IDĘ NA STUDIA!

Wszystko, co nie jest zabronione prawem, jest dostępne dla każdego. Wiek nie ogranicza zdrowego człowieka w niczym. Może spełniać się w każdej dziedzinie (studia, podróże, pisanie książek, odkrywanie nowego). Jedyny warunek to mieć młodą duszę i energię dwudziestolatka! Tak czuję się właśnie ja :-) Dlatego decyzja o podjęciu studiów w wieku 52 lat nie była trudna. Właściwie, co mogło ją przekreślić…? Przecież poza stroną materialną, nie niosła za sobą żadnych negatywnych konsekwencji dla męża i dzieci.

Przyznam, obawiałam się reakcji najbliższych, nie spałam chyba cały tydzień. Spodziewałam się słów: „W tym wieku…chyba oszalałaś?” Zaskoczenie moje było ogromne – spotkałam się nie tylko z aprobatą, ale też zachętą i wsparciem. Najbardziej cieszyło mnie to, że dzieci nie okazały się egoistami. Nie uważały, że moje życie jest ich własnością, a ja nie mam prawa marzyć czy mieć własnych potrzeb. Co więcej, przez całe pięć lat mogłam liczyć na pomoc dzieci, której potrzebowałam co chwilę. Dziwię się, że nigdy nie „odprawiły mnie z kwitkiem”, chociaż miały dużo własnych obowiązków. Odpytywanie, wypożyczanie książek, to pomoc, której nie mogłam przecenić. To, że zaliczyłam w terminie angielski zawdzięczam w stu procentach młodszej córce, a nad ”odtajnianiem” komputera solidarnie pracowali wszyscy. Najmilej wspominam wspólne świętowanie i radość z zaliczenia kolejnego roku studiów.

Zachowanie mojej rodziny było wzorcowe, natomiast szokiem była dla mnie reakcja dalszej rodziny i koleżanek z pracy, ale o tym w kolejnym poście, do przeczytania którego zapraszam!

6 Komentarze

    • Droga Aneto!
      Dziękuję, że przeczytałaś mój wpis i zamieściłaś komentarz. Zapraszam do odwiedzania regularnie mojego bloga i zamieszczania swoich opinii. Dopiero startuję, więc każda uwaga jest dla mnie bardzo cenna.
      Pozdrawiam serdecznie, Elżbieta

  1. Dziękuję za zaproszenie do odwiedzenia Twojej stronki i z przyjemnością z tego zaproszenia skorzystałem.
    Ujęło mnie takie a nie inne postawienie sprawy w Twoim komentarzu do tekstu Alinki.
    Nie kontrolować, nie wściubiać wszędzie nosa, nie szperać, nie siedzieć na karku …. mieć swoje pasje, zająć się swoimi sprawami – taki był mniej więcej sens Twojego komentarza i jest on bardzo zbliżony do moich poglądów na temat zaufania w małżeństwie.
    A u niewielu kobiet można spotkać takie zdanie ….
    I już wtedy pomyślałem, ze musisz być silną osobowością i nietuzinkową osobą.
    I jak przeczytałem ten powyższy wpis u Ciebie to moje przypuszczenia znalazły potwierdzenie.
    Bo rozpoczynać studia w wieku 52 lat i pomyślnie je zakończyć to nie jest wydarzenie, które spotykamy na co dzień. A jest raczej wyjątkiem i to chlubnym wyjątkiem. Moje serdeczne gratulacje.
    Tym bardziej, że sytuacja opisana przez Ciebie niewiele różni się od mojej drogi życiowej.

    Zawsze też uważałem i uważam nadal, ze wykształcenie jest niezmiernie ważne i zawsze wpajałem to swoim córkom … z pozytywnym rezultatem zresztą. Do tego jeszcze dodam, że równie ważne jest ciągłe i systematyczne samokształcenie…. choćby czytanie książek zamiast notorycznego oglądanie telewizyjnej papki serialowej czy niekończących się programów o gotowaniu, chirurgii plastycznej i modzie.

    Bardzo cenię takie osoby …. i jest mi miło, że Ty jesteś jedną z nich.
    Pozdrawiam serdecznie i dobrych dni życzę.

  2. Wspaniale piszesz, Twój komentarz mógłby być osobnym postem. Jesteś bardzo mądrym człowiekiem, a Twoje podejście do życia jest bliskie mojemu. Cieszę się, że jesteś moim gościem, a ja z przyjemnością czytam to, co Ty piszesz.
    Przez całe swoje dorosłe życie czułam się źle z tym, że nie zrealizowałam swoich marzeń od czasu otrzymania świadectwa dojrzałości. Studium ekonomiczne, praca, a potem szybko chłopak, miłość i rodzina. Dzieci też jakoś zapragnęły przyjść na świat na przestrzeni 15 lat. Wszystko to oddalało naukę w czasie. Ale moje wspaniałe, mądre i ambitne dzieci rozumiały potrzeby nie tylko własne ale też innych. One przekonały mnie, że teraz albo nigdy, postawiły ostatnią kropkę nad ostateczną decyzją. Jestem im bardzo wdzięczna, że nie są egoistami, oddały część swojego luksusu na rzecz moich studiów. Córka zadeklarowała pracę w czasie wakacji i przez całe studia od matury do otrzymania dyplomu historyka sztuki nie brała ode mnie pieniędzy. Jeździła do pracy w Anglii.
    Warto było. Uważam, że pójście na studia jest dla mnie jednym z ważniejszych sukcesów życiowych. Może trudno to zrozumieć, bo moje otoczenie (dalsza rodzina, koleżanki z pracy), potępiło naukę bez szans na awans i większe pieniądze. Ja zyskałam na tym coś ogromnie ważnego. Spokój, samozadowolenie i szacunek do siebie. Dla ludzi jestem tym samym człowiekiem, nic się nie zmieniło, ale dla siebie samej jestem inną osobą. Nigdy nie byłam zakompleksioną, wiejską dziewczyną, o niskiej samoocenie. Ale ukończenie studiów, nawet tak późno, potwierdziło zasadę: na realizację marzeń nigdy nie jest zbyt późno.
    Pozdrawiam Rogatywilku:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.