ZAWIŚĆ, KŁAMSTWO I CHCIWOŚĆ SKUTECZNIE NISZCZĄ DOBRE STOSUNKI MIĘDZY LUDŹMI

Jestem częścią tego mini świata. Pieniądze, a może ich brak powodują wśród ludzi zatracanie zasad godnych człowieka.  Mały ryneczek, a reguły gry, według których postępują jego użytkownicy, niczym nie różnią się od tych,  jakie dotyczą pracowników wielkich korporacji. Kilku sprzedawców  warzyw i owoców, a walka między nimi jak na ringu, między stojącymi naprzeciw siebie bokserami. Zawiść, kłamstwo i chciwość, to zasady jakimi kierują się  pracujący tu ludzie.

Piąty rok prowadzę sezonowo (cztery miesiące w roku) mały kramik na bazarze miejskim. Na początku to miejsce tętniło życiem, a ilość klientów chętnych do kupna oferowanych towarów była wystarczająca. Każdy z handlujących mógł bez problemu utrzymać swój mały biznes, pokryć koszty, zapłacić podatki i mieć kilka groszy w portfelu. Niestety nasze miasto opanowały wielkie sieci handlowe, a klienci chętnie zaopatrują się w nich kompleksowo. Systematycznie rezygnują z zakupów świeżych warzyw i owoców na targach. Wszyscy odczuwamy tego skutki, bo coraz mniejszy zarobek zostaje  do naszej dyspozycji. Małym, takim jak ja, bez darmowej pomocy rodziny, dawno przyszłoby interes zamknąć.

Godzę się ze spadkiem zarobków i staram się z pokorą i sercem obsłużyć każdą osobę, która zatrzyma się przy moim stoisku i zechce kupić  cokolwiek. Już wcześniej, ale szczególnie w tym roku zauważyłam, że konkurencja postępuje nie fair. Właściciele dwóch całorocznych straganów roszczą sobie prawo do każdego klienta, który pojawi się na bazarze. Postępowanie ich jest do tego stopnia nieetyczne, że potrafią zapytać kupującego wprost: „Dlaczego kupuje pani/pan truskawki i maliny u konkurencji, a po pyry przychodzi do mnie?”. Podobnych zarzutów i wyrzutów w stosunku do klientów jest wiele i powtarzają się nagminnie. Dziwi mnie reakcja kupujących. Jakby ukrywali się z tym, że ośmielili się  kupić u mnie  truskawki czy czereśnie, z tego tylko powodu, że są świeże i smaczne. Czują się winni za brak lojalności wobec stałego sprzedawcy. Proszą by zakupiony towar przechować, bo muszą zaopatrzyć się w  ziemniaki i ogórki, których ja nie prowadzę. Ubolewam nad poczuciem małej wartości i służalczością klientów. Czy gnąc kark przed sprzedawcą rzodkiewek, potrafią zachować się godnie i odważnie, kiedy przyjdzie podjąć ważne decyzje?  Pozwalają sobą manipulować sprzedawcy  owoców i warzyw na bazarze. Nie potrafią obronić i wyartykułować swojej decyzji głośno i wyraźnie. Wolą ukryć się z nią przed atakami nachalnych kramarek.

Kiedy pierwszy raz przyjechałam na rynek z owocami, zauważyłam wrogość innych sprzedawców. Nie tylko do mnie, ale także wobec siebie. Klany potworzyły się dwa i każdy wiodący handlarz miał swoją grupę popierających i wrogów, czyli tych którzy łączyli się z przeciwnym obozem. Nie mówiono sobie dzień dobry rano, ani do widzenia po pracy. Nie zmieniano pieniędzy u przeciwników, nie porównywano też cen. Każda kasta robiła to w swoim środowisku. Długo byłam neutralna. Starałam się rozmawiać i witać z każdym. Tak nie dało się postępować. Trzeba było opowiedzieć się po czyjejś stronie. Nie wybrałam przez 5 lat nikogo, kontakty bliższe z konieczności, utrzymywałam z tymi, którzy byli bliżej mojego straganu, nie występując jednocześnie przeciwko tamtym, którzy  byli dalej. Z czasem sami mnie odrzucili, uważając że przystałam do wroga.

Wiele rzeczy razi mnie, staram się nie nawiązywać bliższych rozmów z nikim. Tylko kurtuazyjne powitania i zdawkowa wymiana zdań. I tak naraziłam się jednej z ekspedientek, kiedy chciałam zapoznać się z jej cenami. „Wynocha do swojego straganu”.  Takie słowa usłyszałam od dziewczyny w wieku mojego syna, rok temu. Od tego czasu, poza powitaniem nic więcej nie mam jej do powiedzenia. Nikomu tego nie mówiłam, nawet mężowi, bo najnormalniej na świecie wstyd mi za tę młodą osobę.  W tym sezonie z kolei (może miesiąc temu), jej pracodawczyni przyszła do mojego stanowiska z takimi słowami: „Ela jak nie chcesz być o, to przychodź dalej do bambra (sprzedają obok siebie). To, że śpisz z nim, mnie nie obchodzi, ale szeptać przy mnie nie pozwalam”. I tak zostałam kochanką bambra, o czym dotąd nie wiedziałam. Również tego incydentu nie opowiedziałam mężowi, bo nie chciałam go martwić.

Kto to jest bamber? To rolnik, który zna moją rodzinę i jako pierwszy 5 lat temu z sympatią i uśmiechem przyszedł porozmawiać z nową, czyli ze mną. Widzę w nim wiele bezinteresowności, mało zawiści, prostotę i szczerość w obcowaniu z innymi. Handluje na tym rynku, własnymi warzywami i owocami od momentu jego powstania, czyli od 20 lat. Zawsze w jednym miejscu, na połowie straganu z inną panią. Tak było do ubiegłego roku. W tym zostawiono mu tylko ćwiartkę, a resztę zajęła osoba chciwa, która ma lepsze układy, niż bamber, z zarządzającymi tym rynkiem. Ponieważ  nie rozmawiają  ze sobą, nie życzy sobie, bym ja z nim utrzymywała kontakt. Nie należę do ludzi strachliwych i niczym dla mnie są słowa żądnej władzy i panowania, nad całym placem, kobiety. Tak jak rozmawiałam wcześniej tak i teraz utrzymuję kontakty z bambrem, z tą różnicą, że przy moim stanowisku. 

Różne incydenty przytrafiają się pracującym na bazarze. Zastawienie drogi przejazdowej samochodem dostawczym, przebita opona, zepsute owoce podrzucone pod stanowisko, złośliwe spojrzenia, nieprawdziwe plotki. Czy tak musi być? Walka o przetrwanie, o klienta, zyski, zaślepiają ludzi. Szukają zemsty na podobnych do siebie. Srebrniki zgubiły Judasza, żółte grosze- współczesnych, pazernych ludzi. Cały niesmak tej sytuacji wynagradzają mi zaprzyjaźnieni klienci. Rozmowy z nimi działają na mnie jak balsam na obolałe miejsce. 

Zapraszam do dyskusji na temat bazarowych stosunków. Może ktoś z Was ma porównywalne doświadczenia do moich, albo jako klient spotkał się z  podobnymi praktykami. Czy mój plac handlowy jest wyjątkiem, niespotykanym nigdzie?

PRAWA AUTORSKIE, A PUBLIKACJA WAKACYJNYCH ZDJĘĆ

Czy wiecie, że nie wszystkie zdjęcia z wakacji można publikować bezkarnie? Warto zapoznać się z ograniczeniami dotyczącymi tej sprawy, bo brak wiedzy nie usprawiedliwia nikogo przed łamaniem przepisów dotyczących  praw autorskich, a kary  mogą być bardzo dotkliwe. Piszę ten post ku przestrodze i uczulam. Blogujemy, a pod wpisami często zamieszczamy całą serię zdjęć z miejsc, które odwiedziliśmy.

W sobotnio-niedzielnym wydaniu Głosu Wielkopolskiego (4-5 lipca 2015 roku), w dodatku „Taki jest świat”, przeczytałam artykuł na ten temat. W pierwszych zdaniach  Kaya Burgess  ”The Times”( tłumaczenie Lidia Rafa) pisze: „Za wrzucenie  na Facebooka zdjęcia wieży Eiffla nocą grozi kara. Unia Europejska rozważa wprowadzenie takich kar za fotografowanie innych znanych obiektów na terenie Europy”.

Co to może oznaczać dla przeciętnego zjadacza chleba?  Na razie tylko Francja i  Belgia zabraniają publikacji zdjęć zrobionych nocą znanym obiektom, na przykład wieży Eiffla. Choć prawa autorskie do tej budowli dawno wygasły, to iluminacja należy do współczesnego twórcy.  Chronią go prawa autorskie i pozwalają na czerpanie z tego tytułu korzyści materialnych. Podobnie rzecz ma się z brukselskim Atomium.

Przepisy, które zaproponowała Unia Europejska, eksperci i prawnicy uważają za niedorzeczne. Ostrzegają, może dojść do tego, że ludzie (fotografowie i turyści) robiący, sprzedający lub publikujący zdjęcia znanych obiektów europejskich czy dzieł sztuki, nagminnie będą łamać przepisy dotyczące ochrony praw autorskich. W konsekwencji postępować niezgodnie z prawem, za co grożą kary przewidziane w kodeksie. Do tej pory większość państw Unii, przykładowo Wielka Brytania, Polska, Hiszpania czy Niemcy, zezwalały na fotografowanie i obrót (także komercyjny), zdjęciami obiektów i dzieł sztuki znajdującymi się na stałe w przestrzeni publicznej. Prawo to nazywa się wolnością panoramy.

Propozycje reformy mogą rozszerzyć  przepisy obowiązujące już w Belgii i Francji na całą Unię Europejską. Dotknie to przede wszystkim profesjonalnych fotografów, których zdjęcia rozpowszechniane są w książkach, na widokówkach czy w serwisach internetowych. Nowe przepisy uderzą także w tych, którzy  upublicznią zdjęcia  prywatne na Facebooku czy w innych serwisach i na blogach, w przypadku zamieszczania na nich płatnych reklam lub innych form komercyjnych.

Debata trwa. Propozycje są różne. Jedni uważają (Niemcy), że przepisy wolności panoramy należy rozszerzyć na całą Unię. Parlament Europejski jest zwolennikiem wprowadzenia przepisu, który wymusza, by każdorazowe opublikowanie zdjęć, video lub innego wizerunku obiektów będących częścią przestrzeni publicznej w celach komercyjnych, było poprzedzone zgodą właściciela praw autorskich lub zarządzającego. Dyrektor Stowarzyszenia Fotografów i znawca w dziedzinie prawa własności intelektualnej, określa proponowane zmiany, jako absurd i całkowite naruszenie zasad wolności słowa. Nawet Królewski Instytut Brytyjskich Architektów jest przeciwny wprowadzeniu zmiany przepisów. Choć mają one chronić  prawa autorskie i prowadzić do otrzymywania wynagrodzenia  za komercyjne wykorzystywanie wizerunku ich dzieł, będą stwarzać niepotrzebne implikacje i prowadzić do ograniczenia dyskursu na temat architektury i przestrzeni publicznej.

Prowadzimy blogi, często pod artykułami zamieszczamy własną dokumentację fotograficzną. Warto zapoznać się z przepisami, które regulują prawo autorskie  obiektów znajdujących się w przestrzeni publicznej, by nie zaskoczyła nas informacja, że zostaliśmy ukarani za bezprawne rozpowszechnianie  zdjęć. 

NA „GIGANCIE”, CZYLI WAKACYJNE UCIECZKI DZIECI I MŁODZIEŻY.

Wakacje, to okres odpoczynku i radości. Po dziewięciu miesiącach wytężonej nauki zaczyna się czas swobody. Większość młodych ludzi spędza go zgodzie z oczekiwaniem rodziców: bezpiecznie, wesoło, w gronie innych dzieci i przyjaciół. Jednak znaczny odsetek ucieka z domu, popada w kłopoty, fundując sobie wspomnienia złych przeżyć na wiele lat.  Rodzinie dramat, strach i obawę, by nie okazało się, że  dziecko spotkało to najgorsze……….

Każdego roku, na początku wakacji temat ucieczek dzieci i młodzieży z domu, wraca jak bumerang.  Oklepany, powielany wielokrotnie do znudzenia, ale aktualny w dalszym ciągu, bo ilość wakacyjnych ucieczek dzieci i młodzieży z domów rośnie z roku na rok. Odpuścić, nie mówić, nie pisać? Tak nie można. Należy temat nagłaśniać  w prasie, telewizji, radio, a także w każdy inny sposób. Nawet zapobiegnięcie jednemu oddaleniu dziecka z domu  warte jest tego, by krzyczeć głośno o tym problemie, uczulać rodziców i opiekunów na zagrożenia jakie mogą spotkać dziecko na „gigancie”. Co niepokoi z roku na rok  bardziej? Wzrost liczby ucieczek oraz oddalanie się samowolnie z domów dzieci coraz młodszych.  Dawniej uważano, że uciekają najczęściej zbuntowane nastolatki, będące w kryzysie wieku dojrzewania. Obecnie problem dotyczy także tak zwanych dobrych domów.

Da się wyjaśnić ucieczki z rodzin patologicznych: biedą, chęcią przeżycia tego, czego brak im w domu, poznanie nowych miejsc, ludzi. Trudniej usprawiedliwić i  wyjaśnić oddalenia z domów uważanych za normalne. Tych z roku na rok przybywa w szybkim tempie. Koniecznie trzeba szukać przyczyny i podjąć działania, by ten proces zatrzymać. Powodów jest dziesiątki: przemoc w domu, kłótnie między rodzicami, nałogi rodziców (alkoholizm, narkomania), brak czasu dla dzieci, zmęczenie rodziców, praca ponad normatywny czas, brak miłości, akceptacji, zbyt duże wymagania, niespełnianie oczekiwań rodziców, odrzucenie, ciągła krytyka, a także chęć poczucia się wolnym. Inne przyczyny dotyczą nieporozumień z rówieśnikami i kłopotów w szkole. Możemy mnożyć powody w nieskończoność. Czasem rodzice błędnie myślą, że wystarczy kupić dziecku nowy tablet, markowe rzeczy, wysłać na wakacje za granicę. To za mało, bo brak miłości i czasu dla dziecka, nie da się zastąpić rzeczami.

Dane biją na alarm. Statystyki pokazują wyraźnie, że ilość oddaleń z domu dzieci i młodzieży jest największa w czasie wakacji. Najczęściej uciekają  nieletni mieszkańcy miast mający 14-16 lat. Jak podaje Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych Itaka, w naszym kraju co 2-3 dni zgłasza się zaginięcie dziecka poniżej 7 roku życia, a każdego dnia  policja przyjmuje zgłoszenie o oddaleniu dwojga dzieci w przedziale wiekowym 7-13 lat.  Porównując  ucieczki w latach  2013 i 2014 widać, że w każdej grupie wiekowej zaginięcia mają tendencję rosnącą.

ZGŁOSZONE POLICJI ZAGINIĘCIA DZIECI

Rok Do 7 lat 7-13 lat 14-17 lat
2014 525 964 6 615
2013 481 951 6 121


http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/zaginieni/50885,Zaginieni.html

Na szczęście większość zaginionych zostaje odnaleziona w ciągu pierwszych 14 dni od zgłoszenia. 95%  dzieci w ciągu pierwszych 7 dni z powrotem trafia do swoich domów.

Ucieczka, to nie tylko oddalenie się młodego człowieka lub dziecka z domu. Tragedia zaczyna się w momencie sięgania po narkotyki, alkohol, dopalacze. Uciekinierzy  najczęściej są bez pieniędzy lub mają ich niewiele. By przetrwać sprzedają to, co mają przy sobie, czyli własne ciało. Chętnych na ten rodzaj usług jest dużo. Często to dewianci, zboczeńcy, którzy krzywdzą dziecko na całe życie. Nawiązać kontakt  nie jest trudno. Może to być wcześniejsze  umówienie się przez Internet lub za pomocą oszustwa (podstępu) propozycji dobrze płatnej pracy (modelka, hostessa). W rezultacie chodzi o prostytucję. Inni przestępcy wyszukują samotne dzieci i młodzież na dworcach, w galeriach, w parkach i na placach. Proponują im mieszkanie, jedzenie i wabią w ten sposób do siebie.

Czujność rodziców nie powinna nigdy być uśpiona. Opieka nad dzieckiem, to nie tylko dostatek materialny, a także dbanie o jego bezpieczeństwo. Rozmowa, to ważny element kontaktu z dzieckiem, nigdy nie jest jej za dużo. Podczas rozmów poznajemy myśli dziecka, problemy, wiemy czego pragnie, a co sprawia mu kłopoty. W porę możemy zareagować, zapobiec tragedii.  Dziecko powinno czuć nieustanną obecność rodzica przy sobie.  Wpojone zasady postępowania powinny towarzyszyć mu na co dzień. Dorosły ma obowiązek swoim autorytetem i doświadczeniem chronić nieletnich przed złymi czynami. Łatwiej zapobiegać, bo nieprzemyślane decyzje mogą prowadzić młodych do tragedii, a ich rodzicom zabrać spokój i radość do końca życia.

Pamiętajmy, że pewien odsetek młodych ludzi i dzieci nie odnajduje się nigdy, znika bez śladu. Część z nich  żyje na własny rachunek. Niestety są też przypadki śmierci dziecka, które oddaliło się z domu. Wakacje to czas radości i nadmiaru wolnego czasu. Kontrolujmy życie dziecka, by uchronić je przed błędami.