DLACZEGO NIE LUBIMY SZCZĘŚCIA INNYCH?

Niestety, cudze szczęście zasmuca innych. Ludzie mają w sobie niechęć do powodzenia drugiego człowieka. W nawiązaniu do jednego z poprzednich wpisów dokończę temat w tym poście.

Michel de Montaigne (XVI w.) w traktacie filozoficznym „Próby” napisał, że szczęście cudze zasmuca innych, a i widok cudzego powodzenia jest niemiły ludziom. Dążenie do własnego szczęścia idzie w parze z życzeniem, by w jak najmniejszej ilości było ono dane innym. Tak jakby miało to być naczynie zamknięte: Fortuna obdaruje ze swego rogu obfitości innego, to ja będę miał mniej, mnie zabierze. Przecież wiemy, że tak nie jest, więc skąd bierze się ta zazdrość? Powód do zawiści znajdzie się zawsze, a człowiek zazdrosny skazany jest na ciągłe niezadowolenie, co z kolei nie pozwala mu być szczęśliwym. Nie lubimy szczęścia innych, bo ich niepowodzenia, kłopoty, dramaty dają nam poczucie większego szczęścia własnego. Patrząc na sukcesy innych, człowiek ma wrażenie, że jego własne maleją, nic nie znaczą, są nieważne, jest jakby mniej własnych powodów do zadowolenia.

Na potwierdzenie tych słów przytoczę zdarzenie z własnego życia. Jak pisałam w jednym z postów, dopiero jako dojrzała kobieta podjęłam studia wyższe, wymarzone i planowane przez lata, od matury począwszy. Odwleczone dosyć mocno w czasie z różnych przyczyn: dzieci, pieniądze, praca i sto innych powodów bardziej wymyślonych niż prawdziwych. Wreszcie zaczęłam. Jak wiecie, rodzina najbliższa była zdecydowanie ZA….. Na uczelni wykładowcy, koleżanki i koledzy z roku nigdy nie dali mi odczuć, że jestem intruzem, choć znaczna część kadry była dużo młodsza ode mnie, a studenci z grupy w wieku moich dzieci. Nie było dla nich problemem zwracanie się do mnie po imieniu i ściąganie, kiedy zaszła taka potrzeba. Pożyczanie notatek i wzajemna pomoc były regułą przez całe pięć lat. Chodziliśmy razem coś zjeść, a i na piwo od czasu do czasu też.
Ale jak w każdej nietypowej sytuacji jest strona przeciwna, czyli ta co nie akceptuje, potępia i stara się udowodnić na siłę, że podjęta decyzja była błędem. NAJWIĘKSZYM „WROGIEM” MOICH STUDIÓW BYŁY NAJBLIŻSZE KOLEŻANKI Z PRACY! Sześć kobiet, które wręcz cierpiały z tego powodu. Nie młode, które też studiowały tylko panie zbliżone wiekiem do mojego. Przykładne żony i matki nie rozumiały, że tracę pieniądze i czas na coś, co nie będzie skutkowało awansem, wyższą pensją itp. Nigdy nie zapytały o egzaminy, czy zdałam, a może muszę poprawiać? Jakby temat moich studiów należał do tabu. Argumenty, że studiuję tylko i wyłącznie dla własnych potrzeb, własnej satysfakcji, ziszczenia dawnych marzeń, nie docierały do ich świadomości. Ta niematerialna strona nauki nie mieściła się w ich pojęciu szczęścia. Chyba można wyciągnąć wniosek, że należały do grupy tych, którzy swoje potrzeby ograniczają do tych podstawowych. Wszystko co nie mieściło się w takim pojmowaniu świata było krytykowane. Dodam tylko, że nigdy nie miałam dodatkowego urlopu, dni wolnych i innych przywilejów. Więc skąd ta niechęć?
Ludzie nie lubią tych, którzy odstają od standardów. Choćby nie robili nic złego i tak będą potępiani przez resztę. Nie twierdzę, że akurat moje wybory były słuszne. Szanuję sposób życia innych. Szczęście ma tyle barw ilu ludzi na świecie. Dla każdego ma inne znaczenie. Ale chyba troszkę ośmieszamy się potępiając tych, którym nie wystarcza do szczęścia tylko materialny aspekt życia.

Może ktoś z Was ma podobne doświadczenia?

28 Komentarze

  1. Nie mam takich doświadczeń, a może na tę chwilę nie pamiętam, ale sądzę, że nie należy za bardzo przejmować się ludźmi, którzy mają klapki na oczach i nie należy starać się im przypodobać, a należy robić swoje i spełniać swoje marzenia,
    Nie jestem zazdrosna i cieszą mnie sukcesy innych ludzi, jeśli wiem, że spełniają je w sposób uczciwy, a nie po trupach.
    Lubię tu wpadać do Ciebie :)

    • Lubię czytać Twoje mądre wypowiedzi Elu. Staram się żyć uczciwie, wobec rodziny, otoczenia, a przede wszystkim w zgodzie ze sobą. Na szczęście nie mam w sobie zawiści. Uważam to za jeden z ważnych darów dany człowiekowi, bo ciągłe porównywanie tego co mam, z tym co mają inni, prowadzi w ślepą uliczkę. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej(rozumu, pieniędzy, dobroci, talentu,zdrowia). Dobrze jest umieć cieszyć się swoimi drobnymi sukcesami, ale tez szanować i podziwiać powody do radości innych. Pozdrawiam :)

  2. Jesteśmy ludźmi i każdy z nas ma w sobie odrobinę zazdrości . I to uważam za normalne. Ale zazdrość chorobliwa? Przeraża mnie. A niestety wokól nas pełno kręci się takich ludzi. Ale są też ludzie dobrego serca, których szczęście innych raduje. Ja takich ludzi napotykam.
    Chcę Ci powiedzieć, żę podziwiam Cię za Twój upór w dążeniu do celu. Przede wszystkim gratuluję ukończenia studiów. Jesteś WIELKA!
    Podziwiam a nie zazdroszczę!

    Miłego dnia życzę :)

    • Antoneto, jestem tylko normalna. I tej normalności nauczyłam moje dzieci, a mnie nauczyli moi rodzice. Żyć w zgodzie ze sobą, nie krzywdzić innych, szanować potrzeby drugiego, ale także swoje. Tylko dzięki akceptacji najbliższych mogłam studiować. Gdyby oni zachowali się jak koleżanki, chyba poddałabym się. Kiedy byłam potrzebna dzieciom, byłam na swoim miejscu, kiedy potrzebowałam ich, też stanęli tam gdzie trzeba było. Tak zazdrość jest w naturze człowieka, ale nie można pozwolić by go opanowała.
      Pozdrawiam pięknie razem z Mikołajem :)

  3. Czytałam Twój poprzedni wpis na temat Twoich studiów w wieku dojrzałym.
    Uważam, że nikt nie powinien zabierać człowiekowi jego niespełnionych marzeń.
    I Ty je właśnie je spełniłaś, bo miałaś taką potrzebę.
    Zrobiłaś to dla siebie, nie dla koleżanek.
    A zazdrość, no cóż ona jest, była i będzie.
    Są ludzie, którzy nam mogą wszystkiego zazdrościć.
    Zazdroszczą nam naszych zdolności, szczęśliwej rodziny, wykształcenia, pieniędzy i wielu innych rzeczy.
    Powiem Tobie, że w swoim życiu spotkałam takich ludzi.
    Podobnie jak u Ciebie, były to koleżanki z pracy.
    Sama nie należę do takich ludzi, niczego nikomu nie zazdroszczę, a wręcz przeciwnie, cieszę się czyimś szczęściem i wtedy staję się bardziej szczęśliwa.

    Miłego Dnia Elu :-)

    • Ulka, uwierz mi, myśl o studiach była ze mną zawsze. Zrobiłam to co musiałam, bo gdybym nie podjęła studiów ( mogłam nie ukończyć), do końca życia miałabym do siebie żal. Nie było w moim życiu sukcesu, które dały mi więcej radości niż absolutorium i odebranie dyplomu magistra. Żadne awanse w pracy, podwyżki, pieniądze i zaszczyty nie przebiły tego. Zresztą to zaowocowało szacunkiem do samej siebie. Nie , nie zmieniłam się dla otoczenia. Zmianę zauważam tylko ja. Pozdrawiam z uśmiechem mikołajkowym :)

  4. Dużo prawdy w tym, co napisałaś, chciałbym jednak byśmy umieli cieszyć się szczęściem innych. MoZe taka jest natura ludzka? Pozdrawiam :)

    • Tak Romku, taka jest natura ludzka. Gdzieś na jej dnie drzemią złe cechy człowieka i zazdrość. Taka głupia, nieuzasadniona. Nie my to wymyśliliśmy i zauważamy. Od najdawniejszych czasów próbowali się z tym uporać filozofowie i rozgryźć tę zagadkę. Sztuka polega na tym, by zwalczać przywary na ile się da, a innym i sobie życzyć jak najwięcej szczęścia. Czego i Tobie życzę z całego serca :)

  5. Nie będę skupiać się na podobnych przypadkach, ale….bardzo mnie dziwi fakt totalnej niechęci koleżanek do Twych studiów.
    Myślę, że u podłoża ich zazdrości znalazło się zmniejszenie własnego poczucia wartości – wszak koleżanka (najprawdopodobniej) jest mądrzejsza od nich ;)

    • Bardzo mądre spostrzeżenie Nemezis. Nie uważam się za mądrzejszą od kogokolwiek, ale nigdy nie zaakceptuję bezpodstawnej zazdrości, bo to przecież jest niegodne człowieka. Kierowniczki ze średnim wykształceniem odbierały moją naukę, jak coś co spycha je niżej szeregowego pracownika. Czuły dyskomfort.Ale ja studiowałam filologię polską, a pracowałam w swoim zawodzie jako księgowa, więc nie mogły czuć się zagrożone. W ludziach jest coś takiego, że nie akceptują tych, co wychylają się z szeregu. To z reguły jest przywarą starszego pokolenia, młodzi nie mają z tym problemu. Pozdrawiam serdecznie :)

      • Od dawna gromadzę sentencje, które najbardziej do mnie trafiają. Gdy czytam tekst i komentarze na temat natury ludzkiej, to nasuwa mi się jedna z nich:
        „Bądź mądrzejsza od innych, ale nie okazuj im tego”.
        Ja staram się do tego stosować. Wolę zejść z drogi zamiast bić się z myślącym inaczej, bo ktoś patrzący z boku mógłby mieć problem z odróżnieniem

        • Dziękuję Tatulu za wizytę:) Bardzo mądra sentencja, sprawdza się w życiu. Nie lubię obnosić się sukcesami nawet wśród dalszej rodziny. Zawsze potrafią skutecznie umniejszyć radość, szukając drugiego dna w tym co mnie cieszy. Ale są rzeczy, których nie da się ukryć, bo rozciągają się w czasie. Zresztą, kiedy nie robi się nic złego, nie ma powodu żeby taić. Pokazywanie, że można inaczej, stopniowo zmienia myślenie innych.

  6. Witaj Elżbieto, ludzie którzy nie mają pomysłu na siebie i na swoje życie, są leniwi, pasywni, negatywnie nastawieni do życia, bywają chorobliwie zazdrośni, czasem odbywa się to przez „naśladowanie innych”, a czasem chorobliwym wręcz „podstawianiem nogi”, na każdym kroku wszystkim tym, co mają odwagę i siłę aby czuć się szczęśliwszymi. Ba, ta frustracja czasem przenosi się na osoby obok… np. w pracy, i cała reszta niezadowolonych zbija się w tzw. grupę rażenia, każdego kto ośmieli się żyć szczęściu próbuje się ściągnąć jak najdalej od tego „uszczęśliwienia”. Każdy z nas, choć raz w życiu „zalicza” takie sytuacje i naprawdę to bywa kłopotliwe. Silne osobowości potrafią sobie z tym poradzić, bardziej wrażliwe i delikatne muszą wówczas poszukać wsparcia wśród dobrych przyjaciół. pozdrawiam

  7. Dziękuję Beato, że odwiedziłaś mojego bloga. Czytam wszystkie Twoje komentarze i uważam, że masz zdrowe podejście do świata i rzeczywistości. Nie mam żalu do koleżanek, że nie zaakceptowały moich wyborów. Każdy ma swoje potrzeby, a moje nie mieściły się w ich konsumpcyjnym spojrzeniu na życie. Ale nigdy nie zrozumiem ich jedności w krytykowaniu moich decyzji, jak i tak bardzo zdecydowanego okazywania swojej niechęci, do tego co robię. Jestem bardzo silną osobowością i umiem sobie radzić w różnych sytuacjach życiowych. W tej też nie miałam problemów i atmosfera w pracy była normalna.
    Chciałam tylko podzielić się z Wami refleksją na temat nieuzasadnionej zazdrości. Pozdrawiam :)

  8. Witaj Grafitowy na moim blogu. Miło mi, że przeczytałeś i skomentowałeś wpis. Nie mogły się czuć zagrożone, bo pracowałyśmy w pionie ekonomicznym firmy (księgowość), a ja studiowałam filologię polską na UAM. Więc ten aspekt nie mógł być powodem. Raczej konsumpcyjne podejście do życia: jedzenie , kupowanie towarów, wakacje raz w roku i nic poza tym. Inne potrzeby nie mieściły się w ich życiowej filozofii. Nie pojmowały, że można pragnąć wiedzy, a nie tylko chleba. Według nich można pieniądze przepijać – normalne:), stracić na papierosy – normalne:), kupować niepotrzebne rzeczy – normalne:), ale płacić za naukę, która nie zaowocuje awansem i dodatkowym dochodem – nie wolno!!!!!!!!!!! Wierz mi Grafitowy, nic nie dało mi tyle satysfakcji, co ukończenie studiów (oczywiście mam na myśli osobiste osiągnięcia życiowe, nie dotyczy to rodziny, dzieci, męża). Dziękuję, pozdrawiam i zapraszam:)

  9. Co prawda już bardzo późno się zrobiło ( na zegarze już dawno po 24 ) ale tak miło mi się z Tobą Elżbieto rozmawia, ze sen gdzieś sobie poszedł i zajrzałem do Twojego kolejnego tekstu.

    Przeczytałem go z zainteresowaniem. … i wcale a to wcale nie dziwię się takiej a nie innej reakcji twoich koleżanek na Twoją podróż do cudownej krainy wiedzy…. podczas gdy im się albo nie chciało, albo nie mogły, albo nie miały odwagi na podróż drogą podobną do Twojej. A więc cóż pozostało ? Ano zazdrość ! Ano ignorowanie tego co Ty robisz …. i stąd całkowity brak z ich strony choćby pytania …. jak poszedł kolejny egzamin ? Ale zapewniam Cię, że w czasie Twojej nieobecności wiele o tym miedzy sobą mówiły … z takim poczuciem i zazdrości i zawiści.

    Polacy są już takim narodem narzekaczy, takich cierpiętników …. wszyscy wokół są źli, wszyscy mają lepiej jak oni. Rząd źle rządzi, politycy są głupi, sąsiedzi jak mają odrobiną od nich to na pewno kradną, itp. itd. Zresztą widać to doskonale jak spojrzymy na nasze elity polityczne ( tylko czy można nazwać ich elitami ?) …. chroniczna złość jednych na drugich, brak jakiejkolwiek zgody w jakiejkolwiek sprawie, Cięgła zawiść, a nawet nienawiść ! Ciągłe kopanie rowów niezgody !

    Polacy nie mogą znieść tego jak komuś jest lepiej, jak widzą, że ktoś jest mądrzejszy, jak lepiej radzi sobie w trudnych sytuacjach, jak ma mądrzejsze dzieci, jak ona ma bardziej kochającego męża, a on piękniejszą żonę …. powodów do zazdrości i zawiści jest tyle ile wody w oceanie. I ten ocean żadną miarą spokojnym nazwany być nie może !

    Jak patrzy się na np. Amerykanów …. to tam sąsiad cieszy się z tego, że jego sąsiad jest bogaty, że pomaga charytatywnie … a u nas ? Zawiść !
    Zapytasz Amerykanina …co u Ciebie ? A odpowiedź jest zawsze taka sama. O key ! Jest O key, A zapytasz Polaka … co u Ciebie ? A on na to … tu mnie boli, tam mnie strzyka, zepsuł się samochód, w sklepie mnie oszukali, mąż znowu wrócił późno pijany, żona źle gotuje, syn wdał się w jakąś awanturę itp. itd.
    Polacy to naród zazdrośników i wiecznych malkontentów.

    Ja swego czasu ( a było to chyba z 15 lat temu ) zrobiłem taki eksperyment. Jak odszedłem z firmy, gzie wcześniej pracowałem kilka dobrych lat.
    Jednemu z kolegów w czasie rzadkich co prawda spotkań na ulicy na jego pytanie co słychać mówiłem o samych dobrych rzeczach … a to, że mam dobrą pracę, a to ze jestem zdrowy i nic mnie nie boli, a to że kupiłem nowy samochód, a to, ze córka obroniła magisterium, a druga ma zdrowego i ślicznego synka ( mojego wnuka ) , a to ze na brak pieniędzy nie narzekam … Ty wiesz, że zaraz po dwu, trzech zdaniach on nie miał absolutnie czasu i kończył rozmowę …a potem bywało i tak, ze przechodził na druga stroną ulicy !?

    Drugiemu natomiast opowiadałem tylko o swoich smutkach ( często wyimaginowanych ) … a to, że boli mnie to tu, to tam, a to że do lekarza kolejki okropne, a to że ktoś mi przebił oponę w aucie, a to że w tej nowej pracy bardzo źle płacą , a to że dostałem mandat itp.itd. … takie same bzdyngi ! On był moim najlepszym kolegą … zawsze miał czas, zawsze pogadał … i chyba cieszyło go, ze on nie ma takich kłopotów jak ja.

    Po roku czasu zmieniłem przekaz … ten co słyszał wcześniej ode mnie o kłopotach teraz słyszał , że wszystko jest o key ! Super ! Zdrowie jak dzwon i pieniędzy nareszcie jest tyle ile potrzebują. I odwrotnie ! I Ty nie uwierzysz chyba … ten co kiedyś uciekał na drugą stroną ulicy zrobił się bardzo bliski i współczujący, a ten co kiedyś tak mnie wysłuchiwał zaczął mnie unikać !

    Opowiadałem też o tym swoim córkom … z odpowiednimi wnioskami z tych zdarzeń.

    Tacy po prostu jesteśmy ! Rajcuje nas czyjś kłopot i niedola, a wkurza to, że komuś jest cały czas dobrze. Że komuś może się chcieć, że potrafi, że jest bardziej obrotny, że jest mądrzejszy czy lepiej wykształcony, że ma lepsze dzieci, że choroba się go nie ima !!!

    I dobrze piszesz. ze ludzie nie lubią tych co odstają od standardów, nie cierpią powodzenia u innych, nie znoszą jak ktoś wyrasta ponad przeciętność… a bogatemu sąsiadowi najchętniej życzyli by … pożaru domu albo ciężkiej choroby. I mówiliby… jednak sprawiedliwość boska istnieje ! Ma za swoje ! Dobrze mu tak !

    Dobrą ilustracją poruszonego przez Ciebie tematu jet taki humor :

    Pewien wędkarz złowił złotą rybkę i jak to w takich przypadkach bywa rybka obiecała mu spełnienie trzech życzeń jak ją wypuści. Ale tym razem rybka zastrzegła, ze jego sąsiad, wszystko czego wędkarz sobie zażyczy, będzie miał podwójnie.
    - pierwsze życzenie …. chcę piękny nowiutki dom i wspaniały samochód.
    ….. patrzy ! Jest, cud dom i limuzyna jak z bajki !! Ale sąsiad ma dwa domy, dwa auta !!! Zakuło w serduchu ! Ale co tam, myśli … a niech ma
    - drugie życzenie ….chcę mieć za żoną miss Polski !
    ….. patrzy a u sąsiada w jednym aucie miss Francji – cud dziewczyna a w drugim miss Singapuru … cudowna piękność ! Serce wali jak młotem
    - trzecie życzenie …. chwila zastanowienia i mówi …. chcę aby mi jedno jądro uschło !!!!

    ( przepraszam akurat za taki kawał ale on dobrze oddaje istotę rzeczy ) … no i już przecież dzieci śpią .

    Tacy są właśnie Polacy Elżbieto.

    A teraz już uciekam do spania.

    Tobie życzę miłego dnia …. bo przeczytasz w dzień.

    Zostawiam taki plik … z odrobiną szczęścia w nim zawartą.

    https://youtu.be/ioN_e5nP-3Y?list=LLeCrIE7cSrhFDJIVVH1ZpCA

    • Mam szczęście, że mogę porozmawiać z kimś tak mi bliskim w postrzeganiu świata jak Ty Rogatywilku. My Polacy na pewno mamy charakterystyczną cechę, której na próżno szukać wśród innych narodów. Jest to zazdrość, a nawet powiedziałabym zawiść. Nic nam do tego co robią inni, ale, żeby nie byli zbyt szczęśliwi, radośni z tego co robią, musimy im obrzydzić, wyśmiać, pokazać złe strony, straty i na dodatek popukać się po czole, żeby osoba zainteresowana zrozumiała, jaka jest głupia. Nie umiem krytykować decyzji innych. Maja prawo robić co chcą. Każdy z nas jest inny i inaczej widzi swoje potrzeby. Jeden lubi dobrze zjeść, inny upijać się często, następny kocha podróże. Ja do szczęścia potrzebuję wiedzy, czy to tak wiele? A jednak nie dla każdego jest to rzeczą normalną, zrozumiałą. Nie chcę podziwu i szacunku z tego powodu. Mam jednak prawo wymagać, by otoczenie nie potępiało mnie za to. Bo im nic nie zabieram, chyba że troszeczkę dobrego samopoczucia i chwilę zadumy nad własnym życiem i niespełnionymi marzeniami. Być może moje postępowanie oświetliło słabość innych, brak determinacji w realizacji własnych potrzeb. Obnażyło i uświadomiło innym kierat w jakim żyją i nie potrafią się z niego wychylić nawet na krok w jakąkolwiek stronę. Być może to było kolcem w oczach krytyków. Jeszcze bardziej ich drażniłam tym, że nie reagowałam złością na krytykę. Nie okazałam cienia słabości, w tych zaczepnych rozmowach, zdenerwowania. Czułam i czuję zażenowanie, wstyd, niesmak i litość nad słabościami i nietaktem innych. Mamy prawo wyrażać swoje zdanie, ale musi to być zrobione w delikatny i taktowny sposób, by nie urazić osoby zainteresowanej. W innym przypadku to brak wychowania i gburostwo. I tak tę sytuację pamiętam.
      Nie lubimy też pomagać sobie. Nawet na obczyznie Polak Polakowi wrogiem. Prędzej rękę poda obcokrajowiec, jak swój rodak. Zawiść o każde euro, lepszą pracę, mieszkanie. Każdy powód jest dobry, by nienawidzić.
      Pozdrawiam serdecznie wraz z powiewem morskiego powietrza:)

  10. Utwory z podanego linka wysłuchałam. Nie dodałam w poprzednim komentarzu, że lubimy podobną muzykę i piosenki. Utwory nastrojowe, liryczne, spokojne. Wywołujące zadumę, refleksję i budzące z dna serca nierozumianą przez nas samych tęsknotę.
    Pozdrawiam serdecznie:)

  11. Witaj Elżbieto.
    Przepraszam, że dopiero teraz do Ciebie dotarłam, ale problemy jakie mam ostatnio ze zdrowiem bardzo ograniczyły mnie czasowo i całkiem zajęły mój umysł.

    Przyznam się, że czasem zdarzy mi się zazdrościć ludziom zdrowia, ale nie tak złośliwie, żebym komuś źle życzyła, tylko tak ogólnie. Dzieje się to przeważnie, gdy widzę, jak ludzie nie szanują swojego życia, zdrowia i kuszą los.

    Nie rozumiem, jak można komuś źle życzyć, czy cieszyć się z cudzego nieszczęścia. Ile nienawiści i zła trzeba mieć w sobie,
    Niektórzy mają taką chorą zazdrość, o której wspominasz i cały czas są skupieni na dążeniu do doskonałości, by być zawsze lepszym od sąsiada, znajomych, rodziny, by wszyscy podziwiali.

    Nie zazdroszczę, cieszę się, jak komuś dobrze się wiedzie, podziwiam osoby, którym udaje się spełnić swoje marzenia, plany życiowe. Są to osoby silne, które nie poddają się bez walki, posiadają swoje ambicje i silną wolę. Zamiast marudzić i oceniać innych, każdy powinien się wziąć za siebie i udowodnić samemu sobie, że przecież potrafię, wystarczy tylko chcieć :) Niestety, większość potrafi tylko zrzędzić, narzekać. Przecież, to jest dużo prostsze, dowartościować się na czyimś nieszczęściu, niż popracować nad sobą i trochę się wysilić, by coś zmienić w swoim życiu na lepsze.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za odwiedziny :)

  12. Witaj Gabuniu76.
    Czytałam wiele Twoich komentarzy na blogach, które odwiedzam. Miło mi, niezmiernie, że zaszczyciłaś odwiedzinami moją stronę i odniosłaś się w komentarzu do tekstu mojego autorstwa. Właśnie wpis o szczęściu jest mi bardzo bliski, ponieważ to zagadnienie intryguje mnie od lat. Mniej szczęście, jako takie, a stosunek ludzi do człowieka szczęśliwego. Bardzo rzadko, w moim długim życiu, spotkałam ludzi szczerze cieszących się powodzeniem innych. Niewiele osób spotkałam też neutralnych, czyli obojętnych wobec dobrej passy drugiego człowieka. Raczej zauważa się osoby sceptyczne, sfrustrowane, udające, obrzydzające, umniejszające, bagatelizujące powody do radości ludzi ze swojego otoczenia.
    Dowartościowanie się przez umniejszanie sukcesu innych, to chyba podstawowy powód, dla którego ludzie nie lubią słuchać opowiadań szczęśliwych. Wolą tych, którym ciągle źle, trapią ich troski i nieszczęścia.
    Wtedy słuchający może utwierdzić się w przekonaniu, że jest szczęśliwy. Porównując swoje życie z nieszczęśnikami nie musi się wysilać i starać, bo i tak jest mu lepiej niż innym. Chyba właśnie takie podejście do szczęścia innych powoduje, że tych zadowolonych nie lubi się.
    Pozdrawiam Gabuniu76. Rozgość się u mnie na stałe, zapraszam:)

  13. Tak, mam niestety takie doświadczenia, nawet dwa, niestety :/

    Studiuję, dokładniej – kończę studia.

    Pierwsza sytuacja – przychodzę na uczelnię z Macbookiem – sprzęt kupiony paradoksalnie z powodów finansowych, bo nie udało mi się znaleźć lepszego ultrabooka za 3 tys. zł (kupiłam używkę od znajomego, stąd tak niska cena). Z zakupu byłam bardzo zadowolona, bo mój poprzedni laptop miał na wierzchu kabelek od wymienianej domowym sposobem matrycy i ogólnie ledwo już zipał, więc mój komfort pracy znacznie wzrósł po zmianie sprzętu :)

    Kupując sprzęt Apple nie miałam najmniejszego pojęcia o tym, że niektórzy traktują to jako lans i szpan – mnie samą nigdy nie obchodziło to, jaki kto ma laptop / komórkę / samochód / ubranie, bo dla mnie – to są tylko rzeczy, które może nabyć każdy (chociażby na kredyt), zupełnie nieistotne, bo dla mnie ważne jest „być”, a nie „mieć”, więc nigdy nie oceniam ludzi po stanie posiadania (dlatego też nie krępowałam się chodzić wcześniej z totalnie zdezelowanym laptopem który wyglądał, jakbym wyciągnęła go ze śmietnika ;) ).

    Jakiż był mój szok, kiedy okazało się, że mój nowy laptop wzbudził niesamowite zainteresowanie wszystkich… Poprzedni też zbierał trochę komentarzy, ale one były żartobliwe i na luzie – a jak przyszłam z jabłkiem to ludzie wyraźnie się napięli i poleciały tak absurdalne teksty jak z jednej strony: „wow, masz MacBooka… szanuję” / „ale zaszalałaś”, a z drugiej „boshh, jak można kupować takie gówno w złotym papierku?”, oba równie krępujące i głupie.

    Co więcej – wszyscy najaktywniej komentujący wiedzą lepiej, że zapłaciłam „za dużo” za laptopa, a sami mają droższe sprzęty od mojego -.- (wiem, bo sami mi mówili przy wymianie swoich laptopów ile za nie zapłacili)… Jak koleżanka wydała na swojego laptopa 6 tys. zł, to wszystko ok, ale jak ja kupiłam jabłko za 3k to oczywiście przepłacam za markę… Parodia i tragikomedia, drodzy Państwo, naprawdę…

    Inny przykład – na 3. roku zrobienie praktyk zawodowych jest obowiązkowe, więc większość osób zamiast szukać samych praktyk szukała od razu pracy na stałe (by praktyki zrobić w ramach okresu próbnego / stażu). Większość pracę znalazła, więc to chodliwy temat u nas, gdzie kto pracuje…
    Ja ze swojej pracy jestem super zadowolona, bo miałam naprawdę dużo szczęścia znajdując taką, która trafia idealnie w moje predyspozycje + będąc przyjętą do pracy de facto bez doświadczenia, na kredyt zaufania. Bardzo dużo się w tej pracy uczę i robię fajne rzeczy, w ogóle się nie nudzę ani nie męczę, poza tym atmosfera pracy + benefity są super, więc pierwszy raz mam tak dobre warunki pracy, o czym mogłabym mówić godzinami… ale nikt nie chce słuchać!

    Innych ludzi interesuje tylko to, czy jest praca, i ewentualnie jakie zarobki – nikogo nie obchodzi, czy mi się praca podoba, czy nie… Jak zapytana o to, zaczynam mówić z entuzjazmem, to zazwyczaj rozmówca zmienia temat najszybciej, jak tylko się da.
    Widziałam też u ludzi autentyczną radość z tego, że na początek dostałam mniejszą pensję niż niektórzy moi rozmówcy… Nie wiem, jak zareagowaliby na fakt, że po niecałym roku pracy dostałam podwyżkę o prawie 50% mojej pensji, ale nie mam już ochoty z nimi na te tematy rozmawiać widząc, że szukali tylko możliwości, aby mi dokopać, a o plusach mojej pracy wcale nie chcieli słuchać i nie potrafili kompletnie cieszyć się moim szczęściem – przytłaczająca większość nawet nie potrafiła pogratulować znalezienia pracy…

    Dla mnie jest to niesamowicie przykre, bo jestem taką osobą, której autentycznie nie przeszkadzają sukcesy innych, a co najwyżej wprawiają w zdumienie i podziw, że można tyle osiągnąć – a jeśli są to osoby w jakikolwiek sposób mi bliskie, to potrafię się szczerze cieszyć ich szczęściem i czuję się tak, jakby to było moje własne osiągnięcie :)

    Lubię też widzieć radość na ludzkich twarzach, słuchać o cudzej pasji i o tych rzeczach, które przynoszą innym satysfakcję i radość – staram zaś unikać się wspólnego narzekania bo wiem, jak jest destrukcyjne…

    Odkrycie, że większość osób z mojego najbliższego otoczenia to malkontenci, którzy nie potrafią nawet pogratulować mi sukcesu, było niesamowicie bolesne :( Znowu muszę wymienić większość znajomych…

    • Miło mi, że odwiedziłaś mnie Pantegramie i zostawiłaś bogaty treściowo komentarz. Wiem o czym piszesz, bo sama doświadczyłam podobnej niechęci ze strony koleżanek z pracy. Jednego nigdy nie zrozumiem. Dlaczego ludzie nie pozwalają innym na swobodne wybory? Dlaczego krytykują, wręcz obrzydzają drugiemu to co dla niego samego jest ważne. Kiedy podjęłam studia, towarzystwo z pracy, łącznie z dalszą rodziną, oczywiście gdyby mogło, zlinczowało by mnie. Wręcz nienawidzili mnie za to, że śmiałam się dalej uczyć i to w moim wieku. Nie rozumieli, że to jest dla mnie bardzo ważne. Cieszyłam się każdym zdanym egzaminem, ale nikt nie zapytał o to. Temat studiów był zakazany albo tylko dopuszczano negatywne wypowiedzi, obrzydzanie, zniechęcanie. Zawiść taka bez powodu jest niedopuszczalna. Wręcz obrzydliwa. Nie chcesz nie rób tego co inni ale nie krytykuj ich decyzji. Przecież każdy człowiek ma prawo sam o sobie decydować.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  14. Wniosek jest taki, że Polacy w większości nie są empatyczni, nie potrafią patrzeć na świat oczami innych ludzi i przyjąć cudzego punktu widzenia, nie zadają sobie trudu by rozumieć stany emocjonalne innych, są skoncentrowani na sobie. Szczęście innych uderza w ich ego, powodując frustrację i atak na „szczęśliwego”, który ma na celu pozbycie się własnego wewnętrznego psychicznego napięcia spowodowanego zawiścią. Ci ludzie patrząc na szczęśliwego człowieka uważają, że to jego szczęście powinno być ich, a skoro nie jest to trzeba jakimś sposobem je unicestwić. Spotkałam mnóstwo osób które nie tyle nie lubią, co nienawidzą szczęśliwych ludzi.

    • Dziękuję Jago za odwiedzenie mojego bloga i komentarz. Nietrudno wyczuć niechęć i frustrację drugiej osoby, na wieści o tym, że mamy dobry okres w życiu. Powodzi nam się, jesteśmy szczęśliwi. Za wiele rzeczy dziękuję Bogu (Losowi), ale najbardziej za to, że nie zazdroszczę innym ludziom. To straszna cecha, która nie pozwala czuć się szczęśliwym. Zawsze znajdzie się ktoś kto ma więcej od nas, ładniejszy dom, lepsze zdrowie, więcej pieniędzy. Patrzmy na siebie, swoje powodzenia, nie życzmy drugiemu źle. Niech ma pałace i wypchany portfel. I tak zje tyle co my. A luksus tez powszednieje, nawet kawior jedzony codziennie przestaje smakować. A o czym marzyć kiedy ma się wszystko?
      Pozdrawiam Jago serdecznie:)

  15. z posta autorki wynika cos na wzor narcyzmu, czy ukrytego egocentryzmu – rozumiem rozczarowanie ludzmi, ale z drugiej strony dlaczego wymagac od innych, notabene obcych, zeby podskakiwali z radosci na wiesc o naszych sukcesach, ktore ich nie dotycza? Pani kolezanki z pracy maja swoje problemy, swoje jakies tam pasje (nawet, jesli to tylko kupienie nowych ciuchow), a pani, deprecjonujac je, domaga sie zachwytu nad soba i swoimi studiami. Madre to?
    Niech sie Pani cieszy, ze najblizsi Pania wspierali, bo to jest najwazniejsze, a dalsze osoby nie maja takiego spolecznego „obowiazk”. Tym bardziej, ze nie wiem, w jaki sposob Pani przedstawiala swoje nowe pasje – moze byla Pani wyjatowo irytujaca, zachwycajac sie czyms, co jest dla nich obce? Bo w koncu zakladam, ze dzial ksiegowosci nie interesuje sie bolaczkami filologa.
    Pani wyraznie pisze, ze uwaza sie za lepsza, bo potrzebna jest Pani do szczescia „wiedza” – moze Pani tego nie zauwazac, ale z tego komentarza bije dla mnie jakis balwochwalczy patos i samouwielbienie. Super, ze sie Pani rozwija i ma swoje pasje, ale prosze sie skupic na tym, a nie, zeby caly swiat bil teraz Pani poklony z racji ukonczenia studiow (sama jestem absolwentka filologii polskiej ;)).
    Pozdrawiam

  16. Dziękuje za komentarz. Inny niż pozostałe, dlatego tak cenny. Myślę Klodziu, że niewłaściwie odczytałaś mój tekst.
    Pozdrawiam serdecznie:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.