie sobie tej prawdy, pomaga w powrocie do codzienności, po traumatycznych przeżyciach?
      Pozdrawiam Dobrycoachu serdecznie:)

  12. Bardzo nastrojowo napisane. Kupuję w całości. Trochę przypomina mi film „Niedźwiadek”, chociaż nie pamiętam jego fabuły. Pewnie chodzi o Alaskę, tematykę i atmosferę

    • Każdy z czytelników, zapewne, opowiadanie kojarzy z tym co kiedyś poznał. Tematy, bohaterowie powtarzają się często, w różnych formach wypowiedzi artystycznej. Film, książka, czasem nawet piosenka i dzieło sztuki, przywołuje dany utwór.
      Niedźwiedzie, to wdzięczny temat. Kiedyś oglądałam film ,, Mój brat niedźwiedź”. Wzruszający do łez. Byłyśmy na wakacjach w naszych pięknych górach. W deszczowy ranek obejrzałyśmy wzruszającą opowieść o tych niezwykłych zwierzętach. Była to chyba bajka, ale przeżycia podczas oglądanie, były podobne do tych, które wywołują dramaty filmowe.
      Pozdrawiam serdecznie Ewo:)

  13. Witaj Elżbietko!

    Dziekuję za to, że zaglądałaś do mnie i martwiłaś się podczas mojej nieobecności.
    Mam nadzieję, że teraz zagoszczę na dłużej.

    Natomiast wracając do Twojej pracy dziennikarskiej to jestem pełna podziwu.
    Gratuluję świetnej wyobraźni, Twojej wrażliwości, opisu przyrody,
    wczucia się w tragedię drugiego człowieka.
    Masz świetne pióro, które może czytelnika zaciekawić i przenieść
    w opisywane wydarzenie.
    Utrata Najbliższych przynosi ból i cierpienie.
    A człowiek w takiej chwili usuwa się gdzieś dalako w ciemny kąt,
    z którego nie chciałby wyjść.
    Nie chce kontaktu z otoczeniem, z ludźmi, nikt i nic go nie jest w stanie ucieszyć.
    ….sama o tym wiem.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

  14. Bardzo się cieszę Ulko, że jesteś z nami. Kiedy zobaczyłam, że zamieściłaś wiersz na swoim blogu, słonko jakby zaświeciło jaśniej. Milo, że będziesz nam dawać, na nowo, wiele przeżyć i dzielić się swoją wrażliwością i emocjami. Twoje wiersze są pełne ludzkich odczuć, trosk, obaw. Czasem smutne do bólu, ale nigdy obojętne dla czytelnika. Przecież o to chodzi, by każdy napisany tekst wywołał reakcje u drugiego człowieka.
    Dziękuję za ciepłe słowa o zamieszczonym opowiadaniu. Cieszę się, że budzi ono w osobach czytających pozytywne odczucia.
    Pozdrawiam Ulko serdecznie:)

  15. Idź tą drogą Elżbieto i pisz…
    Czyta się wspaniale, a połączenie świata ludzi i zwierząt zawsze może przynieść bardzo interesujące wnioski. My ludzie mamy przewagę nad przedstawicielami świata zwierząt i to w zachowaniach, czy cechach charakteru jakich u zwierząt się nie spotka

    • Dziękuję Tatulu za słowa uznania. Świat zwierząt i ludzi uzupełnia się wzajemnie. Żyjemy obok siebie i inaczej być nie może. Zwierzęta kierują się tylko instynktem, ale czasem wiele nas mogą nauczyć. Są (psy) wierne i gotowe za człowieka oddać życie. My mądrale, o dużych mózgach, nie zawsze potrafimy to docenić i odwdzięczyć się swoją dobrocią.
      Pozdrawiam Tatulu:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.