ŻYCZENIA NA NOWY ROK

Z okazji nadchodzącego Nowego Roku życzę gościom mojego bloga pomyślności oraz samych sukcesów w życiu osobistym i zawodowym. Zdrowia i dobrego samopoczucia w każdym dniu. Radości i dobrych wiadomości moc. Niech Was cieszy każdy nowy dzień, a poranne słońce pobudza do działania. Żeby wszystkie plany i postanowienia noworoczne zostały zrealizowane.

Elżbieta

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

Wszystkim moim Czytelnikom składam serdeczne życzenia bożonarodzeniowe. Zdrowych i pogodnych Świąt, miłych i ciepłych spotkań przy wigilijnym stole, pogody ducha, dużo prezentów pod choinką i radości ze wspólnie spędzonego czasu. Uśmiech niech gości przez cały czas na Waszych twarzach. Niech te chwile zostaną długo w pamięci Waszej i bliskich.

Elżbieta

kartka

WIGILIA W MOIM DOMU

Jedno co łączy nas, wszystkie panie domu, to pragnienie, aby dania i stół wigilijny były wyjątkowe. Do tego jak co rok, zachwycały wszystkich, którzy przy nim usiądą.

Stół przygotuję w tym roku, podobnie jak w poprzednią Wigilię, zgodnie z tradycją przekazaną przez moją mamę. Położę śnieżnobiały obrus, który wyszyłam sama haftem richelieu. Dawno, bo 30 lat temu, kiedy byłam z dzieckiem na trzyletnim urlopie wychowawczym. Bez motywów gwiazdkowych, nie lubię tego. Porcelana też biała, cieniutka, delikatna prosto z Francji. Pod obrusem tradycyjnie pęczek sianka, na talerzyku opłatek, a nad głowami zielona jemioła, powieszona na lampie wraz z kilkoma pięknymi bombkami. W wazonie gałązki żywej jodły, a w narożniku choinka prosto z lasu. Wysoka do samego sufitu, pod nią prezenty. W pokoju pachnie żywicą, a przepiękne lampki mrugając kolorowo tworzą magiczny nastrój. Sześć nakryć, choć jest nas pięcioro, zawsze jedno dodatkowe dla niespodziewanego gościa.

Kiedyś robiłam dwanaście potraw, bo tak nakazuje tradycja. Makiełki i groch z kapustą, niestety musiałam wyeliminować z zestawu, bo całe święta przekładałam niezjedzone z miejsca na miejsce. A co podaję? Zupa tylko i wyłącznie z borowików, czysta z drobno pokrojonymi grzybami na dnie talerza, zaciągnięta śmietanką kremową. Dwa rodzaje ryb smażonych. Jako jedyna jem karpia, pozostali tylko filet z mintaja lub dorsza. Koniecznie mrożony, bo w takim nie ma ości. Ryby smażę na maśle, potem zapiekam w piekarniku z kawałkiem masła na każdej porcji. Gotowana kapusta kiszona, z pokrojonymi podgrzybkami, aż ciemna od nadmiaru grzybów. Własnej roboty pierogi z grzybami i kapustą polane masłem z duszoną cebulą. To danie co rok w samą wigilię robi mąż z córkami. Do mnie należy tylko przygotowanie farszu i ugotowanie. Cała reszta to ich dzieło, a zrobić potrafią pysznie. Mamy też kompot z suszonych owoców (śliwki, jabłka, gruszki, dodaję też kilka rodzynek i moreli). Do tego ziemniaki i sos, dwa rodzaje śledzi i talerz z pieczywem. Oczywiście króluje tu sernik cioci Zosi (przepis podałam w poście z dnia 12. listopada
http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/2014/11/12/pyszny-sernik-cioci-zosi/
). Polecam serdecznie, jest pyszny i łatwy w wykonaniu, a co najważniejsze, zawsze się udaje. Potem pijemy kawę, a Gwiazdor w czerwonej czapeczce z białym pomponem (młodsza córka) rozdaje prezenty. Potem śpiewamy kolędy, a córka przygrywa nam na keyboardzie.

W domu rodzinnym, na wsi nie przychodził Gwiazdor, nie było przebrania, więc mama musiała wymyślić sposób, żebyśmy uwierzyli, że prezenty są od niego. Ubierała nas i wysyłała na dwór, żeby każdy szukał gałązek. Kto będzie miał najwięcej, dostanie najładniejsze prezenty. Czasem trudno było cokolwiek wygrzebać z głębokiego śniegu, ale staraliśmy się bardzo, bo wierzyliśmy, że Święty Mikołaj to doceni. Kiedy podarunki były już pod choinką, mama wołała nas do domu. Tłumaczyła, że Gwiazdor bardzo się spieszył, bo wszystkie dzieci czekają na niego i zostawił to, co miał dla nas i ruszył dalej. Ciekawość i radość z otrzymanych niespodzianek była tak wielka, że nikt nie zastanawiał się długo nad tym, co powiedziała mama. Pamiętam, jednego roku (może miałam trzy lata), mój najstarszy brat dostał cukrową lalę. Wyobraźcie sobie, był rok 1956, na wsi. Duży karton, a na wierzchu celofan tak, że było widać co jest w środku. Wydawało mi się, że ta pięknie pomalowana lalka, w czerwonej sukience, złotych włosach i takich samych bucikach, jest większa ode mnie. Dostał ją od swojej chrzestnej matki, a my pozostali też mieliśmy cukrowe figurki, ale niestety mniejsze. Musiało to być coś wyjątkowego, bo pamiętam do dziś wygląd lalki. Jak u Was wygląda Wigilia i jakie wspomnienia z dzieciństwa macie?

Nasza tegoroczna choinka

Nasza tegoroczna choinka

POMYSŁ NA ORYGINALNY PREZENT ŚWIĄTECZNY

Do świąt zostało kilka dni, może właśnie w tym roku pora zaskoczyć najbliższych niecodziennymi prezentami.

Można bez żadnego wysiłku, nawet nie wychodząc z domu, zaopatrzyć się w upominki, które już w momencie otrzymania zrobią na obdarowanym duże wrażenie, a nawet podniosą poziom adrenaliny. Skarpetki, pidżama, koszulka to już przeszłość. Dla młodych ludzi, którzy uwielbiają przygodę z dreszczykiem emocji w tle, proponuję kilka ciekawych podarunków. Wiele osób już od dawna ma ochotę na atrakcyjne popołudniowe wyjście i przeżycie przygody, ale wahają się: bo drogo, może innym razem, nie mam czasu lub nie mam z kim. Nie będą mogli się wycofać, kiedy otrzymają w prezencie gwiazdkowym voucher na jedną z niezwykle atrakcyjnych przygód. Kilka propozycji znam, bo otrzymały je w prezencie moje dzieci. Mogę więc polecić je z pełną odpowiedzialnością.

1. Przejazd po profesjonalnym torze wyścigowym samochodem Lamborghini. Silnik o mocy 520 koni mechanicznych, ciężar własny ponad 1,5 tony, przyśpieszenie do setki z prędkością błyskawicy w 3,8 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 315 km/h. To nie jest auto, a prawdziwy statek kosmiczny! Nie należy się bać, ponieważ każdy uczestnik tej niezwykłej jazdy przechodzi mini szkolenie, a maszynę prowadzi kierowca odpowiednio do tego przygotowany. W trakcie rajdu można nakręcić film, zrobić kilka pamiątkowych zdjęć, by móc wracać wspomnieniami do chwili spełnienia marzenia. W zależności od ilości okrążeń i wyboru toru, voucher można kupić (przez internet) za cenę od 230 do 1050 złotych. Mój syn dostał ten prezent (jako składka od wszystkich) na urodziny. Ponieważ jest fanem motoryzacji, uznaliśmy, że ten podarunek najbardziej go ucieszy i tak też było!

pl.wikipedia.org/wiki/Lamborghini

pl.wikipedia.org/wiki/Lamborghini

2. Lot w tunelu aerodynamicznym. Ten podarunek ucieszy osoby, które od dawna pragną skoczyć ze spadochronem, ale niestety brak im odwagi. Ten rodzaj lotu jest namiastką prawdziwego skoku tyle, że na ziemi, więc można czuć się bezpiecznie. Dla przyszłych skoczków spadochronowych może być formą inicjacji. Przybliżę to urządzenie. Jest to ogromna tuba z wiatrakiem dającym powiew 200 km/h. Urządzenie wytwarza potężny strumień powietrza, który unosi człowieka i sprawia, że lot jest płynny. W ofercie świątecznej taka atrakcja może kosztować 220 złotych i obejmuje 25 minut szkolenia oraz 2 minuty lotu. Z tej formy rozrywki mogą skorzystać całe rodziny. Najbardziej może zachwycić starsze dzieci. Bezpieczny i niezwykle atrakcyjny prezent świąteczny.

http://shopping.godealla.pl/promocja/warszawa/591105/ekscytujacy-lot-w-tunelu-aerodynamicznym-od-7990-zl-w-maxfly-do-36


http://shopping.godealla.pl/promocja/warszawa/591105/ekscytujacy-lot-w-tunelu-aerodynamicznym-od-7990-zl-w-maxfly-do-36

3. A teraz coś dla pań, które pracą zawodową, opieką nad dziećmi (wnukami) i porządkami świątecznymi, nadszarpnęły swoją kondycję i potrzebują regeneracji sił, odprężenia i relaksu. Polecam gorąco, bo z takiej przyjemności skorzystała córka. Oczywiście wyjście do ekskluzywnego SPA dostała także w prezencie urodzinowym. Tak opisała swój pobyt w tym miejscu. Wygodne łóżko przeznaczone do masażu, a w powietrzu delikatny zapach czekolady. Miała wrażenie, że czuje w ustach jej smak. Masaż czekoladowy wykonywany jest prawdziwą czekoladą z mikroelementami i substancjami odżywczymi, które nawilżą i rozświetlą skórę. Olejek migdałowy jest dodatkowym składnikiem dającym subtelny zapach i regenerującym skórę. To prawdziwa uczta dla ciała i duszy. Koszt 170 zł.

symfoniapiekna.pl/spa/terapie-organique/terapia-czekolada/

symfoniapiekna.pl/spa/terapie-organique/terapia-czekolada/

Mam wiele innych równie atrakcyjnych propozycji m.in.: skok na bungee, strzelanie na profesjonalnej strzelnicy, jazda za kierownicą gokarta, lot paralotnią czy nurkowanie we dwoje. Jestem ciekawa jakie pomysły na prezenty macie Wy?

13 GRUDZIEŃ 1981

Każdy z nas pamięta ten dzień inaczej. Rano w niedzielę powitał nas głos generała,  wojskowy, przerażająco spokojny.

Moi rodzice mieszkali na wsi, a mama obchodziła imieniny 9. grudnia. Ponieważ co roku zbierała się na tę uroczystość cała rodzina, uzgodniliśmy spotkanie na sobotę 12. grudnia. Goście dopisali frekwencją, a imieniny były wyjątkowo wesołe i dostatnie. Nie wracaliśmy w nocy do swojego domu, spaliśmy u rodziców. Zamierzaliśmy poleniuchować dłużej, bo impreza przedłużyła się, a przecież niedziela to dzień wolny od pracy. Rano obudziły nas rozmowy rodziców, zabarwione niepokojem i wzmożony ruch. W piżamach usiedliśmy przed telewizorem. W milczeniu i z przerażeniem na twarzach. Czułam to samo, co w okresie wczesnego dzieciństwa podczas burzy. Zawsze kiedy moja mama okazywała oznaki strachu, my dzieci też baliśmy się. Teraz czułam ten sam lęk.

Jaruzelski spokojnym, wyważonym głosem przeczytał informację o wprowadzeniu STANU WOJENNEGO. Chociaż siedzieliśmy licznie wpatrzeni w ekran, nikt nie wiedział, co nas Polaków czeka w najbliższym czasie. Złu znanemu da się zaradzić, ale jak przygotować się na wielką niewiadomą? W ponurych nastrojach spędziliśmy niedzielę. Już ten nasz pobyt u rodziców stracił blask. Rozmowy nie kleiły się. Każdy miał swoje własne myśli i z nimi musiał się uporać. Po obiedzie zaczęliśmy rozjeżdżać się do swoich domów. W poniedziałek czekał nas normalny (jeśli można mówić w tej sytuacji o normalności) dzień pracy. Było już bardzo ciemno, kiedy opuściliśmy dom rodziców. Mróz był w tym dniu dosyć solidny, ale nam w samochodzie nie było źle. Ja siedziałam obok męża z przodu, a nasz mały synek na tylnej kanapie. Po kilku kilometrach zatrzymał nas patrol wojskowy z karabinami w rękach. Chodziło o kontrolę dokumentów. Wpadłam w panikę, bo nie miałam ze sobą dowodu osobistego. Poczułam straszną bezsilność i obawę o bezpieczeństwo moich najbliższych. Na tylnej półce stała wytłoczka z jajkami od mamy. Do dzisiaj nie wiem czemu, ale przez moment pomyślałam, że przez to będziemy mieli kłopoty. Mąż uspokajał mnie i zapewniał, że nic nam nie grozi. Był spokojny i opanowany. Przecież to nasi, nic nam nie zrobią. Synek nie wiedział co się dzieje, więc cichutko siedział na swoim miejscu, jakby czuł powagę sytuacji. Mąż pokazał dokumenty i pozwolono nam jechać dalej. Droga nie była bezpieczna. Bez przerwy mijały nas czołgi i konwoje samochodów ciężarowych. Jechały w kolumnie. Ich ryku nie zapomnę nigdy. Wydawało się, że droga nie wytrzyma ich ciężaru i zamieni się w rozjechaną polną ścieżkę. Wyglądało to koszmarnie. Bałam się, że za chwilę zaczną wojnę. Tylko z kim? Żołnierze, część jechała samochodami, inni w czołgach, a pozostali szli pieszo. Jeden z nich, pewnie zdezorientowany jak my, zabłądził albo spóźnił się. Zatrzymał nas i zapytał:

     – Czy widzieliście kolumnę czołgów?

     – Tak, mijała nas kilka kilometrów wcześniej – odpowiedziałam.

Ruszył pieszo za nimi. Nie wiem ile drogi musiał pokonać, ale żal mi było tego młodego człowieka. Podobnie jak my był zaskoczony sytuacją. Pewnie  rozkaz wyrwał go z ramion matki albo żony i dziecka. Nikt nie czuł się dobrze w tym dniu. Ani cywile ani żołnierze. Wszyscy mieli trwogę w sercach. Przecież oni też byli czyimiś mężami, braćmi, ojcami i pewnie nie chcieli nikogo krzywdzić. Ale ich tragedia i nasza polegała na tym, że nikt nie wiedział, jakie rozkazy mogą dostać od zwierzchników. A wiadomo, żołnierz musi rozkaz wykonać.

Do domu dojechaliśmy bezpiecznie. Dobrze się stało, że nie doszło do masowego rozlewu krwi w czasie tych trudnych miesięcy. Oskarżamy, rozliczamy, chcemy więzić winnych. Niedługo nie będzie kogo rozliczać, bo ci co decydowali umrą śmiercią naturalną. Jednak trauma stanu wojennego będzie w nas żyła zawsze i wracała każdego roku 13 grudnia.

OSZCZĘDNOŚĆ PO POLSKU

Wszędzie słyszymy o oszczędzaniu:  każda kropla wody,  każda żarówka, czuwający pilot, nieszczelne okno i tak dalej……

Ten post jest moją reakcją i protestem zarazem, na bezmyślność i niegospodarność firm, które beztrosko trwonią pieniądze swoich klientów. Mam na myśli dostawcę energii elektrycznej (ENEA) i gazu (PGNiG). Dawniej, kiedy byliśmy bogatsi, te dwie instytucje (może inaczej się nazywały?) przysyłały jednego inkasenta, który odczytywał oba liczniki i wystawiał jeden wspólny mini rachunek. Logiczne, rozsądne i oszczędne postępowanie (firmy prawdopodobnie rozliczały się bez udziału odbiorcy swoich usług). Później nastąpił rozbrat energetyki z gazownią. Każda z firm przysyłała swojego inkasenta (czasem mijali się w drzwiach), każdy odczytywał właściwy licznik, drukował mini rachunek i przychodził ponownie za dwa miesiące. Koszty ich pracy należy pomnożyć razy dwa. W dalszym udoskonalaniu obsługi klienta (wszystkie działania oczywiście z myślą o jego komforcie), PGNiG ograniczyła pracę inkasenta do odczytu licznika i przekazania danych do biura zakładu. Czym okazała swoją niegospodarność i rozrzutność pieniędzy biorcy świadczeń. Koszty powiększyły się o wydatki związane z wysłaniem faktury: poczta, zakup koperty, papieru (kartka A4, czasem dwie) i większej ilości zużytego tuszu. W tym samym czasie ENEA pracowała według starego schematu. Ale stwierdziła, że tak nie może dalej być. Od września bieżącego roku przeszła na system pracy gazowni, tak więc: pan inkasent odczytuje licznik, ale wystawić rachunku nie może, bo zabrano mu urządzenie drukujące. Dane przekazuje do rozbudowanej administracji firmy, a pani księgowa drukuje fakturę, pakuje w kopertę i wysyła pocztą do adresata.

Myślę, że idiotyzm tych zmian nie ma uzasadnienia. Po co zmieniać coś co jest dobre, sprawdzone, na gorsze? Z reguły każda innowacja ma na celu dodatkowe oszczędności. Mądrze zarządzane przedsiębiorstwa pracują nad tym jak ciąć koszty, a nie jak je mnożyć! Tutaj beztroskę „nowatorów” widzę w jednym, zapłaci odbiorca, bo nie ma wyjścia. A dzięki wystawianiu faktur kolejna pani z biura będzie miała co robić. Za jedną taką operację przypuszczalnie zapłacimy około 5 złotych. Według GUS-u w 2011 roku w Polsce było 13572000 gospodarstw domowych. Wiadomo, że każde z nich dostaje 6 razy w roku rachunek za gaz i prąd.

Wyliczenie :                         13572000 x 6m-c x 5zł = 407.160.000 zł

Takie koszty ponoszą klienci jednej instytucji. Tyle samo generuje druga, więc na wystawienie i wysłanie faktur do klientów obie firmy wyrzucają w błoto około 814.320.000 złotych!!! Do tego, przy okazji jakichkolwiek zmian, klienci dostają pocztą ogromne ilości książeczek, których nikt nawet nie otworzy przed wrzuceniem do śmietnika. Zostawiam sprawę do dyskusji na forum. Warto wytykać palcami zakłady, które beztrosko trwonią pieniądze odbiorców swoich usług.

Dla kontrastu podam przykład jak postępują bogaci. W latach osiemdziesiątych mąż odwiedził krewnego w Zachodnich Niemczech (RFN). Od początku wizyty zaskoczyła go oszczędność, z jaką się tam spotkał. Jednak szczyt zdziwienia nastąpił w chwili, kiedy bogaty krewny kontrolował ilość wody nalanej do wanny przed kąpielą. Zaskoczenie budził fakt, że na kilka mieszkań był zamontowany jeden licznik. Nikt nie wiedział ile wody zużyje każdy z mieszkańców. Jednak wszyscy pilnowali, by zużyć nie więcej wody niż było to konieczne. Nikt nikogo nie kontrolował, bo każdy sam wiedział jak ma postępować. W Polsce rozumiemy własność wspólną jako niczyją, więc można trwonić do woli. Bogaci łyżeczką budują fortuny, my chochlami je rozpuszczamy.

DLACZEGO NIE LUBIMY SZCZĘŚCIA INNYCH?

Niestety, cudze szczęście zasmuca innych. Ludzie mają w sobie niechęć do powodzenia drugiego człowieka. W nawiązaniu do jednego z poprzednich wpisów dokończę temat w tym poście.

Michel de Montaigne (XVI w.) w traktacie filozoficznym „Próby” napisał, że szczęście cudze zasmuca innych, a i widok cudzego powodzenia jest niemiły ludziom. Dążenie do własnego szczęścia idzie w parze z życzeniem, by w jak najmniejszej ilości było ono dane innym. Tak jakby miało to być naczynie zamknięte: Fortuna obdaruje ze swego rogu obfitości innego, to ja będę miał mniej, mnie zabierze. Przecież wiemy, że tak nie jest, więc skąd bierze się ta zazdrość? Powód do zawiści znajdzie się zawsze, a człowiek zazdrosny skazany jest na ciągłe niezadowolenie, co z kolei nie pozwala mu być szczęśliwym. Nie lubimy szczęścia innych, bo ich niepowodzenia, kłopoty, dramaty dają nam poczucie większego szczęścia własnego. Patrząc na sukcesy innych, człowiek ma wrażenie, że jego własne maleją, nic nie znaczą, są nieważne, jest jakby mniej własnych powodów do zadowolenia.

Na potwierdzenie tych słów przytoczę zdarzenie z własnego życia. Jak pisałam w jednym z postów, dopiero jako dojrzała kobieta podjęłam studia wyższe, wymarzone i planowane przez lata, od matury począwszy. Odwleczone dosyć mocno w czasie z różnych przyczyn: dzieci, pieniądze, praca i sto innych powodów bardziej wymyślonych niż prawdziwych. Wreszcie zaczęłam. Jak wiecie, rodzina najbliższa była zdecydowanie ZA….. Na uczelni wykładowcy, koleżanki i koledzy z roku nigdy nie dali mi odczuć, że jestem intruzem, choć znaczna część kadry była dużo młodsza ode mnie, a studenci z grupy w wieku moich dzieci. Nie było dla nich problemem zwracanie się do mnie po imieniu i ściąganie, kiedy zaszła taka potrzeba. Pożyczanie notatek i wzajemna pomoc były regułą przez całe pięć lat. Chodziliśmy razem coś zjeść, a i na piwo od czasu do czasu też.
Ale jak w każdej nietypowej sytuacji jest strona przeciwna, czyli ta co nie akceptuje, potępia i stara się udowodnić na siłę, że podjęta decyzja była błędem. NAJWIĘKSZYM „WROGIEM” MOICH STUDIÓW BYŁY NAJBLIŻSZE KOLEŻANKI Z PRACY! Sześć kobiet, które wręcz cierpiały z tego powodu. Nie młode, które też studiowały tylko panie zbliżone wiekiem do mojego. Przykładne żony i matki nie rozumiały, że tracę pieniądze i czas na coś, co nie będzie skutkowało awansem, wyższą pensją itp. Nigdy nie zapytały o egzaminy, czy zdałam, a może muszę poprawiać? Jakby temat moich studiów należał do tabu. Argumenty, że studiuję tylko i wyłącznie dla własnych potrzeb, własnej satysfakcji, ziszczenia dawnych marzeń, nie docierały do ich świadomości. Ta niematerialna strona nauki nie mieściła się w ich pojęciu szczęścia. Chyba można wyciągnąć wniosek, że należały do grupy tych, którzy swoje potrzeby ograniczają do tych podstawowych. Wszystko co nie mieściło się w takim pojmowaniu świata było krytykowane. Dodam tylko, że nigdy nie miałam dodatkowego urlopu, dni wolnych i innych przywilejów. Więc skąd ta niechęć?
Ludzie nie lubią tych, którzy odstają od standardów. Choćby nie robili nic złego i tak będą potępiani przez resztę. Nie twierdzę, że akurat moje wybory były słuszne. Szanuję sposób życia innych. Szczęście ma tyle barw ilu ludzi na świecie. Dla każdego ma inne znaczenie. Ale chyba troszkę ośmieszamy się potępiając tych, którym nie wystarcza do szczęścia tylko materialny aspekt życia.

Może ktoś z Was ma podobne doświadczenia?

NAJWIĘKSI WYGRANI I PRZEGRANI II TURY WYBORÓW

Biedroń i Grobelny przełamali stereotypy. Pierwszy wygrał, dając mieszkańcom nadzieję na zmiany, drugi przegrał, bo poznaniacy nie dali dotychczasowemu prezydentowi zgody na dalszą rutynę i rządy układów.

W tym roku wybory samorządowe były burzliwe w komentarzach i obfitowały w skandale, afery i oskarżenia. Niektóre może miały podstawy do omówienia, ale wiele sądów było nieuzasadnionych i zorientowanych na poklask. Jak cała machina wyborcza wyglądała wiemy, omówiono temat w sposób wyczerpujący, więc nie ma sensu po raz kolejny o tym pisać. Na przykładzie dwóch prezydentów miast chciałam omówić tendencje, jakie zarysowują się obecnie w społeczeństwie polskim.

Robert Biedroń

Dlaczego wygrał? Młody, uczciwy człowiek. Bez dużych pieniędzy, agitacyjnych ulotek, plakatów na słupach, z łatką geja, obcy dla mieszkańców Słupska. Robert Biedroń i jego sztab wyborczy, wsparty wolontariuszami – wygrali. A jednak pokonał swojego rywala. Ta wygrana nie miała racji bytu, a stała się faktem. Prasa, radio i telewizja nazywają sukces kampanii Biedronia fenomenem. Przyszły prezydent postawił na osobisty kontakt z mieszkańcami, szczerą rozmowę, a swoją uczciwością i prostotą przekazu przekonał do siebie ludność Słupska. W trakcie tysięcy rozmów, poznał problemy mieszkańców miasta i ich oczekiwania. Mieszkańcy słusznie uznali, że nowy prezydent zniszczy dotychczasowy układ, który nie służył ich miastu. Dali swój kredyt zaufania nowej osobie, czystej, spoza kręgu dotychczasowej władzy. Cieszy to, że Polacy potrafią sami wybrać to co dla nich będzie najlepsze, nie mają uprzedzeń ze względu na inną orientację seksualną kandydata. Ludzie hetero nie robią problemu z tego, że osoba homoseksualna chce rządzić. Dostrzegli w Biedroniu pełnowartościowego i pracowitego działacza. Cenią go za wiedzę i sposób prowadzenia polityki. Wiedzą, że jego orientacja nie ma żadnego znaczenia dla miasta i ludzi tu żyjących. Słupczanie nie dadzą sobą manipulować, są odporni na naciski Kościoła, mediów i lokalnych kacyków. Ten przykład rodzi optymizm i wiarę, że Polacy wychodzą z uprzedzeń.

Ryszard Grobelny

Największym przegranym tegorocznych wyborów samorządowych jest Ryszard Grobelny. Niewątpliwie to koniec pewnej epoki. Po 16 latach w Poznaniu nastąpiła zmiana na stanowisku prezydenta miasta. Poznaniacy winią Grobelnego za prywatę, układy i układziki. Zapamiętają i będą kojarzyć z aferami: Kulczykpark, Morasko, Kupiec Poznański, Stadion przy Bułgarskiej, Aquanet, PEKA, ZKZL i Pucek i innych! Procesy sądowe Grobelnego śledzili mieszkańcy i zapamiętali, choć wyroki zapadały uniewinniające. W ciągu czterech kadencji rządów Grobelnego stolica Wielkopolski wiele straciła. Miasta takie jak Gdynia, Gdańsk, Wrocław zostawiły Poznań w tyle, pod względem dobrego zarządzania i dynamicznego rozwoju. Poznaniacy zauważali, że ich prezydent wpadł w rutynę, przestał słuchać mieszkańców, nie zauważał ich potrzeb. Cały drobny handel został unicestwiony przez wprowadzenie do centrum dużych sieci handlowych. Miasto się wyludniło, jest brudne i zaniedbane. Po godzinie 18.00 centrum wygląda jak wymarłe. Nie potrafił prezydent i jego świta zatrzymać młodych. Poznań stracił swoją renomę ośrodka akademickiego i biznesowego. To tylko niektóre powody zabrania mandatu dotychczasowemu prezydentowi.

Mieszkańcy Poznania i Słupska mają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. To sygnał, że mentalność Polaków zmienia się, potrafimy powiedzieć głośno: NIE. Pozwala wierzyć, że polska demokracja idzie w dobrym kierunku. Stawiamy na nowe, dające szansę poprawy, nie boimy się burzyć dotychczasowych układów. Swój mandat zaufania składamy w ręce tych, co stanowisko i władzę traktują jak misję i chcą służyć ludziom.

GWIAZDKOWA AURA W EUROPIE

W połowie października odwiedziłam z rodziną Sztokholm. Stolica Szwecji przywitała nas dekoracjami bożonarodzeniowymi.
Zawsze wydawało mi się, że w Polsce przesadzamy z pośpiechem. Albowiem dekoracje świąteczne pojawiają się u nas prawie dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem. Jednak nigdy nie spotkałam ich na ulicach i w witrynach sklepowych wcześniej niż po Święcie Zmarłych i Zaduszkach. Ogromnie zaskoczona byłam więc dekoracjami świątecznymi w stolicy Szwecji już w połowie października. Prawda, nie było to oficjalne, uroczyste włączenie świątecznego oświetlenia ulicznego, bo to miało miejsce dopiero 22.11, ale lampki choinkowe na markizach kawiarenek, łańcuchy z igliwia zawieszone nad uliczkami wokół głównego placu, motywy Mikołaja, sań, reniferów na wystawach sklepowych witały mieszkańców i turystów. Więc nie my, Polacy jesteśmy pierwsi. Dekorujemy się razem z całą Europą. Oto niektóre stolice i nie tylko, w szacie świątecznej:

Paryż

http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/10539508/The-French-do-gaiety-and-Christmas-far-better.html


http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/france/10539508/The-French-do-gaiety-and-Christmas-far-better.html

Niekwestionowaną stolicą dekoracji świątecznych: bogactwa, różnorodności, przepychu, koloru złota jest Paryż. Dech w piersiach zapiera widok Pól Elizejskich, gdzie niezliczona ilość maleńkich lampek zawieszonych na drzewach wzdłuż ulicy tworzy bajeczny klimat. Wystrój świąteczny ulic i galerii handlowych zachwyca nie tylko turystów, ale także mieszkańców Paryża, którzy licznie uczestniczą w uroczystym włączeniu świątecznego oświetlenia. Wystawy w znanych galeriach są autorstwa słynnych projektantów. W środku Galerii Lafayette przy bulwarze Haussmanna, stoi wielka choinka, projektowana każdego roku na nowo. Można podziwiać ją z dołu, ale także z  poziomu kolejnych pięter. By obejrzeć cuda świątecznego Paryża, przybywają tu setki tysięcy turystów z całego świata.

Sztokholm

http://direction-sweden.blogspot.se/


http://direction-sweden.blogspot.se/

Stolicę Szwecji przyozdabia się motywami północy, więc sanie, renifery, ośnieżone choinki są częstymi elementami dekoracji w mieście. A jak wygląda Finlandia, ojczyzna Świętego Mikołaja?

Laponia

http://www.magazynallinclusive.pl/europa/laponia-prawdziwy-dom-swietego-mikolaja.html


http://www.magazynallinclusive.pl/europa/laponia-prawdziwy-dom-swietego-mikolaja.html

Warszawa

W sobotę 6 grudnia w Warszawie po raz siódmy zostaną uroczyście włączone światła świąteczne. Zapowiadane jest przybycie Świętego Mikołaja z elfami prosto z Laponii, a mieszkańcy i turyści zapewne chętnie wezmą udział w tym niezwykłym wydarzeniu.

http://www.rp.pl/galeria/957459.html


http://www.rp.pl/galeria/957459.html

Berlin

Jak co roku również Berlin rozbłyśnie świątecznymi światełkami. Zapach pierników będzie się unosił w całym mieście, a glög będzie rozgrzewać szukających prezentów dla swoich bliskich.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/basniowe_swieta_w_berlinie_119791.html


http://www.wiadomosci24.pl/artykul/basniowe_swieta_w_berlinie_119791.html

Aura świąteczna daje o sobie znać na każdym kroku. Udekorowane ulice, place, wystawy zachęcają do kupowania. Towary nabyte w tym niezwykłym czasie są magiczne. Dają wielką radość obdarowanym i długo przypominają o Gwiazdce, zapachu igliwia i gwiazdeczek rozrzucanych w koło przez zimne ognie. Kocham okres przedświąteczny i Święta Bożego Narodzenia! To najpiękniejszy okres każdego roku. Usiąść przy wigilijnym stole nakrytym śnieżnobiałym obrusem i siankiem pod nim, to uroczysta chwila. Każdy czuje się otoczony magią. Należy życzyć sobie by spadł śnieg i wielkimi, białymi płatkami usłał drogę dla sań i reniferów Świętego Mikołaja, który każdego roku nas odwiedza.