KŁAMSTWO DO PEWNEGO MOMENTU, A DALEJ TO JUŻ TYLKO PRAWDA

Kiedyś podczas rozmowy z współpracownikami, jeden z panów powiedział, że dzieciom można do pewnego wieku mówić kłamstwa na temat pojawiania się na świecie dzieci i innych spraw związanych z cielesnością  i  płcią. Za normalne uważał  tłumaczenie, że braciszka lub siostrzyczkę rodzice znaleźli w kapuście lub podrzucił je bocian. Dodam, że był to wierny sługa Kościoła. Zapytałam, w jakim wieku dziecko jest gotowe na przyjecie prawdy i odkręcanie bzdur, którymi  było karmione przez lata? Nie potrafił odpowiedzieć rzeczowo, ale był pewny swoich racji i nie dał zbić się z tropu, ani przekonać, że tak wychowywać własnych, ani żadnych dzieci nie należy. Z prostej przyczyny, bo rodzic musi być autorytetem dla dzieci i kojarzyć się synowi i córce z bezwzględną uczciwością i prawdomównością. Na pewno ten rodzic nigdy nie będzie wiarygodny dla swoich dzieci.

Dlaczego przywołuję ten fakt dzisiaj? Zakłamanie i walka z przekazywaniem wiedzy dzieciom na tematy cielesności budzą u wielu rodziców bunt i brak akceptacji. Co ciekawe, najbardziej protestują ci mające więcej niż jedno dziecko i popierający bez zastrzeżeń dyktat Kościoła w tej i innych dziedzinach życia człowieka.  Tłum ludzi, rodzin z małymi dziećmi na rękach lub w wózkach przeszedł przez ulice stolicy (30.08.2015), by zamanifestować swój bunt i odrzucenie propozycji MEN w sprawie edukacji seksualnej wprowadzonej  zgodnie z  wytycznymi WHO,  określając ją jako demoralizującą dzieci.

Manifestacja odbyła się pod patronatem, wsparciu i  udziale dwóch katolickich mediów Radia Maryja i Telewizji Trwam. A ta mieszanka nic dobrego nie wróży. Nie zwróciłabym na nią uwagi, bo moje dzieci skończyły już naukę i temat nie dotyczy mnie ani ich. Ale dla ogółu Polaków jest ważki i trzeba o nim mówić. Gdybyśmy żyli w Wiekach Średnich i czasach Świętej Inkwizycji, zapewne nie odważyłabym się na ten artykuł i otwartą krytykę Kościoła. Mamy XXI wiek, na szczęście dużo więcej możemy, by nie obawiać się oskarżenia o czary i spalenia na stosie. Klerykałowie i biskupi roszczą sobie prawo zawłaszczania coraz to nowych dziedzin życia i decydowania w obszarach, które dotąd podlegały wyłącznej władzy świeckiej. Episkopat swój ideologiczny dyktat agresywnie przemyca w każdą dziedzinę naszego życia i każe czuć się nam winnymi kiedy chcemy postąpić inaczej niż Kościół nakazuje ( bo nie są to nauki, ale nakazy). Lekarze podpisują lojalki wobec Kościoła, co ogranicza im możliwość wykonywania zawodu zgodnie z prawami świeckimi, dzieci urodzone dzięki in vitro obarczane są przez Kościół winą za śmierć swoich braci (absurd). Pod fałszywym hasłem obrony rodziny obwiniani są też rodzice. O zgrozo najwięcej na temat rodziny mają do powiedzenia ludzie, którzy rodziny nie mają. Bo celibat zabrania tego księżom. Tylko, że Kościół z łatwością odrzuca doktryny dlań niewygodne, ale sztywno trzyma się tych które mogłyby materialnie zubożyć tę firmę nastawioną przede wszystkim na zysk.

Właśnie niedawno przeczytałam, że Kościół upraszcza procedury związane z rozwiązaniem ślubów kościelnych. Za odpowiednio dużą opłatą (1000 – 1500, a nawet 2200 złotych) proces zamiast wielu lat może zakończyć się w ciągu 45 dni. Takie prawo ustanowił papież Franciszek I, a ma obowiązywać od 8 grudnia tego roku. Następna rzecz, Episkopat stawia prawo naturalne nad prawem stanowionym. Gdybyśmy ulegli tym absurdom i spełnili oczekiwanie hierarchów Kościoła, w Polsce zapanowałaby anarchia i niewyobrażalny chaos. Wrócilibyśmy do czasów walki o przeżycie, co dawałoby prawo silniejszemu zabić słabszego. Dalej, biskupi chcą za wszelką cenę wpływać na decyzje polityków, a zbuntowanych przykładowo z bezwzględnością karzą. Ta służalczość i manifestacja uległości wobec hierarchów Kościoła spotykana jest na każdym kroku (pani premier w Watykanie na kolanach, prezydent Duda na każdej uroczystości nisko przy ziemi). Episkopat często i dobitnie podkreśla, że władza świecka i kościelna powinna iść w parze, a Państwo i Kościół stanowić nierozerwalny twór. Przecież konstytucyjnie jesteśmy państwem z władzą świecką więc skąd tak jawna chęć współrządzenia okazywana przez Episkopat.

Nie jest tak, że wszyscy księża są uwikłani w kościelną obłudę.  Wielu, tych z niższego szczebla, to ludzie przyzwoici, rozsądni, życzliwi i uczciwi. Ale nie wolno im powiedzieć czegokolwiek, co psułoby wizerunek Kościoła. Wszyscy kościelni funkcjonariusze w drodze do wyższego szczebla, przechodzą proces intensywnego prania mózgu, aż z czasem nie są w stanie samodzielnie myśleć. Publicznie żaden nie wypowie tego, co można od niego usłyszeć w prywatnej rozmowie. To coś podobnego jak z naszymi politykami. Klasykiem tego przykładu jest były marszałek Sejmu, a wcześniej minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Oficjalne jego stanowisko wobec wielu spraw     (dla przykładu nasze stosunki z Bratem zza oceanu), było diametralnie różne od tego zajmowanego podczas  biesiad przy dobrych potrawach i markowych trunkach. Kościół wymusza na swoich podwładnych bezwzględną dyscyplinę. Duchowni wręcz panicznie boją się zwierzchników. Na bezwzględnym posłuszeństwie opiera się cała potęga Kościoła. W pracy miałam kolegę, którego wujek (brat matki) był proboszczem w jednej z parafii miasta wojewódzkiego. Często odwiedzał rodzinę i tam mógł dać popis swobodzie wypowiedzi na wszystkie tematy. Kochanka z dala od kościoła, którym zarządzał, dziecko na które łożył z datków swoich parafian i poglądy dalekie od oficjalnych.

Religia w szkołach. Tą decyzją Kościół spowodował, że dzieci rzadziej, bo tylko na mszy św. przebywają na terenie swojej parafii. Ale ważne były pieniądze, które wydzierane są państwu za naukę, choć w pierwotnym założeniu nauka religii miała być prowadzona bez wynagrodzenia. Potężne ilości sal katechetycznych teraz wynajmowane są za duże pieniądze. Kogo obchodzi, że atmosfera do nauki religii była idealna na terenie parafii. A teraz wróćmy do nauki o wychowaniu w rodzinie. To Kościół najbardziej broni sztywnego stanowiska, by edukacji seksualnej nie było. Dlaczego? Przecież dziecko na każdym poziomie rozwoju powinno poznawać swoją seksualność. Wiedza pozwoliłaby mu rozpoznać zagrożenia, nadużycia dorosłych, zły dotyk. Rozmowa szczera na każdy temat pozwoliłaby uniknąć wielu tragedii związanych z molestowaniem, nie tylko przez obce dla dziecka osoby, ale też przez najbliższe. Jednym z najważniejszych czynników chroniących dziecko, jest jego świadomość i pewność, że jest kochane i ma się do kogo zwrócić kiedy ma problem. Nauczyć trzeba też dziecko mówić: NIE. Kiedy jest przymuszane do rzeczy których nie chce robić musi potrafić powiedzieć NIE. Tego nie nauczy się samo. My dorośli musimy o to zadbać, zarówno w szkole jak i w własnych domach.

Wiara i Kościół. To dwa diametralnie różne pojęcia. Według Episkopatu ten kto nie bierze udziału w niedzielnej mszy św. automatycznie wyklucza siebie z Kościoła. Sama wiara, nawet najgorliwsza nic nie znaczy. A wiara daje ludziom siłę, zwłaszcza ta mocna, bezwarunkowa, pewna, uczciwa i gorliwa. Ale wiara i Kościół jako instytucja pazerna, obłudna, skostniała, zakłamana i służalcza mają ze sobą niewiele wspólnego.

Podobnie jak wspomniany na początku artykułu ojciec, Kościół nigdy nie będzie kojarzył się wiernym z prawdą. Od niepamiętnych czasów właśnie ta instytucja ludziom wiernym i nie tylko przypomina machinę nastawioną na mnożenie swojego majątku, trzymanie  ludzi krótko na smyczy, budzenie w nich nieustannie poczucia winy. Nie ma to nic wspólnego z nauczaniem Chrystusa, wiarą w Boga, który dał człowiekowi wolną wolę i możliwość wyboru. Współcześni biskupi są apodyktyczni i bardziej konserwatywni, niż w państwach uznanych za ostoję chrześcijaństwa. O duszę swoich owieczek Kościół troszczy się najmniej. Ma wiele innych ważniejszych dla siebie zadań, a grozi palcem bardzo często nie tylko wiernym ale też władzy. To bezpośredni powód i przyczyna, że do kościoła chodzi coraz mniej ludzi. Polacy wierzą, deklarują się jako katolicy, ale nie uczestniczą w mszach. Modlimy się, dziękujemy Bogu za łaski, odwiedzamy Dom Boży, ale w ciszy kiedy nie ma tam księdza. Wybieramy często bezpośrednią rozmowę z Bogiem, bez udziału innych osób. Według Episkopatu, to nie jest wiara. A przecież wiara i Bóg jest w nas. Swoim życiem zgodnym z wolą bożą najwierniej świadczymy, że wierzymy. Kościół chce zawłaszczyć nasze życie w każdej dziedzinie. To niesie odwrotny skutek do oczekiwanego. Działa tu zasada: czym bardziej ludzie są do czegoś przymuszani, tym bardziej sie przed tym bronią. Podobny efekt przyniosła religia wepchnięta na siłę do szkół. Teraz są tego widoczne negatywne skutki.

Myślę, że nie obraziłam niczyich uczuć religijnych. Jeżeli tak, zapewniam, że nie miałam takiego zamiaru.

HIV I AIDS MNIEJ MEDIALNE. NADAL NIEOSWOJONE I GROŹNE.

Trzydzieści lat temu w Polsce wykryto pierwszy przypadek osoby zarażonej wirusem HIV. Obecnie 50 do 70 procent zakażonych nie wie o tym, nie leczy się, roznosi chorobę  zarażając swoich partnerów seksualnych. Dziwny i trudnym do zrozumienia, wydaje się brak profilaktyki w tym zakresie. Co więcej trudno jest wejść do szkół wolontariuszom z fundacji,  by uświadamiać młodzież jakie zagrożenie niesie HIV i jak się przed nim chronić. Wszak zapobieganie, uświadamianie, wykrywanie, we wczesnym stadium, pozwala na uratowanie życia wielu jednostek, a także zaoszczędzenie znacznych sum, które można przeznaczyć na leczenie tych, których choroba  AIDS już dotknęła.

Problemy związane z HIV i AIDS są ogromne. Sytuacja w tym zakresie na świecie i w naszym kraju   nie poprawia się. Według statystyk UNAIDS, czyli Sojuszu Agend Narodów Zjednoczonych ds. HIV/AIDS, co 9 sekund umiera człowiek w związku z AIDS, co 6 inna osoba zaraża się HIV, a co 14 jakieś dziecko zostaje sierotą, bo jego rodziców choroba zabrała przedwcześnie. Mit, że to dotyczy tylko narkomanów i homoseksualistów dawno upadł, a zarażenie  może dopaść każdego człowieka. Według statystyk od 10 lat największą grupę zarażonych i chorych stanowią osoby heteroseksualne i te, które z narkotykami nigdy nie miały kontaktu. Edukacja w zakresie AIDS jest w Polsce na bardzo niskim poziomie. Należałoby zacząć ją w szkołach. Niestety problem z wpuszczeniem osób szerzących wiedzę o chorobie maja dyrektorzy, albowiem uciekają od problemu uważając, że w placówce przez nich zarządzanej,   problemu AIDS i HIV nie ma.

Tymczasem AIDS i HIV w dalszym ciągu budzą lęk, są podszyte strachem i uprzedzeniami. Ogólnie jesteśmy tolerancyjni, kiedy problem jest daleko od nas i naszych rodzin. Z chwilą, kiedy zbliża się do nas i naszych bliskich (chore dzieci w przedszkolu, szkole), nie wyrażamy zgody by przebywały razem z naszymi zdrowymi. Bronimy się przed nieznanym, po prostu naturalnie boimy się. Lęk wynika z niewiedzy i rodzi nietolerancję.Według danych sondażowych Stigma Index  z 2011 roku, 20 procent  osób seropozytywnych doznało odrzucenia ze spotkań i wydarzeń towarzyskich, 14 procent wyrzekła się rodzina, a 13 procent zmuszona była wyprowadzić się z dotychczasowego miejsca zamieszkania. Jedyna słuszna droga do przybliżenia HIV/AIDS społeczeństwu, to edukacja. Najbardziej wiarygodnymi osobami, do uświadamiania, mogliby być sami chorzy.

Kasia Klaczyk, jako jedna z pierwszych osób zakażonych HIV pokazała swoją twarz. Ma odwagę mówić otwarcie o chorobie, która ją dotknęła. Co więcej została ambasadorką kampanii „HIVokryzja. Wyleczmy się”. Jak sama  przyznaje prowadzi normalne życie, a choroba nie jest dla niej problemem. Ma chłopaka, kochającą rodzinę i pracę, skończyła dwa kierunki. Jeździ tramwajem, chodzi na zakupy i do kawiarni. Wiele podobnych osób jest między nami. Mijamy ich na ulicy, dopóki nie wiemy, że są nosicielami HIV traktujemy ich normalnie. Nasz stosunek zmienia się diametralnie z  chwilą gdy przyznają się do choroby. Kasia chwali poziom leczenia w Polsce. Wystarczy jedna tabletka dziennie, która ma trzymać poziom wirusa HIV na niskim poziomie około 1%. Daje to gwarancję bezpiecznego kontaktu z partnerem. może prowadzić normalne życie……… no właśnie, pod warunkiem, że społeczeństwo na to jej i podobnym osobom pozwoli.

Oswojeniu HIV ma służyć kampania HIVokryzja, w której wezmą udział nosiciele HIV. Pokażą swoje twarze. Chcą tym pobudzić społeczeństwo do myślenia, eliminować lęk przed nieznanym, budować tolerancję. Wyzwolić poczucie wstydu u ludzi, którzy odgradzają się od nosicieli HIV. Wstyd prowadzi do tego, że zmieniają nastawienie do tych, których dawniej piętnowali. Widzą w nich ludzi, którzy chcą normalnie żyć, być częścią społeczeństwa, akceptowaną przez nie i darzoną szacunkiem. Nie chcą ukrywać się, żyć w ciągłym strachu, że zostaną zdemaskowani. Chcą mówić o swojej chorobie, zachęcać ludzi do badania się. W Polsce nie bada się na nosicielstwo HIV nawet kobiet w ciąży. A wykrycie zakażenia, odpowiednie prowadzenie przyszłej matki, daje prawie 100 procent gwarancji na urodzenie zdrowego dziecka. Dlaczego ludzie nie badają się? Przyczyna jest prosta: boją się wiadomości, że są nosicielami HIV. Wolą nie wiedzieć, a to jest kardynalny błąd. Należy dać sobie szansę na leczenie i prowadzenie normalnego życia. Niewiedza nie chroni nas przed problemem i nie powoduje, że kłopot  zniknie.

Każda osoba, która dowie się o zakażeniu, długo nie może się z tym oswoić. Nie należy wpadać w panikę, a niezwłocznie szukać pomocy. Zaakceptować sytuację (na pewno trudną) i podjąć walkę o normalne życie.  Najgorsze co można zrobić, to zamknąć się w domu. Odizolować od świata i ludzi. Czym dłużej taki stan trwa, tym trudniej go zmienić. Kontakt z  zakażonymi wirusem HIV, ich doświadczenie i cenne rady mogą być wsparciem. Do tego lekarz i leczenie. Najpierw sam chory musi oswoić się z HIV, a potem jego bliscy i otoczenie.

Proszę o dyskusję na poruszony temat. Może znacie chorych lub zakażonych wirusem? Jak funkcjonują w swoich rodzinach, miejscu zamieszkania i w pracy? Czy znajomi wiedzą o tym, że są chorzy?  Jak ich traktują? W ogóle, czy społeczeństwo polskie potrafi okazać empatię i zrozumienie w stosunku do nosicieli wirusa HIV. Tak jak napisałam w tytule. Wydaje mi się, że HIV i AIDS są nadal nieoswojone, bo temat ten stanowi swoiste tabu, owiane mgiełką tajemnicy i strachu. Wiemy przecież wszyscy, to co nieznane budzi lęk i obawy.