KONWENCJA ANTYPRZEMOCOWA W SENACIE

Oczywiste jest, że nie wolno bić słabszych, stosować wobec nich słownego i psychicznego dręczenia, przemocą dopominać się zaspokojenia potrzeb seksualnych i wielu innych rzeczy robić nie wolno.

Dla polskiej prawicy i Kościoła nie jest to takie oczywiste i proste do zaakceptowania. Przeciwnicy konwencji udowadniają, że w podtekście tych deklaracji ukryte jest rozbijanie rodziny, zachwianie jej  fundamentów i gender, ze wszystkim złem świata, jakie to słowo ze sobą niesie. Udało się. Sejm przyjął konwencję przeciw przemocy, którą 15 państw Unii stosuje u siebie już od dawna. U nas ustawa od wielu miesięcy budziła ogromne emocje, zarówno zwolenników jak i przeciwników, a podczas głosowania nie obeszło się bez przepychanek, jak najbardziej niestosownych do miejsca, w którym się odbywało (Sejm). Parlamentarzyści nie znają umiaru w obrzucaniu się nawzajem błotem. Każda okazja jest dobra, a przedmiot debaty schodzi na drugi plan, jakby stanowił tło do utarczek między rządzącymi i opozycją.

Problem jest ogromny. Jak podają statystyki, w roku 2014 na policję zgłoszono użycie przemocy wobec 105 tys. osób, to jest wzrost o 18,5 tys. w stosunku do roku ubiegłego. Przypadki ujawnione stanowią tylko niewielki procent tego, co ma miejsce w rzeczywistości. Nieliczni decydują się powiadomić odpowiednie służby o domowych dramatach. Większość, z reguły maltretowanych kobiet, ukrywa przed światem swój ból. Wybacza, czym naraża siebie i bezbronne dzieci na eskalację złych czynów przez tyrana. Na podstawie przeprowadzonych badać na zlecenie MSW, co siódma osoba była świadkiem przemocy domowej, ale tylko dwie osoby na pięć zdecydowały się powiadomić odpowiednie organy. Pytani, dlaczego nie interweniowali, odpowiadali, że nie wierzą w pozytywny skutek takich interwencji, nie chcą wtrącać się w sprawy rodzinne lub nie znają żadnej organizacji czy instytucji, gdzie mogliby zgłosić fakt przemocy domowej. (Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy MSW. G.W.)

Wróćmy do konwencji. Przeciwnicy akcentują wyraźnie i głośno, że to spełnienie postulatów gejów i lesbijek. Zwolennicy zaprzeczają, twierdząc, że ustawa pozbawiona jest ideologii. Jej jedynym celem jest to, by walka z przemocą w czterech ścianach stała się skuteczniejsza. Niezrozumiała jest postawa Kościoła w Polsce. Takie państwa jak Malta i Włochy nie miały zastrzeżeń o ideologiczny jej charakter. Trzeba wziąć pod uwagę nadrzędne sprawy, jakie konwencja ma załatwić. Mianowicie, jej najważniejszymi i niepodlegającymi dyskusji celami są:

- zapobieganie, ściganie i eliminacja przemocy wobec kobiet i i przemocy domowej,

- wykluczanie wszelkich form dyskryminacji wobec kobiet,

- wypracowanie ogólnych ram polityki i działań na rzecz ochrony i wsparcia ofiar przemocy domowej.

Omawiana konwencja została podpisana w Istambule 11 maja 2011 roku i została ratyfikowana i wprowadzona w 15 krajach Unii Europejskiej. Z czym ma problem Polska? Kraj świecki bardziej niż Włochy i inne, które dokument uznały za obowiązujący w swoim kraju. Oczywiście problem z niektórymi punktami mają środowiska prawicowe i Kościół. Histerycznie, z ogromną determinacją starają się udowodnić, że wprowadzenie do programów nauczania, na każdym poziomie edukacji, treści dotyczących równości kobiet i mężczyzn jest złe. Niepokój wywołuje też zrównanie roli społeczno-kulturowej obu płci, wzajemny szacunek, rozwiązywanie napięć w relacjach międzyludzkich bez sięgania do przemocy, gwałcenie praw kobiet tylko dlatego, że są kobietami, gwarancja nietykalności osoby. Polscy biskupi kwestionują nową definicję płci, małżeństwa, rodziny. Zwolennicy konwencji udowadniają, że walka ze stereotypami i dyskryminacją pozwoli na skuteczniejsze przeciwdziałanie przemocy.

Argumenty przeciw były różne. Jest sprzeczna z naszą narodową i katolicką tradycją. Niektóre jej elementy naruszają cywilizację europejską. Forma konwencji szkodzi porządkowi prawnemu. Slogany, wielkie, nadęte słowa, niezrozumiałe dla przeciętnego Polaka, którego sprawa dotyczy. Zwolennicy ratyfikacji konwencji, nie kierują się emocjami. Rozsądnie, spokojnie, rzeczowo przedstawiają argumenty za przyjęciem dokumentu. Nie można wyrażać zgody na przemoc wobec kobiet, która niestety istnieje, co więcej osiąga w Polsce ogromne rozmiary. Przemoc jest złem, nie trzeba być bitą kobietą, żeby z nią walczyć. Konwencja jest ważnym dokumentem, w sposób istotny uzupełnia polskie przepisy. Pozwoli ujawnić się tym zastraszonym kobietom, które w niemocy i milczeniu znosiły katorgę. Policja i opieka społeczna będą miały większe uprawnienia, przez co wprowadzą rzeczywistą ochronę ofiar przemocy.

Jestem za wprowadzeniem w życie każdego dokumentu, który pomoże bezbronnym, skazanym na poniżanie, poniewieranie, katowanie i zastraszanie. Tyran bije (najczęściej jest to mężczyzna, choć rękoczyny wobec mężczyzn też mają miejsce), zabrany z domu wraca szybko. Dręczy dalej rodzinę i mści się na kobiecie za wezwanie policji. Kółko się zamyka. Ofiara by ratować dzieci, swoje zdrowie i życie zostawia dom i wybiera egzystencję w miejscu wskazanym przez opiekę. Winnemu zostawia wszystko: dom i wspólny dorobek całego życia. Pan tyran wreszcie ma spokój. Upaja się ciszą, może oglądać mecz, pić z kolegami, spać do południa. Wreszcie czuje się panem w domu, teraz pustym domu, gdzie cisza odbija się od ścian. Ofiara nie ma nic. Chroniąc siebie i wystraszone dzieci wyrzekła się wszystkiego, przeszła na garnuszek państwa. Takich dzielnych kobiet jest mało. Większość cierpi w czterech ścianach. Znoszą bicie, zastraszanie, gwałty, upokorzenia, obelgi. Byle tylko nie urazić oprawcy. Często to uzależnienie przypłacają kalectwem, a nawet śmiercią. Społeczeństwo nie może udawać, że to się nie dzieje. Sprawy rodzinne powinny być rozwiązywane w czterech ścianach. NIE! Te osoby nie poradzą sobie same z tym problemem! Obowiązkiem społeczeństwa jest je chronić. Właśnie temu służy konwencja o przemocy wobec kobiet. Oprawcę należy karać, ofiarę chronić.

Największym przeciwnikiem tego dokumentu jest, oczywiście, Kościół i popierające stanowisko hierarchów środowiska prawicowe. Biskupi boją się, że wzrośnie liczba rozwodów, dzieci nie będą miały pełnych rodzin. Zastanówmy się, czy te argumenty są zasadne. Żadna rodzina żyjąca w zgodzie i harmonii nie będzie korzystać z tej konwencji. Tylko rodziny, w których dzieje się źle, jest tyran i ofiary, będą miały szerszą pomoc w ujarzmieniu swojego oprawcy. Nawet jeżeli ta ustawa dopomoże w rozwiązaniu małżeństwa, to nie trzeba tego żałować. Rodzina oparta na patologii nie powinna istnieć. Nie można kosztem ofiary jednej strony utrzymywać jej istnienia za wszelką cenę. Także dzieci, chociaż zdarza się, że nie są bite, psychicznie cierpią widząc tragedię własnej matki. W tych domach jest tylko ból i strach, ukryty płacz i nieme wołanie o pomoc. O tę pomoc, która powinna przyjść w porę, a przychodzi za późno. Kościół przez całe stulecia wyrządził kobietom najwięcej złego. Skostniały, niewzruszony stoi na straży rodziny, nawet tej patologicznej. Za wszelką cenę chce utrzymania więzów małżeńskich, nawet za cenę życia maltretowanej osoby. Kobieta to przedmiot, bez własnego zdania, godności, ma służyć mężowi, nie żalić się i nie dzielić  swoją krzywdą z nikim. My wiemy, że nikomu nie wolno popierać zła, także Kościołowi.

Jestem szczęśliwa, że żyję w kraju, gdzie dobro zwycięża. Jesteśmy coraz bardziej świadomi swoich praw. Nie dajemy się nabrać na nic nie znaczące slogany. Umiemy poprzeć to, co jest właściwe i służy ogółowi.

NAJWAŻNIEJSZA PROFILAKTYKA

Rak zabija z ukrycia. Mało kobiet profilaktykę uważa za konieczną. Ignoruje darmowe zaproszenia na badania, bo uważa, że ich nie dosięgnie choroba, którą rodzina nie jest obciążona genetycznie. To mit, a statystyki zachorowań biją na alarm.

Rak piersi i szyjki macicy, to dwie choroby, które wśród kobiet zbierają ogromne żniwo. Pomimo, że informacje o wczesnym zdiagnozowaniu i szansach wyleczenia docierają do większości kobiet,  niechętnie poddają się one badaniom przesiewowym. Odkładają je w czasie, a tymczasem choroba w utajony, bezobjawowy i podstępny sposób może niszczyć ich organizm. Na początku, zarówno rak piersi jak i szyjki macicy nie powodują  żadnych objawów. Kiedy pojawią się, często jest już za późno na ratowanie piersi, czy narządów rodnych kobiety. Nierzadko także na ratowanie jej życia. Tych dramatycznych sytuacji w wielu przypadkach można byłoby uniknąć. No właśnie, gdyby pacjentki chciały korzystać z możliwości badań profilaktycznych. Dzisiaj wczesne zdiagnozowanie raka nie oznacza wyroku i daje szansę na całkowite wyleczenie.

Wśród Polek, dotychczas, rak piersi był jedną z najczęściej występujących chorób. Obecnie pierwsze miejsce wśród zachorowań należy do raka płuc. Z tą chorobą walczy duża grupa kobiet, a 6,5 tysiąca z nich umiera co roku. Raka piersi natomiast zdiagnozowano u następnej najliczniejszej rzeszy kobiet. Ten wcześnie wykryty, bez przerzutów do węzłów chłonnych, jest wyleczalny całkowicie. 90% chorych kobiet przeżywa 5 lat, co oznacza że zostały wyleczone. Jakie objawy powinny być  sygnałem do niepokoju? Kobieta, która obserwuje swoje ciało regularnie, natychmiast zauważy zmiany w nim zachodzące. Wątpliwości i wizytę u lekarza powinny spowodować każde zmiany kształtu i wielkości piersi, zaczerwienienia, także pojawiające się wycieki z brodawki, jej wklęśnięcie i powiększone węzły chłonne w okolicach pach. Przy wykryciu małych zmian, w postaci guzków, pomaga comiesięczna samokontrola, czyli badanie własnych piersi poprzez uciskanie każdego  miejsca palcami. Także mammografia i USG piersi pozwalają wykryć zmiany w bardzo wczesnym stadium. Nawet wtedy gdy nie zauważymy żadnych zmian, badanie kontrolne, zgodnie z zalecanym kalendarzem, jest konieczne. Tylko w ten sposób możemy uchwycić chorobę w początkowym jej stadium, kiedy jest szansa na całkowite  wyleczenie. Podczas wizyty kontrolnej należy poprosić ginekologa o zbadanie naszych piersi. Wiemy, że lekarze niechętnie i bardzo rzadko te  badania wykonują. W interesie kobiety jest zwrócić na to uwagę.  Nie wstydźmy się, tu chodzi o nasze życie! Ginekolog  ma obowiązek takie badanie przeprowadzić.

Drugi z kolei nowotwór groźny dla zdrowia i życia kobiet, to rak szyjki macicy. Ryzyko zachorowania, podobnie jak w innych chorobach, zmniejszają regularne badania profilaktyczne, a także szczepienia przeciwko wirusowi HPV. Badania cytologiczne zaleca się wykonywać co trzy lata. Są zwolennicy by testy robić co rok. Wzorem do naśladowania może być  Finlandia, która ma najskuteczniejszy program profilaktyki raka szyjki macicy. 75% kobiet zapraszanych na cytologię co pięć lat, zgłasza się na jej wykonanie. W Polsce, dla porównania, na bezpłatne badania przychodzi tylko 40%  pacjentek. Rak szyjki macicy zbiera tragiczne żniwo dlatego, że w pierwszym stadium nie daje absolutnie żadnych objawów. Jedynie coroczne badanie ginekologiczne i cytologia, pozwalają kobiecie czuć się bezpiecznie. Krwawienia między miesiączkami lub po stosunku, a także obfitsze miesiączki niż wcześniej, powinny zaniepokoić kobietę i zmusić ją do wizyty u specjalisty. Gdy nowotwór wykryty zostanie w stadium przedinwazyjnym, czyli zmiany obejmują tylko nabłonek szyjki macicy, usuwa się je najczęściej laserowo. W przypadku choroby zaawansowanej, obejmującej szyjkę i jej głębsze warstwy konieczna jest operacja, chemioterapia i radioterapia.

Zachęcam wszystkie Panie do dbania o swoje zdrowie, regularne badania i przestrzeganie zalecanych terminów ich wykonywania. Dla lepszej orientacji podaję kalendarz badań profilaktycznych dla kobiet:

- każda kobieta, która ukończyła 18 lat, raz w roku powinna wykonać podstawowe badania ginekologiczne i co miesiąc badać sama piersi, po zakończeniu menstruacji

- po rozpoczęciu współżycia lub ukończeniu 25 lat  należy co rok wykonać cytologię

- po 30. roku życia należy do podanych wcześniej badań dodać coroczne USG piersi

- po 40. roku życia  dodatkowo co dwa lata należy wykonać mammografię piersi, a także raz w roku poddać się USG narządów rodnych, bowiem w tym wieku kobiety najbardziej narażone są na raka jajników i trzonu macicy

Wszystkie wymienione badania należy wykonywać regularnie także w kolejnych latach życia.

Zapraszam do dyskusji i podzielenia się swoją opinią na poruszony temat.

PIERCING – MODYFIKACJA CIAŁA

Kolczykowanie to jedna z popularnych form ozdabiania ciała. Czy na pewno ponoszone ryzyko i ból  związany z takimi zabiegami są tego warte?

Kolczyki w uszach są akceptowane przez wszystkich. Kilka w jednym uchu zwraca uwagę otoczenia, natomiast kolczyk założony w innym miejscu budzi najczęściej mieszane uczucia. Jedni to tolerują, inni uważają za przejaw ekstrawagancji lub przynależności do subkultury. Najczęściej przekłuwane są uszy, nos, wargi, język, brwi, pępek oraz narządy płciowe. Forma i kształt ozdób jest różna, od kółka zapinanego kulką, podkówki,  banana, sztangi, agrafki, do coraz bardziej wymyślonych form, jakimi są tunele.

Przyozdabianie ciała kolczykami sięga starożytnych Egipcjan, Greków i Rzymian. Było ono związane z religią lub wskazywało na status społeczny osoby. Do Europy modę na kolczyki przywiozły osoby, które zetknęły się z kulturą Majów czy innych egzotycznych ludów. Zjawisko to potępiane było na przestrzeni wieków przez Kościół i przypisywane ludziom z marginesu społecznego.

Współczesny piercing popularność osiągnął w latach siedemdziesiątych XX wieku. Ojcem tej nowej mody jest projektant Jean Paul Gaultier, który na swoich pokazach mody francuskiej przyozdabiał niekonwencjonalne ubiory modelek cienkimi łańcuszkami łączącymi nos, pępek i uszy. Kolczykowanie objęło najpierw żądną nowości Amerykę, by na przełomie lat 70. i 80., za sprawą subkultury punk, opanować całą Europę. W tym okresie liczne kolczyki i agrafki zakładane w uszach miały przede wszystkim szokować i taki też skutek odnosiły. Piercing staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym, znikają stereotypy uznające je za domenę ekscentryków. Egzotycznymi ozdobami ciała szczycą się znane osoby ze świata kultury, mody, filmu czy muzyki. Są one wzorem do naśladowania dla nastolatków. Szacuje się, że około 3 mln młodych ludzi nosi kolczyki w innych miejscach niż uszy. O wielkości zjawiska świadczy fakt organizowania festiwali dla ludzi zajmujących się kolczykowaniem ciała. Spotykają się tam właściciele salonów z całego świata oraz ich zwolennicy. Uczestników przyciągają pokazy nowych trendów, wymiana doświadczeń, niekonwencjonalne stroje i muzyka.

http://blog.bodycandy.com/wp-content/uploads/2012/02/Pierced-at-Gaultier.jpg


http://blog.bodycandy.com/wp-content/uploads/2012/02/Pierced-at-Gaultier.jpg

Dzisiaj zabieg przekłucia ciała można wykonać w coraz liczniejszych profesjonalnych gabinetach. Rozmiar i rodzaj kolczyka dostosowany jest indywidualnie do osoby i jej anatomii. Zakładanie kolczyka wykonuje się za pomocą wysterylizowanych narzędzi. Przekłuwanie skóry jest bolesne, dlatego stosuje się miejscowe znieczulenie. Po dezynfekcji zaznacza się pisakiem chirurgicznym miejsca, przez które będzie przechodziła igła. Zabieg trwa około dwóch minut, a samo przekłucie kilka sekund. Zakładany zaraz po tym kolczyk przypomina grubą szpilkę z kulkową zatyczką. Powinien być wykonany ze stali chirurgicznej lub tytanu. Dopiero po całkowitym zagojeniu się rany można zmienić go na biżuterię srebrną lub złotą. Gojenie zależy od miejsca oraz indywidualnych cech organizmu. Gdy znieczulenie przestaje działać skaleczone miejsce może boleć, swędzieć czy piec. Przez kilka dni może lekko krwawić lub wydzielać płyn z limfą. Zasycha on na kolczyku i tworzy twardą skorupę, którą należy dokładnie zmywać przy pomocy soli fizjologicznej. Przez kilka dni może utrzymywać się zasinienie i opuchlizna w okolicach miejsca przekłucia.

Powikłania pojawiają się bardzo często. Każdy, kto decyduje się na ten zabieg, powinien być uprzedzony o ryzyku. Przekłuwanie różnych części ciała wykonywane jest przede wszystkim u młodzieży, a nawet dzieci, które rzadko zdają sobie sprawę z  konsekwencji swojej decyzji. Powikłania mają charakter ogólny i miejscowy. Te pierwsze to zakażenie HIV lub wirusowym zapaleniem wątroby typu B i C. Wśród miejscowych wymienia się: powstawanie ropni, zapalenie tkanek, szpecące blizny, zmiany alergiczne. Ciało obce poprzez ranę ma bezpośredni kontakt z komórkami obronnymi systemu immunologicznego, więc nie jest to obojętne dla organizmu. Brak jest badań na temat częstotliwości występowania  problemów zdrowotnych spowodowanych  obecnością  kolczyków w ciele. Skutki są często trudne do jednoznacznego zdiagnozowania, zwłaszcza, gdy kilka objawów występuje jednocześnie. Powikłania mogą wystąpić po dłuższym okresie od założenia ozdoby, a także po jej zdjęciu organizm może wykazywać oznaki choroby.

Studia tatuażu często wykonują zabiegi profesjonalnego ozdabiania ciała kolczykami. Klienci to z reguły młodzi ludzie, dlatego zabieg jest poprzedzony długą rozmową, która utwierdza w przekonaniu wykonującego zabieg i osobę z którą ma do czynienia, że wie na co się decyduje i naraża. Nikt z obsługi nie wykonuje swojej pracy rutynowo, do każdego podchodzi się indywidualnie. Czasem długo trzeba przekonywać, chętnego na piercing, że to co chce zrobić jest niewłaściwe, a perswazja często odnosi skutek. Kolczykowanie wiąże się z dużymi kosztami, a także ryzykiem powikłań, dlatego młody człowiek musi mieć tego świadomość.

http://piercingowo.blox.pl/resource/bodypiercing_300x300.jpg


http://piercingowo.blox.pl/resource/bodypiercing_300x300.jpg

Znam 22-letnią studentkę, która powiedziała mi, że „Kolczyk w wardze założyłam kilka dni po ukończenia 18. roku życia. Uważam, że największym szczęściem dla każdego człowieka jest odnalezienie siebie. W pełni możemy żyć tylko wtedy, gdy sami poznamy kim jesteśmy, co lubimy, czego pragniemy, jakie są nasze marzenia i cele. Życie staje się prostsze jeżeli wiemy, w którym kierunku chcemy podążać. Dzięki temu nie marnujemy czasu na błądzenie i poszukiwanie. Kolczyk założyłam po długich przemyśleniach. Wnętrze i wygląd zewnętrzny składają się na całość. Rzadko spotykam osoby, których wygląd odzwierciedla ich osobowość, sposób myślenia i charakter. Kolczyk w wardze jest rodzajem biżuterii, dodatkiem, który uzupełnia mój wizerunek. Jestem zwolenniczką kolczyków i tatuaży, ale tylko wtedy, gdy posiada je osoba, która nie kieruje się modą, środowiskiem, czy chęcią wyróżnienia się w tłumie. Wszelkiego rodzaju dodatki powinny tworzyć doskonałą całość i podkreślać indywidualnego, niepowtarzalnego człowieka.” Z kolei inna znajoma mi osoba tak uzasadnia swoją decyzję: „Dlaczego zdecydowałam się na kolczyk? Pierwsza myśl jaka mi się nasuwa to: „bo zawsze chciałam mieć i już”. Kolczyk w brwiach kojarzy mi się z młodziutką Edytą Bartosiewicz. Miałam wtedy 14 albo 15 lat. Pamiętam jej jasną, nie pokrytą makijażem twarz, wiśniowe lub rudawe włosy ścięte na jeżyka i wygoloną pośrodku brew z kolczykiem oczywiście. Bardzo mi się to spodobało i zaczęłam się zastanawiać, jak ja wyglądałabym i czułabym się z taką ozdobą? „Fantastycznie” – pomyślałam. Dlaczego nie zrobiłam tego od razu? To pewnie zadziwi wszystkich, bo absolutnie nie odpowiada wizerunkowi zbuntowanej nastolatki. Bałam się! Obawiałam się konsekwencji zdrowotnych. 2 lata temu znajomy brata otworzył studio tatuażu i zrobił kurs piercingu. Obserwowałam jego poczynania z ciałem mojego brata i postanowiłam pójść właśnie do niego. Znalazłam zaufaną osobę i zdecydowałam się. Niestety musiałam czekać rok (pracowałam w banku). Potem wyjechałam zrelaksować się nad morze i po powrocie „przekłułam się”. Ciekawe, że zrobiłam to nie jako nastolatka, a w pełni świadoma i odpowiedzialna osoba.”

Każdy człowiek ma prawo decydować o swoim życiu, o ile jest dorosły i odpowiada za swoje decyzje w świetle prawa. Do niego należy wybranie drogi, która mu odpowiada, daje satysfakcję i szczęście. Praca i rodzina to podstawa, ale życie składa się również z przyjemności. Czy kolczykowanie jest jedną z nich? Dla wielu rzecz ważna i konieczna, dla innych ekstrawagancja. Kto ma rację, na pewno nigdy się nie dowiemy, ponieważ tyle jest zdań ilu ludzi. Ale swoje opinie na ten temat zawsze można wypowiedzieć, do czego serdecznie zapraszam.

INSPIRACJA DZIEŁEM MALARSKIM

Dzieło artysty, ma niesamowitą moc. Potrafi wydobyć z pokładów  naszych wspomnień te, które wiąże z dziełem jakaś niewidzialna, jedwabna nić.

Lubię od czasu do czasu pobyć w pobliżu prawdziwej sztuki, dzieł malarskich, rzeźb, instalacji artystycznych. Tym razem wybrałam się do muzeum w moim mieście. Można obejrzeć tu stałe wystawy, są też co jakiś czas organizowane wystawy czasowe. Eksponatów jest dużo i trudno każdemu poświęcić należytą uwagę. Przesuwając się wzdłuż  umieszczonych na ścianie obrazów, zupełnie nieświadomie, dość długo stałam przy dziele Marii Ewy Łunkiewicz-Rogoyskiej  „Krajobraz z Saint Malo” z 1930 roku. Nic szczególnego (ani kolory, ani temat) na pierwszy rzut oka, a jednak obraz murów obronnych przyciągnął moją uwagę. Przywołał w mojej pamięci ostatnie wakacje spędzone w Finlandii.

http://sancewicz.blogspot.com


http://sancewicz.blogspot.com

Helsinki otaczają dziesiątki wysp i wysepek. Niektóre, te większe, zamieszkują ludzie, a na mniejszych, skalistych, jedynymi panami są mewy. Oswojone złodziejki, które potrafią, niczego niespodziewającemu się turyście, zabrać jedzenie z ręki. Potem połknąć w całości i z krzykiem radości odlecieć na dalsze polowanie.

Jedną z większych wysp, niedaleko stałego lądu, jest Suomenlinna. Właśnie tam postanowiłyśmy popłynąć w jeden z niedzielnych poranków. Mały stateczek (jednostka została zbudowana w polskiej stoczni) zawiózł nas na miejsce. Planowałyśmy zobaczyć z bliska to co zaintrygowało nas, tajemniczym wyglądem, z lądu. Rejs trwał tylko piętnaście minut, ale przeżycie było niesamowite. Niepokojąco wzburzone fale rozbijały się o burtę i chlapały pasażerów po twarzach. Wysiedliśmy, najpierw samochody, potem mieszkańcy z rowerami, na końcu turyści. Przywitały nas zwyczajne budynki: szkoła, kościół, urzędy, domy mieszkalne. Nic szczególnego, jak w każdym innym miejscu na świecie. Ani śladu dziwnych budowli przyciągających wzrok spacerowiczów z lądu.

Żwirowa, wąska ścieżka, oznaczona strzałkami, zaprowadziła nas w przeszłość. Najpierw widoczne były niskie budynki z wyjątkowo grubymi murami. To wspaniale zachowane koszary wojskowe. Dalej droga prowadziła w kierunku pełnego morza. Tu historia odkrywała w całości swoje zapisane karty. Osiemnastowieczne fortyfikacje, rozstawione, gotowe do wystrzału armaty z lufami skierowanymi w pełne morze i wysoki, zupełnie pionowy, skalisty brzeg. To pozostałości, świadczące o obronnej roli wyspy w tamtym okresie. A miała ona nie byle jakie zadanie: odpierać ataki z morza i nie wpuścić obcej floty do Helsinek. Mury grube co najmniej na dwa metry robiły niesamowite wrażenie. To one musiały wytrzymać ostrzał z wrogich okrętów. Maleńkie okienka, rozstawione co kilka metrów wskazują na to, że tu umieszczone były armaty, a za nimi kanonierzy. Całość zachowana w idealnym stanie.

http://whc.unesco.org/uploads/thumbs/site_0583_0004-594-0-20100908144052.jpg


http://whc.unesco.org/uploads/thumbs/site_0583_0004-594-0-20100908144052.jpg

Kiedy zaczęło szarzeć, wycieczka dobiegała końca. Jeszcze spacer wokół wyspy. Wąska ścieżka prowadziła nas na najwyższą część, położoną od strony pełnego morza. Szliśmy pojedynczo, bo przejście ulokowane było nad pionową przepaścią, niezabezpieczone żadnymi barierkami. Miałam wrażenie, że każdy nieostrożny krok zakończy się kąpielą w morzu, albo upadkiem na trawę, niestety rosnącą o wiele za nisko, by przeżyć. Tymczasem w wąskim przesmyku, między dwoma wyspami, pojawił się, spokojnie i majestatycznie płynący, ogromny prom. To Silja Line, statek pasażersko-transportowy pływający między Helsinkami a Sztokholmem. Wydawało się, że jest na wyciągnięcie ręki. Wychodził w morze z portu w Helsinkach, by rano dotrzeć do stolicy Szwecji. Po pół godzinie pojawił się następny, trochę mniejszy Viking Line. Też kierował się tą samą drogą, prosto do Sztokholmu. Myślę, że statki pływają parami ze względów bezpieczeństwa. Od czasu strasznej katastrofy promu Estonia, w nocy z 27/28 września  1994 roku, wody naszego Bałtyku przestały jawić się jako spokojne i bezpieczne… Ludzie na promach płynących do Sztokholmu żegnali się z nami. W tle słychać było współczesną muzykę, która wraz z głosami pasażerów,  pomogła  nam odszukać  teraźniejszość.

Przed powrotem na stały ląd odwiedziłyśmy jeszcze jedną z licznych knajpek i restauracji, zapraszające gości do środka. Znajdują się one w starych fortyfikacjach. Na zewnątrz czas zatrzymał się w XVIII wieku, ale w środku nowoczesność i komfort. Tym samym stateczkiem, który nas przywiózł, z głowami pełnymi wrażeń i zdjęciami w aparacie, wróciłyśmy szczęśliwie do miasta…..

A ja nadal stoję w muzeum przed obrazem „Krajobraz z Saint Malo” i cieszę się, że dzięki temu spotkaniu ze sztuką mogłam wrócić wspomnieniami do ostatnich wakacji…

A co Wy myślicie o sztuce? Macie jakieś swoje ulubione dzieła? Czy lubicie odwiedzać muzea i galerie?

MIGRACJA EDUKACYJNA

O tym, że Polacy masowo wyjeżdżają do krajów Unii, mówi się od pewnego czasu z niepokojem. Szeroko omawiany jest aspekt zarobkowej emigracji. O wyjazdach, w poszukiwaniu wiedzy, rzadko się wspomina.

Okres studniówek to pierwsze miesiące roku. Po nich nieubłaganie zbliża się maj, a wraz z nim pierwszy ważny egzamin, czyli matura. Jeszcze przed podchodzeniem do egzaminów, młodzi ludzie mają konkretnie sprecyzowane plany, co do dalszej nauki. Niektórzy z nich już przed wyborem liceum wiedzą, że dalszą wiedzę będą zdobywać na jednej z europejskich uczelni, dlatego wybierają szkoły z maturą międzynarodową. Możliwości są nieograniczone. Studia zagraniczne wybiera coraz więcej maturzystów. Młodzi ludzie korzystają z możliwości jakie daje im członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Na większości uczelni wyższych nauka dla studentów wspólnoty jest bezpłatna. Można ubiegać się również o różnego rodzaju stypendia. Najwięcej młodych Polaków wybiera uczelnie w Wielkiej Brytanii. Chętnie wyjeżdżają też do Danii, Niemiec, Włoch czy Francji. Młodzi Polacy wierzą, że na zagranicznych uczelniach zdobędą lepsze wykształcenie, do tego podszkolą język, w którym przyjdzie im studiować. To z kolei będzie atutem w ubieganiu się o lepszą pracę. Wielu z nich już nie wraca do kraju tylko daleko od domu znajduje prace i osiedla się na stałe poza Polską.

Bardzo dobrze znam realia związane ze studiowaniem na Sorbonie w Paryżu, więc chętnie podzielę się wiedzą na ten temat z maturzystami zamierzającymi wyjechać na ten Uniwersytet. Najważniejsza rzecz – nawet celująco zdana matura z języka francuskiego, nie wystarczy. Trzeba koniecznie zdobyć certyfikat językowy, zdając egzamin DELF/DALF  w jednej ze szkół francuskich działających w Polsce. Taki dokument potwierdza znajomość języka francuskiego i uznaje się go na całym świecie. To świadectwo dodatkowych kwalifikacji  uprawniające do kontynuowania dalszej edukacji na uczelniach francuskich. Certyfikat DELF zwalnia przyszłego studenta z egzaminu wstępnego do wybranej szkoły. Aby egzamin zaliczyć i dostać certyfikat należy uzyskać nie mniej niż 50 punktów, na 100 możliwych.

Mając taki certyfikat wystarczy zdać maturę, wybrać uczelnię, wysłać komplet dokumentów w wymaganym terminie i czekać na przyjęcie w poczet studentów. Koszty związane z nauką w Paryżu, wbrew krążącym mitom, nie są wysokie. Jak już wspominałam wcześniej, za naukę student z Unii nie płaci. Obowiązuje tylko jednorazowa kwota wpisowa (około 170 euro).  Mieszkanie w zależności od dzielnicy i ilości osób waha się od 300 do 800 euro.  Każdy płacący za kwaterę student ma prawo ubiegać się o dofinansowanie z CAF-u. Kwota dopłaty zależna jest od kosztu wynajmu, ale także od tego czy student pracuje. Otrzymywana wypłata ma dodatni wpływ na wysokość dodatku mieszkaniowego. Bardzo łatwo dostać pracę w sieciach handlowych lub popularnych fast foodach. Chętnie potencjalni pracodawcy dostosowują grafik do planu zajęć studenta. Z reguły nie proponują etatu tylko pracę na godziny. Zarobek w stolicy Francji jest godziwy, średnio około 9 euro na godzinę. Pracując kilka godzin tygodniowo, można utrzymać się w Paryżu i spokojnie studiować stacjonarnie.  Uczący się mają do dyspozycji sieć kantyn, gdzie smacznie i niedrogo (około 3 euro) mogą zjeść obiad, a nawet kolację. Panie kucharki gotują bardzo dobrze, jedzenie jest urozmaicone, owoce, desery, chleb stanowią uzupełnienie głównego dania. Sorbona  to miejsce gdzie spotykają się różne kultury i ludzi z całego świata, dlatego młodemu człowiekowi  łatwo jest się zaaklimatyzować i poznać przyjaciół z różnych krajów. Kadra profesorska na uczelni jest bardzo przychylna studentom przyjezdnym. Pomaga rozwiązywać problemy i student można liczyć na dobre rady, w każdej sprawie dotyczącej studiów.

Jedynym poważnym mankamentem życia we Francji jest arogancka, niekompetentna, niechętna  do pomocy obcym (zapewne także swoim rodakom) administracja. Urzędnicy uwielbiają mnożyć dokumenty, a potem ginąć w ich nadmiarze. Moje zastrzeżenia dotyczą zarówno pracy urzędów, jak i dziekanatu na uczelni. Żeby cokolwiek załatwić w sprawach dotyczących studiów, w banku, u operatorów telefonii komórkowej, w energetyce i nie wiem jeszcze gdzie, trzeba podchodzić do jednego zagadnienia minimum trzy razy. Co jeszcze? Często zdarza się uzyskać błędne informacje w ważnych sprawach np. dotyczących przysługującej pomocy w zakresie stypendiów lub dofinansowania do mieszkania.  Należy samemu dobrze orientować się w tym, co studentowi się należy i nie pozwolić urzędnikowi odesłać się z kwitkiem. Tylko osoby wytrwałe, silne i mocno stąpające po ziemi osiągną cel. Jedzenie i godziny posiłków dla urzędnika francuskiego są najważniejsze, niestety nie petent. Najczęściej jednak można sobie skutecznie poradzić z tym niedogodnościami i przyzwyczaić się do funkcjonowania w społeczeństwie francuskim.

Studia na Sorbonie to prestiż i satysfakcja. Do tego bezpłatna nauka języka francuskiego na uczelni i w życiu codziennym. Absolwent tej szkoły ma szansę na dobrze płatną pracę po powrocie do Polski. Język francuski zna tylko 2% Polaków, więc firmy z kapitałem zagranicznym rozchwytują  osoby dobrze znające ten język.

Tegorocznym maturzystom życzę powodzenia, a Was Drodzy Czytelnicy zachęcam do podzielenia się wiedzą na temat studiów za granicą. Być może Wasze informacje przydadzą się maturzystom i nie tylko.

http://www.paris-sorbonne.fr/IMG/jpg/Chapelle-Litt-01-petit.jpg


http://www.paris-sorbonne.fr/IMG/jpg/Chapelle-Litt-01-petit.jpg

WÓZEK NIE JEST PRZESZKODĄ

Dzieci dzieciom dają to, co najpiękniejsze. Zdrowe chorym swoją sprawność, chore zdrowym swoją silną wolę i umiejętność pokonywania barier.

W nawiązaniu do  poprzedniego tematu, prezentuję sylwetkę  chłopca, który bez  pomocy fundacji nie mógłby normalnie żyć. Krzyś to chłopiec z dysfunkcją ruchową kończyn dolnych, poruszający się tylko na wózku, teraz siedemnastoletni tancerz Integracyjnego Klubu Tańców Polskich.

Urodził się  w styczniu  1998 roku. W swoim krótkim życiu przeszedł wiele skomplikowanych operacji, najpierw ratujących życie, potem sprawiających, żeby  mogło być zbliżone do codzienności zdrowych rówieśników. Jednak wózek towarzyszy mu od pierwszych dni życia i nigdy się od niego nie uwolni. Z czasem zaakceptował go i polubił. Przekonaliśmy się wszyscy, że stał się atutem małego artysty. Krzyś naukę rozpoczął w szkole integracyjnej. Tam też miał próby zespół, w którym tańczyły pary mieszane. Jedno dziecko zdrowe, a drugie na wózku. Pani prowadząca zajęcia zapytała  chłopca, czy chciałby przyjrzeć się próbie? Zgodził się chętnie, bo w zespole tańczył kolega z klasy, Michał. Podobnie jak Krzyś  poruszał się tylko na wózku, ale to nie przeszkadzało mu tańczyć. W zespole brakowało dzieci na wózkach. Chętnych, zdrowych było za dużo, ale żeby stworzyć grupę potrzebni byli partnerzy z dysfunkcjami ruchowymi. Dzieci takie trudno przekonać, by pokazały się na scenie. Opór mają nawet dzieci zdrowe, bo czasem trema jest tak silna, że paraliżuje ruchy, a dziecko chore ma dodatkowo obawę, czy ktoś nie wyśmieje jego kalectwa, czy nie będzie przyglądał się natarczywie? Krzyś podobnie do innych dzieci też miał obawy. Udział w próbach zespołu poprzedziły długie rozmowy z mamą. Ona szybko rozwiała jego wątpliwości, które często nie pozwalały mu spokojnie spać. Przekonała syna, że spróbować zawsze warto, a to czy zostanie i będzie tańczył, zależy od niego i tylko on będzie o tym decydował. Mając takie zapewnienie, Krzyś zaczął chodzić na próby i już po trzech miesiącach pojawił się po raz pierwszy na scenie. W szkole, do której chodził, miał miejsce Turniej Tańców Polskich. Grupa Integracyjna z Krzysiem i Michałem otwierała te zawody swoim występem. Tak więc młody tancerz, w bardzo krótkim czasie, miał swój debiut sceniczny. Nie pamiętał, że porusza się na wózku, czuł jakby niewidzialne skrzydła unosiły go nad ziemią. Występ został nagrodzony gromkimi brawami i grupa jeszcze raz zatańczyła na zakończenie potyczek turniejowych. Chłopiec przekonał się wtedy ostatecznie do udziału w grupie tanecznej, chętnie brał udział w próbach i późniejszych koncertach. Próby są męczące, żeby dojść do zadowalającego poziomu, trzeba mieć dużo cierpliwości i wytrwałości. Dotyczy  to także zdrowego partnera. Zgranie, wzajemną sympatię i radość z tańca widać na scenie. W parze nie mogą tańczyć osoby, których nie łączy zrozumienie i zadowolenie z tego co robią. Tu nie da się udawać, trzeba być szczerym.  Choć czasem dochodzi do spięć, szybko są one łagodzone przez instruktora i samych tancerzy. Krzyś nie widzi różnicy między nim, a tancerzami bez wózka. Grupę łączy nie tylko taniec. Razem wyjeżdżają na wakacje. Tworzą zgraną paczkę w tańcu, ale także poza nim. Pomagają sobie, kiedy jest to wskazane, bawią się wspólnie na dyskotekach, zwiedzają. Tu, wśród przyjaciół można zapomnieć o wózku. Starsi potrafią pocieszyć młodszych kolegów, tęskniących za domem i rodzicami. Nie ma czasu na nudę.

Krzyś i Michał są przykładem dzieci z dysfunkcją ruchową, a jednak aktywnych. Ogromna zasługa jest w tym przedsięwzięciu rodziców. To oni są najważniejsi w sprawach wożenia, odbierania, czekania. Kosztem własnego odpoczynku, czasem resztką sił są przy swoich dzieciach. Pomagają im, by jak najmniej odczuwały swoją chorobę. To oni pokonują bariery i trudności. Szyją stroje, starają się by młodzi artyści prezentowali się perfekcyjnie. Nagrodą są występy galowe i udział ich dzieci w turniejach. Wtedy łzy lecą po policzkach, mimo woli.

http://www.folklorpoznan.pl/integracyjny-klub-ta324coacutew-polskich.html


http://www.folklorpoznan.pl/integracyjny-klub-ta324coacutew-polskich.html

Moja najmłodsza córka tańczyła w Grupie Integracyjnej kilka lat. Dlatego tak dobrze znam to środowisko i dzieci tworzące pary taneczne. Sama zawsze płakałam widząc moje dziecko na scenie z Michałem. Teraz nasze dzieci są dorosłymi ludźmi, ale więź która połączyła ich poprzez  wspólny taniec, przetrwała do dziś. Córka, kiedy tylko wraca do domu odwiedza przyjaciół z zespołu. Myślę, że te piękne przyjaźnie przetrwają długo. Warto traktować swoje niepełnosprawne dziecko, od najwcześniejszych lat życia, jak normalnego człowieka. Dawać mu zadania i zajęcia, które jest w stanie wykonać. Wyręczanie we wszystkim, to robienie mu krzywdy. Tak można wychować człowieka, któremu trudno będzie poradzić sobie w dorosłym życiu. Drodzy Rodzice niepełnosprawnych dzieci nie bójcie się, pozwólcie i zachęcajcie dziecko do aktywnego życia i samodzielnego pokonywania trudności. Nie można zrażać się drobnymi niepowodzeniami. Trzeba  być silnym i nie zniechęcać się. Grupa potrafi dać siłę tym mniej odważnym i przebojowym. Działa tu zasada: ja potrafię, on potrafi, więc jak się postarasz, potrafisz ty też! A wspólny taniec rodzi przyjaźń i radość, z tego co się robi.

Co sądzicie o  aktywnym życiu dzieci chorych. Popieracie rozczulanie się rodziców nad ich kalectwem, czy dążenie do tego, by samodzielność pozwoliła im żyć jak normalnym ludziom?

FRANCUSKI FESTIWAL FILMOWY ONLINE

Kino francuskie nie gustuje w komercji za wszelką cenę. Przez wielu znawców tematu postrzegane jest jako wzorzec światowej kinematografii artystycznej.

Przez miesiąc, od 16 stycznia do 16 lutego 2015 r., w internecie trwa V edycja Festiwalu Kina Francuskiego. W tym czasie, można bezpłatnie oglądać filmy, dyskutować o nich, oceniać je i głosować na wybrany obraz. Warto skorzystać z tej możliwości, bo wiele filmów opatrzonych jest dialogami w języku polskim. Dodatkowym atutem udziału w konkursie jest możliwość zdobycia atrakcyjnej nagrody.

W tegorocznej V edycji (w Polsce po raz pierwszy) Festiwalu Kina Francuskiego Online, będzie można obejrzeć bezpłatnie 9 filmów pełnometrażowych i 10 filmów krótkometrażowych. W zdecydowanej większości są to filmy niepokazywane do tej pory poza granicami Francji. Nagrodzony Oskarem reżyser i scenarzysta Michel Gondry, autor filmu „Zakochany bez pamięci”, jest przewodniczącym jury.  Pokazanie różnorodności produkcji francuskich, młodej generacji i popularyzacja nowych talentów reżyserskich jest celem przedsięwzięcia. Platforma VoD.pl zaproponowała Internautom  m.in. takie obrazy jak: dramat „Eastern Boys”, nagrodzony na festiwalu w Wenecji, opowiadający o homoseksualnej relacji między Francuzem i młodym imigrantem. „Oddychaj” w reżyserii Mélanie Laurent, nominowany do nagrody Queer Palm, podczas festiwalu filmowego w Cannes w 2014 roku, dokument „Nie znosiłem matematyki”, nominowany do Cezara. Perełką, w której jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze, stworzył wielki Alain Delon, jest głośny film francuskiego klasyka René Clémenta „W pełnym słońcu”. Tematyka jest zróżnicowana i będziemy mieli okazję zobaczyć dramaty, komedie, sensacje, a nawet ociekający krwią horror pt. „Dziwny kolor łez z Twojego ciała”.

Internauci mogą oddać swój głos na wybrany przez siebie film prezentowany w ramach MyFrenchFilmFestival. Nagrodę Publiczności Lacoste otrzyma obraz, na który wpłynie najwięcej  głosów. O randze imprezy świadczy zaangażowanie w nią 900 profesjonalistów z francuskiej branży filmowej. Współpracują oni przy promocji swoich filmów wśród publiczności, włączając w to media rodzime i zagraniczne. Napisałam artykuł o MyFrenchFilmFestival, ponieważ jest to impreza warta szerokiego zainteresowania miłośników dobrego, ambitnego, artystycznego kina francuskiego. Nie trzeba wychodzić z domu, tracić pieniędzy, a można przeżyć wiele wzruszeń, oglądając wspaniałe obrazy kinematografii znad Sekwany.

Zachęcam do oglądania:
http://vod.pl/francuski-festiwal-filmowy-online

http://www.myfrenchfilmfestival.com/pl/
english_my_fff_2015_poster

Przy okazji prześledźmy wspólnie historię kina francuskiego. Francuzi uczyli świat nie tylko pisać (mam na myśli genialnego Juliusza Verne’a), ale i kręcić filmy. 28 grudzień 1895 roku jest datą, którą powszechnie uważa się za dzień narodzin kina i zarazem początek historii kina francuskiego. W tym dniu zaprezentowano kinematograf, skonstruowany przez braci Augusta i Louisa Lumière i pokazano kilka krótkich filmów. Obraz z 1902 roku „Podróż na księżyc” Georges Méliès uważany  jest przez wielu krytyków filmowych za pierwsze widowisko filmowe,  a także za pierwsze arcydzieło science fiction. Do końca drugiej wojny światowej najważniejsze miejsce w sztuki francuskiej odgrywał teatr. Film pełnił wobec niego rolę służebną. Najwspanialsze lata francuskiego kina przypadają na przełom 50 i 60 dziesięciolecia XX wieku. Od tego czasu światową sławą cieszyli się wspaniali, do dziś podziwiani aktorzy: Alain Delon, Jean Paul Belmondo, Romy Schneider, Catherine Deneuve, Jeanne Moreau, Anne Girardom, Brigitte Bardot, Yves Montad, Louis de Funes, Michela Piccoli, Jean Reno. Na uwagę zasługują też wielkiej sławy reżyserzy: Claude Lelouch, Jean-Luc Godard, Francis Truffaut, Alain Resnais, Robert Bresson, Jean Renoir, Eric Romer, Marcel Carné, Claude Chabrol, Anges Varda.

Do najlepszych filmów francuskich w ostatnich dziesięcioleciach zalicza się bez wątpienia obrazy: „Leon zawodowiec”, „Purpurowe rzeki”, „Piąty element” i „Doberman”. Należą one wszystkie do gatunku obrazów sensacyjnych, ale nie mają nic wspólnego, z królującą w tej dziedzinie, kinematografią amerykańską. Obecnie jednym z najciekawszych reżyserów jest Froncois Ozon. Jego dzieła „Osiem kobiet”, „Basen, „5×2″ i „Czas który pozostał ” zyskały bardzo dobre  recenzje i uznanie widzów. Jest to kino ogromnie refleksyjne, ze wspaniałą muzyką i niezapomnianymi kreacjami aktorskimi. Jeśli przyjrzeć się francuskim aktorom, to współcześnie najczęściej obsadzanym w rolach głównych jest Daniel Auteuil. Można zobaczyć go niemal w każdej znaczącej propozycji. Jeszcze niedawno numerem jeden był Gérard Depardieu.

Niestety kino artystyczne, jakim stara się być w dalszym ciągu francuski film, ma niewielką rzeszę swoich wielbicieli. Francuskie filmy są z reguły refleksyjne. Należy oglądając je, brać czynny udział w tym, co dzieje się na ekranie. Wczuć się w sytuację bohatera i niejako razem z nim rozwiązywać problemy. Filmy analizują kondycję człowieka, jego reakcję na doświadczenia pozytywne, ale nierzadko dramatyczne i bezsensowne. Wnikają w głąb jego psychiki i od tej strony wikłają bohatera w zależności. Dramaty z rozbudowaną psychologią i pikanterią oraz specyficzny humor cechują obecne kino francuskie. Także dobra  jakość i odmienność obrazów. Francuzi muszą się bardzo troszczyć o swoją kinematografię, aby była tak dobra jak dawniej. Także Francję pomału dopada komercja. Tworzy się sto filmów rocznie i szuka zbytu za granicą. Mimo to zdaje się, że przyszłość znowu będzie należała do kinematografii znad Sekwany.

Zachęcam do dyskusji na temat festiwalu, a także podzielenia się swoją opinią na temat kina francuskiego?

PODARUJ 1% SWOJEGO SERCA

Zbliża się okres rozliczenia podatku za 2014 rok. Jak co rok, w telewizji, prasie i radio, pojawiają się spoty reklamowe z prośbą o wsparcie jednej z wielu fundacji.

Na początku stycznia odwoływali się do naszej hojności, dyrygent WOŚP Jurek Owsiak i jego sztab, zaangażowani w pozyskiwanie środków dla szpitali. W tym roku, jak zawsze, cel był konkretnie sprecyzowany, a Polacy, co było do przewidzenia, nie zawiedli. Z wielkim sercem dokładali swoją cegiełkę do szczytnego celu.

Od stycznia do końca kwietnia mamy okazję znowu pomóc. Przez cały okres rozliczania się z fiskusem, organizacje pozarządowe będą odwoływać się do wrażliwości Polaków i prosić o wsparcie. Nie dla siebie, a dla swoich podopiecznych. Chorzy ludzie, przede wszystkim dzieci, nie zawsze mogą liczyć na leczenie w całości finansowane przez NFZ. Są przypadki, gdy instytucje państwowe odmawiają pomocy lub procedury pozyskiwania środków są tak mozolne i długotrwałe, że chory nie może czekać. Rodzina, z reguły nie jest w stanie pokryć drogich zabiegów lub sfinansować zakupu leków ratujących życie chorego, dlatego we własnym zakresie trzeba szukać pomocy. Jedyną nadzieją na ratunek jest wtedy wsparcie fundacji, której podopiecznym jest chory pacjent. Te właśnie instytucje, przez cały rok, a przede wszystkim w okresie rozliczeń podatników z Urzędami Skarbowymi, gromadzą środki dla osób, które znikąd nie mogą liczyć na wsparcie.

Jak wygląda działalność organizacji pozarządowych? W Polsce zarejestrowanych jest ponad 80 tys. tego typu organizacji (dane za rok 2012). Trzy czwarte z nich działa aktywnie. Połowa polskich organizacji nie posiada żadnego majątku, nawet w postaci wyposażenia biurowego. Działalność ich opiera się przede wszystkim na pracy społecznej, zarówno członków, jak i władz, czyli na wolontariacie. Prawie wszystkie osoby pracują w stowarzyszeniach i fundacjach nieodpłatnie, dlatego niemal całość zebranych środków trafia do potrzebujących. Tylko 6% czyli ok. 4800 organizacji zajmuje się ochroną zdrowia. I te właśnie interesują mnie najbardziej, bo pomagają tym, którym ich wsparcie jest niezbędne, a nierzadko dzięki ich środkom setki chorych mogą dalej cieszyć się życiem!

Około 12% wpływów finansowych dla wszystkich organizacji pozarządowych stanowią odpisy z podatku (1%). Możemy ten odsetek zwiększyć. Wystarczy trochę dobrej woli. Ja od 10 lat 1% podatku, mojego i moich najbliższych, przeznaczam dla Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”, ze wskazaniem na konkretną osobę, czyli Macieja. Rodziców chłopca znam od dawna, jeszcze jako praktykantów, a potem pracowników w naszej firmie. Obydwoje niezwykłej urody, mądrzy, pełni optymizmu, życia i energii. Miło wspominam czas spędzony z tą dwójką młodych ludzi. Lubię ich do dziś, bo nieczęsto spotyka się tak dojrzałych, młodziutkich rodziców w sytuacji, gdy trzeba zaakceptować chore dziecko w swoim życiu, domu, rodzinie. Maciuś urodził się z zespołem Downa. Niewiele dawano mu szans na przeżycie. Oprócz choroby genetycznej, miał kilka innych schorzeń, które zagrażały jego życiu. Mama zawsze stała przy jego łóżeczku w szpitalu, trzymała za maleńką rączkę i pilnowała, by żył. Maciuś ma dzisiaj 10 lat. Jest dobrze rozwijającym się chłopcem. To dzięki wsparciu Fundacji, ciągłej rehabilitacji na miejscu i podczas turnusów, zrobił tak wiele. Mam satysfakcję, bo chociaż maleńkie moje ziarenko, kiełkuje w postępach i drodze do zdrowia tego dziecka.

Pomóżcie i Wy Drodzy Goście mojego bloga. Wystarczy, że w odpowiednie rubryki właściwego PIT-u wpiszecie dane wybranej fundacji/stowarzyszenia. W ten prosty sposób wyrazicie własną wolę przekazania 1% swojego podatku na szczytny cel. W szczególności zachęcam emerytów i rencistów. Ta grupa osób najczęściej otrzymany PIT-11 odkłada ad acta. Nie musi się rozliczać, bo ZUS załatwia to bezpośrednio z US. Ale można, ze względu na odpis, rozliczyć się samemu i w ten sposób wesprzeć potrzebujących. W najpopularniejszym formularzu PIT-37 są to rubryki o symbolach I, J i numerach od 131 do 135. Zachęcam serdecznie!!! Tak niewiele nas to kosztuje, tylko kilka poświęconych minut na wypełnienie PIT-u. Z każdej najmniejszej kwoty otrzymanej od milionów ludzi można zebrać znaczne sumy i pomóc chorym. W razie potrzeby chętnie pomogę wypełnić arkusze.

Napiszcie, co o tym sądzicie, a może podobnie jak ja wspieracie już wybrane organizacje pozarządowe?