DOM PACHNĄCY CHLEBEM. MODA NA PIECZENIE CHLEBA WRACA.

Smak chleba pieczonego w domu pamiętam od wczesnego dzieciństwa. Wszyscy, a było nas pięcioro rodzeństwa, czekaliśmy na sobotę. Wtedy mama wyciągała dzieżę do wyrabiania ciasta i szykowała się do pieczenia chleba na cały tydzień dla siedmioosobowej rodziny. Lubiliśmy ten dzień, bo nie tylko dom pachniał wspaniałym, świeżym chlebem. Mieliśmy też na deser cienkie placki, posypane cukrem, smaczne i chrupiące.

W tamtym czasie nie zastanawiałam się skąd moja mama ma siłę wyrobić ręcznie całą dzieżę ciasta? Dopiero kiedy założyłam własną rodzinę i próbowałam zrobić małą ilość drożdżowego ciasta na pyzy, wróciłam myślami do tamtych dni i mamy przy dzieży, wyrabiającej ciasto chlebowe.  Uzmysłowiłam sobie ile siły potrzebowała moja mama, by zrobić ciasto na wspaniały chleb. Przypuszczam, że był to nadludzki wysiłek, dla mnie niemożliwy do wykonania, a moja mama, drobna, delikatna kobieta, radziła sobie z nim wyśmienicie.

Piec chlebowy stał w sieni, a otwór wsadowy znajdował się  w kuchni. Najpierw należało piec nagrzać do odpowiedniej temperatury. W tym celu trzeba było rozpalić ogień, wykorzystując długie, suche drewna (nazywane przez moich rodziców szczapami). Ojciec rąbał  kloce, na odpowiedniej grubości polana. Zdarzało się, że drew zabrakło, ojciec pracował na polu, a chleb trzeba było upiec. Bracia byli jeszcze za mali, więc mama sama rąbała drzewo.  Kiedy piec się grzał, mama wyrabiała ciasto. Z każdej poprzedniej partii, zostawiała w dzieży kulkę ciasta na zakwas, który w ciągu tygodnia fermentował i w nowym cieście chlebowym pełnił rolę podobną do drożdży. Jednym słowem powodował, że ciasto rosło. Kiedy masa była gotowa, mama posypała wierzch mąką, przykryła lnianą ściereczką i odstawiała dzieżę w ciepłe miejsce.  Po jakimś czasie, kiedy w dzieży było pełno, ciasto zostało jeszcze raz przemieszane i wyłożone na stolnicę.  Mama dzieliła je na siedem równych porcji, z których formowała ogromne bochenki chleba, oraz trzy mniejsze kulki, z których robiła płaskie, okrągłe placki i posypywała obficie cukrem. Pamiętam nazwę; podpłomyki. Chyba tak je nazywano na Nowosądecczyźnie, skąd pochodzili moi rodzice.

Gotowe chleby jeszcze przez chwilę leżały posypane mąką na stolnicy. Mama sprawdzała piec, czy ma odpowiednią temperaturę. Rozgarniała na boki wypalone drwa, czyściła środek i wkładała do niego, najpierw bochny chleba, a bliżej wlotu placki z cukrem. One właśnie wyjmowane były najwcześniej i gorące jedzone przez nas z wielkim apetytem. Uwielbiam te wspomnienia i zapach chleba w naszej kuchni. Tego nie można zapomnieć nigdy. Kiedyś dostałam mąkę żytnią. Upiekłam z niej dwa chlebki według przepisu z internetu. Zapach i smak  mojego chleba przypominał mi ten z dzieciństwa.

Wszystko szło dobrze, kiedy nie było problemu z rozpaleniem ognia. Ale zdarzały się dni, kiedy w żaden sposób mama nie mogła sobie poradzić. Najczęściej stawało się tak latem. Piec nie chciał odprowadzać dymu do komina, tylko całe kłęby zasmradzały kuchnię, a ściana nad drzwiczkami momentalnie ciemniała, aż w pewnym momencie stawała się czarna. Zaznaczam, że to pomieszczenie zawsze wymalowane było na biało, więc to miejsce wyglądało fatalnie, w stosunku do innych ścian. Ale dla mojej mamy nie stanowiło to żadnej tragedii, nie z takimi przeciwnościami losu musiała sobie radzić. Po wypieczeniu chleba, przynosiła kubeł z farbą i po uprzednim zmyciu ściany, malowała ją szczotką kilka razy, aż stawała się idealnie biała.

Całe lata zachwycaliśmy się produkcją masową, szybką i uniwersalną, kupowaliśmy gotowe produkty. Dzisiaj coraz częściej wracamy do tego co jest jednostkowe, niepowtarzalne, swojskie, domowe, tradycyjne, własne. Tak jest z chlebem. Często słyszymy i czytamy o paniach domu, piekących własny chleb. Powiedziałabym nawet, że mamy taką modę,  jest to trendy. Przepisów w internecie mamy setki, a przyrządy do tego potrzebne można kupić bez problemu. Oczywiście obecnie nikt nie piecze chleba w wiejskim piecu. Są do tego odpowiednie urządzenia, albo piekarniki elektryczne. Wyrabiać ciasto można też mechanicznie, bez wysiłku jaki musiała w tę czynność wkładać moja mama. Mimo tych udogodnień, sztuka pieczenia chleba nie należy do łatwych. Warto jednak się przełamać i poświęcić, bo zapach pieczonego chleba, dla wielu z nas, to najczęściej wspaniały zapach dzieciństwa. Oto jeden z przepisów, który sama wypróbowałam:

Chleb polski z grupy: polskie pieczywo na zakwasie: 

Składniki i wykonanie:                                                                                               Zakwas: 50 g mąki żytniej razowej i 50 g przegotowanej wody                                            Na wykonanie dobrego zakwasu potrzebujemy tydzień. Warto go zrobić, bo potem zostawiamy część ciasta chlebowego, które jest  zakwasem do kolejnego wypieku. Składniki mieszamy w słoju i odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 godziny. W drugim dniu bierzemy tylko połowę zakwasu, dodajemy po 50 g mąki i wody, mieszamy, zostawiamy w ciepłym miejscu. Przez kolejne  cztery dni czynność z drugiego dnia powtarzamy. W dniu siódmym mamy gotowy zakwas i możemy przystąpić do pieczenia chleba.                                                                                                                      Zaczyn: 60 g zakwasu, 90 g mąki żytniej, 90 g wody.                                                       Wszystkie składniki mieszamy i odstawiamy na 12 godzin.                                                                                                      Ciasto: przygotowany wcześniej zaczyn, 40 g mąki pszennej, 270 g wody, łyżeczka soli, łyżeczka cukru, 2 g drożdży.                                                                                      Wszystkie składniki mieszamy, wyrabiamy ciasto i pieczemy w piekarniku rozgrzanym do temperatury 200 st. C. Wyjmujemy kiedy skórka się zrumieni.

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam, spróbujcie upiec chleb w domu. Może nie udać się za pierwszym razem, nie zrażajcie się, za którymś razem będzie idealny.

TATO BĄDŹ ZE MNĄ CZĘŚCIEJ. WE WTOREK 23 CZERWCA DZIEŃ OJCA.

W jednym z poważnych czasopism wyczytałam, że statystyczny ojciec poświęca swojemu dziecku 32 minuty dziennie. To bardzo mało. W tym czasie kopie z synem w piłkę, gra w gry planszowe i komputerowe, buduje konstrukcje z klocków lego, gra ze starszym dzieckiem w koszykówkę, pomaga w lekcjach. Czasem pielęgnuje niemowlę. 

Większość prac przy dziecku i prowadzeniu domu wykonują kobiety. Tatusiowie niechętnie  biorą urlopy ojcowskie. Z tego przywileju korzysta tylko kilka procent uprawnionych. Z kolei urlop tacierzyński pozwala przejąć ojcu część urlopu macierzyńskiego żony, gdy ta chce wcześniej pójść do pracy. Jest to idealna okazja, bo od pierwszych miesięcy życia rodzi się bliskość ojca z dzieckiem. Wspólne spędzanie czasu z pociechą buduje  autorytet ojcowski, a spacery i zabawy zwiększają więź, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa przy ojcu.

Od czego się zaczęło? Obchody Dnia Ojca zostały zapoczątkowane trzy lata od ustanowienia Dnia Matki czyli w 1910 roku. Niejaka Sonory Smart Dodd ze Stanów Zjednoczonych zaproponowała 5 czerwca – dzień urodzin swego taty – świętem Ojców. Chciała, by podobnie jak Matki czczono pamięć drugiego rodzica, jego poświęcenie i pracę na rzecz rodziny. Jednak radni miasteczka Spokane wybrali trzecią niedzielę czerwca i tak jest w USA do dziś. W Polsce Dzień Ojca obchodzimy od 1965 roku i ma on stałą datę 23 czerwca. Mimo, że  to święto ma już  pół wieku, nie jest tak popularne jak Dzień Matki. Warto pamiętać o tej dacie i złożyć Ojcom serdeczne życzenia, bo bez nich rodzina byłaby jak ptak bez skrzydeł.

W tym ważnym dniu wszystkim Ojcom składam  najserdeczniejsze życzenia, pociechy z dzieci, cierpliwości i wytrwałości w opiece nad nimi.

Polecam interesujący wywiad Agaty Młynarskiej z własnym ojcem Wojciechem Młynarskim : Tato, czyli jeszcze w zielone gramy oraz wiersz Tadeusza Różewicza: Ojciec. 

Wojciech Młynarski: Tato, czy jeszcze w zielone gramy …

Ojciec | Różewicz, Tadeusz | Wiersze znanych | Portal …

Ojciec

Idzie przez moje serce
stary ojciec
nie oszczędzał w życiu
nie składał
ziarnka do ziarnka
nie kupił sobie domku
ani złotego zegarka
jakoś nie zebrała się miarkaŻył jak ptak
śpiewająco
z dnia na dzień
ale
powiedzcie czy może
tak żyć niższy urzędnik
przez wiele lat

Idzie przez moje serce
ojciec
w starym kapeluszu
pogwizduje
wesołą piosenkę
I wierzy święcie
że pójdzie do nieba

ANNA DYMNA. DAMA O WIELKIM SERCU I NIESPOTYKANEJ EMPATII.

W ubiegłą sobotę i niedzielę Telewizja Polska w drugim programie pokazała niezwykły koncert. W Krakowie na deskach estrady miał miejsce  11. Festiwal Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty. Ten konkurs jest inny, od tych które mamy okazję  oglądać w telewizji. Tu gwiazdami są chore dzieci, które dzięki opiece i wsparciu Anny Dymnej, uwierzyły w swoje umiejętności.

Konkurs wokalny dla osób niepełnosprawnych to, heroiczna walka z samym sobą, wzruszenia, emocje, niezwykłe popisy. Tu nikt nie wymaga perfekcji, rywalizacji za wszelką cenę i oczekiwania wygranej. Udział w tym magicznym konkursie, jest wyróżnieniem i nagrodą. Wszyscy uczestnicy wygrywają, bo dzięki występom przed liczną widownią zgromadzoną przy scenie i milionom widzów zasiadającymi przed odbiornikami telewizyjnymi, nabierają wiary w siebie, pewności, że potrafią, nie są gorsi od zdrowych ludzi. Prestiżu i ważności imprezie dostarczyły znani wokaliści scen polskich. W sobotę wystąpiły w finałowym koncercie dzieci, w niedzielę uznane gwiazdy estrady polskiej.

Organizatorka festiwalu, Anna Dymna,  mówi o swoich podopiecznych, że są zaczarowanymi ptaszkami. Udział w  imprezie, wyzwala w nich większą odwagę, dzięki czemu śmielej idą przez życie, nie boją się kontaktów z innymi ludźmi, są otwarci i ufni, chętni do działania. Nie skupiają się na swoim kalectwie, a potrafią wyzwolić to co mają w sobie najlepsze. Anna Dymna rozumie swoich niezwykłych artystów, jak mało kto. Podkreśla, że ludziom niepełnosprawnym, jest bardzo trudno zaakceptować swoją inność, czyli siebie ze swoim kalectwem. Długo trwa oswajanie się z bagażem, o który żadne z tych dzieci nie prosiło. Los ich nim obdarował, a one wraz z rodzicami, walczą o miejsce w społeczeństwie. Czasem okupione ogromnym wysiłkiem, upadkami, wątpliwościami i rezygnacją. Na szczęście są takie osoby jak Anna Dymna, która bierze pod swoje anielskie, białe skrzydła tych, którzy chcą wyrwać się z kręgu niemocy, bezsilności. Ona utwierdza ich w przekonaniu, że trzeba się otworzyć na innych. Chociaż obawiają się wyjść ze swojej skorupy, szukać kontaktu z ludźmi, asekurują się przed  wyśmianiem, złym spojrzeniem otoczenia, idą za nią, bo jest ich dobrym przyjacielem. Brak pewności i wiary w siebie powoduje, że bez wsparcia i zapewnienia, niezdolni są do podjęcia rywalizacji. Nie potrafią zawalczyć o swoje miejsce w społeczeństwie i normalnie w nim żyć. Potrzebują dużo więcej miłości, przyjaźni, zapewnień o swojej niezwykłości i posiadanych umiejętnościach, niż zdrowi. Trzeba upewnić ich w przekonaniu, że są zdolni pokonać wszystkie bariery i być równymi, a nawet lepszymi od ludzi pełnosprawnych. To wszystko może zrobić osoba, której ufają i traktują jak kogoś bliskiego, przyjaciela.

Takim człowiekiem, dobrym, ciepłym, szczerym, z sercem na dłoni jest Anna Dymna. Pomóc w pokonaniu słabości i obudzeniu wiary w siebie mogą wielcy i znani artyści.  Stoją obok niepełnosprawnych wokalistów  i występują razem z nimi, nadając ich popisom rangi.  Każdy z nich zaśpiewał z młodym artystą jedną piosenkę w duecie, wspierając go i uświetniając występ. W tym roku  finalistom konkursu towarzyszyły Irena Santor, Edyta Geppert, Marika, Rafał Brzozowski, Grzegorz Hyży i zespół Enej. Koncert prowadziła wspaniała Anna Dymna w towarzystwie Zbigniewa Zamachowskiego.

Każdego roku z niecierpliwością czekam na to niecodzienne wydarzenie. Nie tylko ja, ale cała moja rodzina i wielu znajomych. Występ tych niezwykłych artystów wzrusza każdego. Mam żywo w pamięci udział w podobnych popisach mojej córki z chłopcem na wózku. Uczestnicy Festiwalu Zaczarowanej Piosenki śpiewają, a nasze dzieci tańczyły w Grupie Integracyjnej. Takiej naturalności, wzruszeń, emocji nie można dostrzec podczas występów  artystów zdrowych. Ten klimat mogą zbudować tylko ludzie, a przede wszystkim dzieci, z dysfunkcjami. Nikt nie przyjmie ich popisów bez wzruszenia, a łezka w oku zakręci się niejednemu z nas dorosłych. Bo są to prawdziwi i wielcy artyści, chociaż nie skończyli w tym kierunku żadnych szkół.

Irena Santor i inni piosenkarze przyznali po koncercie, że praca na rzecz dzieci  niepełnosprawnych i Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, sprawia im dużo satysfakcji. Lubią pomagać, dzielić się z innymi tym co posiadają, czyli talentem. Przyznają, że wspólny występ z młodymi artystami daje im niezwykłą radość i poczucie spełnienia czegoś niezwykle dobrego. Nie zawsze występy muszą dawać korzyści materialne. Czasem poczucie niesienia radości innym jest bardziej cenne niż gratyfikacje finansowe.

Artykuł o zbliżonej tematyce znajdziecie na moim blogu. Polecam:

http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/2015/02/10/wozek-nie-jest-przeszkoda/

WÓZEK NIE JEST PRZESZKODĄ | sześćdziesiąt-równa-się …

NOWA USTAWA EMERYTALNA MAJ-2015. MEDIA MILCZĄ.

Jestem wściekła. Od 01.05.2015 weszła w życie i obowiązuje emerytów nowa ustawa. Ażeby skorzystać z jej dobrodziejstwa, zainteresowany musi złożyć stosowne dokumenty w odpowiednim oddziale ZUS, właściwym dla jego miejsca zamieszkania. Nie dzieje się to z urzędu, a informacja na ten temat, dotarła do nielicznych, bo przez media jest przemilczana.

Mam pretensje do środków masowego przekazu. Na każdym kanale, po kilka razy dziennie, możemy usłyszeć lub przeczytać na pasku jakąś sensację. Jedno wydarzenie, a słyszymy o nim przez cały dzień kilkadziesiąt razy. Bombarduje się nas sensacjami, tragediami, aferami na każdym kroku. Pamiętamy te wydarzenia  długo, ale nie są nam one potrzebne w takim nasileniu i częstotliwości, absolutnie. Ten zmasowany przekaz daje nam Polakom poczucie napięcia i obawy, że żyjemy ciągle w jakimś niepewnym, zagrożonym  świecie. Mam wrażenie, że jest to robione świadomie, ma to jakiś cel. Ale nie o tym chcę pisać, a o sprawie, która dotyczy tysięcy, a może nawet setek tysięcy ludzi.

Chodzi o ustawę emerytalną, która weszła w życie 01.05. tego roku, ale niewielu zainteresowanych o niej słyszało. Temat ważny – tym razem, część przepisów, dotyczy emerytów urodzonych przed 1949 roku, a inne urodzonych po tym roku. Ludzie, których ustawa dotyczy, sami pocztą pantoflową, dowiadują się, że mogą zyskać dodatkowe pieniądze do emerytury. Media przemilczały tę ważną sprawę, albo bardzo nieśmiało o niej wspominały, tak by jak najmniej ludzi zwróciło na nią uwagę. Mam wrażenie, że jest to świadome działanie, sterowane odgórnie, tak by przeszło bez echa. W moim mieście lokalna gazeta podała to jednorazowo, bez podkreślenia ważności informacji. Moim zdaniem właśnie tak ważne dla obywateli sprawy powinny być powtarzane dziesiątki razy przez media, by do każdego zainteresowanego wiadomość dotarła. By każdy, kogo zmiany dotyczą złożył stosowny wniosek.

Na stronie ZUS-u pojawiła się taka informacja:

„1 maja 2015 r. weszły w życie przepisy ustawy z dnia 5 marca 2015 r. o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. z 2015 r., poz. 552), zwanej dalej ustawą zmieniającą.

Ustawa zmieniająca wprowadziła następujące zmiany w zakresie ustalania (ponownego ustalania) kapitału początkowego oraz emerytury:

1.Możliwość zastosowania tablicy trwania życia z dnia osiągnięcia wieku emerytalnego (art. 26 ust. 6 ustawy emerytalnej)

2.Nowe zasady ustalania kapitału początkowego za okresy opieki nad dzieckiem (art. 174 ust. 2a ustawy emerytalnej)

3.Nowe zasady uwzględniania w kapitale początkowym okresów ukończonych studiów wyższych (art. 185a ustawy emerytalnej)

4.Obliczenie emerytury na nowych zasadach dla osób urodzonych przed 1 stycznia 1949 r., które miały ustalone prawo do wcześniejszej emerytury (art. 55a ustawy emerytalnej)

5.Możliwość ponownego ustalenia emerytury na podstawie art. 110a ustawy emerytalnej

Szczegółowy opis do wymienionych punktów znajdziecie państwo pod adresem:

http://www.zus.pl/default.asp?p=1&id=5508 https://www.google.pl/#q=nowa+ustawa+emerytalna+od+1+maja+2015

Serwis ZUS – Zmiany w ustawie emerytalnej od 1 maja 2015 r.

Jestem osobą, której wymieniona ustawa dotyczy w punkcie drugim. Opieka nad dzieckiem, urlop wychowawczy bezpłatny, dwa razy po trzy lata. Razem sześć. O tym, że zmieniono przepisy emerytalne, dowiedziałam się w rozmowie z zaprzyjaźnioną klientką. Nie czekałam długo, mąż zastąpił mnie w handlowaniu, a ja w poniedziałek odwiedziłam  oddział ZUS-u w moim mieście. Oczywiście okazało się, że przyszłam w słusznej sprawie. W biurze podawczym otrzymałam stosowny formularz, wypełniłam go i oddałam pani, od której go dostałam. W ciągu 60 dni ZUS ponownie przeliczy moją emeryturę, uwzględniając wszystkie zmiany w ustawie, które mnie dotyczą. Nowa wysokość emerytury obowiązywać będzie od pierwszego dnia miesiąca, w którym złożyłam wniosek, czyli od 1 czerwca. Niestety w wyniku niedoinformowania społeczeństwa, a także mnie przez media, straciłam wyższe świadczenia za miesiąc maj.

Ktokolwiek dotrze do mojego artykułu i stwierdzi, że jego sprawa dotyczy, proszę niech skorzysta z tej wiedzy i odwiedzi odpowiedni dla miejsca zamieszkania, oddział ZUS-u. Tam dowie się wszystkich szczegółów i złoży wniosek. Czas nagli, bo każdy miesiąc, który przejdzie, pozbawi Was podwyższonych świadczeń. Proszę, podzielcie się tą wiedzą z rodziną i znajomymi, tak jak ja to zrobiłam. Mnie poinformowała klientka, ja napisałam na ten temat post i ustnie przekazuję tę wiedzę wszystkim w rodzinie i znajomym.

Proszę napiszcie, czy do Was dotarła wiadomość o zmianie ustawy emerytalnej. Nie było mnie miesiąc w Polsce na przełomie kwietnia i maja. Być może wtedy o ustawie było głośno?

TRUSKAWKI SMAKUJĄ DOROSŁYM I DZIECIOM

Czerwiec, to miesiąc żniw truskawkowych. Polska należy do krajów, gdzie owoce te mają swoje miejsce w uprawie na polach i są stałą pozycją w jadłospisie naszych rodaków. Podaje się je na dziesiątki różnych sposobów, a w każdej postaci smakują wyśmienicie. Moja rodzina najbardziej lubi truskawki w naturalnym stanie, bez dodatków.

Alba, Roksana, Honeoye, Elsanta, Senga Sengana, Florence, to najpopularniejsze i najchętniej kupowane odmiany truskawek w Polsce. Wreszcie pojawiły się w warzywniakach i na ryneczkach, nasze rodzime, najlepsze. Towar z Hiszpanii nie zadowala naszych klientów, którzy czekają cały rok, by zjeść czerwoną, aromatyczną, pachnącą truskawkę z krajowej plantacji. Słońce, które zapowiadane jest w najbliższych dniach, spowoduje, że będą pyszne i słodkie. Truskawki, jemy nie tylko ze względu na walory smakowe. Mają mało kalorii i niezliczoną ilość składników cennych dla naszego organizmu. Posiadają witaminy C, B i A. Wystarczy dziennie zjeść 100 gram tych wspaniałych owoców, by w całości dostarczyć naszemu organizmowi dzienną dawkę tej witaminy. Drugą cenną zaletą truskawek jest zawartość kwasu foliowego w ich składzie. Minerały, takie jak potas, fosfor, cynk, jod mają dobroczynny wpływ na organizm człowieka. Truskawki należą do grupy czerwonych owoców, a te dzięki zawartości polifenoli (kwas elagowy, flawonoidy: kwercetyna, kempferol) są ważnym sprzymierzeńcem w profilaktyce antynowotworowej. Powinniśmy jeść ich jak najwięcej, bo skutecznie oczyszczają nasz przewód pokarmowy. Regulują wydzielanie żółci, wspomagają pracę nerek, skutecznie zapobiegają miażdżycy, mają korzystny wpływ na poprawę trawienia tłuszczów i białka. Korzystajmy z właściwości tych owoców, bo ich jedzenie wspomaga nasz organizm.

Truskawki, to także wspaniały sposób na poprawę urody pań po długim okresie zimowo-wiosennym. Kosmetolodzy zalecają wykonanie co jakiś czas maseczki ze świeżych owoców. Dostarcza ona skórze bezcennych witamin, oczyszcza i nawilża ją. Dzięki tym zabiegom  zostaje odświeżona, robi się gładka i aksamitna w dotyku. Można w ten sposób rozjaśnić piegi (przez niektóre panie uważane za zbędny i wątpliwy element urody). Ale to nie wszystko. Dzięki zawartości kwasów organicznych w truskawkach, maseczka potrafi spowodować wygładzenie zmarszczek, rozjaśnić cerę i zlikwidować jej szarość. Efekt jest nie do przecenienia. Nie bójmy się sięgać po te owoce i kładąc na twarz ich plasterki, cieszmy się naturalnym sposobem poprawy jej wyglądu.

Dlaczego przyszło mi na myśl zamieścić wpis na temat truskawek? W okresie letnim, od końca maja do września pracuję. Otwieram moją jednoosobową, sezonową  firmę o nazwie ” Sprzedaż owoców i warzyw” i handluję nimi na kameralnym ryneczku osiedlowym. Od pięciu lat, kiedy zwolniono mnie jako emeryta z mojej firmy, a czułam jeszcze wolę pracy, znalazłam sposób, by nie siedzieć w domu, chociaż cztery miesiące w roku. Uwielbiam być straganiarką lub kramarką, jak kto woli. Kontakt z ludźmi, moimi klientami, to tlen dla moich płuc, to rosa dla stóp o poranku, to radość z kwilenia ptaszka wczesną porą w parku. Oddycham dzięki temu swobodniej, a każda rozmowa daje mi nowe doświadczenia i możliwość poznania ludzkich charakterów, oczekiwań, trosk, dramatów i radości. Przez pięć lat zdążyłam polubić, przyzwyczaić się, oczekiwać na osoby, które  traktuję jak moich gości. Nie ważne, że miejsce nie jest wysublimowane swoim wyglądem. To nie miejsce stanowi o przyjemności bycia razem. To sposób patrzenia na drugiego człowieka, szacunek do każdego, bez względu na zasobność portfela, szatę i wygląd, decyduje o radości obcowania z nim. Lubię ludzi od zawsze, w każdym potrafię dostrzec zalety, dlatego bycie  z drugim człowiekiem, w bezpośrednim kontakcie, daje mi poczucie radości i spełnienia. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić, jakie różnorodne i wzbogacające każdego z nas rozmowy, może prowadzić kramarka ze swoimi klientami. Ta praca przypomina mi zawód listonosza, jaki wykonywałam ucząc się w studium, jako młoda, dziewiętnastoletnia dziewczyna. Moi emeryci, częstowali kawą prawie w każdym domu. Trudno było odmówić, a szkoła czekała na swoją słuchaczkę każdego dnia. Spóźnienia były na porządku dziennym, czego wstydzę się do dziś. Przez to dyrektor studium, swoją decyzją, przesunął moje ukończenie nauki i otrzymanie dyplomu, z czerwca na wrzesień.

Moja propozycja wspaniałego i prostego ciasta z truskawkami:

Składniki:                                                                                                                                   1 kg świeżych truskawek, 2 śmietany kremówki 250 mililitrów, 4 galaretki truskawkowe, 2 paczki biszkoptowych języczków

Wykonanie:                                                                                                              Galaretkę rozpuścić po 2 opakowania w dwóch naczyniach. Truskawki obrać z szypułek i umyć. Połowę rozdrobnić mikserem.  Smietanę dobrze schłodzić i ubić  na gęstą masę. Dodać sztywniejącą galaretkę z jednego naczynia i rozdrobnione truskawki. Ubijać mikserem, aż składniki staną się połączą. Blaszkę wyłożyć biszkoptami, wylać na nie masę śmietanowo-truskawkową. Na wierzch ułożyć pozostałe truskawki i zalać galaretką. Gotowe ciasto włożyć do lodówki na 3 godziny.

Proszę wymieńmy między sobą ciekawe propozycje, tortów, deserów i innych pyszności z wykorzystaniem tych wspaniałych owoców.                              Proszę, opiszcie też w komentarzach  swoje doświadczenia zawodowe.  Co dla Was jest ważne w pracy?